logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Prawne zagrożenia Polaków

Poniedziałek, 14 stycznia 2013 (02:13)

Na początku nowego roku w szczególny sposób zadajemy sobie pytania o przyszłość, o to, co nam przyniesie. Pytania te nigdy nie przestają być aktualne, jednak przełom lat nadaje im szczególny charakter, tym bardziej że zarówno kwestia bytu materialnego, jak i kwestia pokoju na świecie łatwo eliminują beztroski ton z naszych rozmów. Wśród tych pytań niewątpliwie wiele może dotyczyć kształtu, jaki przybierze rzeczywistość prawna. Ona to stała się współcześnie kluczową i wszelkie problemy społeczne muszą nieuchronnie przybrać taką lub inną formę jurydyczną.

Zanim jednak przejdziemy do samej problematyki prawnej, warto przywołać tegoroczne orędzie Benedykta XVI na Światowy Dzień Pokoju. Papież podkreślił w nim, że „prawdziwie czynią pokój ci, którzy kochają życie, bronią go i je promują we wszystkich jego wymiarach”.

Jednocześnie jednak zastrzegł, że podniesione przezeń zasady nie są prawdami wiary, lecz że wypływają one z naszego człowieczeństwa. Jako takie są one wspólne wszystkim ludziom i dostępne dla nich na drodze rozumowej.

Jeśli jednak miarą naszej gotowości do pokojowego kształtowania rzeczywistości jest to, jak chronimy życie, zwłaszcza to najsłabsze i niewinne, wówczas obawy o pokój na świecie stają się w najwyższym stopniu uzasadnione. Patrząc dalej w treść orędzia Benedykta XVI, widzimy konkretne problemy, które Papież wskazuje jako zagrożenia dla pokoju. Nie są to problemy dla nas egzotyczne. Wręcz przeciwnie, rozpalają one w naszym kraju debatę publiczną do czerwoności.

Benedykt XVI zaczyna od ochrony życia najsłabszych, które zagrożone jest przez upowszechnianie aborcji. Sytuacja w Polsce pod tym względem nie jest aż tak zła, jak w innych krajach europejskich, jednak nie jest ona w żadnym razie dobra. Liczba dzieci, które w naszym kraju, w majestacie prawa, bezkarnie zabija się z powodu podejrzenia u nich choroby, już dziś podawana jest w setkach i z roku na rok rośnie.

Dzieje się tak, chociaż społeczeństwo polskie, zwłaszcza zaś ludzie młodzi, nie chce się biernie przyglądać mordowaniu najsłabszych dzieci. Spektakularnie zamanifestowano to w roku 2011 przy okazji zebrania 600 tys. podpisów pod obywatelskim projektem ustawy przewidującej pełną ochronę życia ludzkiego w fazie prenatalnej.

Jedynie upór wąskiego grona prominentnych polityków doprowadził do zignorowania głosu społeczeństwa obywatelskiego upominającego się o poszanowanie naturalnego ładu moralnego. W minionym roku znowu podjęto wysiłek mający na celu choćby częściowe uszczelnienie ochrony dzieci w okresie poprzedzającym ich urodzenie, który znowu został brutalnie zniweczony przez te same osoby.

Gest Piłata

Dla oceny jakości ochrony, jaką nasze prawo zapewnia dzieciom w prenatalnej fazie ich życia, istotną rolę odgrywa również faktyczna akceptacja na polskim rynku farmaceutycznym środków wczesnoporonnych, których destrukcyjne działanie na dziecko w łonie matki jest najczęściej przemilczane lub w inny sposób rozmyte w specyfikacji.

Farmaceuci, którzy zgodnie ze swą wiedzą fachową, sumieniem oraz polskim prawem karnym, penalizującym nie tylko uśmiercanie dzieci przed porodem, ale też działania skutkujące uszkodzeniem ich ciała lub rozstrojem ich zdrowia, odmawiają sprzedawania tych środków, są za sprawą politycznych prowokatorów nękani przez urzędy publiczne.

Warto więc przypomnieć w tym kontekście, że Benedykt XVI w swym orędziu uznał za ważny wkład na rzecz pokoju „respektowanie przez normy prawne i wymiar sprawiedliwości prawa do korzystania z zasady sprzeciwu sumienia w odniesieniu do ustaw i decyzji rządowych, które zagrażają godności człowieka”.

Papież ma tu na myśli głównie eutanazję oraz aborcję, ale wywoływane farmakologicznie poronienie znakomicie się mieści w tej kategorii. Farmaceuci nie dysponują jednak w Polsce wyraźnym prawnym umocowaniem, w oparciu o które mogliby odmówić współudziału w działaniach, które ich wiedza fachowa i sąd sumienia jednoznacznie kwalifikują jako zamach na życie ludzkie, paradoksalnie, chronione innymi przepisami.

Sytuacja ta powinna szybko ulec zmianie. Warto jednak zaznaczyć, że powołanie na klauzulę sumienia nie może oznaczać zobowiązania do wykonania gestu Piłata, poprzez wskazanie osób, którym wiedza fachowa ani rozeznanie etyczne nie przeszkadzają w podejmowaniu działań wymierzonych w życie ludzkie. Dużą nadzieję wiązać zatem należy z wystosowanym przez samorząd lekarski listem do premiera, wzywającym do odpowiedniej modyfikacji klauzuli sumienia lekarzy i pielęgniarek tak, aby rzeczywiście pozwalała ona na etyczne wykonywanie zawodu, dodajmy: również farmaceutom.

Rola Strasburga

Lekarze w swej argumentacji powołują się na rezolucję Rady Europy dotyczącą właśnie sprzeciwu sumienia. Pamiętać jednak należy, że instytucja ta nieczęsto zajmuje równie budujące stanowisko. Odgrywa ona bardzo niejednoznaczną rolę, jeśli chodzi o tworzenie warunków do pokojowego współżycia, niezależnie od celów, które przyświecały jej powołaniu.

W upływającym roku struktury działające w Strasburgu odegrały bardzo dwuznaczną rolę z punktu widzenia prawa polskiego. W pierwszej kolejności chodzi o przyjętą w Stambule 2011 r. Konwencję Rady Europy, która pod chwytliwym i słusznym hasłem przeciwdziałania przemocy wobec kobiet promuje polityczny ekstremizm ideologii gender, czyniąc ją wytyczną dla przyszłych działań o charakterze inżynierii społecznej.

Konwencja ta, jeśli zostanie ratyfikowana, nie tylko wprowadzi do naszego systemu prawnego zdeformowane rozumienie płci jako „rodzaju” (gender), ale stworzy też instytucjonalny mechanizm wywierania międzynarodowej presji na nasze państwo w celu dostosowania do tej ideologicznej perspektywy naszego porządku prawnego i instytucjonalnego. W skrajnych sytuacjach, których jednak nie sposób wykluczyć, zagrożony będzie byt prowadzących edukację zróżnicowaną, szkół męskich i żeńskich, ale też seminariów duchownych, nie wspominając nawet o konieczności uwzględnienia ideologicznych treści tej Konwencji w podręcznikach i programach nauczania.

Gwałt, którego nie było

To jednak nie jedyne naciski, jakie płyną ze struktur Rady Europy. Nie wolno zapomnieć o wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w „sprawie ’Agaty’”. Wyroku wydanym z całkowitą pogardą dla faktów, pokazującym, że Trybunał może być narzędziem wywierania bezwzględnej presji na nasze państwo – presji wywieranej poza wszelką demokratyczną kontrolą.

Wskazywał na to wszystko były sędzia Trybunału Francesco Javier Borrego Borrego podczas konferencji naukowej, która pod koniec września upływającego roku odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim. Pokazywał, w jaki sposób Trybunał potrafi opierać swoje rozstrzygnięcia na całkowicie nieudokumentowanych zapewnieniach strony domagającej się aborcji, przechodząc do porządku dziennego nad dobrze udokumentowanymi faktami.

Mieliśmy już do czynienia z tą sytuacją przy sprawie Alicji Tysiąc, gdzie subiektywnym i całkowicie irracjonalnym obawom przyznano pierwszeństwo przed orzeczeniem 8 lekarzy specjalistów. Sytuacja powtórzyła się przy „sprawie ’Agaty’”, gdzie całkowicie bezpodstawnie Trybunał odkrył gwałt, którego nie było, zaś stosowanie prawem przewidzianych procedur, mających zapewnić pacjentom dostęp do informacji oraz zagwarantować dobrowolność przy poddawaniu się procedurom lekarskim, zostało uznane za naruszające nie tylko prawo do prywatności, ale wręcz za analogiczny do tortur przejaw nieludzkiego traktowania.

Dyrektor działającego w Strasburgu Europejskiego Centrum na rzecz Prawa oraz Sprawiedliwości dr Grégor Puppinc nie wahał się niedawno otwarcie napisać o bezprawnej presji, którą Rada Europy wywiera poprzez tego typu orzecznictwo na Polskę i Irlandię w celu zmuszenia tych krajów do liberalizacji aborcji. Czy polski rząd zechce jednak kwestionować skandaliczny wyrok w sprawie P i S przeciwko Polsce?

Owe realne naciski bardzo wyraźnie pokazują, jak zabobonna jest wiara obrońców tzw. kompromisu aborcyjnego, jakoby miał być on trwałym stanem prawnym. Stopień dezynwoltury, z jakim sobie poczynają prawnicy pracujący w ETPC w sprawach dotyczących aborcji, pokazuje jasno, że nie tylko nie jest to stan stabilny, ale wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z procesem pełzającej liberalizacji zakazu aborcji.

Regulacje uchylające karalność aborcji tworzą bowiem kontekst normatywny, który jest bezwzględnie wykorzystywany w Strasburgu w celu narzucenia Polsce nieprzewidzianego nigdzie w samej Europejskiej Konwencji Praw Człowieka „prawa do aborcji” jako pochodnego prawa do prywatności. Zarówno wyrok w sprawie „Agaty”, jak i Alicji Tysiąc roi się od sformułowań oscylujących wokół magicznego związku frazeologicznego „prawo do aborcji”, dla którego nie ma żadnych podstaw traktatowych, jednak powtarzane w kolejnych wyrokach przybliżają nas do chwili, gdy w świetle orzecznictwa ETPC będzie można nazwać aborcję „prawem człowieka”.

Wracając do papieskiego orędzia na Światowy Dzień Pokoju, nie można pominąć zawartego w nim wezwania do uznania i promowania naturalnej struktury małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety.

Zachowanie z marginesu

W mijającym roku byliśmy na tym obszarze świadkami dość niefrasobliwych poczynań polityków. Pomimo jednoznacznego brzmienia art. 18 Konstytucji wskazującego na małżeństwo jako na związek kobiety i mężczyzny pojawiły się projekty chcące instytucjonalizować związki osób tej samej płci, i to nie tylko projekty politycznych skandalistów, ale również zgłaszane przez posłów partii rządzącej.

Projekty te albo zostały odrzucone, albo zniknęły w sejmowej zamrażarce, jednak mętna postawa, którą wobec nich prezentują rząd i premier, wyrządza ogromne szkody w sferze świadomości społecznej. Projekty, które jeszcze 15 lat temu można było rozpatrywać zaledwie w kategoriach politycznego science fiction lub grubego awanturnictwa, stały się współcześnie „poważnymi” propozycjami legislacyjnymi i realnymi scenariuszami rozwoju wydarzeń, które ujmowano nawet w średniookresowej prognozie dla Polski przygotowywanej na początku roku w kancelarii premiera.

W efekcie krzykliwe środowiska promujące zachowania umiejscawiane dotychczas jednoznacznie na marginesie życia społecznego zaczynają rościć sobie pretensje do nadawania tonu głównemu jego nurtowi. Duże środki finansowe przyznawane są przez Fundację Batorego organizacjom promującym awanturnictwo obyczajowe, by te analizowały treść podręczników ponadgimnazjalnych pod kątem sposobu prezentowania w nich bezładu moralnego w sferze ludzkiej płciowości, który wyraża się w skrócie LGBTQ.

Dodajmy, że chodzi tu nie tylko o homoseksualizm, ale również o figurujące wciąż w oficjalnych spisach chorób psychicznych inne zaburzenia identyfikacji płciowej.

Jeśli wspomniana wyżej Konwencja „przemocowa” RE zostanie ratyfikowana, wówczas te analizy znajdą w niej normatywne oparcie. Jej 12 artykuł stwarza bowiem podstawy do promowania poprzez system oświaty „niestereotypowych ról społecznych”, czyli zachowań sprzecznych z naturalnym sposobem przeżywania płciowości przez człowieka. W ten sposób środowiska propagujące zachowania seksualne z marginesu życia społecznego zyskają możliwość wykorzystywania systemu oświaty dla krzewienia swoich destrukcyjnych pomysłów edukacyjnych.

Tymczasem sytuacja polskich rodzin jest dramatyczna. System prawny, dzięki ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, której treść jest rażąco sprzeczna z polską Konstytucją i z międzynarodowymi zobowiązaniami naszego kraju, sprawił, że funkcjonariusze publiczni muszą (choćby sami dostrzegali absurdalność tej sytuacji) traktować rodziców nie jako tych, którzy gwarantują troskę o dobro dzieci, ale jako głównych podejrzanych.

System podatkowy został skonstruowany w sposób, który sprawia, że obciążenia polskich rodzin rosną geometrycznie wraz z przybywaniem na świat kolejnych dzieci. Rząd nas uszczęśliwił w mijającym roku blisko 20-procentową podwyżką podatku VAT na ubranka dla małych dzieci. Nic zatem dziwnego, że Polacy nie chcą mieć dzieci.

Matka, która poświęci się wychowywaniu przyszłych podatników łożących na ubezpieczenia społeczne dla obecnych „radosnych singli”, zostanie przez ZUS poinformowana, że osiągnąwszy wiek emerytalny, będzie otrzymywać miesięcznie od kilku do kilkunastu złotych emerytury, składki natomiast opłacane przez jej dzieci zasilą znacznie grubsze portfele osób, które „nie traciły czasu” na rodzenie i wychowanie dzieci. Wszyscy już mówią o zapaści demograficznej, w której pogrążył się nasz kraj.

Wiadomo też, że mamy zaledwie 4 lata na podjęcie radykalnego programu naprawczego. Czy jednak politycy będą chcieli przeprowadzić rozwiązania mające zapobiec narodowej katastrofie, czy nadal będą preferować medialno-polityczne spektakle dla gawiedzi?

Cała nadzieja w determinacji polskiego społeczeństwa obywatelskiego, którego presja mogłaby zmusić rządzący establishment do realnych działań w tej mierze. Miejmy nadzieję, że planowany na 20kwietnia Kongres Rodzin Polskich wygeneruje zasoby energii obywatelskiej, które wymuszą radykalne rozwiązania legislacyjne na rządzących. I to jest pozytywny cel, na którego realizacji należy się skupić w nadchodzącym roku.

Dr hab. Aleksander Stępkowski

Nasz Dziennik