logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Człowiek zakonu pomostem ku Niebu

Piątek, 21 listopada 2014 (02:00)

Wiele pytań stawia współczesny świat i duch czasu w konfrontacji z samymi radami Ewangelii Chrystusa oraz ich reprezentantami: siostrami, ojcami i braćmi zakonnymi. Czy nie są one sprzeczne z pierwotnym powołaniem człowieka do pełni życia ziemskiego i wiecznego? Czy są jeszcze aktualne, a może już się zestarzały i nie odpowiadają „otwartości” współczesnego ducha świata i jego „księcia”? Czy więc ludzie rad ewangelicznych są jeszcze komuś potrzebni? Można krótko zapytać, czy cała ta sprawa, której na imię „całkowite poświęcenie dla Boga” (PC 5), Kościoła, zakonu i człowieka, ma jeszcze jakikolwiek duchowy, moralny i religijny sens? By znaleźć wprawdzie jedynie szkicowe odpowiedzi na tak postawione zagadnienie, potrzeba powrócić w rozpoczętym w Avila Roku św. Teresy od Jezusa, Doktora Kościoła, w dniu solidarności z zakonami klauzurowymi, przypadającym w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny (21 listopada), oraz w przededniu Roku Życia Konsekrowanego w całym Kościele powszechnym do systematycznej analizy ostatecznej przyczyny, istoty i celowości samych rad Dobrej Nowiny Jezusa z Nazaretu.

Trwając wiernie w nauce Ewangelii Chrystusa jako prawdziwego Mesjasza, w nauce Kościoła oraz w świetle sprzeczności różnych form negacji Boga, Kościoła, człowieka oraz życia zakonnego, uświadamiamy sobie ciągle na nowo, jak święta i niezwykle aktualna jest droga powołania i życia według rad ewangelicznych, bowiem przez wszystkie rodziny zakonne zbolały człowiek-pielgrzym powraca do Boga i do Nieba, co wypełnia jego najgłębsze tęsknoty ducha i ciała oraz całej jego egzystencji.

 

I. czystość

Zaślubieni Bogu i Kościołowi

Kościół uczy, że stan zakonny należy w sposób szczególny do „życia i świętości” (LG 44) całego Ludu Bożego. Skąd ta bardzo znacząca specyfika tego stanu, który ślubuje Chrystusowi, by żyć w „czystości bezżeństwa dla Królestwa Niebieskiego, w ubóstwie i posłuszeństwie”? (KKK 915).

Rada ewangeliczna czystości dziewiczej stawia najpierw człowiekowi wymagania, które przekraczają jego naturalne możliwości, bo przecież Bóg Stwórca, stwarzając „człowieka jako mężczyznę i niewiastę”, powołał ich jednocześnie do wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej, i to właściwie z jednej generalnej racji, by kontynuować dzieło stworzenia następnych pokoleń z pomocą człowieka. Stan bezżeństwa ze względu na Królestwo Niebieskie nie stoi w opozycji do planu stworzenia, lecz właściwie toruje Bogu Stwórcy oraz rodzicom jako Boskim współpracownikom drogę realizacji tego planu, bowiem istotą ojcostwa i macierzyństwa ludzkiego jest nie tylko dać życie ziemskie, lecz doprowadzić człowieka do życia w Bogu, z Bogiem i u Boga. Ponieważ na skutek grzechu wypełnienie istoty darowania życia w pełni zostało utrudnione, dlatego Boski Architekt zdecydował się w swojej fascynującej nas Opatrzności powołać wspólnoty zakonne jako rodziny duchowo-religijnego ojcostwa i duchowo-religijnego macierzyństwa, wypraszające modlitwą i ofiarą u tronu Miłosierdzia Najwyższego życie wieczne dla człowieka ziemi oraz jego małżeństw i rodzin.

Wprawdzie każda rodzina jest jakimś obrazem Rodziny Świętej z Nazaretu oraz obrazem samego Boga w trzech Osobach, ale wydaje się, iż wspólnota zakonna całkowicie poświęcona ślubami Bogu i Kościołowi stanowi jeszcze doskonalszą wspólnotę-wzór dla małżeństw i rodzin w ich wędrówce do stania się w eschatologicznej perspektywie dziećmi Rodziny Bożej. Bez tego zaplecza wspólnot zakonnych małżeństwa i rodziny współczesnego świata, w obliczu ich tak misternie przemyślanych i systematycznie przeprowadzanych negacji, nie są w stanie wypełnić swoich zadań. Małżonkowie i rodzice wiedzą doskonale, że człowiek zakonu jest ich istotnym wsparciem, dodaje im otuchy, że jego ofiara rezygnacji z prawa naturalnego do małżeństwa jest źródłem mocy ducha małżeńskiego i ducha rodzicielskiego. Jak głęboki i owocny związek istnieje pomiędzy z jednej strony dynamiką zakonnika i zakonnicy, a z drugiej strony małżonkami i rodzicami, potrafimy oszacować jedynie w mocy i świetle Ducha Świętego jako Ducha całej ekonomii bytu i ekonomii zbawienia.

Powołania rodzą się w świętych rodzinach

Czystość dobrze pojęta stanowi warunek i cel małżeństwa, a także podstawę dobrze wypełnionej misji rodzicielskiej oraz świętości i gwarancję prawdziwego szczęścia małżeńskiego i rodzinnego. Stąd świętość człowieka zakonu jest w dużej mierze warunkiem świętości małżeństw i rodzin, choć naturalnie nie jedynym, bo przecież o świętości decydują przede wszystkim sami rodzice i dzieci podejmujący współpracę z uświęcającym ich Zbawicielem. A zatem świątobliwość życia rodzinnego warunkuje świątobliwość członków rodzin zakonnych i odwrotnie, co jest częściowym spłacaniem zaciągniętego we własnej rodzinie długu doskonałości. Stąd nie dziwi fakt historyczny naszych dni, że np. zachodnioeuropejski kryzys małżeństwa i rodziny opustoszył klasztory, a stosunkowo mocna rodzina polska napełnia mury klasztorne wzniesione przez naszych wiernych praojców wspaniałymi, dzielnymi i gotowymi do ofiary i poświęcenia powołaniami. Dałby Bóg, żebyśmy się jako Polacy, także wobec obecnych wyzwań, ostali i umacniali zarówno ducha zakonnego, jak też ducha małżeńsko-rodzinnego.

Ślub czystości ze względu na sprawę Bożą nie jest negacją kobiecości lub męskości, lecz fundamentem ich chrześcijańskiej akceptacji. Co więcej, człowiek dziewiczy w najdoskonalszy sposób realizuje swoją bytowość kobiecą lub męską, ponieważ wyprzedza wszelkie drugorzędne przywiązania w ramach świata i ludzi i stoi w całkowitej postawie służby, tak jak pokorny Jezus na ziemi wobec swojego Ojca. Ta droga otwiera przed człowiekiem najintymniejsze pokłady bycia człowiekiem jako kobieta i jako mężczyzna. Nie przez wyżycie się seksualne człowieka zdobywa wiedzę i mądrość bycia, lecz przez bycie w sensie służby Bogu jako Dawcy. Im bliżej Stwórcy naszej natury i osoby, tym bliżej tajemnicy człowieczeństwa każdego. W przeciwieństwie do tego postawa nawet najbardziej intymnej bliskości człowieka do człowieka w małżeństwie, ale bez zjednoczenia serc i dusz w jednym Panu, stanowi barierę do poznania człowieka, nie mówiąc już o dramacie i cenie oddalenia się od Pana życia, co sprawia, że rozum, choć na pozór tak bliski drugiego, jego duszy i jego ciała, nie dosięga głębi człowieczeństwa, lecz pozostaje na płyciźnie istnienia duchowo-cielesnego.

Przecież kluczem do zrozumienia naszej natury jest sam jej Stwórca, a nie człowiek. Człowiek zakonu jako człowiek świadomej i wolnej rezygnacji ze spotkania z drugim w głębi jego i własnego ciała wskazuje małżonkom na głębię osoby, której nie wolno redukować ani do narzędzia, ani jedynie do sfery ciała, lecz trzeba uczyć się otwierać na głębię jej niepowtarzalnego i wyjątkowego człowieczeństwa ciągle na nowo.

Nowożytność w wielu swoich najbardziej wpływowych reprezentantach, poddając zasadniczej krytyce stan zakonny, jak np. S. Freud i Nowa Lewica, oraz redukując osobę ludzką do bycia li tylko popędem seksualnym, zamykają horyzont rozumienia człowieka, jego istoty, sensu, wartości i celów do sfery ciała, przez co uniemożliwiają poznanie istoty, sensowności specyfiki i niepowtarzalności kobiecości i męskości, ugruntowanych istotnie w swoich niepowtarzalnych i nieśmiertelnych duszach.

Czystość ducha i rozumu

Czystość ma obok wymiaru cielesnego także swoją najgłębszą płaszczyznę w duchu i duszy ludzkiej. Święty Ambroży, interpretując słowa Pańskie: „Pójdź za mną”, tak powiada, iż Jezus „każe pójść nie krokami ciała, ale sercem i duszą”. To ona, dusza, a nie ciało, jest pierwszą ojczyzną bytu dziewiczo czystego i zarazem stanowi najważniejszą rację doskonałego naśladowania Mistrza z Nazaretu. Troska o dziewicze ciało zakłada bardzo intensywną pielęgnację ducha i duszy osoby ludzkiej poprzez ćwiczenia religijne jak post, modlitwa i jałmużna, ale także poprzez odnawianie myślenia w oparciu o Prawdę, umacnianie wolnej woli z pomocą Dobra oraz stałe oczyszczanie sumienia z wszelkiego kurzu lub ran grzechu przeciwko miłości Boga i człowieka. Czysty duch, za którym tęsknił, ale którego niestety ostatecznie nie odkrył m.in. Kant i wielu innych myślicieli czasów współczesnych, jest duchem poznającym Prawdę, miłującym Prawdę poprzez urzeczywistnianie dobra, każdego: małego i wielkiego.

Czystość rozumu polega na całkowitym poświęceniu się dla Prawdy absolutnej i każdej prawdy ziemskiej, natomiast każdy fałsz i każde kłamstwo zanieczyszczają naszą władzę poznawczą, a poprzez to zanieczyszczają całą bytowość człowieka, jego wspólnoty i wszelkie dzieła. Friedrich Nietzsche twierdzi, że po tym, jak przykazanie Boskie zabraniające kłamstwa „zostało odrzucone”, zmienia się „sens dla prawdy”, którą ma wyrazić „pierwotna żądza”, czyli to, co stało się przyczyną upadku rozumu anioła światłości i rozumu pierwszych ludzi. Natomiast św. Augustyn uczy: „Żądza jest trucizną gubiącą miłość”. Doskonałość wyklucza wszelkie żądze. Czystość woli wyraża się w aktach miłości Boga i bliźniego, w umiłowaniu dobra w myśli, słowie i czynie. Czystość pamięci obejmuje każdą poznaną prawdę, a szczególnie wypełniona jest poznaniem Prawdy o Bogu. Im czystszym jest człowiek duchowo, tym więcej czystości ciała, postawy i działania.

Czystość nie jest oznaką zacofania, lecz dowodem największego postępu w rozumieniu ostatecznego przeznaczenia człowieka jako kobiety i mężczyzny, a mianowicie by zdobyć Królestwo Niebieskie, gdzie „nie będą się już żenić i za mąż wydawać”, lecz istnieć w wiecznej harmonii rodziny Dzieci Bożych, o ile człowiek dziewiczy świadomie i w pełni swojej wolności wypowiada na wzór Maryi swoje osobiste „fiat”. Człowiek Boży jest w każdej epoce dziejów najbardziej postępowym, natomiast zacofanie powstaje zawsze tam, gdzie człowiek oddala się od źródła swojej bytowości, będącego zarazem jego najwyższym celem. Im bliżej Boga, tym bliżej doskonałości i postępu, im dalej od Niego, tym bliżej do prymitywności i wszelkiej deformacji, której synonimem jest kraina piekła. Dążenie do najdoskonalszej formy bytu jest możliwe do zrealizowania na drodze czystości, zawsze najbardziej atrakcyjnej i w każdej epoce dziejów najbardziej postępowej, bo jednoczącej nas z pierwotnym zamysłem i dziełem Boga oraz z Jego eschatologicznym planem całkowitego uświęcenia naszej bytowości.

Dlatego klasztory były od samego początku i nadal pozostają istotnymi miejscami wielkiej kultury europejskiej i ogólnoludzkiej. To są klejnoty, przebogate owoce duchów dążących do czystości i dlatego tak imponujące i twórcze do dzisiaj. Nawet dysponując wspaniałymi komputerami i innymi dziełami techniki, człowiek współczesny nie może być w wielu sprawach bardziej postępowym od wielu starożytnych i średniowiecznych artystów malarzy, architektów, pisarzy i myślicieli, którzy obficie czerpali z tego, co Boskie.

Drogowskazy do Nieba

Czystość wyprzedza czas i ramy tego świata i pozwala człowiekowi zasmakować już tutaj, na ziemi, życia niebiańskiego. Wprawdzie żyjemy w czasie i czas należy potraktować zarówno jako realny dar Stwórcy, ale nasza uwaga nie może zatrzymać się lub ograniczyć do ram życia wyznaczonych przez czas, bowiem człowiek swoim duchem oraz opracowaną przez niego architekturą transcenduje czas i wkracza duchem w wieczność. Dlatego człowiek zakonu jest nie tylko drogowskazem do świątobliwego życia w czasie, lecz jest także drogowskazem, co więcej, żywym dowodem na istnienie wieczności i Boga. Myśl filozofii nowożytnej bardzo konsekwentnie protestuje przeciwko zakonom, ponieważ inspirują do życia „sub specie aeternitatis”, jak się wyraził m.in. Theodor W. Adorno. Martin Heidegger zaś w dziele swojego życia „Sein und Zeit” („Byt i czas”) poddaje zasadniczej krytyce myśl o wieczności, o bycie, który byłby „a-czasowym” lub „poza-czasowym” lub „ponad-czasowym”.

Według niego, istnieje tylko czas i on wyłania wszelkie postaci bytu, stąd jego teza o konieczności „temporalizacji bytu” w ogóle. Ocalić myśl o wieczności w rozumie współczesnych potrafi człowiek zakonu. Taki kształt bytowania i takie dążenia są jednymi z zadań ogólnozakonnych i osobistych każdego ojca i brata zakonnego oraz każdej siostry zakonnej. Mieć odwagę do wyprzedzania czasu i zaszczepiania jej innym, wszystkim, których sam Bóg posyła do bram i furt życia konsekrowanego. Duch świata pragnie wszelkimi sposobami wmówić w ducha ludzkiego, że nie istnieje żaden Bóg i żadna wieczność. Ocalić i rozwinąć własne powołanie zakonne to przybliżyć czas i człowieka żyjącego w czasie do ich pełni, czyli do wieczności. Prawdziwa radosna wspólnota zakonna przybliża i stanowi żywy obraz wiecznej radości miłującego Oblicza Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Być darem dla drugiego

W czystości i poprzez czystość człowiek uwalnia się od siebie i pojmuje siebie oraz realizuje swoją bytowość jako dar dla drugiego. Takim jest sama Istota Boga i Osoby Boskie, by być dla drugiego, by się jako wieczny i Trójjedyny Pan darować wiecznie: Ojciec Synowi, Ojciec i Syn Duchowi Świętemu wraz z doskonałą wzajemnością. Dlatego nie można być święcie i całkowicie darem dla drugiego bez czystości. Wspólnota zakonna jest wzorem dla innych wspólnot i jednostek, jak być darem, czyli jak najdoskonalej i pierwotnie ukazać istotę naszego człowieczeństwa oraz istotę bytowania wszelkiego stworzenia. Co ciekawe, że człowiek-dar, choć rozdaje to, kim jest i co posiada, czyli rozdaje to, co ziemskie, nie ubożeje, lecz wzrasta, bowiem działa z najgłębszych pokładów swojej istoty oraz powołania, które dają się zdefiniować w tym względzie jako bycie darem dla Boga, człowieka i stworzenia. Im więcej daruje, tym bardziej pozyskuje siebie i wszelki inny byt, łącznie z Bogiem Najwyższym i jego wiecznością.

Każdy akt-dar przybliża do zdobycia Boga jako daru, bowiem w Nim otrzymujemy wszystko, całą pełnię istnienia. Dietrich von Hildebrand sądzi, że nawet „naturalnie bardzo mało uzdolniony człowiek może stać się wielką i bogatą osobowością, jeżeli poświęci się bez reszty Bogu. W porównaniu do niego człowiek w najwyższym stopniu uzdolniony może tworzyć wokół siebie ciasny” i wręcz „zniewalający świat, jeżeli zamknie się na Boga”. Obecna epoka dziejów, zamykająca człowieka bardzo zasadniczo na transcendencję, zamyka człowieka na bycie darem, na jego osobisty rozwój i dlatego współczesny człowiek zamyka się w sobie, w swoim świecie, otoczeniu i staje się coraz mniejszym, ograniczonym i ubogim aż do przeróżnych aktów desperacji, ucieczki od życia i pogrążenia się w nihilizmie niszczącej samotności. Jest jakimś paradoksem, ale zarazem piękną i twórczą prawdą, że zakonnica i zakonnik jako ludzie odchodzący od świata, od bliskich, są z racji swojej bytowości sumieniem innych, by wyszli z siebie i uczynili własne życie i każde powołanie darem.

Dlatego zakonnica i zakonnik są żywymi kluczami do przestrzeni pojmowania i przeżywania życia jako nieustannego daru Stwórcy. Zapewne m.in. z tej racji prezydent Roosevelt zapytany, czy przyjmie zakonników francuskich do USA, powiedział, że „emigrantów tego rodzaju nigdy nie możemy mieć zbyt dużo”. Skoro człowiek czysty uwolnił się już od siebie i podarował swoje życie „ponad wszystko umiłowanemu Bogu” (KKK 916) i człowiekowi, to następnym krokiem jest stać się ubogim. Dlaczego?

 

II. Ubóstwo

Na wzór Mistrza

Ubóstwo jako następna rada ewangeliczna nie jest przypadkiem w pedagogii Chrystusa. Przecież to „ON sam stał się dla nas ubogim, aby nas ubóstwem swoim ubogacić”. Przecież to Chrystus opuścił pełnię Nieba z przeogromnym bogactwem, by urodzić się w stajni, wieść ubogie życie i umrzeć na krzyżu. Czyż można zatem radykalnie naśladować tak nadzwyczajnie ubogiego Mistrza bez akceptacji ubóstwa? Dietrich von Hildebrand stwierdza słusznie: „Naśladujemy go, jeżeli ’relictis omnibus’, ’wszystko opuszczając’, mówimy za św. Pawłem: ’Domine, quid me vis facere?’ – ’Panie, co chcesz, abym uczynił?’ Dz 9,6”.

Ubóstwo uczy nas najdoskonalej uszanować dzieła Boże, które stoją poniżej człowieka, tzn. cały świat zwierząt, roślin oraz rzeczy tego wspaniałego kosmosu. W tej radzie rozstrzyga się niejako stosunek człowieka do rzeczy, tak jak w czystości chodzi o relację do drugiego Ty jako Osoby Boskiej, do drugiego ty ludzkiego oraz do mojego własnego ja.

Ubóstwo umożliwia widzenie świata jako dzieła Boskiego Stwórcy, do czego potrzeba mądrego dystansu wobec rzeczy. Bez takiej postawy człowiek może stać się materialistą i niewolnikiem rzeczy, czyli jako osoba bez ubóstwa nie potrafi transcendować świata rzeczy i nie pojmuje genezy rzeczy, po prostu bez ubóstwa nie tylko nie wiemy, skąd świat pochodzi i jakie jest jego ostateczne przeznaczenie, ale co więcej – materializm jest drogą zatracania się osoby ludzkiej w rzeczach? Dlatego jedno z głównych pytań Immanuela Kanta brzmi: „Skąd pochodzę” jako człowiek? Ubóstwo wyrabia w człowieku także właściwe rozumienie istoty rzeczy, bowiem ubóstwo otwiera rozum na istotę. Rozum sytego ciała ma, nawet biologicznie patrząc, bardzo utrudnione zadanie, bowiem mózg jako cielesne narzędzie intelektu zużywa podczas spożywania posiłku materialnego bardzo dużo energii, a tym samym nie może być sprawnym narzędziem naszego ducha. Rozum sytego ciała ma zatem zwyczaj zatrzymywać się na peryferiach rzeczy, czyli na zinstrumentalizowanym i sensualistycznie pojętym ciele, natomiast rozum ubogi zgłębia, czyli „wypływa na głębię” bytu, o której mówi Jezus do apostołów, czyli na głębię ducha, ciała i głębię życia w ogóle.

Głębia świata, a tym bardziej głębia wieczności, dana jest przez Boga do dyspozycji „ubogim”, bowiem oni po zrozumieniu istoty, celu oraz właściwości rzeczy nauczyli się ich posiadania zgodnie z Wolą stwórczą Boga Ojca. Stąd Gabriel Marcel powiada słusznie, że „ażeby mieć, trzeba po prostu być”, bowiem do jednej z największych jakości prawdziwie bogatego życia przynależy z pewnością „ubóstwo”.

Przeciw pokusie posiadania

Ubóstwo uwalnia więc człowieka od pokusy posiadania. Dlaczego posiadanie może stać się pokusą? Ktoś może powiedzieć: Przecież Stwórca powiedział na początku historii świata: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”? A jednak posiadanie może być pokusą, i to jedną z największych, ponieważ Bóg nigdzie w Biblii nie mówi o człowieku jako właścicielu. Z prostej racji, bowiem właścicielem w ścisłym sensie tego słowa jest tylko i wyłącznie sam Bóg Stwórca, człowiek natomiast jest stworzony do dzierżawy „na niwie Pańskiej”. Ubóstwo wprowadza nas najgłębiej w wielką przestrzeń posiadania: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem oni posiądą ziemię”, czyli otrzymają ją w darze. Ubóstwo przypomina nam piękną prawdę o rzeczach, że są darem Bożym, tak jak czystość bytu osobowego przypomniała nam jeszcze piękniejszą prawdę o człowieku, że jest on sam darem Bożym.

Ubóstwo inspiruje nas także do podjęcia nowej misji poprzez opuszczenie starej. Jakże trzeba się tego uczyć i w tym ćwiczyć, by ubóstwo uczyniło człowieka jak najbardziej twórczym. Gdy św. Bernard wraz ze swoimi czterema braćmi żegnał się ze swoją rodziną, napotkał na podwórku zamku rodzinnego najmłodszego brata Nivarda bawiącego się z innymi dziećmi. Najstarszy z braci, Guido, podleciał do Nivarda, chwycił go w ramiona i powiedział do niego: „Żyj pięknie, Nivard, od teraz wszystko nasze mienie i dobra należą wyłącznie do ciebie”. Chłopiec zastanowił się przez chwilę i błyskotliwie odpowiedział tak: „Wy chcecie odziedziczyć Niebo, a mnie chcecie pozostawić ziemię! Podział nie jest sprawiedliwy i nie przyjmuję go”.

Po kilku latach zapukał do nowego klasztoru w Citeaux, został zakonnikiem i błogosławionym. Nawet Nietzsche, który z jednej strony „ubóstwo, pokorę i czystość” nazywa „niebezpiecznymi i oszczerczymi ideałami”, ale – przyznaje jako syn pastora, który utracił nawet wiarę luterańską – „jak trucizny w określonych przypadkach choroby” są „pożytecznymi środkami leczniczymi, np. w czasie cesarstwa rzymskiego”.

 

III. Posłuszeństwo

Bądź wola Twoja

A skoro człowiek zakonu zrozumiał i umiłował już te cenne prawdy na drodze czystości i ubóstwa, to nie pozostaje mu nic innego, jak rozważyć radę ewangeliczną posłuszeństwa, tzn. nauczyć się i wyćwiczyć się w świętym spełnianiu najważniejszego zadania, które pasjonuje wiecznego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa i wiecznego Ducha Świętego wobec prawiecznego Ojca, mianowicie wypełnienie Jego Świętej Woli Ojcowskiej. To jest sercem wieczności i to powinno stać się sercem człowieka, by jak Jezus i Duch Święty, by także wzorem Niepokalanej i świętych, jak np. Franciszka z Asyżu i Dominika, Teresy Wielkiej i Jana od Krzyża, Edyty Stein i Maksymiliana Marii Kolbego, doskonale wypełnić Wolę Ojca.

Posłuszeństwo jest zatem ukoronowaniem drogi rad ewangelicznych. Ono uwalnia od własnej woli, czyli od własnego projektu istnienia, a uzdalnia do przyjęcia tegoż projektu z cudownych rąk Ojca wszelkiego istnienia. To znaczy ta rada ewangeliczna nie zabiera nam tej cudownej władzy duchowej, my zawsze, także przy każdym akcie posłuszeństwa wobec człowieka lub wobec Boga, pozostajemy świadomi i wolni, ale poprzez świadome i wolne posłuszeństwo naszego Ja uzyskujemy najwyższą doskonałość na płaszczyźnie bycia człowiekiem-podmiotem. Bo przecież skoro nasze Ja ze wszystkim, co je bytowo stanowi, pochodzi od Boga, to dopiero w Bogu nasze Ja staje się najdoskonalszym i ono przygotowuje się do wiecznego posłuszeństwa w Królestwie Niebieskim.

Świat współczesny zanegował zarówno tę radę biblijną, jak też i autorytet, ponieważ uważa, że autorytet uniemożliwia człowiekowi stanie się najbardziej wolnym poprzez realizację posłuszeństwa. W gruncie rzeczy negacja autorytetu ma jeszcze głębsze racje, a mianowicie, chodzi o negację Boga jako pierwotnego Autora wszelkiego bytu, o czym każdy autorytet ziemski przypomina. W konsekwencji świat neguje wolność i w ogóle nasze Ja, co głosi wielu najbardziej wpływowych przedstawicieli myśli filozoficznej. Na przykład twórca empiriokrytycyzmu Ernst Mach twierdzi, że „ludzkie Ja jest nie do uratowania”, a wspomniany Nietzsche upatruje „korzeni wszelkiego zła” w tym, że w Europie i na świecie „zwyciężyła zniewolona moralność pokory, czystości, rezygnacji z siebie i absolutnego posłuszeństwa”. Nietzsche, wypowiadając posłuszeństwo Bogu, nie tylko że zatracił moralnie i religijnie swoje własne Ja, lecz dodatkowo pogrążył się w otchłani obłędu duchowego.

Brama do zbawienia

Posłuszeństwo jest dalej wsłuchiwaniem się w głos Ojca, w Jego Wolę Przenajświętszą. Robienie wszystkiego na własną rękę zagraża postawie słuchania, czyni ją wręcz niemożliwą, a człowiek, który nie umie lub nie chce słuchać, jest z zasady zamknięty na drugiego, zamknięty na wołanie Boże: „Pójdź za mną”, pójdź za mną przed tron Ojca, i popełnia grzech (por. Rz 5,19), czyli mówiąc słowami Maryi, od Męki Pańskiej chodzi o „proste spojrzenie duszy ku woli Bożej”. Na drodze posłuszeństwa wyraźniej słychać Boże Słowo.

Posłuszeństwo jest przecież bramą do „Królestwa” zbawienia: „Przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rz 5,19) i odziedziczą „życie wieczne” (Rz 5,21). I jako przełożeni, i jako podwładni, wszyscy zakonnicy i zakonnice kroczą ku bramie wieczności i każdy akt życia zakonnego powinien do tej „Bramy Niebios” przybliżyć, by tak jak Niepokalana z jej bezwarunkowym posłuszeństwem zostać kiedyś po prostu przeniesionym przed Oblicze Tego, któremu za Maryją obiecaliśmy nasze doskonałe „fiat”.

Posłuszeństwo uczy składania ofiary za drugiego, np. poprzez „przyjęcie winy” drugiego „na siebie” (Iz 53,10-12), jak uczynił to Chrystus. Może nieraz pytamy o to, czy powinienem być wobec moich przełożonych posłusznym, jeżeli ja mam lepsze rozwiązania, trafniejsze idee itd.? Owszem, to może być czasami prawdą i mam w takich sytuacjach moralny obowiązek wyrazić to bardzo dostojnie i pokornie zarazem, ale jeżeli pomimo to mój przełożony poprosi lub nakaże mi być posłusznym, powinienem to uczynić wspaniałomyślnie i z całym przekonaniem duszy. Dlaczego? Ponieważ dopiero wtedy mam nadzieję na coraz głębsze wniknięcie w tajemnicę „uniżenia się” i posłuszeństwa Syna Bożego, „aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,8). Bez tej rady ewangelicznej nie mogę udoskonalić siebie, swojej postawy wiary w aspekcie Krzyża Boga-Człowieka, będę wprawdzie dużo wiedzieć o Krzyżu św., ale to za mało, by naśladować Ukrzyżowanego, i za mało, by dostąpić łaski wieczności. Dzięki Chrystusowi mamy w świętych rodzin zakonnych wspaniałe przykłady, by pozostać zawsze wiernymi sługami Krzyża Pana. W gotowości do dźwigania krzyża osobistego i wspólnotowego ukazuje się zrozumienie naszej misji chrześcijańskiej i zakonnej, do której istoty przynależy krzyż.

I tak jak nie ma prawdziwego chrześcijaństwa w pominięciu Krzyża Zbawiciela, tak też nie ma prawdziwego i świątobliwego bytu zakonnego bez gotowości do podjęcia krzyża powołania do życia według rad ewangelicznych i bez wiernego dźwigania go, czasami aż do całkowitego wyniszczenia w „ofierze całopalnej”, tak jak uczynił to nasz Pan i Bóg na Golgocie. Tak, taka prawdziwa ofiara przemienia i nawraca rzetelnego człowieka rad ewangelicznych z drogi chrześcijaństwa bez Krzyża. Takie chrześcijaństwo jest iluzją i nieprawdą i właśnie ono doprowadziło już niejednego chrześcijanina i niejeden klasztor do rozpadu, a nie do zmartwychwstania, które stało się realne właśnie przez Krzyż Jezusa.

Tylko poprzez uniżenie w bezwzględnym posłuszeństwie Woli Ojca człowiek zostaje przez Boga jak Jego Syn, „wywyższony” (Flp 2,9) na wieki. I tak jak droga wiecznego Nieba jest drogą posłuszeństwa Syna i Ducha Świętego wobec Ojca, tak też droga ludzkiej wielkości na tym świecie i w Królestwie Niebieskim jest tylko i wyłącznie drogą świętego posłuszeństwa, z którego dyspensuje jedynie namowa do grzechu stanowiącego granicę dla posłuszeństwa, której nie wolno przekroczyć. Wszystko inne ma swoją prawomocną przestrzeń do bycia i zachowania posłuszeństwa.

Kształt miłości

Czyżby gorycz rezygnacji z małżeństwa i rodziny, gorycz opuszczenia posiadania ziemskiego oraz gorycz zapomnienia o sobie w posłuszeństwie było pierwszym i zarazem ostatnim słowem dla wędrowców po drogach świętych rad Ewangelii Jezusa? Albo inaczej zapytawszy: Co jest koroną rad ewangelicznych? Względnie, w czym tkwi najgłębszy motyw tych ślubów życia według rad ewangelicznych? Święty Franciszek Salezy zwykł mawiać, że „Miłość dała mu boleść śmierci, a śmierć dała mu słodycz miłości”. Tak, w Miłości Boga do człowieka, na którą człowiek odpowiada miłością, istnieje korona takiego poświęcenia, bowiem czystość, ubóstwo i posłuszeństwo właśnie w miłości znajdują swój najdoskonalszy kształt.

W tym kontekście uwidacznia się najgłębszy sens i cel klauzury zakonów kontemplacyjnych, dla której racją nie jest wyniszczająca każdego człowieka pycha jako także zamykająca na Boga, drugiego człowieka i ostatecznie świat pozostałych dobrych istnień różnych stworzeń, lecz wprost przeciwnie – nieprawdopodobnie życiodajna pokora klauzurowa, czyli w miłości ku Najwyższemu i każdemu dobremu bratu i dobrej siostrze otwartość, która z racji jeszcze działającego w tym kosmosie zła powinna pozostać niczym zbawienna sieć dla zachowania i przekazania ludziom na świecie morza łask Boskich. Klauzura jest przecież przez wiele wieków precyzyjnie sprawdzonym środkiem reguły zakonnej, który wiele rzesz zakonnic i zakonników doprowadził do wyżyn świętości. Święci Karmelu i pozostałych dróg życia za klauzurą są tego niedoścignionymi wzorami. Stąd Świętość Wieczności wymaga nieraz ofiary czasowego klauzurowego zamknięcia na ten czas i ten świat, by przybliżyć Ją wielu pielgrzymom ziemskim.

Niech Bóg-Miłość błogosławi wszystkie zakony Kościoła św., a szczególnie te w naszej Ojczyźnie, Polsce, by Mocą i Miłością samego Pana Niebios zostały umocnione na tej szczególnej drodze bezgranicznego i bezwarunkowego miłowania poprzez czystość ducha i ciała, ubóstwo i posłuszeństwo, które są nie tylko cudownymi ideałami dla tego świata, lecz wypełniają wieczność i dogłębnie uszczęśliwiają jej mieszkańców, którzy za ich ziemską czystość rozkoszują się wieczną Miłością, za ich ziemskie ubóstwo sycą się wiecznym i pięknym bogactwem, a za ich posłuszeństwo wiecznie oglądają i rozmawiają z Ojcem, Synem i Duchem Świętym twarzą w Twarz. Niech wszystkie zakonnice i zakonnicy pozostaną ogrodem cnót i szkołą kształcenia serc według chrześcijańskich ideałów, wspólnotą miłości i pojednania, względnie wyspą rozumu i wiary, wolności i całkowitego samozaparcia w symbolu klauzury, poprzez których coraz większa liczba „rozbitków” z różnych zanikających „statków” ducha świata odnajdzie siebie, a przede wszystkim odnajdzie wiarę w Boga, miłość do Kościoła, sens życia i powołania oraz niezwykłą godność swojego wyjątkowo uroczego człowieczeństwa i to jako takiego!

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Aktualizacja 10 marca 2015 (11:40)

Nasz Dziennik