logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polacy potrzebują bezpieczeństwa w wielu obszarach

Poniedziałek, 22 czerwca 2015 (05:05)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, ekonomistą, rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W przypadku wygranej w jesiennych wyborach parlamentarnych kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na premiera będzie Beata Szydło. Jak ocenia Pan tę kandydaturę?

– W najnowszej historii Polski mieliśmy dwa przypadki, kiedy stery rządzenia krajem dzierżyła kobieta, mam na myśli Hannę Suchocką i obecną premier Ewę Kopacz. Na tym tle kandydatura Beaty Szydło, biorąc pod uwagę bardzo szeroko rozumiane podejście do spraw gospodarczych czy społecznych, rysuje się pozytywnie. Nie wiem jednak czy to dobrze, że mówi się o kandydacie na premiera w momencie, kiedy się jeszcze nie wygrało wyborów. Mało tego, nie wystarczy wygrać, ale trzeba mieć jeszcze odpowiednią większość, żeby stworzyć rząd. Zakładając jednak wygraną PiS w październikowych wyborach, na co wskazują sondaże, to Beata Szydło jest politykiem dobrze postrzeganym, który radzi sobie bardzo dobrze, a dowodem na to jest kampania prezydencka i wygrana Andrzeja Dudy, w czym ogromna zasługa wiceprezes PiS, która pokazała zdolności organizacyjne i przywódcze.

Jak ocenia Pan dotychczasowych premierów, zwłaszcza tych ostatnich?

– Ostatnimi czasy Polska nie miała szczęścia do premierów, bo tak naprawdę żaden nie miał wielkich dokonań. Donald Tusk, jak popatrzeć na dokonania, to przynajmniej dla mnie jedno wielkie mataczenie, oszustwo, nicnierobienie i pozostawienie spraw samym sobie, niech się toczą swoim rytmem. To był premier, dla którego liczył się dobry wizerunek i PR. Z kolei Ewa Kopacz to nieudolna kontynuatorka „dzieła” Donalda Tuska, która sili się na polską Margaret Thatcher, której nie dorasta do pięt. Natomiast Polsce potrzebna jest konkretna wizja państwa, wizja rozwoju dotycząca prowadzenia m.in. polityki gospodarczej.  

Co jest atutem Beaty Szydło?

– Z pewnością atutem Beaty Szydło jest spokój, a także jej merytoryczność i efektywność. W przypadku wygranej PiS i stworzenia koalicji zdolnej sprawować władzę plusem byłoby, aby to właśnie Beata Szydło kierowała pracami Rady Ministrów. Ponadto ważne są bardzo dobre relacje Beaty Szydło z prezydentem elektem Andrzejem Dudą, co byłoby kolejnym atutem tego politycznego tandemu i mam nadzieję ważnym elementem na drodze realizacji dobrych zmian z myślą o Polsce i Polakach.     

Niezależnie od wyniku wyborów, jakie główne wyzwania staną przed przyszłym rządem i premierem?

– Tych wyzwań jest naprawdę bardzo dużo, zwłaszcza po ośmiu latach nieudolnych rządów koalicji PO - PSL. Konieczne jest stworzenie i realizacja polityki historycznej, która będzie się opierać na tradycyjnych polskich korzeniach i wartościach, na polskiej racji stanu, a nie bezmyślnie przyjmowanie trendów płynących z Zachodu, jak chociażby ideologia gender. Przed nami też zadania polityczne. Polska jest niejako samotną wyspą między Europą a Azją, gdzieś pomiędzy Niemcami a Rosją i obecny rząd, fatalnie realizując politykę międzynarodową, popierając dążenia Ukrainy, bezmyślnie udzielił poparcia spadkobiercom czy kontynuatorom ideologii OUN-UPA, którzy przejęli władzę w tym kraju, a którzy oddają hołd ludobójcom zresztą nie tylko Polaków. Naprawy wymaga też polityka wobec Białorusi i nieuporządkowanych spraw z Litwą. Potrzebna jest także mądra polityka wobec Rosji i niewychodzenie przed szereg, co nam nie służy. Jesteśmy bądź co bądź małym krajem, który ma niewielkie znaczenie na arenie międzynarodowej i nie powinniśmy niepotrzebnie machać szabelką. Jak jesteśmy traktowani – najlepiej widać, gdy ważą się sprawy istotne, gdzie decydują Niemcy czy Francja, ale to wszystko dzieje się to bez naszego udziału.

Realizacja tych dwóch zadań aż tak dużo nie kosztuje, wystarczy mądrość i konsekwencja w działaniu, ale znacznie trudniejsze będzie gospodarcze postawienie Polski na nogi. Jakie wyzwania czekają nowy rząd w tym obszarze?

– Gospodarka będzie najważniejszym wyzwaniem dla nowej władzy i dla premiera. Pierwszą kluczową sprawą jest patriotyzm gospodarczy, którego w Polsce praktycznie nie było od 25 lat. Mam tu na myśli patriotyzm gospodarczy jako wspieranie polskich przedsiębiorstw. Równie istotną kwestią jest sprawiedliwość podatkowa, której w Polsce póki co nie ma. Przecież przedsiębiorstwa zagraniczne jak chociażby wielkie sieci handlowe itp. praktycznie nie płacą podatku. Pierwszym krokiem nowego rządu w tym obszarze powinna być likwidacja podatku CIT podatku dochodowego i wprowadzenie obligatoryjne dla wszystkich przedsiębiorstw i spółek, dla każdego, kto produkuje czy świadczy usługi, działa w sferze handlu podatku od sprzedaży czy obrotowego nieważne, jak go nazwiemy. To sprawa podstawowa, ważny element, który da nam możliwość czy szansę na zlikwidowanie liczonego w dziesiątkach miliardów złotych deficytu budżetowego. Oczywiście konieczne jest podwyższenie kwoty wolnej od podatku oraz uporządkowanie spraw obywatelskich. Ci, którzy rozkradli polski majątek bankowy, ludzie ze sfer finansów i bankowości, dziś mówią, że musimy repolonizować banki, ale nie może to polegać na takich działaniach jak obecnie, kiedy przejmuje się banki relatywnie słabe z potężnym udziałem kredytów we frankach szwajcarskich, czyli kupuje się coś, co nazwałbym dość podejrzanym i co słono będzie kosztowało nasz budżet i polskiego podatnika.

Poruszył Pan temat franka szwajcarskiego, co z tymi, którzy zaciągnęli kredyty w tej walucie?  

– Polacy potrzebują bezpieczeństwa, dlatego z punktu widzenia przyszłości kraju musi nastąpić przewalutowanie kredytów frankowych, bo inaczej stracimy wszyscy jako Polska. Będzie to niczym kamień uwiązany u nogi, który w miarę upływu czasu będzie nas ciągnął na dno. Musimy zapomnieć o tym, że ponad pół miliona osób – frankowiczów dało się nabrać. Ten kamień będzie nam zabierał i transferował za granicę miliardy złotych, które mogłyby zostać wydane na zakupy na rynku krajowym. W mojej ocenie powinno to być przewalutowanie według kursu uzyskania kredytu plus 10 proc., co pozwoli zamknąć usta bankom, które krzyczą, że są pokrzywdzone. To są według mnie najważniejsze wyzwani,a jakie stoją przed nową władzą na dziś.

Jak ocenia Pan zmiany dokonane przez premier Kopacz w składzie Rady Ministrów?

– Ten rząd jest kontynuacją Unii Wolności i zrobił wiele złego. I tylko dzięki Polakom, którzy pracują dla tego kraju, nie jest jeszcze gorzej. To, co widzimy, to zmiany wizerunkowe, które mają odbudować zaufanie wyborców, co nie będzie łatwe. Trudno będzie bowiem wmówić ludziom, że przez kilka miesięcy zrobi się to, czego nie zrobiło się przez osiem lat. Ponadto przecież zmiana ministrów kosztuje, bo wiąże się z odprawami itp., gdzie jest więc to tanie państwo? Z tych zmian nic nie wynika. Jest to zwyczajnie rzecz ujmując propaganda. Zmiana musi być w Brukseli, a pani Bieńkowska powinna natychmiast zrezygnować ze stanowiska, bo ktoś, kto ma za nic Polaków, nie ma prawa reprezentować naszego Narodu za granicą na tak eksponowanym urzędzie jak komisarz UE. Z kolei inni panowie, którzy jak słyszeliśmy z taśm opowiadali np. o tym, jak kazali podpalać budki strażnicze przed ambasadą Rosji, sami powinni ustąpić, a ich miejsca powinni zająć ich zastępcy, którzy już pracują w resortach i przez te trzy miesiące z pewnością dadzą sobie radę. Gdyby przyjęto takie rozwiązania, być może nie mielibyśmy niepotrzebnych i niesmacznych wypowiedzi o zwolnieniach pielęgniarek, co tylko pokazuje, że osoby na stanowiskach, bogaci w pogardzie mają zwykłych ludzi i ważne dla nich sprawy. Pytanie też, czy można pełnić funkcję ministra zdrowia, pracując na kilku innych etatach m.in. w klinice, na prywatnej praktyce czy na uczelni. Tak czy inaczej zmiany podjęte przez premier Ewę Kopacz uważam za żenujące, słabe. Powtórzę jeszcze raz: co zrobią zmiennicy przez parę miesięcy, czego ta ekipa nie zrobiła przez osiem lat?   

Platforma w tym kształcie przetrwa do wyborów?

– Pewnie przetrwa. Przed nami kilka miesięcy, z których dwa to wakacje, które zaraz się rozpoczną i tak naprawdę kampania rozpocznie się we wrześniu. Wtedy możemy się  spodziewać aktywności polityków, przecinania wstęg itp. Ta ekipa dostanie totalnego przyspieszenia, stąd obecności polityków rządzącej koalicji możemy się spodziewać nawet na imprezach w remizach. Ci ludzie zrobią wszystko, żeby się tylko pokazać, żeby nie spaść z piedestału i załatwić sobie ciepłą posadkę na kolejne cztery lata.

Jak widzi Pan rolę Pawła Kukiza i jego ruchu?

– Paweł Kukiz uzyskał bardzo duże poparcie od ludzi, którzy oczekują zmian, choć do końca nie wiedzą jakich. Słychać, że na listach mają się znaleźć ludzie młodzi w wieku 30 czy 40 lat. Z całym szacunkiem do ludzi młodych, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w historii obronności naszego kraju, ale w polityce, a zwłaszcza gdy mowa o rządzeniu tak ważnym obszarem, jakim jest państwo, kraj obok zapału potrzebne jest doświadczenie i pewna mądrość, którą nabywa się z wiekiem. Dla przykładu, kiedy zaczęła się potęga Singapuru w końcu niewielkiej wyspy, ale niezwykle bogatej, rozpoczęła się wówczas, kiedy władzę przejęli ludzie powyżej 60. czy nawet 70. roku życia. To właśnie oni wszystko organizowali, mieli pomysł, ale także spojrzenie w przeszłość, nie musieli kraść czy kombinować, ale chcieli zrobić swój kraj wielkim, i to się im udało. Ta dojrzałość w polityce, oparcie na wartościach jest niezwykle cenne i niezbędne oczywiście, jeżeli mamy na myśli poważną politykę. Obawiam się, że młodość i waleczność jako cechy, które mają być wyznacznikiem doboru i kryteriami ubiegania się o miejsca na listach wyborczych ruchu Pawła Kukiza to stanowczo za mało. Polsce potrzebna jest racjonalna polityka gospodarcza i społeczna dlatego obawiam się, czy ludzie z otoczenia Pawła Kukiza, zakładając, że dostaną się do parlamentu i do rządu, czy ci ludzie będą w stanie zadbać o te obszary w sposób odpowiedzialny. Mieliśmy w Polsce dwie młode zmiany: czas stalinowski i czas Unii Wolności i obie te zmiany były fatalne w skutkach dla naszego kraju. Warto o tym pamiętać.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl