logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Siła modlitwy

Sobota, 24 sierpnia 2013 (02:01)

Analizując obecną sytuację, można powiedzieć, że daliśmy sobie narzucić światopogląd pogański, niechrześcijański, laicki, całkowicie ignorujący sferę duchową. Chrześcijaństwo dla wielu stało się dziś jedynie „kultem obrzędowym”.

Tymczasem chrześcijaństwo polega na zawierzeniu Bogu, pójściu za tym, co Bóg nam o sobie i o świecie powiedział, na zrozumieniu tego i uznaniu za prawdę. A Bóg odpowiedział na wszystkie najbardziej nurtujące ludzkość pytania: Kim jesteśmy jako rodzaj ludzki? Skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy? Jaka jest ludzka godność i sens cierpienia? Dlaczego doświadczamy rzeczywistości śmierci?

Bóg rozpostarł przed nami perspektywę życia wiecznego. Wyznaczył też cenę ludzkiej godności – jest to cena Krwi Jego Syna konającego na krzyżu. Tam bowiem Pan wyznał nam miłość do końca, włożył nam w ręce moc swojego zwycięstwa. Trzeba jednak pamiętać, że władza nad złem włożona jest tylko w ręce tych, którzy uwierzą w Niego.

Po swoim zmartwychwstaniu Jezus powiedział: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 15-18).

Zauważmy, że Pan Jezus byle komu władzy nad złem nie daje. Tylko ci, którzy pójdą za Jezusem i do końca zawierzą Jego słowom i Jego Kościołowi, będą mogli korzystać z władzy nad złem. Wtedy będzie się objawiała moc modlitwy, moc postu, moc żywej, prawdziwej, chrześcijańskiej wiary.

Znani są chrześcijanie, którzy uwierzyli do końca, poszli za Bogiem jak szaleńcy. Wokół nich następowały manifestacje mocy Bożej. To słynni święci XX wieku – św. Maksymilian Maria Kolbe, św. Ojciec Pio, św. Charbel Maronita, św. Siostra Faustyna itd. To są ci szaleńcy Bożego Miłosierdzia, szaleńcy zawierzenia Bogu i Jego Słowu.

Jeżeli chcemy dotknąć skuteczności i mocy modlitwy, to należy przywołać fragment Pisma Świętego o tym, jak ojciec przyprowadził do apostołów dziecko opętane przez złego ducha. Apostołowie byli jednak bezradni.

Kiedy ojciec powiedział o tym Panu, Pan odrzekł: „’O plemię niewierne (…) Przyprowadźcie Mi go tutaj!’ Jezus rozkazał mu surowo, i zły duch opuścił go (…) Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: ’Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?’ Jezus odpowiedział: ’Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem’” (Mt 17, 17n).

Jak to zrozumieć? Chrystus zwyciężył zło i władzę nad nim oddał swoim uczniom, jest to władza Jego Imienia. To jedno Imię sprawia, że piekło przed nim klęka. Jednak by ludzie nie nadużywali Imienia Bożego, Pan Jezus zażądał od nas także własnego wkładu w walkę o zbawienie dusz nieśmiertelnych. Dlatego mówi: „ten rodzaj można wyrzucić tylko postem i modlitwą”.

Co to jest post i modlitwa? To jest moje wewnętrzne zaangażowanie, mój wkład, który jest związany z relacją do Boga. To moje osobiste wejście w tajemnicę Miłosierdzia Bożego. Ja siebie wprowadzam do świątyni miłosierdzia postem i modlitwą i Jezus mnie obsypuje darami, które przygotował dla mnie i dla tych, których ja Mu przynoszę. Wówczas dopiero, umocniony tą relacją z Jezusem, która oparta jest na modlitwie, a więc rozmowie z Bogiem, i na poście, czyli na wewnętrznym umartwieniu, dla ratowania dusz nieśmiertelnych rezygnuję z jakiegoś godziwego dobra. Tak pogłębiona relacja z Bogiem przynosi obfity owoc łaski. Doświadczamy tego bardzo wyraźnie w różnych grupach modlitewnych, gdzie mamy do czynienia z działaniem zła, z kryzysami małżeńskimi, z różnymi zniewoleniami, takimi jak alkoholizm czy narkomania, pornografia, hazard, uzależnienie od komputerów, telewizji, mediów czy nikotyny. Mamy wiele świadectw od tych ludzi, że dopiero osadzenie siebie na Bogu dodawało im mocy, aby przezwyciężyć te wszystkie słabości, aby to zło, które ich dotknęło w postaci różnych zniewoleń i manifestowało się w różny sposób, przełamać.

Doświadczenie uczy, że najczęściej początkiem kryzysu jest brak modlitwy, troski o relację z Bogiem. Ludzie zatrzymują się jedynie na obrzędowości.

Tymczasem potrzebny jest czas spędzony na kolanach, na rozmyślaniu, na czytaniu Pisma Świętego. Obrzędy mogą być najpiękniejsze, ale bez wewnętrznego przebywania i życia w obecności Boga będziemy martwi duchowo. Dlatego ci, którzy zawrócili z błędnej drogi i osadzili swoje życie na Chrystusie, zaczynają budować swoje domy od podstaw, od fundamentu. Pamiętajmy jednak, że Bóg nie cofa czasu, nie wkłada zabitego dziecka na powrót pod serce matki czy wybitego oka na swoje miejsce, nie przyszywa urwanej nogi, ale daje siłę, byś wszedł na drogę nawrócenia, która jest drogą naprawy wyrządzonego zła i zadośćuczynienia. Kiedy już z Bogiem budujesz od nowa, On dla twojego brata, siostry czy dziecka ma wieczność. Dlatego tam nastąpi ostateczne wyrównanie rachunków. Jako chrześcijanie tak na to patrzymy, jednak już tutaj, kiedy osadzamy się na Bogu, możemy wiele przezwyciężyć, zdolni jesteśmy do przebaczenia, do zgody, do wyciągnięcia ręki, bo jesteśmy wtedy uczniami Chrystusa, chrześcijanami, katolikami.

Ks. Bogusław Jaworowski MSF

Nasz Dziennik