logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Pedagogika – nauka czy ideologia?

Wtorek, 9 kwietnia 2019 (20:43)

Antypedagogika wyciąga ręce po nasze dzieci.

Sympozjum „Pedagogika – nauka czy ideologia?”, które odbędzie się 10 kwietnia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, dotyczy kluczowych kwestii, do jakich należy sens i cel wychowania, zwłaszcza dzieci i młodych ludzi, których przyszłość w znaczącej mierze będzie zależała od tego, kto, jak i po co ich wychowuje czy wychowywał. Prelegentami będą profesorowie z Polski i ze Stanów Zjednoczonych, którzy w większości zajmują się filozofią kultury i wychowania, posiadają więc wiedzę nie tylko z zakresu wąsko pojętej pedagogiki, ale szerszą, bo obejmującą kulturę, cywilizację i etykę. Pytając o pedagogikę w procesie wychowania, musimy zadać pytanie: jaka pedagogika, ponieważ są różne pedagogiki uwikłane w różne systemy filozoficzne czy nawet ideologie, które mogą przynieść młodemu człowiekowi więcej szkody niż pożytku. Szczególnie groźne są różne odmiany ideologii lewicowych, w tym LGBT. Dlatego ważne jest, aby bez gorączki polemik światopoglądowych, na chłodno przeanalizować rolę pedagogiki w procesie wychowania, dostrzegając w niej nie tylko bezkrytyczne szanse, ale również narastające zagrożenia. Sympozjum to powinno zainteresować wszystkich, którym leży na sercu troska o prawidłowe wychowanie i rozwój naszej młodzieży.

Zagrożone wychowanie

Przyjście dziecka na świat to nie tylko wielka radość, ale i wielka odpowiedzialność. Rodzice stają przed wieloma pytaniami, z których jedne wydają się banalne, a inne dość trudne. Pojawia się wiele różnych odpowiedzi, czasem tak dużo, że rodzice czują się zdezorientowani. Pierwsze pytanie to: czy w ogóle dziecko wychowywać? Nie jest to pytanie wymyślone, bo przecież nie tylko niektórzy rodzice niezbyt troszczą się o swoje dziecko, ale pojawił się nurt w pedagogice zwany wprost antypedagogiką, a więc nawołujący do nie-wychowywania dzieci. Inne pytanie to: kto ma wychowywać? Coraz rzadziej słyszymy, że rodzice, a częściej że specjaliści, którzy są odpowiednio „wyszkoleni” – specjalista w żłobku, specjalista w przedszkolu, specjalista w szkole. Ale przecież dzisiejsza edukacja dokonuje się wedle pewnych założeń, nie tylko naukowych, ale również ideologicznych – na naszych oczach środowiska LGBT chcą wtargnąć do placówek edukacyjnych – czy im rodzice chcą powierzyć swoje dzieci?

Kolejne pytanie, jakie się pojawia, to: jak wychowywać dzieci? Czy zgodnie z tradycją utrwaloną przez wieki, gdzie pierwszym i najważniejszym środowiskiem jest własna rodzina, która otacza dziecko miłością w perspektywie całego życia, czy też wedle ciągle zmieniających się schematów lub wręcz eksperymentów, tak jakby dziecko było królikiem doświadczalnym dla wybranej grupy naukowców.

Inne pytanie to: po co właściwie dziecko wdrażać w system przedszkolny lub szkolny? I znowu pojawić się mogą dość zaskakujące odpowiedzi. Wcale nie musi chodzić o to, żeby dziecko miało lepsze możliwości prawidłowego rozwoju, tylko żeby dziecko czymś… zająć, żeby nie przeszkadzało innym, zwłaszcza dorosłym. Bo dziecko potrafi dokuczać, potrafi mieć różne pomysły, więc trzeba je jakoś uciszyć, gdy zajmie się oglądaniem bajki w telefonie komórkowym albo na dużym ekranie HD. Ale jest też jeszcze inna odpowiedź: chodzi nie o to, żeby dziecko stopniowo zdobywało nowe umiejętności czy poszerzało wiedzę, ale żeby dziecko socjalizować. To znaczy, żeby dziecko umiało funkcjonować w grupie i żeby w całości w grupie się roztopiło. Ma to miejsce w zachodnich przedszkolach lub szkołach wieloetnicznych.

I kolejne pytanie: dla kogo dziecko jest edukowane? Tutaj pojawia się wachlarz możliwych odpowiedzi. W naszej tradycji polskiej chodziło o to, żeby dziecko dojrzało do bycia integralnie rozwiniętym człowiekiem, który potrafi być dobrym zarówno dla najbliższej, jak i dalszej rodziny, ale także dla społeczności lokalnej, jak i narodu, dla państwa i Kościoła. Wychowanie było więc integralne i harmonijne, ale dostrzegające ważne i konieczne różnice, choćby różnice między kobietą i mężczyzną. Niestety, pojawiły się i dalej pojawiają nowe modele edukacji, w których chodzi o formowanie egoistów albo karierowiczów, ludzi, którzy będą obojętni na losy własnego państwa i narodu, a nawet nieczuli na perspektywę założenia własnej rodziny. A także obojętni lub wrogo nastawieni do wiary, bo i przecież na to są metody. Jednym słowem, mając do dyspozycji odpowiednie środki, instytucje, specjalistów, programy – można człowiekowi pomóc, ale i można mu poważnie zaszkodzić.

Pomoc dla rodziców

W obecnej sytuacji rodzice muszą dobrze przemyśleć, rozpatrzeć i skonsultować, co właściwie zamierzają zrobić ze swoim dzieckiem, gdyż sama miłość nie wystarcza. Istnieje wręcz niebezpieczeństwo zmęczenia się dzieckiem (dziećmi), którego wychowanie staje się coraz bardziej uciążliwe, czasochłonne i żmudne, a nade wszystko staje się konkurencją dla pracy zawodowej, głównie matki. Pojawia się pokusa, by iść z falą, robić to, co inni, czyli oddać dziecko do jakiejś placówki edukacyjnej, zaczynając od żłobka.

Ale właśnie wtedy trzeba sobie zadać przedstawione wcześniej pytania. Odpowiedzi mogą być wiążące, a nawet nieodwracalne. Wiadomo bowiem, że bardzo agresywne dziś środowiska dążą do jak najwcześniejszego naruszenia ludzkiej płciowości, by ją trwale uszkodzić i by nie była zdolna w przyszłości spełnić misji prokreacyjnej. Chodzi też o to, by tak chłonny dziecięcy mózg został zatrzymany w rozwoju przez nadmiar ruchomych obrazów, o jaskrawych i ostrych kolorach, płynących z ekranu telefonu lub monitora, co sprawia, że spowolniony lub zatrzymany zostaje proces intelektualizacji i werbalizacji tego, co dziecko widzi lub słyszy. Wówczas dzieci nie potrafią lub mają wielkie trudności, by pojąć lub oddać za pomocą słów to, co do nich dociera lub co w sobie odczuwają.

Problemy tu zasygnalizowane są wyjątkowo ważne, bo w zasadzie obejmują całe pokolenia dzieci i młodzieży. Kto te problemy ma podjąć, kto ma pomóc rodzicom? Wydawać by się mogło, że pedagog. Dobrze, ale czy pedagog ma dystans do swojej wiedzy i umiejętności? Czy dokładnie zdaje sobie sprawę, że pedagogika to jest zlepek bardzo wielu różnych nauk, tak różnych, że pojawić się może wątpliwość, czy sama pedagogika w ogóle jest nauką. A gdy do tego dodamy wpływ różnych ideologii na pedagogikę, z ideologią LGBT na czele, to czy do takiej pedagogiki można mieć zaufanie? Na pewno nie całkowite i bezkrytyczne. Przy czym chodzi tu o pedagogikę jako pewien system, a nie konkretnych pedagogów, którzy osobiście mogą być cudowni i odpowiedzialni, chodzi o system, który może być groźny. System, który działa niezależnie od tego, kto aktualnie jest przy władzy.

Mając na uwadze tyle pytań i tyle wątpliwości w kwestii tak fundamentalnej jak wychowanie i edukacja naszych dzieci, postanowiliśmy zorganizować sympozjum, które może pomóc wszystkim włączonym w proces edukacji, a więc rodzicom (dziadkom), nauczycielom, pedagogom i starszej młodzieży, a także osobom duchownym zaangażowanym w proces wychowywania człowieka, przyjrzeć się z dystansem tej rzeczywistości, jaką jest wychowywanie, by utwierdzić się w tym, co słuszne, ale też być czujnym w obliczu szeregu zagrożeń, na czele z pseudonauką i różnej maści ideologiami.

Prof. Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik