logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Antypolska polityka koalicji

Środa, 8 lipca 2015 (03:14)

Ze Stanisławem Głowackim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niedawno media obiegła informacja dotycząca wspólnej polsko-słowackiej produkcji nowej wersji transportera opancerzonego Rosomak. Tyle tylko że na razie mamy jedynie list intencyjny, który tak naprawdę do niczego nie zobowiązuje…

– Z całą pewnością jest to kolejny chwyt wykorzystywany w kampanii wyborczej przez premier Ewę Kopacz, która mówi o sobie, że Polacy wynajęli ją do roboty. Tyle tylko że nie widać ani roboty, ani też jej wymiernych efektów. Zastanawia mnie również, co ewentualnie będziemy produkować, co będą produkować Słowacy czy my dla nich, skoro większość elementów do kołowego transportera opancerzonego Rosomak i tak sprowadzana jest z Finlandii. Dlatego od podpisania listu intencyjnego do realizacji zadania wciąż jeszcze daleka droga. W tej sytuacji trudno określić to, z czym mamy do czynienia, inaczej jak tylko propagandową zagrywką. To ewidentny przykład oszustwa wyborczego. Podpisane ze związkami zawodowymi porozumienia śląskie w 12. punkcie mówiły o podjęciu działań w sytuacji problemów m.in. w Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy w Gliwicach. Decyzje w tej kwestii po naszym spotkaniu m.in. w Ministerstwie Obrony Narodowej miały zapaść w ciągu kilku tygodni. Tymczasem minęło już kilka miesięcy, dwukrotnie były wyznaczane terminy spotkań, które później odwoływano, a programu dla Śląska, jak i dla Bumaru-Łabędy jak nie było, tak nie ma. To tylko pokazuje, że deklaracje można składać, natomiast kiedy przychodzi do konkretów i kiedy mówimy „sprawdzam”, to po drugiej stronie nie bardzo jest co pokazać. I tu mamy ogromny problem, bo życie nie znosi próżni, a nam potrzebne są konkretne działania, wymierne efekty, a nie tylko czcze deklaracje. Na razie na tych deklaracjach wszystko się kończy.  

„Solidarność” Przemysłu Lotniczego ponowiła apel do premier Ewy Kopacz o unieważnienie przetargu na śmigłowce dla wojska. To nie pierwsza decyzja rządu dyskryminująca przemysł zbrojeniowy w Polsce…

– To prawda, że jest to tylko jeden z wielu niestety negatywnych przykładów. Już wkrótce możemy mieć do czynienia z czymś, co ma jeszcze większy wymiar finansowy niż wart ok. 13 miliardów złotych przetarg na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii. Chodzi mianowicie o kwestię oddania bez walki całego programu „Wisła” dotyczącego zakupu systemu rakietowego, gdzie kontrakt opiewa na znacznie wyższą sumę. Nie próbując nawet wykorzystać swojej techniki rakietowej i ewentualnie tylko ściągnięcia w ramach kooperacji przy rozwijaniu polskiego potencjału rakietowego, tak naprawdę transferujemy żywą gotówkę do podmiotów, w tym wypadku podmiotów amerykańskich, które nam dostarczą to wyposażenie. Jest to, moim zdaniem, antypolska i antyprzemysłowa polityka tego rządu.

Czy „Solidarność” oprócz krytyki zrobiła coś w kierunku, aby przeciwdziałać takim wyborom?

– Wystosowaliśmy w tej kwestii stanowisko zarówno do premier Kopacz, jak również do poszczególnych ministrów i oczekujemy na reakcję. Postawiliśmy również warunki, po których, naszym zdaniem, można by ewentualnie udzielić zgody na ściągnięcie tych rakiet ze Stanów Zjednoczonych. No cóż, na razie jest tylko drętwa mowa, gdzie słyszymy, że to jeszcze nie jest czas na rozmowy przemysłowe. Tymczasem jest to absolutnie nieprawda, bo w momencie, kiedy zostanie podpisana umowa na dostarczenie tego sprzętu do Polski, to wtedy, patrząc na przykład niemieckich leopardów, na jakiekolwiek rozmowy przemysłowe nie będzie już czasu. Zresztą kto będzie chciał rozmawiać poważnie, kiedy kontrakt będzie już miał w kieszeni. Mamy zatem kolejny przykład przegranej przez polski rząd szansy na rozwój rodzimego przemysłu obronnego.       

Przejdźmy jeszcze z ziemi i powietrza na morze. 21 lat Marynarka Wojenna czekała na zwodowanie polskiego okrętu patrolowego ORP „Ślązak”, który zastąpił szumnie zapowiadane korwety Gawron. Niektórzy mówią, że to wodowanie zakończyło okres wstydu, ale są także głosy, że obecnie polska flota wojenna jest słabsza od tej z 1939 r.

– To ostatnie stwierdzenie nie jest wcale dalekie od prawdy. Rzeczywistość była taka, że w przeszłości, i to wcale nie tak odległej, rozumowanie naszych dowódców i władz było takie, że po co nam marynarka wojenna, sprzęt na morzu, skoro w wypadku zagrożenia inni nas obronią. I nie jest to tylko kwestia ostatniego roku czy dwóch, ale kwestia ładnych paru lat, gdzie zarzucono jakikolwiek rozwój czy modernizację polskiej marynarki wojennej. Przyznam, że zacząłem się nawet zastanawiać, czy polscy dowódcy i polskie władze w ogóle pamiętają, że mamy dostęp do morza, a co za tym idzie, wypadałoby mądrze zabezpieczyć również i tę granicę.  

No tak, ale podobno teraz ma być zmiana, bo minister Siemoniak podczas wodowania „Ślązaka” stwierdził, że wcześniej był zakup samolotów F-16 i CASA, co pochłonęło niemałe kwoty, natomiast teraz jest właściwy moment, aby zaczynać intensywny program dotyczący marynarki…

– Po takich deklaracjach niektórzy mogą nawet uwierzyć, że za rządów PO – PSL możliwe byłyby loty międzyplanetarne. Inaczej mówiąc, fajnie to wszystko wygląda i te zapowiedzi ministra obrony są, można rzec, miodem na nasze serca, tyle tylko że jakimś dziwnym trafem przez osiem lat nic się w tej materii nie działo, a w ostatnich kilku miesiącach przed wyborami nagle prace – przynajmniej te w sferze deklaracji – nabrały przyspieszenia. Wypadałoby tylko zapytać: a coście, panowie, robili przez ostatnie osiem lat? Przed wyborami, owszem, można rzucać hasłami na lewo i prawo, trudniej natomiast będzie to zrealizować po wyborach.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl