logo
logo

Zdjęcie: wszechnica.solidarnosc.org.pl/L.Biernacki/ -

Odnowić Solidarność w Polsce

Sobota, 13 grudnia 2014 (02:11)

Wszystkich Państwa pragnę bardzo serdecznie pozdrowić w tym bogatym człowiekiem i wielowiekową kulturą ducha i wiary w Boga mieście Bydgoszczy – zarazem w tym pięknym zakątku naszej Ojczyzny, będącym wspaniałą cząstką polskiego Narodu. Wiele wydarzyło się tutaj, także jeśli chodzi o dzieje „Solidarności” w Polsce. Także Państwo mają wielki wkład w tworzenie prawdziwego ducha solidarności pomiędzy człowiekiem a człowiekiem i pomiędzy narodem a narodem.

Przy tej okazji wyrażam moje słowa uznania dla tych wszystkich, którzy tutaj urzeczywistniają tego katolickiego ducha w tym aspekcie m.in. w ramach Tygodni Kultury Chrześcijańskiej, w których aktywnie uczestniczył bł. ks. Jerzy Popiełuszko, męczennik „Solidarności”. Po jego ostatnim wystąpieniu dokonano nieprawdopodobnie bestialskiego zamachu na jego życie w dniu 19 października 1984 roku przez Służbę Bezpieczeństwa komunistycznego PRL-u, który – tak jak stan wojenny i inne zbrodnie z powojennej historii Polski – nie doczekał się sprawiedliwego procesu sądowego.

Gdy przysłuchiwałem się refleksjom prof. Mariana M. Drozdowskiego, historyka, to na nowo uświadomiłem sobie, iż historia polskiej solidarności jest w swojej wielopłaszczyznowej budowli czymś chwytającym za serce, także wtedy, jeżeli człowiek zajmuje się solidarnością systemowo. Filozofia, którą dane mi jest reprezentować, bada każdą bytowość i każde pojęcie o niej w aspekcie ostatecznych racji, które tworzą i człowieka, i jego dzieła. Czym zatem jest solidarność?

Powrót do katolickich pryncypiów

Solidarność w pierwszym i naczelnym sensie, jak pisze Jan Paweł II, „pomaga nam dostrzec ’drugiego’ – osobę, lud czy naród – nie jako narzędzie, którego zdolność do pracy czy odporność fizyczną można tanim kosztem wykorzystać, a potem, gdy przestaje być użyteczny, odrzucić, ale jako ’podobnego nam’, jako ’pomoc’ (por. Rdz 2,18.20), czyniąc go na równi z sobą uczestnikiem ’uczty życia’, na którą Bóg zaprasza jednako wszystkich ludzi. Stąd ważność budzenia sumienia religijnego w poszczególnych ludziach i narodach”.

Niektóre skonkretyzowane przez pana profesora problemy Polski dzisiaj biorą się stąd, że od roku 1989 nie powiodło się nam, czyli polskiej duchowości, zrzucić potężny balast ideologii marksistowsko-leninowskiej, której ostrze doprowadziło do wspomnianego totalnego urzeczowienia człowieka. Bo przecież w całej ideologii marksistowsko-leninowskiej człowiek jest rzeczą. Dla żadnego z naczelnych ideologów materializmu historycznego czy dialektycznego, czy też dla nowej lewicy neomarksizmu i neokomunizmu globalnego, a także dla wszystkich trendów neoliberalistyczno-neokapitalistycznych na okręgu ziemskim, człowiek nie jest osobą, lecz ogniwem procesu produkcji lub ogniwem procesu konsumpcji. To znaczy, że traktuje się człowieka jako narzędzie, które w komunizmie można wykorzystać ze względu na główny cel komunizmu, żeby cała materia dokonywała aktów pracy, czyli jako narzędzie pracy.

Natomiast w systemach kapitalistyczno-liberalistycznych tenże sam człowiek jest także pojęty jako narzędzie, które jest środkiem do zdobycia i zabezpieczenia kapitału jako kapitału.

Drodzy Państwo, trzeba powiedzieć, że zarówno jeden system, jak i drugi jest zasadniczo błędny. Dlatego też należy powrócić nam, Polakom, do tych podstaw życia społecznego, które są określone naczelnymi pryncypiami, zasadami katolickiego myślenia społecznego, gdzie u samych podstaw stoi człowiek ze swoją pierwotną godnością wynikającą z faktu, że każdy jako kobieta czy jako mężczyzna jest żywym, nieśmiertelnym i powołanym do wieczności „obrazem” absolutnej Praracji bytu, czyli samego Boga Objawionego w Jezusie Chrystusie, co było najgłębszym motywem robotniczego zrywu „Solidarności” w naszej katolickiej Ojczyźnie.

Warto zauważyć, że społeczna gospodarka rynkowa w Republice Federalnej Niemiec po drugiej wojnie światowej jest – niezależnie od reprezentowanych ówczesnych opcji narodowych, religijnych czy polityczno-ekonomicznych – konkretnym urzeczywistnieniem tych właśnie pryncypiów społecznego nauczania Kościoła katolickiego, że wtedy Niemcy Zachodnie miały potężny sukces ekonomiczny w dosłownym tego słowa znaczeniu, kiedy traktowano człowieka jako osobę. Tak samo, jeśli sięgniemy w przeszłość, redukcje jezuickie w Ameryce Łacińskiej, gdzie jeden ojciec jezuita kierował nawet 100 tysiącami Indian, gdzie rozkwitała wielka kultura, wielorako pojęta – od gospodarki aż po muzykę.

Antyludzka ideologia

W braku kontynuacji ducha solidarności chrześcijańskiej upatruję zasadniczego załamania się tego, co ludzkie, i tego, co stanowi chrześcijańską kulturę polską w Polsce po 1989 roku. Z jednej strony nie daliśmy z pewnych racji rady przezwyciężyć ideowo ideologii marksistowsko-leninowskiej, o czym ramy czasowe nie pozwalają nam mówić, a z drugiej strony nie poradziliśmy sobie także, bo nie byliśmy na to przygotowani, z zasadniczo wrogim względem człowieka i solidarności antyduchem neokapitalizmu i neoliberalizmu zachodniego, pustoszącego kulturowo całą ludzkość w zradykalizowanej postaci neomarksistowskiej ideologii szkoły frankfurckiej, czyli tzw. globalizmu, przybierającego niekiedy „szatę” ideologii gender.

A w globalizmie, drodzy Państwo, jeżeli jesteśmy przy pytaniu o człowieka jako osobę czy jako rzecz, chodzi nie tylko o zredukowanie człowieka jako osoby do instrumentu, lecz co więcej, ostrze globalizmu jest ukierunkowane przeciwko człowiekowi jako człowiekowi, tzn. ta ideologia chce go całkowicie zanegować, tzn. zniszczyć, unicestwić. Stąd też prof. Drozdowski ma rację, gdy mówi, że młodzież nie może wprawdzie tego wszystkiego zrozumieć do końca, ale przeżywa to i czuje intuicyjnie sercem, i to nie tylko młody człowiek, lecz także wiele starszych pokoleń w Polsce nie czuje się traktowanych jako osoby w dzisiejszej mentalności Polaków.

I w związku z tym, jeżeli nie uporamy się z konieczną korektą tego stanu, to niestety, ale nie zdołamy poprawić istotowo tej dalece niekorzystnej pozycji Polaka i Polaków na współczesnym forum publicznym ogólnoludzkim i będziemy poniżani oraz pogardzani, jak dzieje się to m.in. poprzez rozpowszechnianie kłamstwa historycznego – nawet w niektórych środowiskach żydowskich i niemieckich – o „polskich obozach śmierci”. Polska jako jeden z najbardziej bohaterskich i najbardziej prześladowanych przez niemiecki socjalizm rasistowsko-nacjonalistyczny oraz przez sowiecki komunizm narodów jest ogłaszana na forum świata jako budowniczy obozów zagłady!

Bliźni – mój brat

Proszę zauważyć, że nigdy, ale tylko dla ducha solidarności w sensie Biblii i nauki Kościoła Chrystusowego, drugi nie jest przeciwnikiem, drugi nie jest wrogiem. Dlaczego? Ponieważ jeżeli określimy go w sposób konsekwentny jako naszego bliźniego, to „drugi” jest tak samo osobą jak ja, to „drugi” jest na swój sposób żywym obrazem Boga jak ja – „drugi” jest bytowo naszym rzeczywistym bratem i rzeczywistą siostrą.

W związku z tym, iż chrześcijańska cnota solidarności uzdalnia do budowania jedności w wielości, to kim jest „drugi”? „Drugi” jest taką fascynującą bytowością, że powinna ona każdego z nas wprawiać w najgłębsze zdumienie, że nie powinno być śladu obaw czy niepewności w relacji człowieka do człowieka. Ale kiedy tak się stanie? Wtedy, kiedy rzeczywiście w każdym tego słowa znaczeniu „drugi” będzie moim bliźnim, a nigdy wrogiem, którego należy zwalczać.

Tylko wtedy, kiedy będzie się operować prawdziwym duchem solidarności, zbudujemy społeczeństwo prawdziwie ludzkie i niezwykle dynamiczne w swoim owocnym działaniu. Nie tylko takie, które dla swojego narodu w całości jest w stanie zapewnić miejsca pracy, jeżeli mówimy o wymiarze ekonomicznym. Co więcej, taka dynamika pojawi się w Polsce, solidarnej w duchu chrześcijańskim, że będziemy mogli stworzyć miejsca pracy dla tysięcy i milionów ludzi z innych narodów.

Dlatego też solidarność to cnota katolicka, która uczy nas faktu współzależności, że jesteśmy stworzeni przez Boga Stwórcę do tego, by wzajemnie sobie dopomagać. Proszę zauważyć, najprostsza rzecz – stół czy krzesło, na którym siedzimy, jest darem pracowitego bliźniego. Gdyby wcześniej nie przyszedł bliźni jako stolarz, by je wyprodukować, to nie moglibyśmy sobie usiąść w tej pięknej sali Domu Polskiego. Nie moglibyśmy przekazać głosu dla wszystkich bez wyprodukowanego mikrofonu i nagłośnienia. Patrząc wokoło siebie, nie ma skrawka ziemi, który nie byłby zagospodarowany albo przez naszego Boga Stwórcę, albo przez naszego bliźniego.

Co to oznacza? Że jesteśmy rodziną wzajemnie od siebie uzależnioną, począwszy od dziecka, które jest uprzyczynowione przez Boga w Trójcy Świętej Jedynego, i naszych prarodziców. A co to oznacza, że coś jest uzależnione od czegoś? To znaczy, że wytwarza się relacja zależności.

A więc czego nas uczy solidarność? Że nie jesteśmy samotnymi wyspami, lecz tak jak przychodzimy na świat dzięki bliźnim, których nazywamy rodzicami, tak jak żyjemy na świecie między bliźnimi, tak też zmierzamy ku światu eschatologicznemu, który nazywa się tak pięknie Królestwem Niebieskim, które jest przecież Królestwem bliźnich.

Czyli tylko ten osiągnie swoją wieczną bytowość, kto zdolny jest zasłużyć na to, żeby być z bliźnim wiecznie. Dlatego też cnota solidarności uczy nas zdrowej zależności od drugiego. Nie w tym sensie, żeby ta cnota kasowała naszą podmiotowość. Nie, chodzi o to, by człowiek solidarności – przy całym szacunku do drugiego człowieka – jednocześnie uznał, że ten drugi jest w człowieczeństwie bratem lub siostrą. Taka jest obiektywna prawda o człowieku we wspólnocie ludzkiej jako jedności w wielości.

Proszę jednak zobaczyć, co dzieje się w takich systemach jak marksizm, hitleryzm, kapitalizm, liberalizm czy neomarksistowski genderyzm. Te wszystkie systemy unicestwiają ducha solidarności w samym zarodku. Po pierwsze, poprzez kasację człowieka jako osoby, po drugie, poprzez negację zasady przyczynowości, a zasada przyczynowości to jeden z koronnych dowodów, jeśli chodzi o zasady filozoficzne, na istnienie Boga czy na istnienie matki i ojca. Tylko wtedy uznam matkę i ojca, jeśli zrozumiem, że ten człowiek, ta kobieta i ten mężczyzna są tymi, poprzez których przyszedłem na świat. Właściwe zrozumienie tej współzależności jest możliwe tylko w duchu katolickim.

Koń trojański w „Solidarności”

Powstanie „Solidarności” zastało mnie w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie. Jako kleryk wraz z innymi kolegami, wspierani przez przełożonych, na swój sposób angażowaliśmy się w sprawy „Solidarności”. Rozwoziliśmy żukiem seminaryjnym chleb i inne artykuły żywnościowe dla strajkujących robotników fabryk Lublina. W czasie protestów wychodziliśmy wraz z wieloma innymi na ulice miasta, by wyrazić sprzeciw przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, nie mówiąc o nocach modlitw, jakie odprawialiśmy w kościele seminaryjnym uczelni.

Faktem jest także, że w latach 80. udawałem się na obchody „Solidarności” do Gdańska, by m.in. w kościele pw. św. Brygidy uczestniczyć we Mszy św. i w różnych spotkaniach konferencyjnych. Wprawdzie wtedy bardzo dużo ludzi działało pod zewnętrznym szyldem „Solidarności”, ale to wcale nie oznaczało, że podzielali ducha „Solidarności”, np. w kwestii akceptacji człowieka jako osoby. Wprowadzono wówczas do polskiej „Solidarności” rzeszę ludzi, których celem było zdeprawowanie i manipulowanie „Solidarnością” oraz wykorzystanie jej tylko do realizacji swoich własnych bądź ideologicznych planów – z pewnością sprzecznych z oficjalną artykulacją ideową samej „Solidarności”.

Dlatego też sądzę, iż tamta postać „Solidarności” lat 80. musiała się rozpaść. Ojciec Święty Jan Paweł II stwierdził przecież, że „praktykowanie solidarności wewnątrz społeczeństwa posiada wartość wtedy, gdy jego członkowie uznają się wzajemnie za osoby”, czego zabrakło wspomnianym i podstawionym reprezentantom tych środowisk, dla których celem nie było ani dobro wspólne wszystkich Polaków i całej Rzeczypospolitej, ani też szeroko pojęte dobro świata robotniczego.

Lekarstwo na kryzys

W art. 2 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej jest z jednej strony mowa o tym, że każda osoba ma prawo do życia, ale z drugiej strony nie ma koniecznego dodatku, który powinien brzmieć: „od poczęcia aż do naturalnej śmierci”. Dlatego nie jest dla mnie zaskoczeniem, iż w aktualnej debacie nad życiem ponad 70 proc. społeczeństwa Niemiec jest za eutanazją zarówno aktywną, jak i pasywną. Ale zaskoczeniem jest dla mnie ujawniająca się w tym i wielu innych przypadkach sprzeczność, bowiem wspomniany dokument UE zobowiązuje do budowania solidarności pomiędzy generacjami oraz ustanawia prawa starszych ludzi do godnego i niezależnego życia oraz do udziału w życiu społecznym i kulturalnym. Bez odzyskania zatem człowieka jako człowieka nie widzę realnej możliwości wyjścia państwa polskiego, a także państw Unii Europejskiej z potężnego kryzysu prawno-moralnego, jeśli chodzi o rzetelne wspieranie ducha solidarności z każdym drugim potrzebującym naszej wielorakiej pomocy.

Solidarność jako cnota moralna charakteryzuje się stałością postaw ludzkich. Czyli nie można powiedzieć sobie: dziś jestem solidarny jako matka czy ojciec z moim dzieckiem, a jutro taki nie będę. Tak nie może powiedzieć człowiek jako jednostka i tak nie mogą powiedzieć społeczności państw czy narodów. To znaczy państwo nie może powiedzieć: dziś jesteśmy solidarni z młodszym pokoleniem obywateli, choćby studentów polskich, ale jak Polacy studenci stają się Polakami absolwentami, to już wtedy kończy się solidarność państwa polskiego z nimi, co wielu młodych Polaków zmusza do emigracji, będącej olbrzymią stratą personalną i naturalnie ekonomiczną. Wtedy można tylko powiedzieć, że takie państwo nie wykazuje w swoich aktach postawy solidarności i stąd dzisiaj to wielkie wołanie, także młodych pokoleń, o solidarność.

Nawet wtedy, gdy młodzież ulega uczuciom buntu, to pierwsze, o co jako naród czy społeczeństwo, media, politycy i ludzie uniwersytetu powinniśmy zapytać – gdzie jest racja tego protestu młodych pokoleń naszego Narodu i społeczeństwa dzisiaj? Czy przypadkiem my, dorosłe pokolenia, nie jesteśmy uzasadnioną podstawą dla realnego kryzysu młodzieży?

Obawiam się, że niekiedy to błędy naszych generacji pokutują na młodym pokoleniu. Młody człowiek, zamiast po odebraniu z uczelni dyplomu magistra błyskawicznie – najwyżej w ciągu jednego dnia – założyć firmę, by następnie przygotować się do założenia małżeństwa i rodziny, musi się zmagać z trudną do przebrnięcia biurokracją, żyjącą przecież zasadniczo z przedsiębiorczości małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce. Cóż to jest za solidarność w ekonomii?

A jeśli chodzi o solidarność finansową w naszej Ojczyźnie, skoro w Polsce prawie nie mamy znaczącego banku polskiego z większością własnego udziału, to jak możemy zapanować nad solidarnym kredytem dla studentów, młodych i starszych przedsiębiorców oraz dla obywateli mających inicjatywę działania?

Jeśli chcemy zbudować solidarną gospodarkę, to musimy mieć odpowiednią finansowość, czyli banki nie mogą stawiać na totalny wyzysk jako wyłączną „filozofię” finansów, lecz oprzeć zabezpieczenie materialne ludzi na gruncie zasady solidarności. Pieniądz jest zakodowaną pracą i kapitałem ludzkim. Dlatego też jeżeli nie dba się o finanse w państwie, to nie dba się ani o zabezpieczenie wartości pracy ludzkiej, ani o kapitał jako jej owoc, który powinien być do dyspozycji dla człowieka. Dlatego nie zbuduje się gospodarki solidarnej bez utworzenia solidarnego banku, w którym wszystko ma funkcjonować według zasady solidarności. Tymczasem nie tylko w Polsce rozprzestrzenia się koncepcja finansów uwikłana w gry ideologiczne wrogie godności człowieka i zagrażające stabilności dziejów świata.

 

Z Bogiem i ludźmi

Pragnę na zakończenie przywołać wypowiedzi dwóch wielkich mężów stanu na temat ducha prawdziwej solidarności międzyludzkiej i chrześcijańskiej: jednego świeckiego i drugiego kapłana, które stanowią o życiodajnej aktualności i ważności tejże zasady społecznej.

Słynny i zasłużony dla Europy Robert Schuman w swoim dziele „Dla Europy” wskazuje świadomie na Ewangelię Jezusa z Nazaretu i jej katolicką interpretację, by poruszyć sumienia ludzkie w kierunku solidarności jako koniecznego fundamentu pokojowej koegzystencji narodów Europy i pozostałych kontynentów: „Chrześcijaństwo nauczyło nas naturalnej równości pomiędzy wszystkimi ludźmi, zbawionymi dziećmi tego samego Boga przez tego samego Chrystusa, bez różnicy rasy, klasy i zawodu. Ono pozwoliło nam poznać godność pracy i zobowiązanie wszystkich, by pomagać sobie nawzajem. Ono poznało pierwszeństwo wartości duchowych, które jedynie człowieka uszlachetniają. Ogólne prawo miłości bliźniego i miłosierdzia uczyniło z każdego człowieka naszego bliźniego i na tym prawie spoczywają relacje społeczne chrześcijańskiego świata”.

W podobnym duchu przemawia błogosławiony kapelan „Solidarności” ks. Jerzy Popiełuszko, bohaterski męczennik z okresu wieloletnich prześladowań przez sowiecki system komunistyczny, który oddał swoje życie za solidarność z każdym cierpiącym duchowo, religijnie bądź materialnie człowiekiem. Solidarność według niego to „jedność serc, umysłów i rąk zakorzenionych w ideałach. Bóg, modlitwa i praca w połączeniu ze sobą pomagają dopiero człowiekowi widzieć sens jego życia i trudu, człowiek pracujący ciężko, bez Boga, bez ideałów i bez modlitwy będzie jak ptak z jednym skrzydłem deptał po ziemi. Nie potrafi wznieść się wysoko, zobaczyć większych możliwości i większego sensu bytowania na ziemi. Będzie jak okaleczony ptak”. To jest wielka synteza nauki chrześcijańskiej oparta na świadectwie całych zastępów męczenników za ten niezwykle życiodajny dla wszystkich prawych ludzi ideał solidarności.

Warto przyjąć jego zachętę, byśmy, chcąc budować ideał solidarności Narodu, byli ludźmi zjednoczonymi z Bogiem i bliźnimi poprzez szkoły chrześcijańskie i wychowanie dzieci i młodzieży na ideałach katolickiej nauki, m.in. na ideale solidarności społecznej poprzez miłość do Ojczyzny i kultury rodzimej sięgającej w tysiącletnią przeszłość, poprzez modlitwę i pracę. Wtedy będziemy duchowo silni do złożenia dzisiaj świadectwa na miarę naszego Boga. A Bóg objawiony jest Bogiem solidarności z upadłym człowiekiem. Dlatego tylko On jako Kreator i Redemptor jest najcudowniejszym przykładem, jak my jako Jego dzieci powinniśmy budować solidarność w naszych rodzinach, społecznościach, miastach, we wszystkich instytucjach, które Rzeczpospolita Polska obejmuje, a także w środowisku Kościoła Świętego.

Pewnikiem jest prawda tamtych sierpniowych dni 1980 roku, że naszym polskim, europejskim i ogólnoludzkim zadaniem jest być dzisiaj i jutro ludźmi solidarności, ponieważ tylko ona otwiera przed Polską i całą ludzkością perspektywy sukcesu na miarę wielkości człowieka i na oczekiwany przez wielu rozwój. W przeciwnym razie Polska czy Europa i rodzina ogólnoludzka będą niestety zmuszeni zmagać się z głębokimi kryzysami cywilizacyjnymi, tak jak dziś zmagamy się z permanentną rewolucją neomarksistowskiego genderyzmu. Uwierzmy na nowo w potęgę katolickiej zasady solidarności, a jeszcze bardziej uwierzmy w już ponadtysiącletnią i jakże dla wszystkich pokoleń naszego Narodu zbawienną solidarność Jezusa Chrystusa oraz uczyńmy ją filarem nowej solidarności Polaków na miarę zadań i wyzwań XXI wieku.

 


 

Powyższy tekst jest w dużej mierze wykładem wygłoszonym podczas Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej 14 listopada 2014 roku w Bydgoszczy.

Ks. prof. Tadeusz Guz, kierownik Katedry Filozofii Prawa KUL

Aktualizacja 9 marca 2015 (13:06)

Nasz Dziennik