logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Dewastator sztuki

Czwartek, 28 listopada 2013 (11:15)

Dymisje Jana Klaty i Bogdana Zdrojewskiego są w tej chwili wymogiem moralnym i patriotycznym.

Na scenie człowiek w różowej czapeczce. Jedną dłoń trzyma nonszalancko w kieszeni. Jest przykurczony, wściekły. Drugą ręką wymachuje w powietrzu, wskazując palcem na drzwi. Krzyczy: „Wynocha!”. Tak zaprezentował się Jan Klata 14 listopada br. na scenie Narodowego Teatru Starego, kiedy jego sztuka została wygwizdana i przerwana gwałtowną reakcją zbulwersowanej publiczności krakowskiej.

Ręka w kieszeni na scenie i wrzask: „Wynocha!”. Oto postawa godna samego dyrektora teatru narodowego. Tak. To Jan Klata, zatrudniony przez ministra Zdrojewskiego za pieniądze podatnika. Dewastator sztuki.

Żądanie zamknięcia Narodowego Starego Teatru jest zanadto radykalne, ale wyrzucenie niszczycieli narodowej kultury i polskości już nie. Wspomniany Teatr to jeden z trzech w naszej Ojczyźnie, nad którym pieczę sprawuje bezpośrednio minister kultury i dziedzictwa narodowego. Teatr Narodowy w Warszawie, krakowski Stary Teatr i Teatr Wybrzeże w Gdańsku są finansowane przez Polaków z ich podatków. Stary Teatr otrzymuje corocznie 14,5 mln złotych dotacji.

Gdyby Jan Klata był człowiekiem honoru, to po skandalu i fali potężnej krytyki, jaka przetoczyła się w Polsce, głównie wśród znawców rzeczywistości teatru, podałby się do dymisji. Nie poda się.

Gdyby minister Zdrojewski kierował się polską racją stanu, to ze skutkiem natychmiastowym zdymisjonowałby Jana Klatę. A potem siebie. Nie zrobi tego.

Jan Klata, dewastując tradycję, renomę krakowskiego teatru, kulturę słowa oraz sztukę produkuje swoje eksperymenty za pieniądze podatników, a Zdrojewski opłaca jego chore wykwity, podobnie jak bulwersujące bluźnierstwo w Centrum Sztuki Współczesnej (mężczyzna ociera się tam genitaliami o średniowieczny krucyfiks z Chrystusem).

Wszystko byłoby dozwolone, gdyby dewianci uzewnętrzniali swoje poczucie estetyki w eksperymentalnym studiu prywatnym (najlepiej w piwnicy) i przed lustrem, z dala od widoku publicznego. Niestety „rzeźnia” rozgrywająca się w ważnych ośrodkach kulturalnych masakruje dokonania takich nazwisk jak śp. dyrektor Konrad Swinarski, który zginął śmiercią tragiczną pod Damaszkiem, poza tym podważa cele i standardy, jakimi kierowała się od lat ta szacowna instytucja.

Antysztuki Klaty rażą, ranią, obrażają

Promocja dewiacji, wyuzdanego seksu (aktorzy odgrywają akty seksualne w ubraniach – dobrze, że jeszcze w ubraniach), opluwanie polskości, historii to wielomiesięczna makabra, jaka torturuje miłośników tego teatru. Zaś taka tandeta jak sztuka „Do Damaszku” w reżyserii Klaty katuje nie tylko uczucia patriotyczne, ale i uszkadza i ogłusza smak estetyczny widzów. W „Bitwie 1920” w reżyserii Demirskiego i Strzępki w odrażający sposób przedstawia się Marszałka Piłsudskiego, przy okazji gloryfikując czerwonego zdrajcę i kata Feliksa Dzierżyńskiego.

Chcę zwrócić uwagę na fakt, że po objęciu stanowiska dyrektora 1 stycznia 2013 r. przez Klatę skandal goni skandal. Swoją tandetą dyrektor odstraszył skutecznie wielkich aktorów. Aż siedmioro z nich (Anna Dymna, Bolesław Brzozowski, Mieczysław Grąbka, Tadeusz Huk, Ryszard Łukowski, Jacek Romanowski i Krzysztof Zawadzki) odmówiło grania w nowej propozycji „Nie-Boskiej Komedii” w reżyserii Chorwata Oliviera Frljicia, a Anna Polony, strażniczka tradycji tego teatru, odeszła po 50 latach gry na jego deskach.

Czy doszliśmy już do takiego punktu, że w Polsce nie ma już żadnych utalentowanych twórców i musimy ich sprowadzać z krajów byłej Jugosławii?

Co takiego się kryło w scenariuszu Chorwata, że sławni i wielcy powiedzieli „non possumus”? Według przecieków miało w nim dojść do zbezczeszczenia polskiego hymnu narodowego za sprawą niemiecko-rosyjskich akcentów.

W Polskim Radiu zawrzało

27 listopada br. w Programie Drugim Polskiego Radia mogliśmy usłyszeć opinie i komentarze znanych krytyków teatralnych na temat skandalu, jaki jest związany z Narodowym Starym Teatrem w Krakowie. Atmosfera audycji „Teatralna loża Andrzeja Matula” była, delikatnie mówiąc, bardzo emocjonalna.

Wysłuchałem z wielką uwagą gwałtownej miejscami dyskusji, w której udział wzięli prof. Barbara Osterloff, Elżbieta Morawiec, Witold Mrozek oraz Jacek Sieradzki.

Teatr, o którym mowa, ma swoją długą, wspaniałą i piękną historię, powiedziała prof. Osterloff, dawniej jego scena pełniła rolę ważną dla Narodu Polskiego, są z nim związane wielkie nazwiska, wielkie przedstawienia, to miejsce, które jest mitem w kulturze polskiej, nie tylko teatralnej, a więc ważnym.

Dyrektor teatru to jest ktoś wyjątkowy, to przedstawiciel bardzo szlachetnej, odpowiedzialnej profesji, kto jest mądrym przewodnikiem dla swojego zespołu, kto podejmując decyzję, ma na względzie całość wspólnoty.

Pani Elżbieta Morawiec powiedziała: „Od 10 miesięcy właściwie nie mamy do czynienia z teatrem, tylko z nieustannym ciągiem skandali, poczynając od Poczet królów polskich w realizacji Krzysztofa Garbaczewskiego, poprzez skandaliczną Bitwę 1920, w której Piłsudski został pokazany jako tchórz, a Dzierżyński jako bohater, wreszcie po to nieszczęsne Do Damaszku i na szczęście odwołaną, przynajmniej na razie, Nie-Boską Komedię, pod wpływem bez wątpienia reakcji publiczności w dniu 14 listopada i przerwania spektaklu i reakcji wybitnych osobowości tego teatru, którym się nisko kłaniam za to, co zrobili, bo w pewien sposób uratowali godność tej sceny. Nie można sobie pozwolić na to, żeby po 38 latach, w 75. roku zginął tragicznie Konrad Swinarski, żeby po jego śmierci robić konferencję prasową happening, pt. Śledztwo w sprawie śmierci Konrada Swinarskiego, nie można sobie pozwolić na zwykłą tandetę, nazywanie antysemitą Zygmunta Krasińskiego, przypominam Maria Janion o ”Nie-Boskiej Komedii„ napisała całą grubą książkę, nazywać Konrada Swinarskiego antysemitą, a Polaków obciążać w jednym kawałku o holokaust. To są po prostu rzeczy skandaliczne”.

Ignorant za Klatą?

Minister Zdrojewski broni Klaty. Zawzięcie, ślepo. Jak przyznaje, nawet nie zna kontrowersyjnych spektakli. Pan minister ma raptem trzy teatry pod swoją kuratelą i nie wie, co się w nich dzieje? Jeśli zarządca nie dogląda swojego gospodarstwa, to wszystko się wali.

Moim zdaniem, to można tłumaczyć jedynie strategią Platformy Obywatelskiej, która jako partia centrolewicowa chce zaśmiecić polską kulturę, historię i sztukę – obsceniczną tandetą, nafaszerowaną hałaśliwą muzyką, ochlapywaniem się aktorów farbą i kąsających swoje członki niczym małe zwierzątka, ozdobioną dodatkowo sztucznymi penisami, onanistami, bohaterami kopulującymi z matkami, a wszystko po to, aby niszczyć polskość i naród. Zdrojewski mimo wszystko nie wygląda mi na zaciętego ignoranta, który nie wie, co się dzieje w tak sławetnym miejscu. To działanie z premedytacją.

Cóż, nie jestem krytykiem teatralnym, oddam więc jeszcze raz głos zasłużonemu nazwisku, związanemu z teatrem, pani dr Elżbiecie Morawiec, byłej kierowniczce literackiej Starego Teatru, która w liście otwartym do Zdrojewskiego napisała m.in. tak:

„Okres pańskiej kadencji w MKiDN to straszny czas. Nawet mocno niedouczony w kulturze minister Podkański nie miał takich osiągnięć. Odnosi się wrażenie, że celem pańskiej działalności, jak i działalności całego rządu jest obrócenie Polski w perzynę”. I dalej: „Pana milczenie i umywanie rąk od decyzji jest nad wyraz wymowne. Wpisuje się Pan, jako człowiek nigdy z kulturą nie związany, który tym bardziej powinien uważać na swoje postępowanie w zaplanowane przez koalicję PO – PSL – niszczenie polskiej kultury”.

„Wstań, porzuć dom i chodź za mną”

Zgadzam się z główną tezą, jaką zaproponowali uczestnicy audycji w Polskim Radiu, że w konflikcie wokół teatru, jak w soczewce skupiły się problemy związane z polskim życiem teatralnym. Jednak tę tezę należy rozciągnąć na aktualne zderzenie cywilizacji, jaką przeżywamy w całym Okcydencie, w tym w Polsce.

Trwa zmasowany atak na wartości, na religię, na Kościół, na życie, na młodzież, trwa walka o przeforsowanie jedynie słusznej narracji genderowej, panseksizmu, heterofobicznego homoseksualizmu, wszystkiego, co burzy ład cywilizacyjny i wprowadza poprzez obrazy antysztuki, postmodernistyczny chaos i anarchię relatywizmu kulturowego i moralnego.

Nieprzypadkowo zacytowałem „Nie-Boską Komedię” Zygmunta Krasińskiego. Przywódca krwawej rebelii Pankracy w nocnej rozmowie z Hrabią próbował, niczym „młodszy brat szatana”, skusić bohatera do zdrady. Dom w tym przypadku to Ojczyzna, wartości, katolicyzm.

Dziś trwa wielka wojna. Oddziały chroniące cywilizację życia i ducha przygotowują się do ostatecznej bitwy ze złem w okopach Świętej Trójcy. Hordy barbarzyńców świata antywartości niczym szarańcza rozlały się wokół Zamku i jego Katedry. Chcą podeptać, spalić, zdewastować nasz świat, a potem na jego zgliszczach zbudować nowy twór i nowego człowieka. Pankracy tuż przed swoją porażką snuje wielką wizję utopii, którą należy wznieść na gruzach chrześcijaństwa. Kończy ją słowami:

„Inaczej dzieło zniszczenia odkupionym nie jest”. Potem pada martwy. I chociaż hordy dostały się do środka i dokonały spustoszeń, pamiętajmy, że „Galilejczyk zwycięża”.

Zawsze zwycięża.

dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja 28 listopada 2013 (14:04)

NaszDziennik.pl