logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Bezkarny imperator?

Niedziela, 15 grudnia 2013 (08:41)

Obrażany przez żonę publicznie, nazwany przez nią wręcz „gnojek”, opisywany ponadto w książce „Między nami” jako pantoflarz, Donald Tusk bez cienia wstydu, jakby odmieniony, inny, niczym król lew, oficjalnie, na zewnątrz, jawi się nam jako nieubłagany dyktator, którego władza jest nie do zakwestionowana.

Rada krajowa PO za nami. Czołobitny szpaler sług z pierwszego rzędu przekonuje Tuska, że w Polsce wszystko mu teraz wolno. Na pewno jest to polityk zręczny w utrzymywaniu się od lat na powierzchni politycznego bagna, ale to tylko władza sprawowana dla samej władzy, bez wizji, bez honoru, bez ukierunkowania na „dobro wspólne”, pomijająca polską rację stanu. Z punktu widzenia zatem definicji Chestertona na temat cech przywódcy politycznego jest Donald Tusk kompletnym słabeuszem.

Ja w Tusku dostrzegam również strach, a ostatnio jakąś panikę. Negatywne emocje go dławią, wypowiedzi, mowa ciała zdradza rozedrganie emocji, tępą wściekłość, zaciekłość, zawziętość. Co najmniej od czasu wycieku słynnych zdjęć smoleńskich. Rozbiegane oczy mówią: „Czy mają tego więcej?”, „Kiedy wypuszczą następne dowody?”, „Musimy się bronić, zapobiegać!”.

Determinacja w zachowaniu władzy za wszelką cenę jest tu oczywiście znamienna. Wie dobrze, że ci, którzy po niego niedługo przyjdą, nie wykażą się ani zrozumieniem, ani litością, stąd to histeryczne zawołanie podczas przemówienia (nazwanego przez usłużne media „trzecim expose”), że władzę absolutną w Platformie Obywatelskiej tylko on jeden musi mieć w pełni zagwarantowaną, nie może być miejsca na innego lidera, on egoistycznie tego żąda, i będzie o tę władzę „walczyć na śmierć i życie”. Brzmi groźnie, nawet jak na retorykę słabeusza-populistę. Czy to znaczy, że mord także wchodzi tu w grę?

Unicestwianie polityczne już było. Do szeregu znanych nazwisk (Olechowski, śp. Maciej Płażyński, Rokita, Piskorski, Gilowska, Gowin, Żalek, Godson) dołączył dziś ostatecznie Schetyna. Bezwzględnie torturowany (o czym pisałem tutaj: http://naszdziennik.pl/polska-kraj/58621.html), a potem poddany publicznej egzekucji. Nie żal mi go. Jest z tego samego układu, budował system kłamstwa, intryg, podłości, nikczemności i co najważniejsze – doprowadził społeczeństwo do pauperyzacji.

Natomiast Schetyna miał swój rys polityczny. Swoją tożsamość. Miejsce zaś w miarę samodzielnych polityków dziś zajęli pokorni wykonawcy zleceń, harcownicy i kompani, oportuniści i konformiści, totumfaccy i karierowicze, do tego niekompetentni ignoranci, jak Kopacz, Gronkiewicz-Waltz, Borusewicz, Grabarczyk. Sikorski kolejnym prestiżowym urzędem, jako największe zagrożenie dla Tuska został dodatkowo zneutralizowany. Na razie.

Wydawałoby się więc, że nic nie wróży burzy. Bajka. Niemal tęczowa. A jednak. Coś nie zagrało. Podczas Rady krajowej Tusk przekonał się o bardzo bolesnym fakcie. O tym, że nie ma władzy absolutnej. Instytucjonalne władanie wprawdzie zachował.

W scenerii publicznej podkoloryzowane jest ono właściwie nieustannie przez TVN-owskie przekazy, gdzie prezentowany jest on z namaszczeniem jako jedynowładca. Jednak w tym heterogenicznym zlepku środowisk, ideologii, intryganctwa co drugi to Brutus czekający z nożem na odpowiedni moment.

Propagandyści nazywają ich „żołnierzami z buławą marszałkowską w plecaku”. Głosowanie w sprawie Schetyny wyraźnie to ujawniło. Niemal połowa uprawnionych do głosowania delegatów opowiedziało się za Schetyną, 46 proc. głosujących. I to jest dość znamienne. Pozory mogą zatem mylić.

Makbet też wycinał i też zdawało się, że tej makabrze nie będzie końca. Pamiętamy, że nie oszczędził swego najlepszego przyjaciela, Blanka, który przychodził potem go gnębić jako duch, morduje dobrego króla Duncana. Zachować władzę na śmierć i życie imperator rozumiał wprost i jednoznacznie. A potem ruszył po niego las. Czy w Polsce będzie to las obywateli? Czy wystarczy wyłącznie jeden cios w plecy Radka Sikorskiego? Przekonamy się.

Dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja 16 grudnia 2013 (06:28)

NaszDziennik.pl