logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nie bądźmy bierni

Czwartek, 10 stycznia 2019 (14:22)

Rozmowa z Wandą Elżbietą Papis, autorką nagrodzonego w konkursie MEN w 1993 r. programu „Życie i Miłość”. 

Jak ocenia Pani współczesny model wychowania chłopców i dziewcząt? Czy jest tak, jak powinno być?

– Na obecny sposób wychowania patrzę z wielką troską. Jak wiadomo, na rozumienie świata i człowieka, na jego postawę życiową oddziałuje przede wszystkim rodzina, ale także szkoła, Kościół oraz instytucje pozaszkolne, towarzystwo, kultura, moda. Bardzo ważne są cele, wartości, wzorce i normy. A z tym jest bardzo różnie. Nawet myśl edukacyjną przenikają prądy ideologii antypedagogiki, które wręcz odrzucają wychowywanie.

Czego brakuje, a jakie nurty dominują?

– Dominuje w nich relatywizm, odrzucanie prawdy, rozmycie norm moralnych, zamęt, a także zacieranie różnicy pomiędzy rzeczywistością a fikcją, co jest szczególnie niebezpieczne. Niestety, w mniejszym lub większym stopniu obecnie dotyczy to nas wszystkich. Ucieczka w fikcję, w jej całkowitą dowolność – nie zawsze uświadamiana – daje złudzenie nieograniczonej niczym wolności. Trzeba mocno podkreślić, że człowiek, który zatracił zdolność odróżniania rzeczywistości od fikcji, mimowolnie staje się idealnym medium do manipulacji. Brakuje więc realizmu, odniesienia do prawdy, dobra i piękna; do rzeczywistości, która rządzi się niezmiennymi i nieusuwalnymi prawami naturalnymi.

Można odnieść wrażenie, że dzisiaj próbuje odebrać się zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom ich naturalne i wrodzone przymioty wynikające z płci w imię np. walki z płcią biologiczną i stereotypami. Czy to właściwy kierunek?

– To żałosny i bardzo krzywdzący kierunek. Jest to pozbawianie dziewczynek piękna kobiecości, a chłopców – męskości. A przecież płciowość w rzeczywistości jest niezbywalna. Każda komórka ciała chłopca (od czubka włosów po paznokcie u nóg) jest męska, a dziewczynki żeńska – z mózgiem na czele. Problem jest w psychice, która może ulegać manipulacji. Znane są przypadki (bardzo rzadko występujące) zaburzeń w budowie narządów płciowych powodujących trudności w identyfikacji płci. To jest powodem cierpienia. I tu konieczna jest pomoc medyczna i psychologiczna.

Natomiast niedopuszczalne jest uogólnianie tego sporadycznie występującego problemu i manipulacja psychiką – sztuczne powodowanie tej przypadłości przez przedstawianie jej jako atrakcji w kolorowych barwach.

Niedopuszczalne jest także stanowienie prawa pozwalającego na okaleczanie fizyczne dzieci, co jest nieodwracalne. Jako szkodliwe stereotypy traktuje się ojcostwo i macierzyństwo. A to jest wyjątkowo perfidne, bo przecież gdyby na świecie byli sami mężczyźni lub same kobiety, lub sama „inna płeć”, ludzkość wyginęłaby w jednym pokoleniu. Jest rzeczą oczywistą, że płciowość jako kobiecość i męskość jest dziedziną miłości i przekazywania życia. Jest, jak powiedział św. Jan Paweł II, wartością życiodajną i twórczą. A więc chłopiec i dziewczynka dzięki temu, że są płciowi, są potencjalnymi uczestnikami Źródła życia z daru Dawcy istnienia – Boga Stwórcy. I to jest piękne. Ideologiczna walka z płcią biologiczną skazana jest na przegraną. Ale jak każda ideologia powoduje cierpienia i zbiera ofiary.

Media i kultura masowa wpływają na postrzeganie płci?

– Niestety, media i kultura masowa są przesycone treściami seksualnymi. Pornografia dostępna jest nawet dla małych dzieci mających smartfony. Wiadomo, że dzieci naśladują to, co oglądają. Najgroźniejsze to seks i przemoc: bicie, znieważanie i maltretowanie. A potem – dramat: dzieci są gwałcone i molestowane seksualnie nawet przez inne dzieci. Jak trudno będzie tym dzieciom odzyskać zdolność do prawdziwej miłości.

Do jakich kierunków i metod wychowawczych powinni się odwoływać rodzice?

– Od ponad dwóch tysięcy lat mamy sprawdzony klasyczny nurt wychowania wyrastający z korzeni kultury europejskiej: filozofii greckiej, prawa rzymskiego i wartości chrześcijańskich. Siłą rodziny są żywe relacje budowane przez miłość jako życzliwą obecność, zaufanie i nadzieję osób, które znajdują czas dla dzieci, na szczere z nimi rozmowy. Niezwykle ważne jest, aby nie zgasić dziewczętom i chłopcom nadziei na miłość piękną, a w przyszłości na szczęśliwą rodzinę. Także, aby pomagać im w zdobywaniu cnót, dobrych nawyków i pozbywaniu się wad. Ponieważ rodzice – kim są i jak postępują – wywierają zasadniczy wpływ na dzieci, muszą też czuwać nad sobą, nad własnym zachowaniem oraz swoim rozwojem, swoim językiem, aby w domu panowała atmosfera czystych myśli, szacunek dla godności każdej osoby, wzajemne zrozumienie, okazywanie wdzięczności i chętna pomoc.

Zapytałam kiedyś w szkole chłopców, czego najbardziej oczekują od swoich rodziców? Dwaj z nich odpowiedzieli: „Kasy”. Ale większość odpowiedziała: „Aby rodzice mnie kochali” oraz „Aby rodzice siebie wzajemnie czule kochali do końca życia”. To powszechna tęsknota, która wyraża cel wychowania do miłości.

Jak to osiągnąć?

– Rodzice przez to, jak na siebie patrzą, jak się do siebie odzywają, jak okazują sobie tę małżeńską i rodzicielską miłość, stwarzają najlepszą atmosferę, w której rozwijają się ich dzieci.

Szkoła może wspierać rodziców w wychowaniu dzieci?

– Szkoła może wspierać rodziców zgodnie z zasadą pomocniczości. Może to realizować przez wybór dobrych, niezawierających stymulacji seksualnej programów i pomocy dydaktycznych oraz przez właściwie przygotowanych, mądrych i dobrych, a więc i wymagających nauczycieli.

Natomiast szkoła nie wspiera rodziców, a nawet im przeszkadza, kiedy przyjmuje nauczanie niepoznawcze, bazujące na emocjach, a także kiedy przyzwala na prezentowanie treści zaburzających intymność uczniów, poczucie ich naturalnego wstydu oraz poniżających ich godność osobową. Stanowi to także prowokowanie i zachętę do podejmowania przez uczniów działań seksualnych. Niedojrzałość i brak odpowiedzialności jest powodem wielu bardzo poważnych zagrożeń.

Pojęcie „wstydu” odgrywa dziś jeszcze jakąś rolę?

– Pojęcie „wstyd” jest dziś prawie nieobecne, a jeśli się już o nim mówi, to najczęściej w ujęciu negatywnym. A przecież jest on przymiotem wrodzonym i powszechnie przeżywanym. Nie występuje u zwierząt, jest specyficznie ludzki. Wstyd to nie to samo co nieśmiałość. Zazwyczaj wstydzimy się, gdy zrobimy coś złego lub niemądrego i wtedy chcemy to ukryć. Nadmierny wstyd może obezwładniać, zaś zdrowe poczucie wstydu mobilizuje do poprawy. Chroni przed tym, co nas mogłoby ukazać w niekorzystnym świetle w oczach innych ludzi. I to jest dar.

Ze wstydem związana jest prostota bycia prawdziwym, bycia sobą bez sztucznej przesady i pretensjonalności. To skromność, która ujawnia naturalne piękno osoby. Wstyd seksualny chroni naszą intymność. Jak pisał św. Jan Paweł II w swojej książce „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, wstyd „wyznacza poziom spotkania, aby umożliwić poznanie wartości osób: ich prawdy, dobra i piękna. To wywołuje powstanie między nimi mocnych więzi i chroni przed wzajemnym przedmiotowym użyciem. A to mogłoby się zdarzyć ze względu na atrakcyjność ich ciał”.

Dziś wśród młodych ludzi promowana jest zupełnie odmienna postawa…

– Obecnie lansowana jest moda na bezwstyd. Istnieje bowiem możliwość pozbawienia człowieka naturalnego wstydu. Wówczas ktoś taki nawet chwali się tym, czego powinien się wstydzić. Najczęściej nie zdaje sobie sprawy, że to uderza w jego godność, zaburza intymność i kieruje do traktowania siebie i innych jako przedmiotów użycia. Ułatwia też wykorzystywanie seksualne.

Człowiek, który został pozbawiony wstydu, bez skrępowania czyni to, co go kompromituje. Mimo tego, co zostało wyżej powiedziane, żyjemy nadzieją, że zmiany rewolucji obyczajowej są jak rzeka, która wiosną burzy się i rozlewa, zatapiając wszystko po drodze. Ale przyjdzie i lato, wody opadną, wrócą na swoje miejsce, a dalej rzeka popłynie równo i spokojnie. Odczytujmy zatem znaki czasu i nie bądźmy bierni. Bo przyjdzie LATO, a miejmy ufność w Bogu, który z miłości dla nas narodził się jako człowiek. Matka Boża Fatimska zapowiedziała: Na końcu moje Niepokalane Serce zwycięży.

 

Jak patrzy Pani na zagrożenie ze strony ideologii gender i jaki wpływ na rozwój chłopców i dziewcząt ma wtłaczanie elementów tego nurtu od najmłodszych lat?

– Trafne jest tu określenie „wtłaczanie”. Jest to zjawisko bardzo groźne. Przede wszystkim należy zadać pytanie, jaki jest wpływ ideologii gender na osobowy rozwój? Człowiek jest przecież bytem cielesno-duchowym. W dzieciństwie sfera seksualna jest jeszcze jakby uśpiona, to czas latencji, ale czas bardzo ważnego rozwoju poznawczego i tworzenia zrębów osobowości. Rozbudzanie sfery seksualnej dekoncentruje i zaburza ten rozwój.

W okresie dojrzewania, tzw. burzy hormonalnej, powstaje duża energia seksualna. Czy jest ona potrzebna w tym czasie? Tak, jest nawet konieczna. Jest niezbędna do tworzenia się, dojrzewania, do rozpoznawania swoich zdolności i zamiłowań, otwierania się na dobro ludzi i otoczenia, dzielenia się dobrem własnym – pracą, pomysłami, pomocą. A więc jest nieodzowna do harmonijnego rozwoju biologicznego, psychicznego, społecznego i duchowego. Do osiągania dojrzałości uczuć, budowania zdrowych więzi w oparciu o życzliwą obecność, wreszcie do odpowiedzialności za siebie i innych.

Tą energią trzeba jednak kierować, by była konstruktywna, a nie destrukcyjna.

– Jak wiadomo, przeżycia związane ze sferą płci należą do najsilniejszych. Stąd przetwarzanie energii seksualnej w siłę i moc osobotwórczą wymaga uczenia się panowania nad presją tej energii. Wiek dojrzewania chłopca i dziewczyny potrzebuje wsparcia mądrych i dobrych autorytetów.

Szczególnie niszcząca w tej dziedzinie jest ideologia gender, która kanalizuje tę energię w doraźne prowokowanie napięć seksualnych i ich rozładowywanie, wtłaczając chłopcu i dziewczynie mit, że przyjemność seksualna to najważniejszy i poniekąd jedyny cel w życiu. Jeżeli przyjmą taki tok myślenia, każde z nich staje się przedmiotem użycia seksualnego, a nie podmiotem prawdziwej miłości, której przecież pragną.

Tym samym ideologia ta wciska w zamknięty krąg własnych doznań, pogłębia egoizm, zawęża krąg zainteresowań, niszczy zdolność do tworzenia trwałych więzi, a więc zaburza harmonijny rozwój. Przyspiesza inicjację seksualną, narażając na strzaskanie marzeń o pięknej miłości, zwiększając ryzyko zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową. Może nawet spowodować decyzję zabicia własnego dziecka, bo przecież antykoncepcja nie jest w stu procentach skuteczna.

Ideologia gender wtłaczana w systemy edukacyjne wykorzystuje autorytet szkoły, której fundamentem powinno być poznawanie prawdy o świecie i o człowieku oraz pomoc w rozwoju do pełni człowieczeństwa.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik