logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

W obliczu wojny cywilizacyjnej

Poniedziałek, 16 listopada 2015 (04:14)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy po ostatnich atakach terrorystycznych w Paryżu można powiedzieć, że mamy otwartą wojnę, jaką tzw. Państwo Islamskie wypowiedziało Europie?

– Ta wojna już trwa, przeniosła się tylko na nowe terytoria. Europa popełnia kolejne błędy i co istotne, nie wyciąga z tego żadnych wniosków. Już kilka lat temu społeczność muzułmańska niezadowolona ze swojego statusu społecznego podpaliła kilka tysięcy samochodów na przedmieściach Paryża. Poprawność polityczna nakazywała przejść nad tym do porządku dziennego. Jeżeli Zachód w 2011 r. rozpoczął wojnę w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie z laickimi dyktaturami, to nie zadbał o to, co się stanie po ich usunięciu. Stworzono przestrzeń dla islamskiego fundamentalizmu, który – co by nie powiedzieć – był pacyfikowany przez poszczególne dyktatury. Tej wojny nie wytoczyło tylko tzw. Państwo Islamskie, ale tę wojnę wytoczyło Europie całe fundamentalne skrzydło islamu.

Czy tzw. Państwo Islamskie, które wzięło na siebie odpowiedzialność za te zamachy, nie jest silne słabością i brakiem jedności wspólnoty międzynarodowej?

– Skoro Europa nie jest w stanie chronić swoich granic, to jak może skutecznie walczyć z terrorystami? W czasie II wojny światowej Stany Zjednoczone zamknęły w obozach internowania wszystkich swoich obywateli pochodzenia japońskiego. A co robi dziś Europa, zachęca kolejne rzesze islamistów do marszu na Stary Kontynent. Nie ma na świecie służb specjalnych, które mogłyby skutecznie zwalczać zagrożenia w sytuacji ciągłego uzupełniania kadrowego terrorystów. Wszelkie apele, manifestacje, marsze tylko pokażą islamistom słabość Europy, co z ich strony spotka się tylko z pogardą. Odpowiadając wprost na pana pytanie – tu nie chodzi zatem o jedność, ale o wsparcie społeczności międzynarodowej dla tych, którzy chcą się jeszcze bronić przed falą emigrantów, jak chociażby Węgry.

Pana zdaniem na piątkowych zamachach się skończy?

– Już wielokrotnie mówiłem, że Europa Zachodnia za pewien czas będzie wyglądała jak swego czasu Ulster. Zamachy i napady będą „codziennością”. Przy tak olbrzymim zapleczu ludzkim, jaki mają terroryści w Europie, nie da się zwalczyć tego zjawiska. Przypomnę tylko, iż dwa lata po zakończeniu II wojny światowej jedynym skutecznym sposobem zwalczenia ukraińskiego terroryzmu było przesiedlenie jego zaplecza społecznego w postaci operacji „Wisła”. Europa Zachodnia, jeśli chce sobie zapewnić bezpieczeństwo, musi się włączyć w natychmiastową stabilizację Bliskiego Wschodu i przesiedlenie uchodźców do krajów ich pochodzenia. Oczywiście należy im przy tym pomóc odbudować infrastrukturę zniszczoną przez działania wojenne.

Akcja terrorystyczna wyglądała na przygotowaną i zsynchronizowaną. Powstaje pytanie o służby kontrwywiadowcze: czy zawodzą, czy może terroryści są coraz lepiej zorganizowani?

– Przy tak hermetycznym środowisku, jakimi są struktury terroryzmu islamskiego i jego sieciowej organizacji, która nie posiada zazwyczaj hierarchicznych struktur, rozpoznanie, a tym bardziej rozpracowanie tej organizacji jest niezwykle trudne. Pamiętajmy, iż w tym ruchu jest coraz więcej konwertytów. Amerykanie nie byli w stanie w 2001 r. zapobiec zamachowi w Nowym Jorku, mimo iż terroryści nie mieli tam dużego zaplecza środowiskowego i logistycznego, a jednak ominęli zabezpieczenia. Cóż dopiero powiedzieć o otwartej Europie z kilkudziesięciomilionową społecznością islamską i setkami przeszkolonych bojowników na jej terytorium. Jeśli służby specjalne mają zidentyfikowanych kilka tysięcy islamistów, to powinni być oni natychmiast internowani, a nie tylko obserwowani. Jeśli to jest wojna, a chyba nikt dziś nie powinien mieć już wątpliwości co do tego, że jest, to w wielu kwestiach musimy zawiesić pewne prawa człowieka. Bezpieczeństwo w tym wypadku jest najważniejsze i powinno być priorytetem.

Jakie wnioski wyciągnięto ze styczniowego zamachu na „Charlie Hebdo”?

– Europa Zachodnia jest „przyzwyczajona” do zamachów terrorystycznych. Co roku słyszymy – nawet we Francji – o pojedynczych zamachach. Przecież na południu tego kraju szkoły żydowskie już od dawna są chronione przez uzbrojone oddziały. Prawdopodobnie służby specjalne skupiały się na rozpracowywaniu środowisk rodzimych radykałów, a nie kontrolowały islamistów napływowych, można powiedzieć, jednostek specjalnych państwa islamskiego. Przygotowywano się na zamachy, ale nie na wojnę terrorystyczną.

Czy nie jest tak, że Europa poprzez nieprzemyślane działania wobec napływu emigrantów sama sobie zgotowała taki tragiczny scenariusz?

– Problem polega na tym, iż na głoszeniu ideologii otwartości wobec świata do władzy doszła większość obecnych przywódców Zachodu, a partie socjalistyczne wprost żerują na elektoracie muzułmańskim. Czy w tej sytuacji wyobraża pan sobie, że przyznają się do tego, że to, co robili przez ostatnie lata, było błędem? Oczywiście dotyczy to także przesiąkniętych ideologią libertyńską niemieckich chadeków na czele z kanclerz Merkel.  

Dzisiaj wszyscy solidaryzują się z Francuzami, ale czy za kilka tygodni wspomniana przez Pana kanclerz Merkel i inni zwolennicy przyjmowania emigrantów znów nie powrócą do „matczynej” polityki wobec uchodźców, aby nie łączyć zamachów z Paryża z falą emigrantów?

– Ma pan rację. Także uważam, że zwycięży chwilowo poprawność polityczna. Politycy wrócą do dotychczasowego postępowania z nielegalnymi uchodźcami do czasu większych tragedii i ataków. Obawiam się, iż jeśli rządy europejskie nie podejmą skutecznych działań wobec nielegalnej imigracji i przeciwko islamskim fundamentalistom, to te działania wezmą na siebie lokalne grupy w poszczególnych krajach. Z tą wszakże różnicą, że wtedy będziemy mieli do czynienia z licznymi akcjami odwetowymi na społeczności islamskiej, które mogą nawet wywołać wojnę cywilizacyjną na naszym kontynencie.   

Jakie Pana zdaniem działania należałoby podjąć, aby przeciwstawić się fali terroryzmu zalewającej Europę?

– Nielegalni imigranci powinni trafiać do obozów internowania, w których powinno się im zapewnić wszelkie prawa człowieka, a po ustabilizowaniu sytuacji w ich krajach powinni zostać tam relokowani. Podobnie każda osoba podejrzana o terroryzm powinna być internowana, a w przypadku, jeśli nie jest obywatelem danego kraju, natychmiast wydalona. Nie ma innych możliwości. Po przybyciu do Niemiec kilkuset tysięcy nielegalnych imigrantów kilkadziesiąt tysięcy policjantów i funkcjonariuszy służb specjalnych, zamiast zajmować się bezpieczeństwem swoich obywateli, jest zmuszonych obserwować imigrantów. Na ich miejsce trzeba przyjąć kolejne tysiące funkcjonariuszy. I co istotne, nie jest to działanie tymczasowe, okresowe, ale tak będzie już na stałe. Pytanie tylko, czy o to nam chodzi…

Czy i jak ewentualnie Polska może się włączyć w zwalczanie tzw. Państwa Islamskiego?

– Każdy kraj, który walczy z Państwem Islamskim, powinien mieć nasze wsparcie. Polska powinna zadbać o niedopuszczenie do operacji logistycznych terrorystów na naszym terytorium, a jednocześnie powinna wspierać służby specjalne naszych sojuszników. Jeśli zadbamy, aby nasz kraj był wolny od terroryzmu islamskiego, to będzie to nasza rzeczywista pomoc dla Europy. 

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl