logo
logo

Zdjęcie: arch. / -

Między zbrodniczymi potęgami

Poniedziałek, 1 września 2014 (02:05)

Żyją jeszcze wśród nas ci, którzy do końca swych dni będą pamiętać piątkowy poranek sprzed 75 lat – 1 września 1939 roku – początek II wojny światowej rozpętanej przez Hitlera wspólnie ze Stalinem. Opisuje ten dzień również Maria Tarnowska we wspomnieniach „Przyszłość pokaże…”. Obecna dzięki rodzinnym koligacjom na dyplomatycznych salonach swoje życie poświęciła sprawie polskiej i służbie drugiemu człowiekowi. Notując świadectwa wojennego okrucieństwa obu okupantów, liczone milionami ofiar, zauważyła: „Dziwna rzecz, jak często powtarza się sytuacja, w której mimo odmienności politycznych celów Niemcy i Rosja dochodzą do porozumienia, gdy sprawa dotyczy Polski. Mimo wcześniejszych różnic i późniejszych zatargów te dwa państwa stale są zgodne, że nasza ojczyzna nie ma prawa do niepodległości. Zgoda w tej kwestii wystarczy, by zawiesić spory, ilekroć dzielą między siebie nasze terytorium. Tak było i w roku 1939…”.

Tarnowska zastanawiała się nad źródłami tego niezmiennego od czasów Fryderyka II i Katarzyny II sojuszu, który nieraz topił Polskę we krwi, tak jak w czasie ostatniej wojny. „Gdzie szukać przyczyn tej niewiarygodnej pasji niszczenia?” – pytała. „To była i jest walka przeciwko duchowej sile polskiego narodu i jego potrzebie wolności”. A swą duchową siłę już od ponad tysiąca lat czerpiemy z chrześcijaństwa, dlatego też zawsze wszyscy wrogowie polskości walkę z nią zaczynali od podniesienia ręki na krzyż.

Wrzesień 1939 roku ilustruje jednak nie tylko ponadczasową rosyjsko-niemiecką „pasję niszczenia” Polski, ale także jeszcze jedną kwestię, równie stałą co poprzednia, czyli wiarę w obietnice i dotrzymanie zobowiązań przez państwa zachodnie. Wprawdzie Francja i Wielka Brytania zdobyły się na wypowiedzenie wojny III Rzeszy, ale nie poszły za tym żadne czyny. Brytyjski premier Neville Chamberlain – symbol tchórzostwa, kunktatorstwa i krótkowzroczności Zachodu – w swym orędziu do Polaków słał „pozdrowienia narodu brytyjskiego”, który z „podziwem śledził bohaterską walkę” Polaków, i zapewniał, iż „Wielka Brytania i Francja przystąpiły do wojny z niezłomną decyzją i wolą przyjścia Polsce z pomocą wszystkimi swoimi siłami w jej walce przeciw agresorowi. Utrwala ich w tym świadomość, że walczą o sprawy, które są ważniejsze od interesów państwowych, bo idzie o honor i sprawiedliwość świata”. Żadnej pomocy nie było, a czym jest honor – „rzecz bezcenna” – to wtedy Polacy jeszcze wiedzieli i nie potrzebowali pustych deklaracji, ale paru nalotów na Zagłębie Ruhry.

Polska walczyła przez 35 dni, aby ulec agresji Niemiec i Rosji. Niespełna rok później Francja – uważana za europejskie mocarstwo, wspierana przez wojska brytyjskie, a także polskie jednostki – kapitulowała przed Niemcami po 44 dniach…

Polacy mimo katastrofy i rządów bezwzględnego terroru ani na jeden dzień nie zaprzestali walki i do końca lojalnie wypełniali sojusznicze zobowiązania. Gdy Hitler dokonał napaści na Związek Sowiecki, Moskwa przyjęta została do alianckiego obozu. Podpisała nawet postanowienia Karty Atlantyckiej, której pierwszymi sygnatariuszami latem 1941 roku stali się prezydent Stanów Zjednoczonych i premier Wielkiej Brytanii. Karta miała być zapisem zasad, którymi miał się kierować świat po zakończonej wojnie. W kolejnych punktach stwierdzano, iż jej „sygnatariusze nie dążą do zysków terytorialnych lub jakichkolwiek innych… nie życzą sobie zmian terytorialnych, które nie zgadzałyby się z wolno wypowiedzianymi życzeniami narodów, których te zmiany dotyczą… uznają prawo wszystkich narodów do wyboru formy własnego rządu; pragną przywrócenia niepodległości i niezależnych rządów w tych wszystkich państwach, które zostały pozbawione swej niepodległości” .

Ani jeden z tych punktów nie został wypełniony w stosunku nie tylko do Polski, która jako pierwsza podjęła walkę z Hitlerem, ale i innych państw, które znalazły się w sowieckiej strefie wpływów.

Dokładnie w piątą rocznicę niemieckiej agresji na Polskę, 1 września 1944 roku, Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski wydał słynny rozkaz nr 19 do żołnierzy Armii Krajowej. „Pięć lat minęło od dnia, gdy Polska, wysłuchawszy zachęty Rządu brytyjskiego i otrzymawszy jego gwarancje, stanęła do samotnej walki z potęgą niemiecką…”. Dalej pisał o boju osamotnionej Warszawy i opuszczeniu oddziałów AK, „tragicznej i potwornej zagadce, której my Polacy odszyfrować nie umiemy na tle technicznej potęgi sprzymierzonych u progu szóstego roku wojny. Nie umiemy dlatego, gdyż nie straciliśmy jeszcze wiary, że światem rządzą prawa moralne. […] Jeśliby ludność stolicy dla braku pomocy zginąć musiała pod gruzami swych domów, jeśliby przez bierność, obojętność czy zimne wyrachowanie wydana została na rzeź masową, wówczas sumienie świata obciążone będzie grzechem krzywdy straszliwej i w dziejach niebywałej. Są wyrzuty sumienia, które zabijają”. Miesiąc później pod naciskiem premiera Churchilla został usunięty ze stanowiska Naczelnego Wodza…

Wyrzuty sumienia mogą zabić, ale trzeba mieć sumienie. Europa już od dawna wielokrotnie dawała dowody, iż jest go pozbawiona. Dokładnie przed 150 laty Romuald Traugutt w dramatycznej „Odezwie do rządów i ludów Europy” pisał: „Dla nas ’nie pożądaj cudzego; nie czyń drugiemu czego nie chcesz, aby tobie nie czyniono’, jest główną podstawą wszystkich stosunków społecznych, tak dobrze podstawą narodów, jak i stosunków wzajemnych rodzin i jednostek, z których narody się składają; bo my w swojej prostocie nie umiemy pojąć, jakim sposobem to, co obowiązuje każdego w szczególności, nie ma w równejże sile obowiązywać ogółu całego…”. Trudno nam to pojąć i dzisiaj, gdy nad Wisłą przybyło pochlebców dla polityki oderwanej od elementarnych zasad moralnych. To oni uczynili z państwa polskiego karykaturę, rozmontowali i rozbroili je także duchowo. Pozwolili Berlinowi i Moskwie swobodnie podzielić się całymi segmentami nie tylko gospodarki, ale oddać w ich ręce potężne środki oddziaływania i kształtowania opinii publicznej.

Przyszłość pokaże, czy zdobędziemy się na wysiłek odzyskania „duchowej siły” i „potrzebę wolności”. I czy wystarczy go, aby w Europie, która już dawno porzuciła wszelkie etyczne zasady oraz wbrew zewnętrznym i wewnętrznym przeciwnościom, zbudować poważne państwo blisko 40-milionowego Narodu z ponadtysiącletnią historią.

dr Jarosław Szarek

Nasz Dziennik