logo
logo

Zdjęcie: Joachim Seidler/ Licencja: CC BY 2.0/ Wikipedia

Zatrzymać u bram

Poniedziałek, 28 września 2015 (05:07)

Aktualizacja: Poniedziałek, 7 marca 2016 (12:20)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, rektorem Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy wielka migracja jest dla Europy nieunikniona – czy wręcz konieczna – jak przekonują zwolennicy przyjmowania uchodźców, którzy w tej grupie upatrują tanią siłę roboczą?

– Wielka migracja nie jest konieczna. Teorie taniej siły roboczej to pokłosie rasistowskich, antychrześcijańskich teorii, którymi kiedyś uzasadniano w Europie handel ludźmi. Nacje, które się na tym handlu kiedyś wzbogaciły, pragną bogacić się dalej. Ich mentalni spadkobiercy rządzą dzisiaj Europą. Antyeuropejskie, antychrześcijańskie działania tzw. europejskich przywódców, wspieranych przez sprytne działania Rosji i absurdalną aktywność Stanów Zjednoczonych i Izraela w Syrii, Iraku i innych krajach islamu, sprawiają, że niestety ta jeszcze nie tak „wielka”, ale już „dzika”, imigracja staje się faktem.

Podnoszone są argumenty demograficzne. Czy Europa, która się wyludnia, podobnie Polska, są w stanie się rozwijać bez uchodźców?

– W 1960 r. liczba ludności w 28 krajach Europy, aktualnych członkach Unii Europejskiej, kształtowała się na poziomie ok. 410 milionów. Na początku 2015 r., według Europejskiego Urzędu Statystycznego, w Europie żyje ok. 510 milionów osób. Tylko niedouczony analfabeta lub oszust i kłamca – niestety tacy dominują wśród unijnych polityków – może twierdzić, że Europa się wyludnia. Analiza liczby ludności wybranych krajów Europy za okres ostatnich 20 lat, tj. 1995-2015, pokazuje, że poza kilkoma krajami takimi jak Bułgaria, Litwa czy Węgry w zdecydowanej większości krajów Europy miał miejsce wzrost liczby mieszkańców. W Słowacji o 70 tysięcy, Grecji o ponad 100 tysięcy, Czechach i Portugalii o ponad 200 tysięcy, w Danii o ponad 400 tysięcy, w Finlandii o ponad 300 tysięcy, Irlandii o ponad 1 milion, w Holandii o ponad 1,4 miliona, we Francji o ponad 8 milionów, Hiszpanii o ponad 7 milionów, a w Wielkiej Brytanii o 6,5 miliona osób. Na Węgrzech liczba ludności w okresie 1995-2015 zmalała o blisko 450 tysięcy, ale od 2014 r. zauważalny jest wzrost, natomiast w Polsce o 604 tysiące. Liczby pokazują, że Europa się nie wyludnia. Polska może świetnie się rozwijać bez uchodźców i dużej liczby okresowych pracowników z Ukrainy. Polskie problemy demograficzne to głównie efekt braku pronarodowej i prospołecznej polityki rządzących. Jest problem starzenia się Europy, ale można go rozwiązać, czego dowodem są Polacy na Wyspach Brytyjskich.

Czy na rynku pracy w Polsce jest miejsce dla migrantów, skoro nie ma go dla naszych obywateli?

– Od czasów Kazimierza Wielkiego Polska oferowała miejsca pracy dla prawdziwych uchodźców i emigrantów, m.in. z Holandii, Niemiec, Austrii, Włoch czy Grecji. W ostatnich kilkunastu latach do pracy w Polsce przyjechały tysiące ludzi zarówno ze Wschodu, jak i Zachodu, czego przykładem jest m.in. Rzeszów i Podkarpacie. Polacy są gotowi udzielić gościny prześladowanym w Syrii chrześcijanom. Jest hańbą Platformy rządzącej Polską, że do dzisiaj nie zadbała o naszych rodaków ze Wschodu, a zwłaszcza z Kazachstanu. Brak pracy dla Polaków to m.in. efekt antynarodowej polityki rządzących. Przykład społeczności wietnamskiej i coraz większej liczby przybyszów z Chin w Polsce pokazuje, że dla ludzi chcących pracować rynek pracy jest. Ale ten rynek to efekt ducha przedsiębiorczości przybyszów, a nie wynik religijnej krucjaty. 

Co Pana zdaniem może zrobić Europa i czy bez solidarności uda się rozwiązać problem migrantów? Na co przede wszystkim należałoby położyć nacisk?

– Pierwszy krok to zdecydowane zablokowanie, wspieranej przez Stany Zjednoczone, Izrael, Rosję i polityków Unii Europejskiej, dzikiej imigracji. Środkami wojskowymi przez Stany Zjednoczone – głównego kreatora wydarzeń w krajach islamu, oraz przez siły NATO. Drugi krok to zaprzestanie wspierania przez niby-sojuszników Zachodu, np. Turcję, islamskich bojowników z ISIS i zakończenie przez Zachód wojny z Kurdami i z urzędującym prezydentem Syrii, który jednak chronił chrześcijan. Trzeci krok to organizacja przy wsparciu Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Rosji w krajach muzułmańskich: Turcji, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonej Republice Arabskiej, Egipcie (na Synaju), a najlepiej pomiędzy Ejlatem w Izraelu a Mediną w Arabii Saudyjskiej, nad Morzem Czerwonym, czasowych obozów dla uchodźców. Proszę pamiętać, że naturalnym środowiskiem do życia dla zdecydowanej większości prawdziwych uchodźców jest Bliski Wschód, a nie Europa. Ponadto z Syrii i Iraku nad Morze Czerwone jest ok. 700 kilometrów, a do Polski czy Niemiec blisko 4 tysiące kilometrów. Czwarty krok to organizacja w czasowych obozach dla uchodźców, wspieranych przez organizacje międzynarodowe, kursów i szkoleń w zawodach potrzebnych do odbudowy Syrii i Iraku. Kolejnym krokiem jest rozpoczęcie – przy wsparciu Banku Światowego, Międzynarodowej Korporacji Finansowej, Unii Europejskiej i społeczności międzynarodowej – odbudowy Syrii i Iraku. To podstawowe kierunki działań, które prowadzą do rozwiązania problemu uchodźców.

Przechodząc z tematem uchodźców na grunt europejski, czy Pana zdaniem zobowiązania finansowe Polski względem UE powinny decydować o naszej uległości wobec dyktatu, głównie Berlina?

– Polska nie ma żadnych zobowiązań wobec UE. Nigdy nie zostały rozliczone straty Narodu Polskiego za okres II wojny światowej oraz lata 40. i 50. Od początku lat 90. korporacje i rządy krajów starej UE, głównie Francji, Włoch i Niemiec, zarobiły ogromne pieniądze m.in. na paserskiej prywatyzacji najcenniejszych polskich marek – przedsiębiorstw takich jak Pekao, PZU czy Telekomunikacja Polska. Aktualnie dodatnie saldo dopływu do Polski tzw. środków unijnych to ważny impuls rozwojowy najbogatszych krajów UE.

Czy argument, że Polacy też kiedyś byli imigrantami i teraz powinny przyjmować innych, jest trafiony?

– Ten haniebny argument, użyty 9 września przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude'a Junckera w orędziu „O stanie UE w 2015 r.” z pięknym podtytułem: „Czas na uczciwość, jedność i solidarność”, to tylko przykład kolejnej, świadomej i celowej, antypolskiej propagandy. To także niestety potwierdzenie słabości Polski na arenie międzynarodowej. Ta słabość to efekt wspierania od wielu lat m.in. przez urzędników tzw. Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP tego typu antypolskich działań.

Jak możemy przyjąć 7 tysięcy migrantów, skoro w obozach dla uchodźców póki co dysponujemy zaledwie 700 miejscami?

– Teoretycznie 7 tysięcy migrantów możemy przyjąć na terenie np. byłych sowieckich baz wojskowych w Żarach czy Żaganiu, blisko granicy z Niemcami. Ale najsensowniejszym rozwiązaniem jest organizacja dla islamskich uchodźców kilkunastu obozów w Arabii Saudyjskiej nad Morzem Czerwonym, bogatym, dużym kraju świata. Jest to także dobre rozwiązanie dla ludzkości ze względu na negatywne skutki efektu cieplarnianego, bo miliony nowych uchodźców w Europie to także zwiększony popyt na energię. Nad Morzem Czerwonym jest taniej i cieplej. Daktyle, sezam, cudowne przyprawy i inne smaczne, pożywne specjały kuchni arabskiej można – przy pomocy UE – uprawiać na miejscu. Są tam też ryby, owce i wielbłądy. Kreatywni podkarpaccy przedsiębiorcy i firmy mogą szybko, za dodatkowe środki unijne, wyprodukować duże 10-osobowe namioty dla arabskich emigrantów, a także zaoferować podstawowe wyposażenie: krzesła i proste meble, sprzęt AGD, szkło, pościel, zasłony, materace i proste łóżka, a ekologiczny miód do znakomitej arabskiej herbaty podkarpaccy pszczelarze z lasów, pól, łąk i połonin Podkarpacia. Zakładając koszt jednego zestawu dla 10 osób na sto tysięcy złotych, podkarpackie firmy mogłyby zarobić ok. pół miliarda złotych. Byłaby to szansa na obniżenie stopy bezrobocia w woj. podkarpackim o 0,2 proc. i wzrost podkarpackiego PKB o 0,4 proc.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl