logo
logo

Zdjęcie: M.Matuszak/ Nasz Dziennik

Opresja fiskalna Rostowskiego

Sobota, 27 lipca 2013 (02:05)

Rząd premiera Donalda Tuska i Jacka Rostowskiego podkreśla, iż ściślejsza integracja Polski z Unią Europejską, w tym ze strefą euro, pozwoli mieć większy wpływ na decyzje podejmowane przez Wspólnotę, oczywiście z korzyścią dla Polski.

Tymczasem – jak pokazuje praktyka – rząd od sześciu lat jest posłusznym wykonawcą instrukcji płynących z Brukseli. Dotyczy to przede wszystkim nakładania kolejnych obciążeń fiskalnych i administracyjnych na przedsiębiorców i pracowników.

Każdemu nowemu podatkowi i kolejnej, bezsensownej regulacji administracyjnej towarzyszy rozbrajająca argumentacja premiera: „Musimy tak czynić, bo tego wymaga od nas Unia”. Jest sprawą oczywistą, że za serwilizm i brak odwagi rządu płacą obywatele.

Konkurencja podatkowa

Brak polityki chroniącej interes Polski sprawił, że Polska stała się montownią wyrobów finalnych i krajem peryferyjnym, eksploatowanym bez skrupułów przez obcy kapitał. Jak podaje Rocznik Statystyczny 2013 w tabeli „Bilans płatniczy”, tylko w latach 2010-2012 wytransferowano z Polski 64 mld dolarów. Drogo płacimy za dobrodziejstwa Unii.

Polska w tych warunkach nie ma możliwości konkurowania w obszarze nowych technologii i innowacji. Może natomiast skutecznie konkurować, tworząc dla życia i działalności gospodarczej obywateli przyjazne rozwiązania fiskalne. To zależy tylko od odwagi, determinacji i kompetencji rządu. Przykładem mogą być tutaj takie kraje, jak: Estonia, Słowacja, Irlandia czy ostatnio Węgry.

Na czym powinna polegać istota konkurencji podatkowej? Otóż powinna ona polegać na zmianach w strukturze polskiego systemu podatkowego. Struktura systemu podatkowego to łącznie struktura podstaw i taryf opodatkowania. Manewr podstawami i taryfami opodatkowania daje ustawodawcy duże możliwości skonstruowania takiego systemu podatkowego, który byłby przyjazny dla obywatela, motywujący dla przedsiębiorcy (polskiego i zagranicznego) i efektywny dla budżetu państwa. Niestety, wiedza ta jest obca politykom w rządzie Tuska i Rostowskiego oraz ich dworskim i usłużnym ekonomistom.

Nie ma miejsca w krótkim artykule na dość skomplikowane wywody merytoryczne, ograniczę się więc do wskazania jedynie kilku kierunków, w których powinna pójść racjonalizacja systemu podatkowego w Polsce.

1. Zlikwidowanie opodatkowania dochodów z pracy – PIT do granicy około 80-100 tys. złotych. Dopiero powyżej tej granicy można rozważyć taryfę progresywną liczoną już od całej kwoty dochodu. Takie rozwiązanie integruje politykę podatkową z polityką prorodzinną. W sytuacji, kiedy rodzina nie osiąga takich dochodów, a posiada np. troje dzieci, dochodzi do transferu. Oznacza to, że państwo subwencjonuje taki model rodziny z niskimi dochodami.

2. Wprowadzenie w przedsiębiorstwie stawki 0 proc. od zysku niepodzielonego (pozostawionego w firmie). Takie rozwiązanie skłania do reinwestowania kapitału własnego i tym samym tworzy nowe miejsca pracy.

3. Szerokie wykorzystanie kwotowego podatku ryczałtowego i wycofanie się z fiskalizacji (kasy fiskalne, książki przychodów-rozchodów, kontrole itp.) drobnej działalności gospodarczej. Ograniczy to koszty prowadzenia działalności gospodarczej i chęć wchodzenia do szarej strefy. Rosną wpływy do budżetu.

4. Zlikwidowanie opodatkowania długookresowych, celowych oszczędności zarówno w momencie ich tworzenia, jak i w momencie ich rozwiązywania. Dotyczy to w szczególności oszczędzania na mieszkanie, przyszłą emeryturę czy kształcenie dzieci. Takie rozwiązanie zwiększa podaż rodzimego kapitału, zmniejsza uzależnienie od kapitału obcego i tym samym sprzyja równoważeniu budżetu państwa.

5. Powrót do idei podatku ekwiwalentnego. Oznacza to taką sytuację, kiedy państwo, nakładając podatek, uzgadnia ze społeczeństwem i deklaruje cel, na jaki będzie on przeznaczony. Jest to realizacja zasady sprawiedliwego opodatkowania. Podatek jest wówczas akceptowany i dobrowolnie płacony. To buduje harmonię między państwem i obywatelem. Znika szara strefa.

To tylko niektóre sugestie budujące przewagę konkurencyjną Polski w zakresie rozwiązań fiskalnych. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego rząd stosuje podobne rozwiązania w specjalnych strefach ekonomicznych, a nie przenosi tego modelu na poziom kraju. W specjalnych strefach ekonomicznych lokuje się kapitał, rośnie produkcja, znika bezrobocie i rosną wpływy z podatków. W kraju zaś recesja, bezrobocie i permanentny kryzys finansów publicznych. Na tym tle rodzi się bynajmniej nie retoryczne pytanie: dlaczego Polska – wzorem innych krajów – nie miałaby być rajem podatkowym w pozytywnym tego słowa znaczeniu?

Szarą strefę tworzy rząd

Nasilająca się w ostatnich latach opresja fiskalna, prawna i administracyjna rządu Tuska i Rostowskiego prowadzi do dwóch, dezintegrujących polskie społeczeństwo procesów, składających się na to, co określa się szarą strefą.

Pierwszy proces to penalizacja pracy użytecznej przeszło miliona Polaków, którzy powiedzieli „nie” kagańcowi fiskalnemu i administracyjnemu. Podjęli oni ryzyko życia i pracy obok formalnych regulacji tworzonych przez państwo w tzw. szarej strefie. Skala tego zjawiska jest wprost proporcjonalna do skali opresji. Wartość dochodu wytworzona w szarej strefie przez 1,1 mln Polaków wyniosła – według szacunków GUS – przeszło 200 mld złotych, co stanowi około 13 proc. PKB.

Jak widać, nie jest to zjawisko marginalne, a odpowiedzialność za nie w pełni ponosi rząd. Rząd, tworząc opresyjne ramy działalności gospodarczej, wyzwala ogromne pokłady innowacyjności, która – niestety – skierowana jest nie na tworzenie nowych technologii i miejsc pracy, lecz na poszukiwanie metod obejścia barier stawianych przez państwo. Droga zabawa!

Drugi proces to erozja polskiego kapitału ludzkiego. Dotyczy to blisko 2,5 mln młodych Polaków. Oni bowiem, zamiast wchodzić w szarą strefę i podpadać pod paragrafy w Polsce, wybrali życie i pracę tam, gdzie warunki i otoczenie są znacznie bardziej przyjazne. Zabawa jeszcze droższa.

Wobec takiej polityki trudno się dziwić, że rząd ma kłopot ze zrównoważeniem finansów publicznych. Tylko dlaczego ma za to płacić ciężko i uczciwie pracujący obywatel? Koniec. Czas na zmianę!

 


Autor jest pracownikiem naukowym Katedry Teorii Systemu Rynkowego Szkoły Głównej Handlowej.

Prof. dr hab. Feliks Grądalski

Aktualizacja 27 lipca 2013 (08:31)

Nasz Dziennik