logo
logo

Zdjęcie: Katarzyna Cegielska/ Nasz Dziennik

Zadłużone metropolie

Piątek, 9 listopada 2018 (22:57)

842 miliony złotych samych odsetek do zapłacenia w 2018 roku

Wybory samorządowe już za nami. 15 z 18 prezydentów miast wojewódzkich pozostało na swoich stanowiskach. W wielu przypadkach mieliśmy do czynienia z plebiscytem, w którym wyborcy rzadko kierowali się programami kandydatów. Sympatie czy antypatie polityczne często górowały nad analizą ich programów i stanu finansów swojego miasta. Po wyborach nastąpić powinien jednak czas refleksji. Każde miasto powinno sporządzić jak najszybciej bilans otwarcia, a przed kolejnymi wyborami bilans zamknięcia kadencji. W ten sposób mieszkańcy mieliby szansę zobaczyć, jakie skutki mają rządy tego czy innego prezydenta i najczęściej związanego z nim ugrupowania.

Wykorzystując materiały analityczne jedynej polskiej agencji ratingowej specjalizującej się w ocenie jednostek samorządu terytorialnego INC Rating, wpisanej na listę europejskich agencji przez Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych w Paryżu (ESMA), spróbujmy taki bardzo ogólny bilans zarysować. Wszystkie zamieszczone dane pochodzą z planów budżetów na 2018 rok według ich stanu na koniec drugiego kwartału bieżącego roku.

Zadłużone miasta

Planowany na koniec 2018 roku łączny dług w miastach wojewódzkich wynosi 24,8 mld złotych przy łącznych budżetach sięgających 55,6 mld złotych. Same odsetki do zapłacenia w 2018 roku mają wynieść 842 mln złotych. Najbardziej zadłużone miasto to Toruń. Dług w mieście Kopernika w relacji do dochodów ogółem wynosi aż 84 proc.

Pozostali „liderzy” to Kielce (69 proc.), Łódź (68 proc.), Wrocław (66 proc.) i Lublin (65 proc.). Najmniej zadłużone to: Gorzów Wielkopolski (21 proc.), Olsztyn (27 proc.) i Warszawa (28 proc.). Dług przypadający na mieszkańca waha się od 4 tys. 855 złotych w Toruniu i 4 tys. 564 złotych w Kielcach do 1 tys. 294 złotych w Gorzowie i 2 tys. 29 złotych w Olsztynie.

Tak jak w przypadku nas wszystkich nie tylko kwota długu ma znaczenie, ale również możliwość jego obsługi. Najgorzej sytuacja wygląda w Olsztynie, który planuje w 2018 roku deficyt operacyjny. W tym mieście planowana obsługa zadłużenia w bieżącym roku (odsetki plus spłata obligacji lub rat kredytów) przekracza dostępne wszystkie środki operacyjne aż… 15 razy.

Środki operacyjne to różnica pomiędzy dochodami bieżącymi i wydatkami bieżącymi niebędącymi odsetkami. W Lublinie i w Kielcach spłata długu i odsetek przypadająca w planie na ten rok przekracza środki operacyjne odpowiednio o 24 proc. i 11 proc. Niewiele lepsza sytuacja jest w Warszawie, Łodzi, Rzeszowie i Białymstoku.

Wspomniane miasta są zmuszone do zaciągania nowych długów lub wyprzedaży swego majątku po to, by spłacić wcześniej już zaciągnięte długi. Niewiele upraszczając, bez długów nie mogłyby zatem funkcjonować. Dług samorządowy jest tani, ale i tutaj występują duże dysproporcje pomiędzy miastami. Koszt długu, rozumiany jako stosunek odsetek do średniego jego stanu, w 2018 roku waha się od 1,8 proc. w przypadku Katowic do 4,4 proc. dla Warszawy, która dużo długu zaciągnęła w oparciu o stałe oprocentowanie.

Wydatki majątkowe i oświatowe

Miasta wojewódzkie są miastami na prawach powiatu. Wypełniają zatem nie tylko zadania przynależne gminom, ale również zadania należące do powiatów. Wśród ich zadań należy wyróżnić sprawy związane z edukacją publiczną, pomocą społeczną czy transportem zbiorowym. Do ich kompetencji należy również m.in. budowa i remonty ulic, mieszkań komunalnych, szkół publicznych, kanalizacji, a także utrzymanie czystości i porządku.

W strukturze wydatków ogółem największe kwoty zostaną przekazane na oświatę i wychowanie. 13,1 mld złotych stanowić ma 23,6 proc. planowanych dochodów ogółem, ale znajdziemy miasta wojewódzkie, które na oświatę wydadzą prawie 30 proc. swoich dochodów. Najwięcej: Toruń, Rzeszów i Białystok. Co ciekawe, wszystkie miasta w 2018 roku przekażą na oświatę znacznie więcej niż planowana subwencja oświatowa, przy czym Warszawa ponad jej dwukrotność.

Miasta nie mogą się rozwijać bez inwestycji. Planowane w tym roku wydatki majątkowe i remonty to kwota 15,5 mld złotych, przy czym w samej Warszawie to 3,8 mld złotych, w Krakowie – 1,4 mld złotych i we Wrocławiu – 1 mld złotych. Interesujące jest to, że gdy spojrzymy na wielkość budżetu, to najmniejszymi budowniczymi spośród wszystkich miast wojewódzkich są Łódź oraz… Warszawa. Planują one bowiem w tym roku przeznaczyć odpowiednio 20,4 proc. oraz 23,8 proc. swoich dochodów ogółem na inwestycje. Rekordzistami w tym zakresie są: Zielona Góra (46,8 proc.) i Białystok (39,4 proc.).

Źródła dochodów

Dochody jednostek samorządu terytorialnego dzielą się na dwie kategorie – dochody bieżące oraz dochody majątkowe. Do dochodów majątkowych zalicza się dotacje i środki przeznaczone na inwestycje, dochody ze sprzedaży majątku oraz dochody z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności. Łącznie będzie to 5,7 mld złotych, co pokryje trochę ponad jedną trzecią wydatków na inwestycje i remonty (przy czym w Olsztynie – 66 proc., a najmniej w Poznaniu, Szczecinie i w Warszawie – poniżej 20 proc.). Dochody bieżące stanowią wszystkie inne dochody uzyskiwane przez samorząd, przy czym największy w nich udział mają: dotacje i subwencje, wpływy z podatku od osób fizycznych PIT, podatki lokalne oraz opłaty i inne dochody operacyjne.

Analizując dochody miast wojewódzkich, warto bliżej przyjrzeć się ich dochodom własnym, które polska agencja ratingowa INC Rating definiuje w szeroki sposób jako różnicę pomiędzy wszystkimi dochodami samorządu a subwencjami i dotacjami. Analiza miast wojewódzkich pod tym kątem może wskazywać na zamożność ich mieszkańców. Nie jest chyba zaskoczeniem, że liderami będą w tej kategorii Warszawa, Wrocław i Gdańsk, w których relacja dochodów własnych do dochodów bieżących wynosi odpowiednio 79 proc., 75 proc. i 72 proc. Najbardziej uzależnione miasto od państwa to Gorzów, w którym prawie połowa dochodów bieżących to dotacje i subwencje. W przypadku Kielc i Rzeszowa ponad 40 proc. dochodów bieżących to transfery.

Mieszkańcy

Pamiętać należy, że miasta wojewódzkie to nie jakieś abstrakcyjne kategorie. Miasta tworzą przede wszystkim ludzie, ich mieszkańcy, a nie tylko instytucje podległe temu czy innemu prezydentowi. W miastach wojewódzkich żyje 7,7 mln Polaków, niemal co piąty mieszkaniec naszej Ojczyzny. Najwięcej oczywiście w stolicy – prawie 1,8 mln ludzi, potem w Krakowie (767 tys.), Łodzi (690 tys.) i Wrocławiu (639 tys.). Najmniej w Gorzowie (124 tys.), Opolu (128 tys.) i w Zielonej Górze (140 tys.). Co ciekawe, ostatnie dwie miejscowości w ostatnich latach zwiększyły liczbę swoich mieszkańców przez dołączenie do nich mieszkańców ościennych gmin.

Od 2014 roku liczba mieszkańców Zielonej Góry wzrosła dzięki temu o prawie 21 tys., a Opola o 8,5 tysiąca. W połowie miast wojewódzkich ubywa mieszkańców. W ciągu ostatnich trzech lat najwięcej ubyło ich w Łodzi (15 582) i Poznaniu (7047), a w ujęciu procentowym ludność Łodzi zmalała od 2014 roku o 2,2 proc., o 1,9 proc. w Katowicach i o 1,5 proc. w Bydgoszczy. Najbardziej żywotnymi miastami pozostają Warszawa (wzrost o 29 173 mieszkańców), Kraków (5475), Rzeszów (4539) i Wrocław (4099). W ujęciu procentowym najszybciej w sposób naturalny rozwija się Rzeszów i Warszawa. Wzrost ludności w ciągu ostatnich trzech lat, jaki miał miejsce w tych miastach, to odpowiednio 2,5 proc. i 1,7 proc.

Niniejszy artykuł jest także apelem do mieszkańców dużych miast, żeby mniej recenzować swoje władze na podstawie emocji i sympatii politycznych, a więcej uwagi poświęcić na ocenę według sprawności gospodarowania. Sporządźmy bilans otwarcia samorządów nowej kadencji, monitorujmy ich stan finansów i porównajmy go na koniec kadencji. Zapobiegniemy może dzięki temu działaniom nacelowanym na zdobycie głosów w krótkim terminie kosztem przyszłych pokoleń. Oby powiedzenie „a po nas choćby i potop” nie okazało się w niektórych miastach smutną rzeczywistością, z którą będą musiały się uporać przyszłe władze samorządowe oraz państwowe. Jeżeli będą musiały to zrobić, to przecież z naszych, obywateli pieniędzy. Także Twoich – drogi Czytelniku.

Dr hab. PawełŚliwiński

Autor jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Nasz Dziennik