logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz / Nasz Dziennik

Teczki KGB pod ochroną

Wtorek, 9 października 2012 (06:06)

Najpoważniejszą blokadą dla naukowców w dostępie do tajnych teczek są przepisy o ochronie danych osobowych.

 

Temat sposobu i zakresu udostępniania akt komunistycznych służb specjalnych zdominował drugi dzień międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez Naczelną Dyrekcję Archiwów Państwowych i IPN. Okazuje się, że najpoważniejszą blokadą dla naukowców w dostępie do tajnych teczek są przepisy o ochronie danych osobowych. - Trzeba wyznaczyć granicę pomiędzy prawem jednostki a prawem społeczeństwa do informacji o swojej przeszłości - stwierdziła szefowa Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Swietłana Laskowskaja.

Zasady gromadzenia i udostępniania dokumentów z archiwów służb specjalnych są różne w różnych państwach postkomunistycznych. Na sesji zaprezentowano szczegółowo rozwiązania polskie, łotewskie i ukraińskie. W przypadku dwóch ostatnich krajów chodzi o dokumenty KGB, które ustawodawstwo Łotwy i Ukrainy postrzega jako dokumenty wrogiego reżimu, w przypadku Łotwy - okupacyjnego.

O zasobach instytucji łotewskich mówił główny archiwista Wydziału Opracowywania Zbiorów Archiwów Państwowych Łotwy. Dokładnie nie wiadomo, ile tomów akt KGB znajdowało się na Łotwie przed odzyskaniem niepodległości. Wiele z nich zostało w latach 1989-1991 zniszczonych, inne wywieziono potajemnie do Rosji. Akta przechowuje co najmniej pięć instytucji. Poza archiwum państwowym są to: prokuratura, policja, MSW oraz łotewski odpowiednik polskiego IPN, czyli Centrum Dokumentacji Następstw Totalitaryzmu.

Prawo łotewskie nakazuje upublicznienie wszystkich zasobów archiwalnych. Szczególne znaczenie prawne mają dokumenty poświadczające deportacje Łotyszy w głąb ZSRS oraz akta zbrodniarzy komunistycznych, które są podstawą ścigania ich przestępstw. Na szczęście wiele z nich udało się przejąć.

Sporna definicja historyka

Prawo o dostępie do archiwów KGB zmieniało się. Najpierw określono, że dostęp do dokumentów mają osoby w nich wymienione oraz instytucje odpowiedzialne za lustrację urzędników państwowych. Stają się one zupełnie jawne, gdy minie 20 lat od ich wytworzenia lub 5 lat od śmierci osób wymienionych. Jednak podczas akcesji Łotwy do Unii Europejskiej pojawił się problem zgodności tych przepisów z unijnymi zasadami ochrony danych osobowych.

Akta zawierają tzw. dane wrażliwe, m.in. informacje o pochodzeniu, poglądach politycznych lub religii. Wprowadzono poprawki mające na celu ominięcie tych problemów, utworzono Państwowy Zasób Archiwalny, gromadzący i chroniący teczki KGB. To z kolei utrudniło badania naukowe. Nowe zasady mówią o ograniczeniu dostępu przez 30 lat od śmierci osoby, której "wrażliwe" dane są przechowywane w archiwum.

Wcześniej można je udostępnić, o ile nie powoduje to "istotnej ingerencji w życie prywatne wymienionych osób". Niejasność tego terminu powoduje, że urzędnicy stają przed szeregiem dylematów, w których z jednej strony idzie o interes nauki i narodowej pamięci, a z drugiej o odpowiedzialność karną za naruszenie ustawy.

Problemem jest też definicja naukowca historyka w nowej ustawie. Za takiego uważa się osobę posiadającą stopień naukowy doktora w dziedzinie nauk historycznych. Uniemożliwia to dostęp na przykład doktorantom, przez co ci nie mogą przygotowywać swoich prac w oparciu o archiwa KGB, a więc nie powstaje grupa historyków wyspecjalizowanych w badaniach nad historią represji komunistycznych. Parlament łotewski pracuje nad kolejnymi zmianami odpowiednich ustaw.

Uczestnicy konferencji wysłuchali trzech referatów na temat zasobów archiwalnych dokumentujących najnowszą historię Ukrainy: Igora Gnyryka z Archiwum Państwowego w Iwano-Frankowsku (Stanisławowie), Swietłany Własenko z Centralnego Państwowego Archiwum Instytucji Społecznych i Swietłany Laskowskiej z Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Na Ukrainie ustawodawstwo chroniące "prawo do prywatności" w ogóle uniemożliwia badania naukowe akt zakwalifikowanych jako sprawy karne z okresu sowieckiego po 1945 r., poza indywidualnie rozpatrywanymi przypadkami. Do akt spraw karnych mają dostęp tylko oficjalnie zrehabilitowane ofiary represji lub ich najbliżsi. Natomiast jawne są akta niemające charakteru karnego.

Jedynie około jednej setnej dokumentów z sowieckimi klauzulami tajności współczesna Ukraina uznała za ważne dla bezpieczeństwa państwa i naniosła własne klauzule. Poza tymi przypadkami zgodnie z prawem ukraińskim wszelkie sowieckie kwalifikacje dokumentów jako poufne, tajne itp. nie mają mocy.

Bolączką ukraińskich archiwistów i historyków jest brak jednego miejsca przechowywania akt KGB albo chociaż ograniczonej liczby centralnych instytucji. Dokumenty są rozproszone po rozmaitych państwowych archiwach obwodowych, a nawet rejonowych i archiwach Służby Bezpieczeństwa. Dopiero niedawno podjęto prace nad integracją zasobów. Problemem są znacznie mniej dokładne regulacje prawne niż na przykład w Polsce, przez co wiele zależy od samych archiwistów. Z drugiej strony grożą im cały czas procesy ze strony byłych funkcjonariuszy lub współpracowników KGB.

Mimo tych kłopotów powstaje państwowy bank danych o ofiarach represji. System komputerowy "Ukraińska martyrologia" katalogujący dane archiwalne o zbrodniach komunistycznych obejmuje materiały z archiwów państwowych i Służby Bezpieczeństwa i stale się powiększa. W bazie jest już prawie pół miliona rekordów osób. Od 15 lat trwa także proces odtajniania rozmaitych dokumentów. Ukazują się pierwsze opracowania naukowe oraz zbiory źródeł oparte na zasobach archiwalnych specsłużb sowieckiej Ukrainy.

Ciekawy jest przykład Iwano-Frankowska, którego archiwum ma unikalne zbiory, gdyż gromadzi dokumenty wytworzone przez organy wielu państw: I i II Rzeczypospolitej, Austro-Węgier, Ukraińskiej Republiki Ludowej (1917-1921) oraz Ukraińskiej SSR, posiada też spuściznę archiwalną niemieckich władz okupacyjnych oraz różnych formacji zbrojnych, m.in. UPA. Wyróżniają się wśród nich materiały dokumentujące represje komunistyczne zaraz po wojnie.

Były one wymierzone w cztery grupy osób: funkcjonariuszy państwa polskiego sprzed wybuchu wojny (ponad połowa z nich to Polacy), osoby podejrzane o zbrodnie hitlerowskie (np. udział w holokauście), działaczy ukraińskiego podziemia (co ciekawe, jako aktywistów organizacji nacjonalistów ukraińskich represjonowano także wielu Polaków i Rosjan), wreszcie osoby pochodzenia niemieckiego (volksdeutschów). Protokoły pokazują, że przesłuchania trwały po 8-10 godzin (często całą noc), a zawierają zaledwie kilka stron pytań i odpowiedzi. Fotografie wykonywane po aresztowaniu oraz w trakcie uwięzienia obrazują straszliwe wyniszczenie zatrzymanych wskutek brutalnych pobić i warunków w areszcie.

10 kilometrów kartotek

Działalność polskiego Instytutu Pamięci Narodowej przedstawili jego prezes dr Łukasz Kamiński oraz dr Rafał Leśkiewicz. Archiwum IPN to 840 tys. mikrofilmów, mikrofisz itp., 1900 filmów, 1100 nagrań dźwiękowych, 39 mln fotografii oraz ponad 10 kilometrów kartotek. W Polsce zasady udostępniania tych dokumentów wielokrotnie się zmieniały. Specyfiką naszego ustawodawstwa jest wprowadzenie kategorii prawnej osoby pokrzywdzonej. Tylko one miały w pewnym okresie dostęp do dokumentów.

Dwa razy zasady dostępu zmieniały wyroki Trybunału Konstytucyjnego. Był też okres tzw. anonimizacji danych w aktach, czyli zaczernienia wszystkich występujących w nich danych osobowych. W Polsce był również okres poważnego reglamentowania dostępu archiwów dla badaczy. Dziennikarze także przez pewien czas nie byli uwzględnieni w odpowiedniej ustawie. Polskie prawo dotyczące lustracji (w tym oświadczeń lustracyjnych) zmieniane było wiele razy.

Obecnie trwa digitalizacja zasobów, co ułatwi dostęp do archiwów także dla badaczy zagranicznych. Już 35 milionów rekordów danych katalogowych jest w systemie dostępnym w czytelniach IPN oraz w internecie. Pion archiwalny IPN działa na potrzeby pozostałych pionów: prokuratorskiego, lustracyjnego i edukacji publicznej, oraz innych instytucji (ROPWiM, UKiOR). Ostatnio szczególny nacisk kładzie się na poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar reżimu, w tym ważnych bohaterów narodowych, takich jak gen. Emil Fieldorf "Nil" czy rtm. Witold Pilecki.

Piotr Falkowski

Nasz Dziennik