logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Liczy się tylko zwycięstwo

Wtorek, 20 października 2015 (20:02)

Z Filipem Frąckowiakiem, dyrektorem Muzeum Izby Pamięci Pułkownika Kuklińskiego w Warszawie, rozmawia Rafał Stefaniuk

Jutro w Izbie Pamięci Pułkownika Kuklińskiego o godz. 11.00 odbędzie się konferencja poświęcona polityce historycznej Polski. Dlaczego uznał Pan, że warto podjąć ten temat?

– Rządy Platformy, a więc dwa Donalda Tuska i obecny Ewy Kopacz, robią wszystko, aby polityka historyczna zniknęła, a przez to, żeby Polacy nie poznawali swojej historii. Zwróćmy uwagę, że drastycznie zmniejszono liczbę godzin historii. Bywa, że w niektórych szkołach uczy się historii tylko do 1939 roku. Program nauczania nie uwzględnia ważnych lektur historycznych, a jeżeli są to ograniczone do fragmentów. Nie wspomnę już o tym, że w Muzeum Katyńskim nie znajdziemy nic o śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przecież już stawiamy pomniki dla zmarłych 10 kwietnia 2010 r., a więc to za chwilę część polityki historycznej. Mam nadzieję, że wraz z przyjściem nowego rządu to wszystko się zmieni. Podczas tej konferencja ja wspólnie z prof. Janem Żarynem i Mariuszem Błaszczakiem chcielibyśmy nakreślić priorytety tej nowej polityki historycznej.

Jakie  są to priorytety?

– Powiem o tym, co ja chcę jutro poruszyć. Dla mnie istotne jest, aby uruchomić inicjatywy oddolne. Będąc bardziej precyzyjnym, to one są, tylko należałoby je wspomóc. Sytuacją niedopuszczalną było niewpuszczenie grup rekonstrukcyjnych na uroczystości otwarcia panteonu Żołnierzy Wyklętych. Przecież to ci ludzie bezinteresownie zajmowali się podtrzymywaniem pamięci o Niezłomnych. To nie są urzędnicy, którzy robią to z powodów służbowych i jeszcze dostają za to pieniądze. Chciałbym też umożliwić działanie takim instytucjom jak Izba Pamięci Pułkownika Kuklińskiego. Przypomnę, że zlikwidowano Izbę Pamięci Księdza Prałata Peszkowskiego, bo miasto skąpiło dosłownie kilkuset złotych na czynsz. W mojej ocenie takie inicjatywy oddolne trzeba wesprzeć, aby funkcjonowały w przestrzeni publicznej.

Dlaczego powinniśmy walczyć o pamięć. To ma jakieś znaczenie, że ktoś zmienia fakty z zeszłego wieku?

– Polityka historyczna łączy się ściśle z polityką bezpieczeństwa państwa. Żyjemy na takim miejscu na ziemi, w takim kraju, i jesteśmy naznaczeni taką historią, że w sprawach przeszłości nie możemy milczeć. Jeżeli nie będziemy przypominać o trudnych momentach z naszej historii oraz o tych wielkich, z wybitnymi osiągnięciami i wspaniałymi zwycięstwami, to nigdy Polska nie będzie nowoczesna, a tym bardziej bezpieczna.   

A więc słowa Józefa Piłsudskiego: „Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości” pozostają aktualne?

– To jest kwintesencja tego, co jutro zamierzamy przedstawić.

Ostrołęka nie otrzymała dotacji państwowej na Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Izba Pamięci Pułkownika Kuklińskiego stoczyła batalię z Hanną Gronkiewicz-Waltz o swoje istnienie. Dlaczego państwo nie wspiera inicjatyw tego typu?

– Z Izbą Pamięci Pułkownika Kuklińskiego było tak, że nasze problemy wynikły z resetu stosunków pomiędzy Donaldem Tuskiem a Władimirem Putinem, a tym samym ogłoszenia okresu przyjaźni. W mediach szerokim echem niosły się peany ku czci przyjaźni polsko-rosyjskiej. Jak więc w centrum Warszawy mogło być muzeum poświęcone pamięci pułkownika Kuklińskiego? Obecny rząd robi wszystko, aby w kwestii historii ogłupić Polaków, żebyśmy myśleli, że fajna jest tęcza, że fajne są kolorowe fontanny, że fajne jest show z okazji powstania Pałacu Kultury. Nie mówi się przy tym, dlaczego Pałac powstał i że był wizytówką naszego okupanta.

Możemy zwyciężyć w walce o pamięć z takimi krajami jak Rosja czy Niemcy?

– Zwycięstwo to jest bardzo dobre słowo. Musimy toczyć walkę i zwyciężyć m.in. z tymi, którzy piszą i mówią o „polskich obozach koncentracyjnych”. To wszystko jest elementem polityki historycznej. Na tę walkę muszą znaleźć się pieniądze. Konieczne jest korzystanie z usług kancelarii prawnych i musimy z pozwami i działaniami wyjść poza granice Polski. Kluczem jest więc wpływanie na opinię publiczną za granicą.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl