logo
logo

Zdjęcie: Marek Zygmunt/ Nasz Dziennik

Wolność okupiona przez całe pokolenia męczenników

Poniedziałek, 13 kwietnia 2015 (04:18)

Z zesłańcem Stanisławem Błońskim, prezesem Związku Sybiraków III RP, organizatorem konferencji „Kapłani zesłańcy - kapłani wśród zesłańców”, rozmawia Marek Zygmunt

W jakich okolicznościach został Pan zesłany na Sybir ?

– Mieszkałem w Tarnopolu. Ale na wakacje pojechałem do dziadków w Filipkowcach koło Zaleszczyk. I właśnie stamtąd 13 kwietnia 1940 roku zostałem wywieziony, deportowany. Wyglądało to bardzo dramatycznie, tragicznie. Zostaliśmy wpakowani do bydlęcych  wagonów kolejowych z zabitymi oknami. Przez trzy doby nie widzieliśmy Bożego świata. Kontakt ze światem był taki, że na ważniejszych stacjach pociąg się zatrzymywał i dawano nam wtedy wodę koloru brunatnego i kawałek czarnego chleba.

Po przejechaniu ok. 150 km załadowano nas do furmanek zaprzężonych w woły i przez trzy dni byliśmy wiezieni na Sybir. Po drodze cały czas słyszeliśmy od bolszewików: „my was wieziemy na Sybir, po to, abyście tam zdechli”.

Wśród  deportowanych były matki z dziećmi, których mężowie jakiś czas wcześniej byli aresztowani i znikali bez śladu. Nie były one przyzwyczajone do pracy fizycznej, do ekstremalnych warunków. Godne jest najwyższego podziwu, jak w takich okolicznościach potrafiły wytrzymać i tak nas wychować, abyśmy zachowali swoją tożsamość religijną, patriotyczną i narodową.

Czy właśnie dlatego wystąpił Pan ostatnio z inicjatywą wzniesienia we Wrocławiu pomnika Matki Polki?

-  Rzeczywiście, to było takim impulsem do podjęcia starań w tym zakresie. Osiem lat temu postawiono taki monument w południowej Syberii. Skoro tam było to możliwe, to uznałem, że tym bardziej u nas, we Wrocławiu, gdzie mieszka wielu sybiraków, Matki Polki powinny być w ten sposób uhonorowane. Bo to przecież one wywalczyły naszą tożsamość. 

Cieszę się, że ta inicjatywa zyskała poparcie ze strony metropolity wrocławskiego ks. abp. Józefa Kupnego, który zresztą od samego początku objęcia rządów w naszej archidiecezji bardzo przychylnie i życzliwie odnosi się do naszej działalności. Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o władzach miejskich i wojewódzkich. Urząd miejski przydzielił nam wprawdzie lokal na siedzibę związku, ale  prezydent Rafał Dutkiewicz nie przyjął patronatu honorowego nad organizowaną przez nas konferencją międzynarodową pod hasłem „ Kapłani zesłańcy – kapłani  wśród zesłańców”, nie mówiąc już o odmowie udzielenia wsparcia finansowego dla tego przedsięwzięcia. Nie uzyskaliśmy go również z dolnośląskiego urzędu marszałkowskiego. Takie zachowanie prorokuje, że podobnie może być w wypadku dotacji na budowę pomnika Matki Polki.

Wróćmy jednak do rozpoczętej wczoraj we Wrocławiu trzydniowej konferencji o kapłanach zesłańcach. Czy podczas sześciu lat pobytu na Syberii miał Pan kontakt z kapłanami zesłańcami?

– Nastawienie bolszewików do religii było tak straszne, że  ja do chwili obecnej jak to sobie przypominam, dostaję dosłownie dreszczy. Mieliśmy do czynienia z szyderstwami, obelgami pod adresem Kościoła. Wszelkie przejawy religijności były całkowicie tępione.

Nasz kontakt z kapłanami zesłańcami nastąpił dopiero po porozumieniu Stalina z Sikorskim. Do nas trafił ks. Tadeusz Fedorowicz, który otrzymał misję duszpasterską właśnie na terenie Związku Sowieckiego podpisaną przez płk. Okulickiego. Właśnie on udzielił mi Pierwszej Komunii Świętej. 

Pochylając się ze czcią nad dziejami naszych rodaków  zesłanych na bezkresne obszary Syberii, uświadamiamy sobie, że wolność, którą dziś możemy się cieszyć i która dla nas wydaje się tak oczywista jak powietrze, którym oddychamy, została okupiona przez całe pokolenia męczenników. To  dzięki krwi naszych rodaków, którym  bardzo często towarzyszyli w cierpieniu kapłani i bracia zakonni, mamy wolną Ojczyznę i sami jesteśmy wolni.  Takie przesłanie towarzyszyło nam przy organizacji tej konferencji  przygotowanej dla uczczenia 75. rocznicy masowej deportacji Polaków na Syberię.

Dziękuję za rozmowę.

RP

Aktualizacja 13 kwietnia 2015 (04:18)

NaszDziennik.pl