logo
logo
zdjęcie

Jan Maria Jackowski

Jak Donald Tusk uzależnił Polskę od Rosji

Sobota, 10 maja 2014 (02:00)

Coraz bardziej napięta sytuacja na Ukrainie stanowi bardzo poważne zagrożenie dla Polski. Tymczasem Donald Tusk na potrzeby kampanii do Parlamentu Europejskiego z jednej strony straszy Polaków wojną, z drugiej – przez lata nicnierobienia – doprowadził do sytuacji, że Polska jest szczególnie zagrożona w aspekcie bezpieczeństwa energetycznego. Premier – zresztą nie tylko w tej fundamentalnej sprawie – po raz kolejny przypomina strażaka piromana, który najpierw wywołuje pożar, a następnie biegnie go gasić, by się „wykazać” i zyskać poklask opinii publicznej.

Siedem lat rządów Tuska to siedem lat chudych dla polskiej energetyki i bezpieczeństwa energetycznego. Dużo gadano, lecz nic albo bardzo niewiele zrobiono. A teraz, gdy ogień jest coraz większy i skala zagrożenia jest widoczna dla każdego Polaka gołym okiem, „strażak” Tusk proponuje utworzenie europejskiej unii energetycznej. Jej idea sprowadza się do tego, aby kraje Unii Europejskiej wspólnie negocjowały umowę gazową z Rosją, bez żadnych tajnych klauzul i z wiodącą rolą Komisji Europejskiej. Jednak przy rozbieżności interesów poszczególnych krajów członkowskich UE jest to pomysł czysto teoretyczny, by nie powiedzieć, utopijny, obliczony jednak na użytek propagandowy, na potrzeby kampanii do Parlamentu Europejskiego, by mydlić Polakom oczy, że rząd coś robi.

Zaniedbania obecnego rządu w zakresie bezpieczeństwa energetycznego punktuje nie tylko Prawo i Sprawiedliwość, ale także „The Economist”. Na łamach tego brytyjskiego tygodnika o globalnym zasięgu napisano, że Polska jest uzależniona od rosyjskiego gazu na własne życzenie. Autorzy artykułu zwracają uwagę, iż Polacy płacą teraz jedną z najwyższych w Europie cen za rosyjski gaz. To około 500 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, tymczasem – dla porównania – Niemcy płacą tylko 370 dolarów. Dziennikarze brytyjskiego tygodnika podkreślają, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby Polska w ostatnich latach rozwinęła własny przemysł związany z gazem łupkowym. Przypominają, że mimo ogromnych zasobów potencjalni inwestorzy natrafiają na ogromne biurokratyczne bariery, a poza tym niewiele wiadomo na temat przyszłych regulacji prawnych i opodatkowania tego przemysłu.

Donald Tusk zachowuje się zatem, jakby myślał, że Polacy już nie pamiętają, ile razy zaprzepaszczał nasze szanse na niezależność i bezpieczeństwo energetyczne. To jego rząd „zawalił” sprawę gazoportu, który jest opóźniony o dwa lata, to premier traktował Putina jak sojusznika i wmawiał Polakom, że nastąpił „reset” i mamy z Rosją doskonałe stosunki. „Główny energetyk”, jak nazwał Tuska Jarosław Kaczyński, na działania miał wiele lat, jednak nie wykorzystał szansy, a ponadto popsuł nawet to, co było wcześniej przygotowane. Nie interesował się dywersyfikacją, utrudniał poprzez podatki rozwój wydobycia gazu łupkowego, nie dbał o polski węgiel.

Kuriozalnie w ustach szefa rządu zabrzmiała fraza o koniecz- ności rehabilitacji węgla w Europie. Donald Tusk nie zgłosił we- ta do konkluzji poświęconej zaostrzeniu polityki klimatycznej UE na szczycie w Brukseli. W paragrafie 16 konkluzji ze szczytu odbywającego się 20-21 mar- ca niestety znajduje się zapis pozwalający Komisji Europejskiej na zaproponowanie nowego, niekorzystnego dla Polski sposobu handlu emisjami i został on zaakceptowany przez Tuska (nie zgłosił w tej sprawie weta). Podwyższenie ceny pozwoleń na emisję CO2 poprzez zmianę systemu handlu nimi jest zabójcze dla polskiego górnictwa i energetyki opartej na węglu. Trudno zatem uwierzyć, że z dnia na dzień Tusk się zmienił i zrozumiał, jak ogromny jest rozmiar jego nieudolności i zaniedbań.

Jan Maria Jackowski

Nasz Dziennik