logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Pytania o cyfryzację radia

Środa, 24 lipca 2013 (02:07)

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poinformowała o wyłączeniu wczoraj ostatnich analogowych nadajników telewizyjnych.

W ich miejsce pojawił się już sygnał cyfrowy na bezpłatnych trzech multipleksach, umożliwiający odbiór ponad dwudziestu programów zamiast dotychczasowych siedmiu (dodatkowo emitowane są programy na płatnym multipleksie czwartym zakodowanym przez Polsat). W ten sposób został zakończony ważny etap procesu cyfryzacji naziemnego nadawania TV. Telewizja analogowa odeszła do historii. Kolejne kroki będą dotyczyły wyłącznie uruchamiania nowych programów (np. Telewizji Trwam) na istniejących multipleksach oraz rozpoczęcia emisji sygnału dalszych dwu multipleksów.

Ogromny potencjał

W cieniu tego procesu od kilku lat trwają dyskusje fachowców i testowe emisje cyfrowego radia. Jednak problematyka radia cyfrowego nie trafiła jak dotąd do debaty publicznej i nie jest znana odbiorcom. A szkoda. Decyzje podejmowane w tej sprawie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz Urząd Komunikacji Elektronicznej istotnie zmienią rynek radiowy i wpłyną na ilość oraz jakość rozgłośni dostępnych w eterze dla polskiego słuchacza.

W zawartym w Genewie w 2006 roku międzynarodowym porozumieniu Polska uzyskała nie tylko częstotliwości do cyfrowego nadawania telewizji, ale i prawo do emisji cyfrowego radia. Dostaliśmy przydział co najmniej trzech multi- pleksów radiowych.

Przy wykorzystaniu jeszcze dodatkowego pasma częstotliwości telewizyjnej pozwoliłoby to na uruchomienie nawet dziewięćdziesięciu (!) nowych ogólnopolskich programów radiowych. Zmiana to rewolucyjna, zważywszy, że obecnie ogólnopolski zasięg posiadają tylko Radio Maryja, Polskie Radio, RMF oraz Radio Zet. To tak, jakby ktoś nagle przeprowadził się z ciasnego mieszkania w bloku do pałacu w Wilanowie.

Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy cyfryzacją TV a radia. O ile wprowadzenie multipleksów telewizyjnych spowodowało konieczność wyłączenia telewizji analogowej, o tyle multipleksy radiowe nie kolidują z dotychczasowym sygnałem radiowym.

Nie ma więc technicznej przeszkody, by równocześnie, bezterminowo, istniało obecne radio w systemie analogowym i równolegle nadawane było radio cyfrowe.

Bariery pojawiają się gdzie indziej.

Tak wielka zmiana rynkowa, jaką jest pojawienie się kilkudziesięciu nowych rozgłośni słyszanych w całej Polsce, oznacza, że dzisiejszy radiowy tort reklamowy, który trafia głównie do RMF, Radia Zet, Polskiego Radia i ESKI, musiałby zostać podzielony na nowo, także pomiędzy nowych nadawców.

Eksperci i przedstawiciele największych stacji komercyjnych wróżą, że doprowadzi to do upadku radia. Jeśli bowiem obecnie do podziału jest około 550 mln zł rocznie z reklam, to ta sama suma będzie musiała wystarczyć na utrzymanie i zysk dla licznej gromady nowych stacji.

Podobne obawy dotyczą kosztów nadawania. Jak informują nadawcy komercyjni, roczna zapłata za ogólnopolską emisję sygnału cyfrowego to blisko 7 milionów złotych. Cyfryzacja radia to także problem dla małych lokalnych nadawców, niedysponujących dużymi finansami.

Nowe odbiorniki

W związku z pojawieniem się konkurencji nowych nadawców oraz kosztami nadawania cyfrowego pojawi się presja, by wyłączyć stare nadajniki analogowe mimo braku kolizji pomiędzy częstotliwościami. Zasiedziali na rynku nadawcy będą bowiem zmuszeni do tego, by nadawać równocześnie cyfrowo oraz analogowo i za obie emisje płacić.

Nie będą mogli ryzykować, że nie pojawią się w radiach cyfrowych, gdyż wtedy słuchacze mogliby przestać ich słuchać w starych odbiornikach. Przeciwnicy radia cyfrowego podnoszą też argument, że to już przestarzała technologia, z czasów sprzed internetu. Dziś, ich zdaniem, niemal każdy ma dostęp do radia w komputerze podłączonym do sieci i nie potrzebuje do tego cyfrowego radia.

Radio cyfrowe wymaga bowiem specjalnych odbiorników, dziś niemal niedostępnych w Polsce, choć czasem trafiają do nas z Zachodu wraz z używanymi samochodami. Ich cena za granicą systematycznie spada. Trudno jednak wymagać, by Polacy masowo zaczęli się zaopatrywać w nowe urządzenia, i wydawać na to nawet dwieście złotych, gdy brak w eterze stacji radiowych nadających cyfrowo.

Sytuacja ta przypomina błędne koło. Nie ma stacji cyfrowych, bo nie ma słuchaczy, nie ma słuchaczy, bo nie ma rozgłośni cyfrowych. Ten pat próbuje przełamać Polskie Radio, choć na przeszkodzie staje brak środków abonamentowych. Pierwsza emisja testowa w systemie DAB została dokonana przez publiczne radio już w roku 1996, a od tego czasu co kilka lat uruchamiano nowe eksperymentalne nadajniki, w tym we Wrocławiu i w Warszawie. Ostatnio poinformowano o emisji sygnału radia cyfrowego w Kielcach i Szczecinie.

Polskie Radio ma już multipleks

W lutym 2012 roku pani prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej przyznała Polskiemu Radiu już stałą i ostateczną rezerwację częstotliwości na cały multipleks radiowy. Publiczny nadawca chce w nim umieścić wszystkie swoje programy oraz pięć nowych propozycji – coś w rodzaju radia tematycznego na wzór TVP Kultura czy TVP Historia. Emisja rozpocznie się, kiedy pojawią się pieniądze. KRRiT obiecuje, że w związku z poprawą ściągalności abonamentu przeznaczy dodatkowe środki na ten cel.

Protestują nadawcy komercyjni, którzy przekonują o konieczności zawieszenia dalszych prac nad radiem cyfrowym. Istnieją jednak poważne argumenty za tym, żeby nie przekreślać rozwoju technologicznego radiofonii emitowanej cyfrowo w eterze i nie zadowalać się radiem internetowym jako jedyną przyszłością. Internet nie jest anonimowy. Każdy słuchający zostawia w nim ślad.

Radiofonia „z powietrza” umożliwia natomiast słuchanie bez identyfikacji odbiorcy. Internet jest z reguły płatny, słuchanie radia – bezpłatne. Zasięg sieci internetowej i jej pojemność są – jak wiadomo – ograniczone. Nadawcy będą natomiast ponosić koszty utrzymania serwerów i przesyłu danych w sieci. Internet mobilny nie zapewnia też dobrej jakości dźwięku.

Dla Polaków ważnym argumentem jest to, że zamknięty dotąd do kilku nadawców ogólnopolski rynek radiowy mógłby zostać uzupełniony o nowe stacje. Dlaczegóżby nie miało się pojawić kilka całkiem nowych rozgłośni propagujących polski punkt widzenia? Być może poprawiłoby to pluralizm własności i nadawanych treści, pod warunkiem, że nowym niezależnym stacjom udzielone zostałyby koncesje na nadawanie cyfrowe.

Dziś, oprócz chlubnego wyjątku katolickiego Radia Maryja, mamy rozgłośnie radia publicznego, mamy niemieckie (własnościowo) Radio RMF i francuskie (własnościowo) Radio Zet. Stosunkowo dużą rolę odgrywają lewicowa ESKA i stacje Agory (Złote Przeboje, TOK FM).

Czy pojawi się ktoś nowy, „cyfrowy” – decyzję podejmie Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Nawet jednak, gdyby rozpisano konkurs na zapełnienie kolejnego multipleksu radiowego, musieliby się znaleźć chętni posiadający odpowiednie fundusze. I dużo odwagi, by zaryzykować w sytuacji, gdy Polacy nie mają w domach odpowiednich odbiorników.

Brak jasnych reguł

Wszystko to dzieje się w sytuacji braku jasnych reguł prawnych i strategii państwa.

Niejasne stanowisko rządu potęguje chaos i brak decyzji. Nie tylko nie ma ogólnonarodowej dyskusji nad radiem cyfrowym, ale nie ma też ustawowego rozstrzygnięcia o procedurze uruchamiania cyfrowej emisji ani rządowej strategii określającej przyszłość radia. Do niedawna nie było nawet rozstrzygnięcia, według jakiej technologii ma być emitowane radio cyfrowe. Ostatnio wydaje się przesądzone, że będzie to system DAB+.

Trwają jednak wciąż dyskusje, ile stacji radiowych zmieści się na jednym multipleksie, a co za tym idzie – jaka będzie jakość dźwięku. Im więcej stacji – tym gorszy dźwięk. Eksperci przekonują, że stacji nie powinno być więcej niż osiem, a na multipleksie Polskiego Radia zaproponowano ich dwanaście. Nie wiadomo, kto będzie zarządzał kolejnymi multipleksami radiowymi ani też – czy komuś nie przyjdzie do głowy wymuszenie wyłączenia nadajników analogowych.

Nie ma żadnej akcji informacyjnej ani pieniędzy na promocję multipleksu uruchamianego przez Polskie Radio.

Co zatem dalej w tej sytuacji z Radiem Maryja? Nie ma technicznej konieczności wyłączenia radia analogowego, więc uruchomienie cyfrowego radia w Polsce nie zagraża pod tym względem obecnym częstotliwościom nadawania katolickiej rozgłośni. Radio Maryja, choć nie utrzymuje się z reklamy, będzie miało jednak do rozstrzygnięcia decyzje podobne do RMF czy Radia Zet. Czy po uruchomieniu cyfrowego multipleksu radiowego ubiegać się o nadawanie na nim swego sygnału i ponosić tego koszty?

Czy w razie rezygnacji z tej możliwości nie powstanie sytuacja, gdy słuchacze stopniowo przestaną używać starych odbiorników i w ten sposób zawęzi się krąg potencjalnych odbiorców radia analogowego? Czy tworzyć nową rozgłośnię cyfrową, nadającą dodatkowy, drugi program radia katolickiego? Jaki wpływ na słuchalność radia będzie miało pojawienie się innych, nowych stacji cyfrowych?

Jakie jest ryzyko, że parlament rozstrzygnie jednak o wyłączeniu radia analogowego? Tak się bowiem stało w kilku krajach europejskich, gdzie uznano, że mimo braku kolizji częstotliwości nieopłacalne jest utrzymywanie obu systemów radiowych.

W sprawie cyfryzacji radia więcej jest pytań niż odpowiedzi. Kolejne decyzje powoli jednak zapadają. Wprawdzie po internetowych konsultacjach społecznych, ale w istocie – poza świadomością opinii publicznej.

Warto pilnie obserwować ten proces i domagać się jasnych reguł postępowania władz. Każda tak radykalna zmiana technologii w mediach daje zarazem szansę na większą wolność i pluralizm, jak i zagraża kruchym podstawom prawnym oraz ekonomicznym istnienia niektórych dotychczasowych nadawców.

A w naszym kraju – co pokazał niechlubny przebieg cyfryzacji telewizji – zmiany technologiczne oznaczają zazwyczaj wzmocnienie silnych przez decyzje władz i konieczność stałej obrony wolności słowa, a także ciężką walkę o pluralizm mediów ze strony obywateli.

 

Barbara Bubula

Nasz Dziennik