logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Barykada utrzymana do końca

Piątek, 1 sierpnia 2014 (02:05)

Wychodzi z Powstania w swoim przedwojennym mundurze podchorążego i przy szabli jako obrońca niezdobytej przez Niemców barykady przy Alejach Jerozolimskich. Ma wtedy 25 lat, a za sobą udział w kampanii wrześniowej, ucieczkę z niemieckiej niewoli, pięć lat dywersyjnej walki z Niemcami zwieńczone wspaniałą kartą powstańczą, a przed sobą jeszcze tułaczkę po czterech obozach jenieckich i półtora roku służby w dywizji gen. Stanisława Maczka, gdzie zakończy swoją wojenną epopeję.

Podsumowuje ją krótko i bez sentymentów: – Nigdy nie planowałem kariery wojskowej, a te lata walki to było po prostu wypełnienie obowiązku.

Warszawiak z syberyjskim rodowodem

Antoni Bieniaszewski ps. „Antek”, w czasie Powstania podporucznik, dowódca III plutonu 8. kompanii Kedywu Kolegium „C” batalionu „Kiliński” Armii Krajowej, urodził się w 1919 r. w Azji, a konkretnie w Kemerowie pod Tomskiem na Syberii. Starsze rodzeństwo nie przeżyło ekstremalnych warunków zesłania. Jedynie Antoni i jego młodsza siostra wracają z rodzicami do wolnej Polski w 1921 roku.

Kolejny raz historia przypomina sobie o nim po prawie dwudziestu „międzywojennych” latach. Nieubłaganie zbliża się II wojna światowa, a on, absolwent Państwowego Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie, w 1938 r. zdaje maturę i egzaminy na Politechnikę Warszawską, by… na ochotnika pójść na rok do podchorążówki. I nie był w tej decyzji odosobniony. Rok później, wkrótce po złożeniu egzaminów i otrzymaniu nominacji na podchorążego rezerwy, Antoni Bieniaszewski ma okazję sprawdzić swoje wyszkolenie bojowe. W przeddzień wybuchu II wojny światowej dostaje przydział do grupy obrony mostów na Wiśle.

Najpierw niewola, później ucieczka

Kapitulacja Warszawy oznaczała niewolę dla jej obrońców. W oficerskich dylematach, czy lepiej zrzucić mundur i się ukryć, czy iść do niewoli, przeważnie wybierano tę drugą opcję.

– Bardziej honorowo było uciec z niewoli, niż nie iść do niewoli – uważa Antoni Bieniaszewski.

Okazja nadarzyła się już w Łowiczu, gdzie Niemcy zorganizowali dla jeńców wstępny obóz segregacyjny. W zamieszaniu jeden z podchorążych zdobył bloczek z przepustkami dla żołnierzy zwalnianych z niewoli. W Warszawie już od początku stycznia Antoni Bieniaszewski działa w konspiracyjnej Tajnej Organizacji Wojskowej. Po przeszkoleniu obejmuje dowództwo nad grupą dywersyjną specjalizującą się w niszczeniu taboru kolejowego, niemieckich towarowych transportów wojskowych, paleniu magazynów niemieckiego sprzętu wojskowego, wysadzaniu w powietrze samochodów.

Wiosną 1943 r. jego oddział dywersyjny, który z trzech osób rozrósł się do 17, został przydzielony do Kedywu okręgu Warszawa, co – jak wskazuje pan Antoni – w niczym nie zmieniło zakresu działania grupy.

– Nie mieliśmy ani jednej wpadki przez całą okupację – podkreśla płk Bieniaszewski. – Wszyscy też, bez jednego kolegi, który działał w Siedlcach, poszli ze mną do Powstania Warszawskiego i je przeżyli! Z tych żołnierzy do dziś żyją jeszcze Jerzy Chlistunoff „Jurek” i Tadeusz Zapałowski „Michał”.

Niezdobyta barykada

Rozpoczynali Powstanie w rejonie placu Napoleona, wspierając batalion „Kiliński” przy zdobywaniu Poczty Głównej. Potem unieruchomili na ul. Szpitalnej niemiecki czołg, a wymontowany z niego karabin maszynowy służył im do końca Powstania jako osłona ogniowa barykady w Alejach Jerozolimskich. 3 sierpnia zostali wcieleni do batalionu „Kiliński” jako jego 8. kompania, w której Antoni Bieniaszewski dowodził III plutonem. Wkrótce jego pluton rozrósł się do 70 nieźle uzbrojonych żołnierzy. Choć brali udział również w innych powstańczych akcjach, zasłynęli głównie jako niezwyciężeni obrońcy jednej z kluczowych pozycji powstańców – barykady w Alejach Jerozolimskich na wysokości dzisiejszego domu towarowego Smyk.

Aleje Jerozolimskie to newralgiczna arteria komunikacyjna Warszawy, o którą Niemcy toczyli z powstańcami zażarte boje od momentu wybuchu Powstania. Dla nieprzyjaciela była to bowiem jedyna prowadząca przez most Poniatowskiego droga zaopatrzenia oddziałów walczących z Armią Czerwoną na Pradze, a dla powstańców strategiczne połączenie Śródmieścia Południowego z Północnym. Początkowo zajętą przez powstańców ulicę Niemcy odblokowywali, stosując bestialską metodę „żywych tarcz”, czyli pędzenia przed czołgami cywilnej ludności i wypalania benzyną domów. – Moim zasadniczym zadaniem było opanowanie północnej strony Alej Jerozolimskich na odcinku od Marszałkowskiej do Brackiej, wybudowanie i utrzymanie barykady – przejścia przez Aleje i niedopuszczenie do korzystania przez Niemców z tej ważnej arterii komunikacyjnej – tłumaczy płk Bieniaszewski.

Po przeciwnej, południowej stronie Al. Jerozolimskich analogiczne zadanie realizowali żołnierze Zgrupowania „Bełt”. Dla jednej i drugiej strony było ono niezwykle niebezpieczne, gdyż ulica znajdowała się pod obstrzałem prowadzonym z dużej wysokości i z dwóch stron: od Muzeum Narodowego i Dworca Głównego. Budowę barykady polegającą na wykonaniu przekopu w poprzek ulicy i podwyższeniu brzegów w Alejach bardzo utrudniał biegnący pod ulicą tunel kolei średnicowej. Nie sposób było wgryźć się w jego betonowy strop, więc na znacznej części ulicy pozostało wykonanie obwałowań za pomocą worków z piaskiem i płyt chodnikowych. Te umocnienia były systematycznie niszczone przez Niemców ostrzałem artyleryjskim, bombardowaniem przez lotnictwo i „goliatami”. Wielokrotnie próbowali też szturmować powstańcze umocnienia.

– Co noc, zwłaszcza nad ranem, odbudowywaliśmy barykadę, tak że funkcjonowała ona przez całe Powstanie, a przez Aleje nie przejechał w tym czasie żaden niemiecki czołg – wskazuje płk Bieniaszewski. – Mój pluton do ostatniego dnia Powstania utrzymał powierzone sobie odcinki walki w Alejach Jerozolimskich.

Podczas Powstania z jego bohaterskiego plutonu poległo 13 żołnierzy, a 31 zostało rannych. W czasie jednego z nalotów ranny w rękę został także pan Antoni.

– Ale ani na jeden dzień nie opuściłem stanowiska – zaznacza.

Po kapitulacji wraz z 19 żołnierzami ze swojego plutonu w ramach tzw. Kompanii Osłonowej C jeszcze do 9 października płk Bieniaszewski pozostaje pod bronią, pełniąc służbę patrolową, udzielając pomocy pozostałym w mieście Polakom i broniąc zwłaszcza kobiet przed pijanymi żołdakami. W ramach tego mało znanego epizodu powstańczego na mocy umowy kapitulacyjnej zostały sformowane dwie kompanie osłonowe – C i D – liczące łącznie kilkadziesiąt osób w celu pilnowania szpitali, Centralnej Składnicy Sanitarnej AK oraz mienia akowskiego. Jak na ironię służbę tę pełnili powstańcy wraz z niemieckimi żołnierzami, choć dowódcą patrolu zawsze był oficer – Polak. Antoni Bieniaszewski był jednym z nich.

„Po zniszczeniu nadmiernej ilości uzbrojenia, jakie pozostało z okresu walki, opuściliśmy wyludnione już miasto” – pisze w swojej relacji. „Pod pomnikiem Sapera w alei Niepodległości odbyła się, zapowiadana już wcześniej, jedyna powstańcza defilada, po której na dziedzińcu dawnego Ministerstwa Spraw Wojskowych nastąpiło złożenie broni. Zgodnie z umową kapitulacyjną oficerom pozostawiono broń białą. Ja byłem jednym z niewielu oficerów umundurowanych w swój mundur przedwojenny i z szablą oficerską (która mi wprawdzie służbowo nie przysługiwała, gdyż artyleria przeciwlotnicza posługiwała się kordzikami). Następnie poprowadzono nas ul. Filtrową do placu Narutowicza i dalej przez Dworzec Zachodni i Wolę do Ożarowa, skąd rozsyłano nas do obozów jenieckich”.

Adam Kruczek

Nasz Dziennik