logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze

Wtorek, 11 listopada 2014 (11:01)

Z prof. Mieczysławem Rybą, wykładowcą katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Obchodzimy dziś Narodowe Święto Niepodległości. Pamiętajmy jednak, że dzień 11 listopada jest jedynie datą symboliczną.

- W okresie międzywojennym wybuchł duży spór w tej sprawie. Dla różnych środowisk, różne daty miały znaczenie. Dla Obozu Narodowego istotne było podpisanie traktatu wersalskiego. Pewne środowiska aktywistyczne uważały za istotniejszą datę Deklaracji Rady Regencyjnej, czy też akt 5 listopada. Nasza niepodległość stawała się w procesie. Nie można na nią patrzeć jak na akt jednorazowy. Ponieważ w latach międzywojennych dominowały środowiska piłsudczykowskie dlatego przyjazd Piłsudskiego i przejęcie przez niego władzy stał się tym wydarzeniem symbolicznym. Tak ten dzień stał się świętem państwowym. Trzeba pamiętać że 11 listopada 1918 r. doszło do zawieszenia działań na froncie zachodnim. A to miało swój wydźwięk w relacjach międzynarodowych.

Odzyskanie niepodległości łączy się głownie z Józefem Piłsudskim. Trzeba pamiętać jednak, że niepodległość miała wielu ojców.

- Przede wszystkim zapomina się o takich postaciach jak Roman Dmowski. Teraz poprzez Marsz Niepodległości ta osoba wróciła do świadomości Polaków. Tak naprawdę o Piłsudskim należy mówić tylko jako o symbolu odrodzonego państwa, dlatego, że stanął na jego czele. Marszałek zjednoczył ośrodki władzy. Jeżeli mamy odnieść się do koncepcji zwycięskiej i próbować odpowiedzieć sobie na pytanie,  kto postawił na zwycięskiego konia, to bezwzględnie byli to narodowcy. Oni stworzyli największą armię – armię Hallera. To dzięki nim zostaliśmy uznani jako państwo zwycięskie w I wojnie światowej. O tym się milczy. Był także Paderewski. Jego siła wynikała z jego popularności jako muzyka. Bardzo dobrze wykorzystał swoje kontakty i bardzo precyzyjnie umiał je przełożyć na grunt polityczny. W tym sensie tych postaci można wymienić więcej – Korfanty, Witos itd. Spłycanie niepodległości tylko do Piłsudskiego zubaża nie tylko naszą wiedzę, ale i tradycję polityczną. Sprowadza nasz sposób prowadzenia polityki tylko do takiej insurekcyjnej legendarnej opowieści. Kluczowe jest więc to, żeby wszystkich prawdziwie dowartościować i przez to możliwe jest zrozumienie w jaki sposób ta niepodległość została wywalczona. Dzięki temu będziemy mogli popełniać mniej błędów.

Jaki czynnik był kluczowy dla odzyskania niepodległości i odbudowy państwowości?

- Najważniejszym elementem była i jest tożsamość narodowa. Polska była podzielona na trzy byty państwowe i to nie tylko na 123 lata, ale znacznie dłużej, bo od pierwszego rozbioru. Przez wiele lat tworzyliśmy różne organizmy państwowe. Wytwarzała się też mentalność potrójnego Polaka z trzech zaborów. Najważniejsze stało się posklejanie Narodu i zrobienie z niego jednej wspólnoty kulturowej, a potem politycznej i gospodarczej. Tutaj olbrzymi wysiłek podjęli narodowcy. Właśnie oni będąc ruchem trójrozbiorowym, czyli wszechpolskim starali się przyciągnąć do polskości chłopów do tej pory wykluczonych z perspektywy życia politycznego i narodowego. I dopiero to wszystko daje pewną bazę, żebyśmy mogli o tę niepodległość walczyć.

Wspomniał Pan o tożsamości narodowej. To właśnie dla jej podtrzymywania powinniśmy obchodzić Święto Niepodległości?

- Ideologia postmodernizmu uderza we wszelką wspólnotowość. Również tę narodową, starając się ją zniszczyć. W związku z tym obchodzenie takich świąt mówi nam o wartości niepodległości. Co to znaczy dla zwykłych ludzi? Co to znaczy dla Polaków? Jaką cenę trzeba było zapłacić? Pamiętajmy, że niepodległość nie jest nam dana raz na zawsze. Dzięki takim świętom buduje się także pewna więź emocjonalna. Daj Boże, żeby do tej emocjonalności dochodził też czynnik racjonalny. To pomoże w rozumieniu wszystkich spraw polskich w systemie dziejowym w perspektywie współczesnej. Dopiero wtedy można stawiać sobie poważne cele ogólnopaństwowe. Ich realizacja bez mocnego podkładu historycznego jest niemożliwa. Bez wspólnotowości nie można realizować wspólnych celów.

W jaki sposób podchodzono do Święta Niepodległości w przeszłości?

- W czasach komunizmu starano się zmniejszać wartość tej daty. Istotniejsza była noc z 6 na 7 listopada 1918 roku kiedy powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej. Szczególnie istotną datą był 22 lipca, kiedy formalnie powołano PKWN, czyli pierwszy rząd komunistyczny na ziemiach polskich. Starano się zacierać tę niepodległość 1918 roku, bo zaraz po niej szła wojna bolszewicka. Dopiero generał Jaruzelski w 1988 roku wrócił do tej daty w celu zaakcentowania przemian. Tutaj właśnie można zaobserwować silną redukcję całej symboliki do Józefa Piłsudskiego. Ważne było, żeby zbyt wiele treści nie przenikało do społeczeństwa, bo to było groźne ideologicznie. W czasach najnowszych świętowanie niepodległości zostało przywrócone. Trochę to święto jest lekceważone przez media głównego nurtu, które uważają, że nasze szczęście powinniśmy budować w odniesieniu do bytów kosmopolitycznych takich jak Unia Europejska, które uważają, że nasza niepodległość nie jest nam do niczego potrzebna. Praktyka pokazuje, że jest dokładnie odwrotnie. Bez więzi narodowych, bez wspólnoty niczego jako państwo w  świecie nie będziemy w stanie osiągnąć. Stąd te wszystkie patriotyczne inicjatywy.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Aktualizacja 11 listopada 2014 (15:29)

NaszDziennik.pl