logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polacy czekają na konkrety

Wtorek, 7 lipca 2015 (05:11)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, ekonomistą, rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Doktorze, które z propozycji przedstawionych w sobotę przez Beatę Szydło uważa Pan za priorytetowe?

 

– Priorytetowe propozycje to te, które zwiększają dochody większości Polaków i kreują rozwój gospodarki. Ważne jest podwyższenie kwoty wolnej od podatku, która jednak w przypadku rodziny z dwojgiem i więcej dzieci powinna być dwa razy wyższa, tzn. 16 tysięcy złotych na osobę uzyskującą dochody. Prof. Zyta Gilowska bardzo niesprawiedliwie potraktowała kiedyś Polaków uzyskujących mniejsze dochody. Warto zatem pomyśleć równocześnie o stawce 10 proc. dla tych, którzy osiągają dochody poniżej 25 tysięcy złotych. Patriotyzm gospodarczy to drugi ważny priorytet. Hasło to jednak za mało. Potrzebna jest spokojna, przemyślana budowa prawdziwej, dobrej strategii. Szybkie, polityczne pomysły to za mało.

Propozycje Beaty Szydło dotyczące obniżenia VAT do 22 proc., 15 proc. podatku CIT dla małych przedsiębiorstw, 100-procentowa amortyzacja wydatków inwestycyjnych to realne pomysły do udźwignięcia przez budżet?

– Dwie pierwsze propozycje, korzystne dla małych firm, to jednak tylko kosmetyka. Dobra zmiana nie polega na drobnym retuszu. Dobra zmiana to w przypadku podatku CIT jego likwidacja. W jego miejsce należy wprowadzić dla wszystkich przedsiębiorstw ze sfery produkcji, usług  i handlu powszechny (zróżnicowany) podatek od przychodów ze sprzedaży. Tylko wówczas wszyscy, bez względu na wielkość firmy, kraj pochodzenia właściciela i lokalizację będą płacić podatki. W ten sposób będzie można poprawić sytuację budżetu państwa. Stuprocentowa amortyzacja to nie jest najlepszy pomysł, ale to już temat na dłuższą dyskusję. Nie każde korzystne na pierwszy rzut oka rozwiązanie dla przedsiębiorcy, zwłaszcza w zakresie inwestycji, kreuje zyski i buduje konkurencyjność w długim okresie czasu.


Założenie, że im więcej pieniędzy pozostanie w portfelach Polaków, tym lepiej dla nich samych oraz dla gospodarki i państwa brzmi zachęcająco. Ale czy nie jest tak, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić?

- Wszelkie dane porównujące Polaków z innymi nacjami Unii Europejskiej pokazują, że pracujemy długo, a w stosunku do PKB otrzymujemy mniej. Trudności są pochodną sposobu realizacji zmian. Dobra zmiana, z dobrymi pomysłami i uczciwymi, kompetentnymi wykonawcami to szansa na sukces.

 

Padła też deklaracja, że póki Polacy nie będą mieć dochodów i zarabiać na poziomie państw tzw. starej Unii, Polska nie powinna wchodzić do strefy euro. 


- Świat się nie zawali. Przed kilkoma laty, gdy premier Tusk ogłosił, że za kilka lat Polska przyjmie euro, powiedziałem, że jest to możliwe, bo rząd, chcąc wypełnić unijne umowy, może to zrobić. Ale dodałem wówczas, że tak naprawdę najważniejsze są realne dochody Polaków. Dochody, które będą satysfakcjonować większość pracujących Polaków. Wówczas nie będzie aż tyle minusów takiego przedsięwzięcia, ale równocześnie pojawi się racjonalne pytanie – skoro jest dobrze, to po co zmieniać walutę. Przecież dla Greka nie jest ważne, czy będzie on otrzymywał euro, czy drachmy. Jego tak naprawdę interesuje siła nabywcza waluty, w której zarabia lub w której otrzymuje emeryturę czy rentę.

Jak ocenia Pan zmiany gospodarcze zaproponowane przez Beatę Szydło?

– Zmiana oznacza, że kogoś lub coś zastępujemy kimś lub czymś innym. Nowy premier to zmiana. Retusz podatkowy zaproponowany przez Beatę Szydło to w dużym stopniu kosmetyka. Zastąpienie CIT-u podatkiem od przychodów ze sprzedaży to zmiana. Totalna zmiana systemu poboru i rozliczania składek rentowych, emerytalnych, zdrowotnych itp. oraz zasad ich wypłacania to powinna być najważniejsza zmiana, którą może zaproponować nowy rząd już w październiku.


Opodatkowanie hipermarketów i banków to dobry pomysł?


- Za dużo mówimy o pomysłach, tymczasem należy działać. Opodatkowanie tych podmiotów powinno być zwyczajnym elementem nowego systemu podatkowego, tj. podatku od przychodów ze sprzedaży. Co ciekawe, akurat jedyna informacja z Polski, którą pokazała w sobotę na pasku francuskiego Kanału Informacyjnego France 24, to była informacja o tym, że Beata Szydło chce nacjonalizować banki.

Beata Szydło na liczbach i bardzo konkretnie pokazała, że to, co niemożliwe dla rządów PO i PSL, dla PiS jest realne i wcale nie tak drogie, jak straszyła PO…


- Wszystko, co nie przynosi korzyści specjalistom od „kręcenia lodów”, jest z góry traktowane jako niemożliwe czy wręcz szkodliwe. Przecież jest oczywiste, że np. podwyższenie kwoty wolnej od podatku i zmniejszenie podatku PIT dla biedniejszych zwiększy dochody m.in. wielu małych i średnich firm i oczywiście wpływy z VAT do budżetu.


Wygląda na to, że Platformie zostało zadane równanie, które ciężko będzie rozwiązać przy pomocy PR-owskich wybiegów…?

– Specjaliści od kreowania nienawiści i opluwania Polski i Polaków po prostu pominą to równanie. Wataha opluwaczy to głównie historycy, niby dziennikarze i politycy. Oni nie lubią równań. Warto sobie uświadomić, że minione lata pokazały na przykładach: PEKAO SA, PZU SA, Pendolino, dyskusji cmentarnych czy u „Sowy”, że znajomość równań nie jest rządzącym potrzebna. A ponieważ zdecydowana większość Polaków zarabia mniej niż sześć tysięcy złotych miesięcznie, to jak twierdzi polskojęzyczna, unijna komisarz, tym bardziej nie trzeba się było wysilać. Pozostaje mieć nadzieję, że może wreszcie sami Polacy, zanim zagłosują, spróbują przemyśleć to proste stwierdzenie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl