logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Berlina polityka pozorowanych gestów

Piątek, 25 listopada 2022 (19:17)

Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, prof. Społecznej Akademii Nauk, 
byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja nie przebiera w środkach, próbując wziąć głodem i chłodem Ukrainę. Czy cywilizowany świat, patrząc na to, co robi Putin, na ogrom tragedii Ukraińców, nie jest zbyt powściągliwy w działaniach wobec rosyjskiego reżimu?

– Świat, jaki jest, każdy widzi i sumaryczna ocena musi być tutaj krytyczna. Natomiast to, co robią Rosja i Putin, osobiście odbieram jako przedśmiertny paroksyzm zła, które jest w odwrocie, i na horyzoncie widać jego koniec. Otóż używanie środków rakietowych przez Rosję – rakiet, które są wymierzone w infrastrukturę krytyczną i ludność cywilną, to jest bardzo kosztowny sposób prowadzenia wojny. Pociski manewrujące Iskander czy Kalibr, których m.in. używa Rosja, to są bardzo drogie rzeczy. Powstaje zatem pytanie, ile Rosja jeszcze posiada tego typu rakiet, bo przecież wiadomo, że nie jest najbogatszym państwem oraz druga sprawa: jak długo Moskwa będzie w stanie
w takim tempie prowadzić ostrzał ukraińskiej ziemi?

I tu przypomnę wydarzenia bodajże z 2018 roku, kiedy Stany Zjednoczone, które są nieporównywalnie bogatszym, bardziej zasobnym i lepiej wyposażonym, jeśli chodzi
o uzbrojenie państwem niż Rosja, użyły pewnej liczby pocisków Tomahawk w uderzeniu na Syrię w celu powstrzymania wojsk Asada przed dalszym użyciem broni chemicznej. I kiedy podliczono koszt tej całej operacji okazało się, że jest on tak ogromny, że wręcz nieopłacalny. Jeśli więc Rosja prowadzi wobec Ukrainy szeroko zakrojone działania z użyciem wymienionych wcześniej pocisków
– w sposób kosztowny i nieopłacalny z punktu widzenia efektów wojskowych, to oznacza, że koniec tej operacji może być bliższy niż dalszy.

Co w sytuacji, kiedy Rosja niszczy wszystko na Ukrainie, powinien zrobić Zachód, który nie chce wysłać na Ukrainę swoich wojsk, aby nie rozpocząć III wojny światowej, która choć nienazwana, to przecież i tak się już toczy?

– To fakt, że nikt jeszcze tych działań, które prowadzi Rosja, nie nazwał III wojną światową, ale jeśli świat będzie czekać bezczynnie, rozzuchwalając Putina, to kto wie, czy cała ta operacja na Ukrainie się nie rozwinie do większych rozmiarów. Z drugiej strony zawsze jest zagrożenie,
że Rosja, widząc, że ponosi klęskę na Ukrainie, może uruchomić środki nuklearne, a wtedy już tylko krok od globalnego rozszerzenia tego konfliktu. Nie ma jednak sensu spekulować, a tym bardziej wyrokować. Natomiast, kiedy pan redaktor pyta, co świat powinien zrobić, jak powinien zareagować – to ja się pytam: jaki świat?

Unia Europejska i NATO, a więc główne organizacje międzynarodowe i siły cywilizowanego świata…    

– Sojusz Północnoatlantycki jak dotąd robi to, co może,
i przynajmniej część państw NATO, w tym m.in. Polska, staje na wysokości zadania. Jeżeli Stany Zjednoczone dotrzymają słowa, mówiąc podobnie jak NATO, że nie można dopuścić do zwycięstwa Rosji w tym konflikcie,
to moim zdaniem faza wojny, jaką obecnie obserwujemy, wkrótce się skończy, i będziemy mieli zwycięstwo strony ukraińskiej. Rosja – przy takim sposobie prowadzenia działań wojennych jak obecnie – nie wytrzyma przecież zbyt długo. Niemożliwe, żeby to państwo miało jakieś wielkie, dodatkowe zasoby zbrojne, których może jeszcze użyć.

Jeśli zaś chodzi o Unię Europejską, to jest ona w tej chwili pogrążona w olbrzymim kryzysie przywództwa. Do tej pory było wiadome, że państwem wiodącym są Niemcy, które odgrywały pierwszoplanową rolę, ale polityka, jaką Berlin zafundował Unii załamała się – i to w spektakularny sposób. W związku z tym mamy sytuację, kiedy dotychczasowy lider – Niemcy – nie chce przestać być tym liderem, ale de facto nim już nie jest, natomiast instytucje unijne podporządkowane Berlinowi nie bardzo wiedzą,
co w tej sytuacji począć. Wobec tego Unia Europejska stoi przed bardzo poważnym problemem, mianowicie w jaki sposób ma być prowadzona przez Brukselę polityka zewnętrzna, bez oglądania się na Niemców, którzy zdaje się już dawno stracili kontakt z rzeczywistością.

Ostatnio Niemcy zadeklarowali przekazanie nam systemu Patriot. Jednak kiedy podziękowaliśmy, wskazując, że bardziej potrzebne są w tej chwili Ukrainie, to temat się zamknął, bo argumentacja była taka,
że Kijów nie jest członkiem NATO. Może czas skończyć z tą fasadową polityką?

– Władze niemieckie wykonują szereg takich pozorowanych gestów, bo muszą – ze względu na naciski, żeby wspierać
i wspomagać Ukrainę w walce o suwerenność
– pokazywać, że coś robią, że nie stoją bezczynnie. Natomiast Polska jest w tym aspekcie jednym
z najważniejszych ogniw tego wsparcia, m.in. wojskowego – poza Amerykanami i Wielką Brytanią. W związku z tym Niemcy, dbając o swój wizerunek, od czasu do czasu wychodzą z hasłem pomocy, ale z realizacją jest już gorzej. Otóż wynajdują różnego rodzaju powody, aby tego wsparcia Ukrainie nie udzielić, albo żeby je ograniczyć. Postawa Berlina jednak nie dziwi.

W co tak naprawdę gra Berlin, który potępił ataki rosyjskie na infrastrukturę cywilną
i – jak słyszymy – chce pomóc w stabilizacji sieci energetycznej na Ukrainie, zamiast przekazać sprzęt wojskowy, który powstrzymałby rosyjską nawałnicę?

– To jest właśnie przykład polityki prowadzonej przez Berlin. Kłopot jest w tym, że Niemcy – bardzo aroganckie
i butne – nie bardzo wiedzą, kim są dzisiaj. Można rzec,
że przeżywają kryzys tożsamościowy, a jednocześnie wciąż chcą dominować gospodarczo, politycznie w Unii Europejskiej, co jest jaskrawym przykładem ich cynizmu.
Ponadto mają chyba coraz bardziej świadomość, że drogą, którą wybrali, nigdzie nie dojdą. Powiem więcej, że już doszli do ślepego zaułka i nie bardzo wiedzą, jak się z tego wyplątać. Nie ma wątpliwości, że Niemcy są dzisiaj
w trudnym położeniu i można im tylko współczuć – chociaż sami sobie naważyli tego piwa.  

To, że sami są w trudnym położeniu,
to jedno, a drugie, że naważyli piwa,
które teraz muszą pić inni…

– Skoro Unia Europejska jest – przynajmniej w założeniu – monolitem, to nic dziwnego, że i nam udzieliły się skutki bezrefleksyjnej polityki Niemiec.

Skoro słyszymy, że trwają badania, czy nie da się jeszcze reanimować jednej z nitek Nord Streamu, to wiele wskazuje, że Niemcy będą się starali zrobić wszystko, żeby jak najszybciej zakończyć ten konflikt
i powrócić do interesów gazowych z Rosją…

– Berlin nie ma innego sposobu na funkcjonowanie niż trzymać się Moskala. Niemcy w ten sposób definiują swoje interesy. Dla nich najwygodniejsze byłoby, żeby ten konflikt zatrzymać, żeby usiąść z Rosją do stołu i rozmów pokojowych, ale tak, żeby Moskwa za bardzo nie ucierpiała.

Takich szans nie widać, bo Kijów nie zgodzi się na żadne rozmowy, a tym bardziej ustępstwa, dopóki Rosja nie wycofa się
z Ukrainy. Czy racji nie mają ci, którzy mówią, że zima w konflikcie zbrojnym,
to trzecia armia, która zabija tak samo skutecznie jak wróg. Która ze stron jest lepiej przygotowana do działań w okresie zimowym?

– W tym twierdzeniu, że zima zabija tak samo jak wróg, jest trochę przesady, bo na wojnie liczą się strategia, wyszkolenie żołnierzy, ich morale oraz potencjał, jakim dana armia dysponuje. I w każdym z tych elementów – z tego, co wiem – armia ukraińska jest lepiej przygotowana. Na przykład wyposażenie żołnierzy w ciepłą odzież, broń itd., tego nie ma po stronie rosyjskiej. Słyszeliśmy przecież, że poborowi musieli sami zaopatrywać się
w odzież itd.

Natomiast przewaga po stronie rosyjskiej jest taka, że podczas zimy obywatele Rosji nie będą marzli w swoich domach w przeciwieństwie do ludności ukraińskiej, która
w wyniku ataków rosyjskich została pozbawiona, jest cały czas pozbawiana ciepła, wody, a często też dachu nad głową. Rodzi się też pytanie, czy i na ile uderzenia rosyjskie w infrastrukturę krytyczną, w cele cywilne osłabią morale armii ukraińskiej i czy w związku z tym Ukraina się nie załamie. Mam jednak nadzieję, że te wściekłe, barbarzyńskie uderzenia rosyjskie są – jak wspomniałem na wstępie naszej rozmowy – ostatnimi, przedśmiertnymi podrygami żołdaków Putina i próbą zrobienia jeszcze czegoś, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Putin już wie, że przegrał, i dlatego próbuje jeszcze
w szaleńczym ataku dokonać jak największych zniszczeń po stronie ukraińskiej.

Jak długo może jeszcze potrwać ta wojna
i co może ją zakończyć?

– Mam nadzieję, że do wiosny to wszystko się rozstrzygnie i że Rosja zostanie pokonana. Ważne jest, żeby cywilizowany świat się nie zniechęcał i żeby konsekwentnie wspierał Ukrainę w ich walce o wolność i suwerenność ich ojczyzny. Jest to także walka o przyszłość cywilizowanego świata, któremu putinowska Rosja zagraża.     

           Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl