logo
logo

Zdjęcie: Związek Polaków na Białorusi/ -

Siła polskości

Poniedziałek, 8 kwietnia 2019 (11:42)

Brześć nad Bugiem, inaczej Brześć Litewski albo Białoruski, to na pierwszy rzut oka typowe miasto sowieckie. Polaka, który właśnie wysiadł z pociągu lub samochodu, rażą nazwy takie jak Komunistyczna, Sowiecka, Marksa, Lenina. Jest oczywiście pomnik tego ostatniego, pomniki ku czci Armii Czerwonej, w popularnym muzeum Twierdzy Brzeskiej narracja odzwierciedla typową sowiecką politykę historyczną. Mowa jest więc o wyzwoleniu Białorusi Zachodniej przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 roku.

Rzeka wyznacza mocną granicę polityczną, cywilizacyjną i psychologiczną. „Za Bugiem” jest przecież inny świat, postsowiecki. Jednak z drugiej strony Brześć to najbardziej europejskie z białoruskich miast. Położenie przy szlaku drogowym i kolejowym z zachodu Europy do Moskwy sprawia, że jest to ośrodek dość zamożny, szybko się modernizujący. Przez przejście drogowe przejeżdżają tysiące tirów, autobusów, samochodów. Koleją na zachód można dojechać bezpośrednio aż do Paryża, na wschód – do Nowosybirska. Wagony towarowe jadą nawet z Chin. Najsilniej jednak oddziałuje tu Polska, która jest na wyciągnięcie ręki, po prostu „za Bugiem”. Zaledwie 200 km od Warszawy otwiera się przed nami całe bogactwo i niepowtarzalny klimat Kresów. Brześć, mimo postsowieckiej fasady, jest bardzo polski. Ulice, domy, zwłaszcza w centrum, niewiele zmieniły się w ciągu ostatnich 100 lat. Inne są nazwy, ale nie udało się zamazać specyfiki typowego polskiego miasta na wschodzie kraju. Dziś Polacy stanowią 3 proc. mieszkańców 350-tysięcznego Brześcia.

Na grobach naszych bohaterów

W lutym obchodzono 100-lecie wyzwolenia Brześcia. Historia oswobodzenia miasta nad Bugiem jest jednym z najciekawszych epizodów wojny o granice II Rzeczypospolitej. Mimo rozejmu na froncie zachodnim w listopadzie 1918 roku, walka o kształt granic Polski ciągle trwała właściwie na wszystkich kierunkach.

Na początku 1919 roku w Brześciu stacjonowali Niemcy. Wycofywali się bardzo powoli z ziem dzisiejszej Ukrainy w kierunku Prus Wschodnich. To ich siły maszerujące na północ oddzielały wtedy wojsko polskie od sposobiących się już do ataku sił sowieckich na wschodzie.

Oddziały, które wyzwoliły Brześć, wywodzą się z samoobrony wileńskiej, która w grudniu 1918 roku walczyła z Niemcami. Wycofały się one na zachód, gdyż ze wschodu, od strony Pskowa, szły wojska bolszewickie w sile dywizji.

Część Polaków weszła w taktyczne porozumienia z Niemcami, którzy początkowo zgodzili się na ich przemarsz do Białegostoku. Okazało się to błędem – Niemcy oszukali, rozbroili i obrabowali naszych żołnierzy. Jedynie oddział jazdy rtm. Władysława Dąbrowskiego nie zaufał Niemcom i wycofał się na południe. Sformowali oni tzw. Wileński Oddział Wojska Polskiego, którym rtm. Władysław Dąbrowski dowodził wraz z bratem Jerzym. Pomaszerowali na południe w kierunku Grodna, a potem Brześcia, cały czas mając oddziały niemieckie po stronie zachodniej i sowieckie – po wschodniej. Był to ciężki marsz w warunkach surowej zimy i w ciągłych starciach z bolszewikami, łącznie 400 kilometrów. Wtedy zgrupowanie powiększało się do 600 żołnierzy.

W tym samym czasie od zachodu szły regularne siły polskie. W starciach z Niemcami w pobliżu Białej Podlaskiej zginęło 11 żołnierzy 34. pułku piechoty, a pod Terespolem kilkunastu z 22. pułku. Samego Terespola nie zdobyto, ale wkrótce Polacy przejęli opustoszałą twierdzę brzeską. Samo miasto było wciąż w rękach niemieckich, spodziewano się ataku Armii Czerwonej, a w pobliżu była jeszcze trzecia strona – nacierający od południa Ukraińcy. Co gorsza, zaczęli wzniecać w mieście pożary. To przyśpieszyło decyzję oddziałów wileńskich o zaatakowaniu miasta od strony wschodniej.

W walkach toczonych 8 i 9 lutego 1919 roku Polacy zwyciężyli z przeważającymi siłami niemieckimi. Zdobyli broń i wzięli wielu jeńców. Zginął tylko jeden Polak, kpt. Władysław Steckiewicz, zastrzelony strzałem z pociągu pancernego.

Niewiele o nim wiadomo, zapewne był członkiem tzw. legii oficerskiej, formacji, w której oficerowie pełnią funkcję zwykłych żołnierzy. Wsławił się męstwem już we wcześniejszych starciach. Został bohaterem. Jego imieniem nazwano ulicę, która dziś nazywa się Komsomolska. W Brześciu w dwudziestoleciu międzywojennym były też inne ulice poświęcone dowódcom i wyzwoleńczym oddziałom. Grób Steckiewicza jest do dziś jednym z ważniejszych ośrodków polskiej pamięci w Brześciu.

– W okresie międzywojennym trwała pamięć o tych wydarzeniach. Polacy w Brześciu muszą być wierni tej pamięci, tym młodym chłopcom, którzy oddali życie za to, żeby tu była Polska. Oni wiedzieli, że ich ofiara nie jest daremna. Pamiętajmy też, że ich walka była preludium do jeszcze bardziej krwawych wydarzeń 1920 roku – mówi Piotr Kozakiewicz, polski konsul generalny w Brześciu. Rzeczywiście ten sam oddział braci Dąbrowskich (po przyłączeniu się do sił regularnych) brał udział w starciu z Armią Czerwoną w Berezie Kartuskiej, prawdopodobnie pierwszej potyczce wojny polsko-bolszewickiej. Przez Brześć front przechodził dwukrotnie. Za każdym razem ginęli Polacy. Obecnie Fundacja Pomocy Polakom na Wschodzie (FPPnW) pieczołowicie restauruje miejsca ich pochówków.

– Coraz bardziej oddalają się od nas te rocznice. Jest to wojna mało znana, ponieważ już nie mamy świadków, odeszło pokolenie pradziadków, którzy ją pamiętali. Przychodzi kolejne pokolenie młodych Polaków, rosnących w globalizacji, w zupełnie innym świecie. Stąd odwiedzanie miejsc pamięci w Brześciu i obwodzie brzeskim jest niezwykle ważne dla wychowania historycznego naszej młodzieży – podkreśla Alina Jaroszewicz, przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi w obwodzie brzeskim.

W polskiej szkole

Środowisko Polaków w Brześciu i okolicach jest mniej liczne niż w sąsiednim Grodnie, ale bardzo aktywne. Korzystają z bliskości Polski, interesują się bardzo poważnie wszystkim, co dzieje się i w Polsce, i na świecie. Działacze związku, nauczyciele w polskiej szkole reprezentują bardzo wysoki poziom wiedzy i kultury, wiele osób ma stopień doktora. Studia w Polsce i inne kontakty ułatwia Karta Polaka.

Różnice między życiem w Brześciu i Grodnie mają swoje zalety. Wprawdzie na Grodzieńszczyźnie co trzeci mieszkaniec to Polak, więc polska społeczność jest silniejsza, ale z drugiej strony jest kością w gardle władz, które robią wszystko, by polskość osłabiać. Wciąż wydalani są polscy księża, ogranicza się dostęp do polskich szkół (np. przez sztuczne zmniejszanie klas brakuje w nich miejsc), blokowane są polskie wydarzenia kulturalne, represjonuje się działaczy. W obwodzie brzeskim Polaków jest mniej, są bardziej rozproszeni, do tego Brześć jako centrum komunikacyjne jest jakby na świeczniku, więc administracja raczej się przygląda aktywności Polaków, niż jej zabrania.

– Akceptacja władz w dużym stopniu zależy od koniunktury politycznej między Warszawą a Mińskiem. Przeżywaliśmy różne okresy. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy obserwowani, nagrywani, władza śledzi każdy nasz krok. Musimy uważać, żeby nie narażać tego, co osiągnęliśmy. Ale mamy już pewną pozycję społeczną, dzięki której nie da się nas całkiem wyeliminować – tłumaczy Jaroszewicz.

Związek Polaków na Białorusi po sztucznie wywołanym rozłamie jest w zasadzie nielegalny, ale tolerowany przez władze. Nie wiadomo, jak długo. Na zachodniej Białorusi polskie dziedzictwo nie jest już celowo wymazywane z pamięci i przestrzeni publicznej, ale wciąż możliwość odnawiania czy eksponowania polskich pamiątek w dużej mierze zależy od przychylności Mińska i prowadzonych przez prezydenta Alaksandra Łukaszenkę gier politycznych między Wschodem a Zachodem.

– Obecnie odnawiamy siedziby naszych oddziałów. Są one w Baranowiczach, Lachowiczach, Nowej Myszy, Pyliszczach, Prużanie. Głównym naszym celem jest opieka nad miejscami pamięci narodowej, ratowanie śladów polskości. Drugi obszar naszej działalności to oświata, nauczanie języka, zawsze w parze z kształceniem historycznym i wychowaniem w polskiej tożsamości – wskazuje liderka miejscowych Polaków.

W Brześciu nie ma problemu z nauką polskiego, w mieście jest co najmniej 30 szkół językowych mających w ofercie nauczanie naszego języka. Ale jest on traktowany przez nie jako język obcy, przydatny jeżdżącym często do Polski. Na tym tle zupełnie wyjątkowy kontakt z polskim językiem i kulturą proponuje szkoła Związku Polaków na Białorusi. Wprawdzie nie ma stałej siedziby i musi wynajmować pomieszczenia (własny lokal związek ma tylko w Baranowiczach), ale stanowi centrum kultury i bogatego polskiego życia intelektualnego nie tylko dla dzieci.

– To jest próba tworzenia przestrzeni w pełni polskiej, intelektualnej, kulturalnej, duchowej i moralnej. Mamy grono oddanych ideowców, dla których ważne jest to, co robimy, mamy też wsparcie z Polski – dodaje Alina Jaroszewicz.

Polska szkoła społeczna im. Ignacego Domeyki funkcjonuje od 1988 roku i ma już ponad 8 tys. absolwentów. Co roku najlepsi maturzyści wyjeżdżają na studia do Polski. Wielu z nich wraca do rodzinnego Brześcia. Szkoła prowadzi szeroką działalność popularyzującą polski język, historię i kulturę, ciągle urządza konkursy, wystawy, odbywają się też kursy metodyczne dla nauczycieli języka polskiego i przedmiotów ojczystych oraz zajęcia dla liderów lokalnych społeczności całego Polesia.

Obecnie w szkole uczy się 400 dzieci. Zajęcia odbywają się w godzinach popołudniowych. Formuła szkoły społecznej niewchodzącej do białoruskiego systemu edukacyjnego dobrze sprawdza się w warunkach białoruskich. Można realizować autorskie programy nauczania. Żeby prowadzić szkołę powszechną uczącą wszystkich przedmiotów, trzeba byłoby spełnić wszystkie wymogi państwowe, podlegać kontrolom kuratorium. A trudno nauczać np. historii według białoruskich programów szkolnych.

Tożsamość i pamięć

Polacy robią bardzo dużo dla zachowania narodowych miejsc pamięci. Do historii podchodzą nie tylko folklorystycznie. Odsłonięto dziesiątki krzyży, tablic pamiątkowych, odnawiane są groby i pomniki. Zajmuje się tym Eugeniusz Lickiewicz, koordynator opieki nad miejscami pamięci narodowej w obwodzie brzeskim. Zrealizował we współpracy z FPPnW program „Strażnicy Pamięci”, dzięki któremu zostały odnowione dwa duże pomniki powstańców styczniowych w Kobryniu, w tym grobowiec Jana Mitraszewskiego, przyjaciela Romualda Traugutta. W Szczytnikach odrestaurowano grób powstańca styczniowego Antoniego Kaliszka, w Juszkiewiczach – kapelana Armii Krajowej ks. Bolesława Rutkowskiego oraz 11 żołnierzy zamordowanych przez NKWD w kwietniu 1945 roku. Zostały wydane mapki z opracowanymi trasami turystycznymi oraz podręcznik „Regionalna historia w nauczaniu języka polskiego”. Poza tym brzeski Związek Polaków na Białorusi wydaje bardzo ładny, bogaty w treść i profesjonalnie wydrukowany kwartalnik „Echa Polesia”, który ma też informacyjny portal internetowy z bogatą zawartością multimedialną. W Brześciu działa polski zespół pieśni i tańca „Karolinka”, uniwersytet trzeciego wieku i drużyna harcerska. Polskość w Brześciu, choć „za Bugiem”, trzyma się mocno, osadzona na pamięci o historii i sile tożsamości.

PiotrFalkowski

Nasz Dziennik