logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Wobec prawdy nie może być kompromisu

Wtorek, 1 marca 2016 (05:02)

Środowiska kresowe sprzeciwiają się kolejnej – ich zdaniem – próbie zakłamywania historii w odniesieniu do zbrodni nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w latach 1939-1945. Jednocześnie apelują o używanie wobec tych faktów terminologii „ludobójstwo”, a nie tylko „męczeństwo” Kresowian. W tej sprawie zwrócili się do najwyższych władz RP: prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz przewodniczących kół poselskich.

Spór dotyczy projektu ustawy Prawa i Sprawiedliwości o ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, która ma uczcić pamięć pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów OUN-UPA Kresowian na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Środowiska kresowe z całego kraju z jednej strony z uznaniem odnoszą się do intencji autora projektu ustawy posła Michała Dworczyka, z drugiej zaś za niedopuszczalne uznają brzmienie samego tytułu tego projektu, a także niektórych sformułowań użytych w uzasadnieniu.

– Jesteśmy wdzięczni, że ktoś w końcu zainteresował się kolejnymi obchodami rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, jednak trudno zaakceptować nam próbę fałszowania historii poprzez używanie nazwy, której celem jest uniknięcie słowa „ludobójstwo” w odniesieniu do zbrodni dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich – podkreśla w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr Zbigniew Kopociński, lekarz ze 105. Kresowego Szpitala Wojskowego w Żarach, członek Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich.

W jego ocenie, stosowanie zamiast prawnej definicji „ludobójstwo” autorstwa dr. Rafała Lemkina zamienników, które można określić mianem nowotworów słownych, typu: „czystki etniczne”, „męczeństwo”, „wydarzenia wołyńskie”, „tragedia wołyńska”, jest zdecydowanie nie na miejscu i służy zakłamywaniu rzeczywistości.

Prawdę należy nazwać po imieniu

Nie ulega wątpliwości, że na Kresach w latach 1939-1945 miało miejsce ludobójstwo, którego na Polakach, a także na obywatelach polskich wywodzących się z innych kultur etnicznych, np. ormiańskiej, żydowskiej, czeskiej, dokonali mordercy z OUN-UPA. Kresowianie przypominają ten niepodważalny fakt uznany przez poważnych badaczy problematyki kresowej, historyków, a także prokuratorów IPN. Zauważają, że ofiarami ludobójstwa byli też Ukraińcy, którym obca była ideologia nacjonalizmu. W ocenie autorów listu, historia tych sprawiedliwych Ukraińców – ludzi honoru, którzy byli mordowani przez banderowców za pomoc udzielaną zabijanym Polakom – może być pomostem łączącym narody polski i ukraiński. Dlatego sugerują, aby i ten wątek został podjęty przez polskie władze.

Propozycję posła Michała Dworczyka dotyczącą projektu ustawy o uczczeniu 11 lipca jako Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, gdzie użyta jest nazwa „męczeństwo Kresowian”, a nie „ludobójstwo Kresowian”, uważają za niedopuszczalną. Wskazują, że określenie „męczeństwo Kresowian” bardziej pasuje do opisu literackiego i nie oddaje istoty rzeczy, nie mówi też całej prawdy. Dlatego w tytule ustawy – jako termin prawny – powinno się znaleźć pojęcie „ludobójstwo”.

„Wedle nas, pełne brzmienie nazwy ustawy powinno wyglądać następująco: Ustawa w sprawie ustanowienia 11 Lipca Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię” – czytamy w liście środowisk kresowych, które podnoszą, że tylko tak zredagowany tytuł ustawy odda historyczną prawdę o wydarzeniach sprzed lat i ostatecznie spełni wieloletnie oczekiwania i nadzieje Kresowian. Ich zdaniem, projekt ustawy rozmywa odpowiedzialność za konkretną zbrodnię: zaprojektowaną, zorganizowaną i wykonaną przez konkretnych zbrodniarzy z OUN i UPA. W ich ocenie pojednanie polsko-ukraińskie jest potrzebne, ale nie można go budować na kłamstwie i fałszu.

„Chcemy uniknąć już nieraz stosowanej manipulacji, choćby takiej, jak osławione sformułowanie »czystka etniczna o znamionach ludobójstwa«” – argumentują Kresowianie. Dlatego zwracają się z apelem do autora projektu ustawy oraz innych parlamentarzystów, aby w wystąpieniach publicznych dla określenia masowych zbrodni na Polakach dokonanych przez OUN-UPA używali zgodnej z prawdą terminologii: „ludobójstwo”.

W ocenie dr. Zbigniewa Kopocińskiego, określenia i uzasadnienia używane w ustawie powinny być jasne i precyzyjne, tak aby ponad wszelką wątpliwość określały sprawców zbrodni: formacje OUN-UPA. Niedopuszczalne jest także używanie w uzasadnieniu ustanowienia tego święta przez autora projektu jednym tchem zbrodniarzy sowieckich, niemieckich i ukraińskich – faktycznych sprawców zbrodni ludobójstwa.

– Zastanawiające, że w projekcie jest mowa o męczeństwie Kresowian w I i II Rzeczypospolitej, podczas II wojny światowej, co sprawia wrażenie, że autor chce 11 lipca powiązać ze wszystkimi kataklizmami, które nawiedziły ludność polską Kresów Wschodnich. Służy to jedynie ukryciu jednego i konkretnego narodu, który zorganizował i dokonał zbrodni ludobójstwa 11 lipca. Wymienianie innych zbrodniarzy, którzy akurat z Wołyniem i datą 11 lipca nie mieli nic wspólnego, służy wyłącznie rozmyciu odpowiedzialności Ukraińców. W ten sposób datę tę można połączyć ze zdziczałymi hordami Czyngis-chana, oddziałami sułtana Mehmeda IV czy szwedzkimi żołdakami Karola Gustawa. Wszystkie te nacje mordowały Polaków, ale nie mają nic wspólnego z datą 11 lipca – zauważa dr Kopociński.

Tym samym środowiska kresowe apelują o zmianę nazwy na 11 Lipca Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Kresowian dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Ponadto chcą, aby w uzasadnieniu ustawy o ustanowieniu tego dnia jako faktycznych sprawców wymienić jedynie zbrodniarzy ukraińskich, domagają się używania nazwy „ludobójstwo” jako prawidłowego określania masowych mordów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

– Przyjęcie wadliwej ustawy zaowocuje tym, że po kilku latach polska młodzież będzie miała kompletny mętlik w głowie i nikt nie będzie kojarzył 11 lipca z apogeum zbrodni ludobójstwa dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów – argumentuje dr Zbigniew Kopociński.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl