logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Chrońmy niewinność dzieci!

Wtorek, 17 lutego 2015 (06:51)

Polscy rodzice żądają pozostawienia im decyzyjności w sprawie uczestnictwa dzieci w zajęciach wychowania do życia w rodzinie (WDŻR). Petycję w tej sprawie skierowali do Joanny Kluzik–Rostkowskiej, minister edukacji.

Obecnie Ministerstwo Edukacji Narodowej analizuje argumenty z listu Małgorzaty Fuszary, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, o objęcie wszystkich uczniów obowiązkiem lekcji WDŻR, które dotąd były zajęciami dobrowolnymi. Równocześnie nie wyklucza rozszerzenia tych lekcji o edukację seksualną. MEN wykonało pierwsze rozpoznania w tym kierunku – Instytut Badań Edukacyjnych prowadzi pilotażowe badania, które mają ustalić zapotrzebowanie na edukację seksualną w szkołach.

– MEN przyzwyczaił nas do niespodzianek, zwłaszcza takich, na które rodzice nie wyrażają zgody. Obecnie trudno doszukać się jakichkolwiek informacji na temat poczynanych kroków. O realizowaniu badań IBE dowiedzieliśmy się niejako przez przypadek dzięki zaangażowaniu w sprawę publicystki, która ma łatwiejszą drogę komunikacji z ministerstwem niż statystyczny rodzic. Zatem decyzja MEN może nas zaskoczyć. Dlatego bardzo ważna jest mobilizacja rodziców w walce przeciw ustawowemu useksualnianiu dzieci, bo tak należy traktować permisywną edukację seksualną – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Piotr Keller, rodzic pięcioletniego chłopca i działacz społeczny.

Rodziców zaniepokoiło to, że zarówno Fuszara, jak i całe środowisko feministyczne oraz edukatorzy seksualni byli zagorzałymi przeciwnikami zajęć WDŻR. Nagle okazało się, że rozpoczęli szturm o zmianę systemową z dobrowolności w przymus.

– To pozwoliło nam domniemać, że za przymusem uczestnictwa w tych zajęciach stoi coś więcej niż wychowanie do życia w rodzinie. Te przypuszczenia potwierdziła rzecznik MEN, która nie wykluczyła zamiany WDŻR w permisywną edukację seksualną. Naturalną konsekwencją tej zamiany będzie odebranie praw rodzicom w kwestii pierwszeństwa do decydowania o kształcie tych lekcji, o zakresie treści i wykorzystywanych podręcznikach – mówi Katarzyna Kawlewska, publicystka, rodzic oraz działacz społeczny na rzecz rodzin i dzieci.

– Niestety, zmiana dobrowolnych zajęć WDŻR na obowiązkowe lekcje edukacji seksualnej wiąże się z wieloma konsekwencjami i zagrożeniami dla naszych dzieci. Zachodnie statystyki wyraźnie wskazują, w jakim kierunku idzie ta zmiana. Skutkiem wprowadzania edukacji seksualnej typu B są lawinowo rosnące liczby nastoletnich ciąż, chorób przenoszonych drogą płciową, aborcji wykonywanych u nastolatek oraz sukcesywne obniżanie się wieku inicjacji seksualnej. Zwolennicy przekonują nas, że edukacja seksualna polega na uświadamianiu dzieci i młodzieży o skutkach podejmowania aktywności seksualnej, jednak wszystkie dostępne statystyki i badania temu przeczą – dodaje Kawlewska.

Nasi rozmówcy wskazują, że za „standardami edukacji seksualnej w Europie”, które są swoistą bazą programową, stoi największy na świecie koncern farmaceutyczno-aborcyjny – Planned Parenthood, posiadający 65 tys. „punktów usługowych”. Ten kombinat jest jednym z ekspertów z „dokumentu” WHO, stanowiącego swoistą listę życzeń edukatorów seksualnych, za które sygnatariusze zostawiający na tytułowej stronie swoje logo (WHO, BZgA i UNDP) nie ponoszą odpowiedzialności. A dokładniej nie ponoszą odpowiedzialności za szkody powstałe w wyniku wykorzystania informacji w nim zawartych.

– Nie mniej niepokojąca jest zawarta w zaleceniach „nauka” naszpikowana ideologią gender, ze szczególnym promowaniem zachowań homoseksualnych. Autorzy duży nacisk położyli również na „autoseksualizm”, o którym można przeczytać w kolejnych zaleceniach dla każdej z grup wiekowych, wymienianych w standardach. Przy czym należy pamiętać, że standardy WHO przewidują edukację seksualną niemal od żłobka. Toksyczna dla dzieci broszura jest niczym innym jak zbiorem reklam klinik aborcyjnych, środowisk edukatorów seksualnych oraz feministyczno- genderowych „profesorów”. Trzeba natychmiast postawić tamę deprawacji w placówkach edukacyjnych, zanim MEN wprowadzi ją na stałe do planu zajęć. Dlatego żądamy od minister edukacji pozostawienia nam decyzyjności w sprawie uczestnictwa dzieci w zajęciach WDŻR – apeluje Katarzyna Kawlewska.

TUTAJ można przeczytać całą treść petycji polskich rodziców, a także wesprzeć swoim podpisem tę inicjatywę.

MPA

NaszDziennik.pl