logo
logo

Zdjęcie: arch/ Inne

Bandera w szkolnym plecaku

Piątek, 10 października 2014 (11:36)

Ukraińskie dzieci będą uczyć się podstaw alfabetu na podstawie historii OUN-UPA. Podręcznik nasycony jest banderowską symboliką, która nam, Polakom, kojarzy się jednoznacznie – z ludobójstwem i okrucieństwem.

„Powstańczy alfabet” w założeniu ma nauczać ukraińskie dzieci czytania i pisania. Jego autorem jest Oleh Witwićkyj, historyk i działacz społeczny. Książka przedstawia historię i perypetie chłopca o imieniu Alyarmyk, który wchodzi do ruchu narodowowyzwoleńczego, gdzie dominują symbole i barwy OUN-UPA. W książce postaciami, jakie występują w podręczniku, w którym historia przeplata się z bieżącymi wydarzeniami na Ukrainie, są m.in. Adolfyk, Stalin, Liliputin, których odniesień chyba nie trzeba tłumaczyć, czy chociażby Medwedczukowycz, co stanowi połączenie nazwisk Wiktora Medwediewa i Wiktora Janukowycza.

Podręcznik, z którego ukraińskie dzieci będą się uczyć liter, zawiera kult bojownika UPA w walce o niepodległą Ukrainę z armią sowiecką, z Rosjanami, stanowi też formę przeciwstawiania się innym nacjom. Pod poszczególnymi znakami alfabetu kryją się nazwy nastawiające negatywnie dzieci do określonych środowisk czy osób.

– Pomijając polityczny stosunek, jaki można mieć do Putina czy głównych aktorów wydarzeń na Ukrainie, piętnowanie, z jakim mamy do czynienia zwłaszcza wśród małych dzieci, które wielu spraw nie rozumieją jak dorośli, jest niczym innym jak zaszczepianiem kultu nienawiści i wypaczaniem rzeczywistości. Każdy podręcznik dla dziecka powinien być budowany tylko i wyłącznie na wartościach pozytywnych i dozowany informacjami odpowiednimi dla dziecka w danym wieku – podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr Andrzej Zapałowski, historyk, wykładowca akademicki, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Szkoła nienawiści

Według ukraińskiego portalu Doba.te.ua, to już drugie wydanie tego podręcznika. Zostało poszerzone o fragmenty poświęcone „Niebiańskiej sotni” i wydarzeniom, jakie pamiętamy z kijowskiego Majdanu. Według nieoficjalnych informacji, podręcznik ten wszedł do dystrybucji jeszcze za rządów prezydenta Wiktora Juszczenki, ale po dojściu do władzy Wiktora Janukowycza, gdy zmienił się również minister edukacji, został wycofany. W ocenie dr. Andrzeja Zapałowskiego, podręcznik, który teraz wchodzi, będzie dzielił społeczeństwo.

– Tak naprawdę na Ukrainie nie ma jeszcze podziału, że Donbas jest prorosyjski, co wynikałoby z tradycji i historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a reszta Ukrainy jest banderowska. Owszem, idee Stepana Bandery są obecne, ale tylko na zachodniej Ukrainie. Na Zakarpaciu wychowanie dzieci w kulcie do Bandery jest odrzucane, również środkowa i południowa Ukraina są zbudowane na tradycji Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a nie na tradycji banderowszczyzny. Oddawanie w ręce dzieci podręcznika poświęconego formacji, która przez pierwszy okres działalności zajmowała się mordowaniem Polaków i Żydów na Kresach Wschodnich, jest nieporozumieniem – uważa dr Zapałowski.

Przypomina, że tak naprawdę wojna UPA z Rosją sowiecką to kwestia końca 1944 r. Wcześniej UPA zwalczała społeczność polską i żydowską. Dlatego wychowywanie dzieci w heroizacji czynów takiej formacji to nic innego jak usprawiedliwianie mordów, które były dokonywane w imię niepodległości Ukrainy.

– Serwowanie młodemu pokoleniu takiej, a nie innej wizji II wojny światowej jest wypaczeniem, a także wtłaczaniem do umysłów ukraińskich dzieci faszystowskiego podejścia do eksterminacji innych nacji, którą przeprowadzała UPA. Z czasem takie formy zachowania będą się utrwalać już nie u dzieci, ale wśród dorastającej młodzieży, a następnie u osób dorosłych – dodaje dr Zapałowski. Jego zdaniem, samorządy i szkoły ukraińskie, które wprowadzają do programów takie podręczniki, są mocno zwichrowane pod względem historycznym i emocjonalnym.

Zagrożenie, którego nie wolno lekceważyć

Na razie podręcznik „Powstańczy alfabet” wchodzi do użycia w Tarnopolu i trudno powiedzieć, jaki obszar ostatecznie obejmie. Zdaniem dr. Zapałowskiego, z pewnością zostanie przyjęty na całej zachodniej Ukrainie, a niewykluczone, że będą też próby jego wprowadzenia przynajmniej w centralnej części kraju. Warto też dodać, że to nie jedyna forma promocji OUN-UPA, ponieważ co roku na Wołyniu, gdzie dokonano ludobójstwa Polaków i Żydów, organizowany jest dla młodzieży festiwal piosenki banderowskiej Banderstadt. Zdaniem dr. Zapałowskiego, to kolejna forma wtłaczania faszystowskiej ideologii młodemu pokoleniu Ukraińców. Mamy zatem do czynienia z bardzo poważnym zjawiskiem wychowywania dzieci i młodzieży w kulcie nienawiści do innych narodów, przede wszystkim zaś w kulcie mordowania innych nacji, co jest niespotykane w skali Europy.

– Na szczęście coraz więcej grup społecznych w Polsce zaczyna zauważać ten problem dojrzewający za naszą wschodnią granicą i coraz więcej środowisk akademickich zaczyna mówić głośno o tym zagrożeniu. Nie można bowiem lekceważyć czy usprawiedliwiać banderowskich, faszystowskich czy wręcz antypolskich zachowań na zachodniej Ukrainie ewentualnym zagrożeniem ze strony Rosji – uważa dr Zapałowski.

W jego ocenie, ignorowanie tego typu zjawisk związanych z wychowywaniem ukraińskich dzieci w atmosferze nienawiści będzie miało daleko idące konsekwencje dla Polski w przyszłości. – Będziemy mieć do czynienia z sąsiadem, którego społeczeństwo zostało wychowane w kulcie nienawiści i taki będzie stosunek znacznej części tego społeczeństwa do Polski i Polaków. Brakiem rozwagi, a wręcz głupotą byłoby nie dostrzegać tych problemów – ocenia dr Andrzej Zapałowski.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl