logo
logo

Zdjęcie: Marek Żelazny/ -

Dbajmy o jedność Kościoła

Sobota, 22 lutego 2014 (02:06)

Niepublikowana rozmowa ze śp. ks. infułatem Józefem Wójcikiem przeprowadzona przez Krzysztofa Losza

 

Dlaczego zdecydował się Ksiądz na napisanie książki „Był taki Wielki Tydzień”?

– Chciałem przypomnieć tamte bolesne w historii Ojczyzny i Kościoła wydarzenia, gdy komunistyczne władze powołały tzw. niezależną parafię w Wierzbicy. Chciały w ten sposób rozbić jedność Kościoła, to był jeden z najbardziej wymownych przykładów tego, jak wygląda polityka wyznaniowa Władysława Gomułki i jego ekipy, jak komuniści pojmują wolność wyznawania religii, która była przecież zapisana w konstytucji PRL. Oni nie szanowali nawet prawa, które sami uchwalili. Ale ta książka ma być również nauką, przestrogą, bo teraz też próbuje się rozbijać Kościół.

Do wydarzeń w Wierzbicy doszło w latach 60. To już dla wielu osób zamierzchła przeszłość. Gdyby mógł Ksiądz Infułat przypomnieć atmosferę tamtych lat?

– Lata 60. to był bardzo trudny czas dla Kościoła, bo komuniści dążyli do otwartej konfrontacji. Władysław Gomułka wyrzucił lekcje religii ze szkół, utrudniał zakładanie nowych parafii, budowę kościołów. To wtedy Służba Bezpieczeństwa uaktywniła swoje działania wymierzone przeciwko kapłanom, ludziom wierzącym, starała się wciągać niektórych z nich do formalnej tajnej współpracy, i to się niekiedy udawało. Równolegle na ludzi Kościoła spadały różnorakie represje. Dlatego komuniści postanowili wykorzystać propagandowo sprawę Wierzbicy, gdzie w 1962 roku przeciwko swojemu biskupowi zbuntował się wikary, ks. Zdzisław Kos. Jego bunt poparła część parafian. Być może całą sprawę udałoby się polubownie załagodzić, gdyby nie wmieszały się w to władze i SB. Od nich ks. Kos otrzymał ogromne wsparcie, do Wierzbicy skierowano do pracy innych zbuntowanych księży. Komuniści zalegalizowali tzw. niezależną parafię, której przekazali kościół i inne budynki parafialne. Było to bezprawie, bo kościół należał do diecezji sandomierskiej i władze nie miały prawa nim dysponować. Ja i inni kapłani, których biskup skierował do Wierzbicy, musieliśmy odprawiać Msze Święte i nabożeństwa w prywatnych domach. Byliśmy karani, tak samo jak właściciele tych domów, za „organizowanie i udział w nielegalnych zgromadzeniach”. Ta sytuacja trwała aż do 1968 roku.

W Wierzbicy udało się uratować jedność Kościoła. Ale ten konflikt najbardziej odbił się na lokalnej społeczności.

– Niestety. Bunt księdza Kosa spowodował, że w konflikcie żyli sąsiedzi, gdyż jedni poparli byłego wikarego, a inni zachowali jedność z Kościołem. Skłóconych i podzielonych z tego samego powodu było wiele rodzin. Potem godzenie ludzi, leczenie ran, zasypywanie podziałów zajęło dużo czasu i pracy księży. Zawsze tak jest, że gdy w jakiejś parafii dochodzi do różnych podziałów, konfliktów, to najbardziej cierpi ta konkretna wspólnota.

Ksiądz Infułat, wspominając tamte wydarzenia, zawsze mówił o tym, że Wierzbica to był komunistyczny eksperyment, służący opracowaniu metody rozbijania jedności Kościoła. Dlaczego wydarzenia w niewielkiej parafii pod Radomiem mogły wpłynąć negatywnie na cały Kościół?

– Gdyby komunistom udało się osiągnąć sukces w Wierzbicy, gdyby tu odnieśli zwycięstwo, w podobny sposób mogliby walczyć z katolikami w innych miejscach. Oni wiedzieli, że dopóki Kościół jest silny, dopóki jest jednością, nie da się go pokonać, zniszczyć, a na tym im zależało. Chcieli oderwać Naród od Kościoła, od wiary. Ale na szczęście wtedy na czele polskiego Kościoła stał Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński, człowiek głębokiej wiary, cieszący się ogromnym szacunkiem i autorytetem. Ksiądz Prymas był także w Wierzbicy, aby wesprzeć parafian szykanowanych przez komunistów za dochowanie wierności Kościołowi. Ogromne znaczenie miała też postawa Sługi Bożego ks. bp. Piotra Gołębiowskiego. Księdzu biskupowi bardzo zależało na pokojowym, zgodnym z zasadami miłości chrześcijańskiej i miłosierdzia, rozwiązaniu konfliktu w Wierzbicy. I to się udało.

Zwrócił Ksiądz na początku naszej rozmowy uwagę na to, że ta książka ma też być przestrogą. Dlaczego?

– Jeśli uważnie przyjrzymy się temu, co dzieje się w Polsce, to łatwo dostrzeżemy, że wiele osób, środowisk dąży do tego, żeby rozbić jedność Kościoła. I my, katolicy, musimy się temu przeciwstawić.

Tylko metody są inne niż w czasach komunistycznych.

– Tak, te metody są bardziej subtelne. Teraz nie widzimy brutalnych, antykościelnych działań władz. Ale jedność Kościoła jest zagrożona, choćby przez działania nieprzychylnych mediów. Rozdmuchują one różne „afery”, aby skompromitować kapłanów, biskupów, ludzi wierzących. Te „afery” mają podważyć zaufanie ludzi do kapłanów, do Kościoła. W tę jedność uderza też manipulowanie słowami, wypowiedziami Ojca Świętego Franciszka. Media budują taki oto obraz: dobry Papież i źli biskupi, księża. Co znamienne, dziennikarze mają usta pełne frazesów o tym, że „Kościół musi się zmienić, zreformować”. Ale do tych zmian wzywają ludzie, którzy sami są daleko od Kościoła, krytykują katolicką naukę w kwestii ochrony życia, nierozerwalności małżeństwa, godności człowieka. A teraz twierdzą, że podobno zależy im na dobru Kościoła, że się o niego troszczą. Niestety, niektórzy ludzie tej manipulacji ulegają, są podatni na taką propagandę. I przyłączają się do antykościelnego chóru.

W mediach też chętnie promuje się księży, którzy z różnych powodów weszli w konflikty z biskupami. Na dobry czas antenowy mogą liczyć też osoby, które odeszły z kapłaństwa, a teraz chętnie krytykują biskupów, swoich braci w kapłaństwie. I wzywają oczywiście do „reformy, odnowy Kościoła”, jego „demokratyzacji”, a także zmiany dogmatów wiary.

– To jest ogromny problem. W Wierzbicy doszło do tych tragicznych wydarzeń, bo ksiądz zbuntował się przeciwko Kościołowi, bo wypowiedział posłuszeństwo swojemu biskupowi. Teraz niestety zdarzają się sytuacje, gdy księża kwestionują decyzje swoich zwierzchników, bo im się z jakiegoś powodu nie podobają. Nieliczni księża publicznie krytykują też biskupów, którzy przypominają naukę Kościoła, i ich wypowiedzi są ogromnie nagłaśniane w mediach, aby powstało wrażenie, że jest to dominujący głos w Kościele. Tymczasem w praktyce mamy do czynienia w takich sytuacjach z wypowiedzeniem posłuszeństwa. A przecież każdy z nas, kapłanów, składa biskupowi przysięgę posłuszeństwa, przyjmując święcenia. Niestety, księża dają się wykorzystywać mediom, którym nie zależy na dobru Kościoła. Bo gdyby było inaczej, to media nie nagłaśniałyby konfliktów między ludźmi Kościoła, nie podsycałyby ich, nie posuwałyby się do manipulacji. Myślę też, że w takich sytuacjach ludziom Kościoła brakuje pokory, dają się uwieść „blaskowi fleszy”, medialnej popularności. To jest bardzo niebezpieczne. I dlatego w obecnych czasach dbanie o jedność Kościoła ma ogromne znaczenie. To zadanie dla nas wszystkich: kapłanów, zakonników, zakonnic, świeckich.

Rozbijanie, dzielenie Kościoła jest widoczne zwłaszcza w zachodniej części Europy i przynosi ono bardzo złe skutki, bo słabość Kościoła powoduje, że wiele osób porzuca wiarę, umacnia się moralny relatywizm, a grzech staje się cnotą.

– Tak, ale ta fala może dotrzeć też do nas. Wrogowie Kościoła wiedzą, że muszą w Polsce działać powoli, przebiegle, aby ich zamiary nie zostały przedwcześnie ujawnione. Umiejętnie też wykorzystują różne spory wewnątrz Kościoła, podsycają je, udowadniają, że istnieje rzekomy podział na Kościół „otwarty” i „zamknięty” i ten drugi trzeba oczywiście zwalczać. I widzimy, że to czasami przynosi efekty. Katolicy powinni się temu przeciwstawiać.

Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Losz

Aktualizacja 22 lutego 2014 (09:30)

Nasz Dziennik