logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Najważniejsza jest polska racja stanu

Piątek, 21 sierpnia 2015 (04:15)

Z posłem Stanisławem Piotrowiczem (PiS), sekretarzem stanu w kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego, koordynującego prace służb specjalnych, prokuratorem z 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ umorzył postępowanie w sprawie „znieważenia” pomnika „Czterech Śpiących” oraz Pomnika Wdzięczności Żołnierzom Armii Radzieckiej w Parku Skaryszewskim. Jednocześnie stwierdził, że pomniki te gloryfikują komunizm, a co za tym idzie – powinny być usunięte. Podobnie zachował się Sąd Rejonowy w Nowym Sączu. Pana zdaniem, mamy do czynienia z przełomem postrzegania tego typu upamiętnień także przez sąd?

– Zarówno sądy, jak i prokuratury są wrażliwe na klimat polityczny panujący w państwie. Jeżeli oczekiwania ze strony władzy zmierzają w jakimś ściśle określonym kierunku, to można zaobserwować, że sądy, jak i prokuratury dostosowują się do tego klimatu. To pokazywałoby, że wartość, jaką jest niezależność prokuratury i niezawisłość sądu, w praktyce ma dość ograniczone działanie. Te ostatnie orzeczenia, o które pan pyta, jakkolwiek ze wszech miar słuszne, potwierdzają tezę o tym, że jednak ta wartość nie jest jeszcze tą, której od wymiaru sprawiedliwości i od prokuratury należałoby oczekiwać. Przecież w Polsce zakazane jest popularyzowanie czy rozpowszechnianie idei komunistycznych czy nazistowskich. Mimo to w Polsce jest jeszcze wiele symboli czy to w postaci nazewnictwa ulic, placów itp., również pomniki, które gloryfikują te dwa zbrodnicze systemy totalitarne, a w szczególności system komunistyczny, są wciąż jeszcze obecne w polskiej przestrzeni publicznej. Przytoczone orzeczenia sądowe są ze wszech miar zasadne w świetle obowiązującego w Polsce prawa, natomiast nie było takiej odwagi ze strony sędziów i prokuratorów choćby jeszcze kilka miesięcy temu.

Sędzia prowadzący rozprawę stwierdził, że utożsamia się z popełnionym czynem, uznając ten czyn za patriotyczny. Czy zatem można powiedzieć, że młode pokolenie sędziów, w odróżnieniu do swoich starszych kolegów, inaczej patrzy na te kwestie?  

– I tak, i nie, bo nie każdy sędzia czy prokurator, który urodził się i studiował w słusznie minionej epoce, jest sentymentalnie związany z tamtym systemem. Wielu ludzi żyło w tamtym systemie, pełniło określone funkcje publiczne, ale czasy PRL były im zawsze obce. Dzisiaj ci ludzie cieszą się, że tamte czasy minęły, że zapanował inny klimat polityczny. Z drugiej strony rośnie pokolenie ludzi młodych nieskażonych tamtym systemem, a zatem ludzi, którzy nie będą patrzeć z resentymentem na miniony czas. Ale to tylko jedna strona medalu. Okazuje się bowiem, że rosną nam „młode wilczki”, bo skąd dzisiaj biorą się młodzi sędziowie, którzy poprzez swoje orzecznictwo, swoje decyzje zwalczają to wszystko, co służy państwu polskiemu, Narodowi Polskiemu? Okazuje się, że ci ludzie są bardziej związani z tym, co było, chociaż tamtych czasów nie pamiętają.

Skąd Pana zdaniem  bierze się takie podejście?

– Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Niewykluczone, że są to dzieci dawnych budowniczych państwa totalitarnego. Wracając jednak do meritum, myślę, że nie można całej tej sprawy określić w sposób jednoznaczny, bo z jednej strony można dostrzec ludzi starszych, którzy dziś służą interesom Narodu i państwa polskiego, ale można również dostrzec ludzi nieskażonych tamtą ideą, ale jakże bardzo lewicujących i zafascynowanych tym, co płynie do nas zza wschodniej granicy. Zresztą fascynację systemem komunistycznym można zaobserwować na zachodzie Europy, w szczególności we Francji, gdzie ludzie są wręcz zafascynowani Rosją i aż dziw bierze dlaczego. Jest to zatem problem złożony i nie zawsze ludzie młodzi są wyzwoleni i zmierzają ku budowaniu państwa silnego, sprawnego. Były przecież – chociażby nie tak dawno – orzeczenia młodych sędziów, które godzą w interesy państwowe czy narodowe, chociażby sędzia Igor Tuleya znany m.in. ze sprawy doktora Mirosława G., sędzia, który zdaje się sam nie pamięta czasów PRL, za to potrafił używać sformułowań sądowych porównujących działania CBA do metod stalinowskich.

Panie Pośle, może jest okazja, aby polskie władze zajęły się poważnie problemem sowieckich upamiętnień, tak aby raz na zawsze zniknęły one z przestrzeni publicznej?

– Chcę powiedzieć, że kiedy sprawowałem mandat senatora RP, a było to w latach 2005-2011, udało mi się przeforsować ustawę, która wyszła z Senatu, ustawę usuwającą pomniki nazizmu i komunizmu z polskiej przestrzeni publicznej. Przygotowując projekt tejże ustawy, współpracowałem z Instytutem Pamięci Narodowej, bo choć mogło się wydawać, że sprawa jest jasna, prosta i oczywista, to gdy mówi się o symbolach, potrzeba pełnej definicji, którą trzeba było wypracować, i ta ustawa uzyskała akceptację na forum plenarnym Senatu, wyszła z Wyższej Izby Parlamentu i podczas dalszych prac upadła. Pracując w tamtym czasie nad tą ustawą, przyznam, byłem zdumiony, że nie dla każdego Polaka sprawa tych upamiętnień była tak oczywista, jak mogłoby się wydawać, a mianowicie, że komunizm to skompromitowana idea i że nie znajdą się w Polsce ludzie, którzy chcieliby nadal utrzymywać tą ideę w życiu publicznym. Tymczasem okazało się, że z niektórych gmin, z niektórych miast do senackiej komisji popłynęły od władz samorządowych protesty. Oczywiście uzasadnienia były inne: że gmina nie ma środków, że wiąże się to ze zmianą nazw ulic, a społeczeństwo sobie tego nie życzy, padały też argumenty o zamieszaniu itd. Słysząc to, byłem zdumiony, że w pewnych kręgach był opór co do tego, żeby usuwać z przestrzeni publicznej relikty systemu, który wyrządził Polsce i Polakom tyle szkód.

A może po jesiennych wyborach warto znów do tego tematu powrócić…?    

– Zdecydowanie tak. Już w tamtym czasie wykazywałem, że skoro istnieje ustawa zakazująca rozpowszechniania idei nazistowskich i komunistycznych, to nazwy placów czy ulic związane z komunizmem, przywołujące nazwiska komunistów, powinny zniknąć. Tymczasem mijają lata, a to wszystko nadal funkcjonuje. Jest to zatem pewna niezgodność w systemie prawnym, bo z jednej strony tego rodzaju działania są napiętnowane sankcjami karnymi, a z drugiej nazwy ulic czy placów nadal przywołują czasy totalitaryzmu komunistycznego. Wciąż niestety mamy w Polsce ulice przywołujące Armię Czerwoną, 22 lipca, czy szereg okazałych pomników rzekomych wyzwolicieli, którzy de facto przynieśli nam na bagnetach drugą po niemieckiej okupację Polski. To koniecznie musi być zmienione. Najwyższy czas, aby pomniki gloryfikujące okupanta sowieckiego przestały być pod opieką polskich władz.    

Trudno oczekiwać pozytywnej reakcji Kremla wobec takich wyroków sądowych jak w Warszawie czy Nowym Sączu, ale z drugiej strony czy powinniśmy się tym aż tak przejmować?

– Przede wszystkim Kreml się nie przejmuje tym, co godzi w polską rację stanu. Jeżeli jako państwo chcemy być traktowani przez innych po partnersku, traktowani podmiotowo w sprawach polityki zagranicznej, to musimy mieć poczucie własnej godności, musimy zabiegać o polską rację stanu. Oczywiście nie musimy, a nawet nie powinniśmy demonstrować wrogości wobec sąsiedniego państwa, ale naszym obowiązkiem jest robić to, co uważamy za słuszne i stosowne. I tylko wtedy będziemy szanowani na arenie międzynarodowej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl