logo
logo
zdjęcie

Jan Dziedziczak

Reelekcja kosztem interesów Polski

Sobota, 26 września 2015 (10:15)

Cała dyskusja wokół przyjęcia imigrantów pokazuje zderzenie dwóch filozofii. Pierwsza filozofia mówi o wspólnocie narodowej. Są to osoby, które czują się jednością, łączy ich jedna tradycja, historia, kultura. Ojczyzna jest dla nich czymś ważnym i odgrywa szczególną rolę w ich życiu. Według tej filozofii czujemy się za siebie odpowiedzialni. Czujemy się odpowiedzialni także za naszych rodaków, który w XIX i XX wieku zostali wywiezieni z naszych ziem do azjatyckiej część Imperium Rosyjskiego, a potem Związku Radzieckiego. Znaleźli się w Kazachstanie czy na Syberii tylko dlatego, że byli Polakami. To było ich jedyne „przewinienie”.

Moralnym obowiązkiem każdego kraju jest pomoc tym osobom. Ludziom, którzy w najtrudniejszych czasach, mimo represji, mimo że to wiązało się z trudniejszym życiem, trwali przy polskości. Płacili za to cenę, ale uważali, że jest to coś ważnego.

Do Kazachstanu zostało wywiezionych wielu przedstawicieli różnych narodów. Proszę sobie wyobrazić, że potomkowie większości z nich już wrócili do swoich krajów. Niemcy potrafili sprowadzić nad Ren aż milion osób!  A państwo polskie w ciągu ostatnich 25 lat nie jest w stanie poradzić sobie z kilkunastoma tysiącami.

To wszystko boli szczególnie mocno, gdy zestawimy to z drugą filozofią, na którą powołuje się Ewa Kopacz. Jest to filozofia „solidarności europejskiej”. Według tej solidarności Ewa Kopacz, która przez osiem lat blokowała polepszenie procesu repatriacji, jedną decyzją sprowadza więcej nielegalnych imigrantów, niż przez ostatnie 15 lat przyjechało do Ojczyzny Polaków z Kazachstanu. Premier polskiego rządu wybiera solidarność z dygnitarzami Unii Europejskiej!

Jak to jest, że przez ostatnie osiem lat nie było pieniędzy dla naszych rodaków z Kazachstanu? Nie można było ich sprowadzić w takiej liczbie, jakiej chcieliby przyjechać, bo nie było pieniędzy i warunków. A teraz jedną decyzją Ewa Kopacz przyjmuje rzesze islamskich imigrantów. Dlaczego? Bo powołuje się na solidarność europejską. Wydaje się, że polskiego premiera powinna w pierwszej kolejności obowiązywać solidarność z Polakami.

Jesteśmy przeciwni sprowadzaniu islamskich gości, gdyż to powoduje niemało komplikacji. Wśród uchodźców z pewnością znajdują się terroryści. Można lubić lub nie politykę Izraela, ale z pewnością jest to silne państwo, które ma wybitne służby specjalne. Premier Izraela Beniamin Netanjahu powiedział, że on imigrantów nie przyjmie, dlatego że jego służby nie są w stanie zagwarantować pełnego bezpieczeństwa obywatelom jego kraju.

Czy polskie służby, które koordynował minister Bartłomiej Sienkiewicz, który podczas prywatnych rozmów mówił, że państwo polskie praktycznie nie istnieje, oraz czy służby, które zostały rozegrane przez kilku kelnerów, poradzą sobie z wyłapaniem terrorystów? Dadzą radę, skoro najlepsze służby, które znają Bliski Wschód jak mało kto, nie są w stanie tego zrobić i o tym mówi otwarcie ich przełożony?  Jest to wielkie zagrożenie dla naszego kraju.

Powinniśmy robić wszystko, aby w pierwszej kolejności pomóc Polakom za granicą. Wszyscy pamiętamy te straszne problemy, które napotkali Polacy w Donbasie. Trzydziestoośmiomilionowy kraj po wielu perturbacjach sprowadza garstkę naszych rodaków. Teraz czeka 80 Polaków z Mariupola i ci ludzie nie są ważni. Poszkodowani są tylko nielegalni islamscy emigranci? Naprawdę ten rząd na każdym kroku się kompromituje.

Moja osobista teoria na ten temat jest taka. Donald Tusk walczy o reelekcję na niezwykle atrakcyjnej   funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Żeby tę reelekcję uzyskać, potrzebne jest przede wszystkim wsparcie Angeli Merkel, która w opinii wielu analityków rozdaje karty w Unii Europejskiej. Niestety, dzieje się to kosztem interesów państwa polskiego.

Jan Dziedziczak

Autor jest posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl