logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / Inne

Rosja rozgrywa Unię Europejską

Poniedziałek, 30 maja 2016 (04:12)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrał Pan wizytę prezydenta Putina w Grecji, a zwłaszcza deklarację o zacieśnieniu współpracy obu tych krajów?

– Grecja – można powiedzieć – jest tradycyjnym i historycznym sojusznikiem Rosji, zwłaszcza w konfliktach z Turcją. Obecnie obserwujemy ponownie coraz większy wachlarz wspólnych interesów między tymi państwami. Trzeba też dodać, że Grecja czuje się pozostawiona sama sobie z kilkudziesięcioma tysiącami nielegalnych imigrantów, których nie obejmuje porozumienie między Turcją a Unią Europejską. Tureckie samoloty notorycznie naruszają grecką przestrzeń powietrzną, stąd dla Aten rosyjskie bazy wojskowe w Syrii są interesujące także pod względem współpracy antytureckiej. Dodatkowo dyplomacja rosyjska przed lipcowym szczytem NATO w Warszawie lobbuje wśród krajów członkowskich przeciw wzmocnieniu potencjału Paktu Północnoatlantyckiego na wschodniej flance Sojuszu.   

W Atenach Władimir Putin powiedział, że Rosja będzie zmuszona podjąć działania, żeby zminimalizować zagrożenie, jakie stanowi budowa tarczy antyrakietowej w Rumunii i w Polsce. Jakich działań możemy się spodziewać?

– Działania Rosji to przede wszystkim odbudowa systemu baz rakiet jądrowych na Krymie i zapewne w przyszłości podobne działania u granic Rumunii, czyli w Naddniestrzu. Kolejne działania to wzmocnienie systemów rakietowych i antyrakietowych w Kaliningradzie i na Białorusi. Zmierza to wszystko do sytuacji, w której granica NATO z Rosją i państwami uzależnionymi od Moskwy może stać się obszarem przypominającym granicę pomiędzy Koreą Północną a Południową.

Wygląda na to, że choć jeszcze nie mamy u siebie amerykańskiej bazy w Redzikowie, to już stajemy się celem Moskwy...

– Polska już od momentu wstąpienia do NATO stała się celem dla Rosji, i to jest poza dyskusją. Inną sprawą są oczywiście punkty uderzenia, które wiązały się ze scenariuszami ewentualnego konfliktu. Jednak teraz, wraz z budową bazy w Redzikowie, na mapie Polski z pewnością pojawi się znacznie więcej takich punktów – potencjalnych celów. 

Czym – według Pana – jest pojawienie się na ukraińskiej scenie politycznej uwolnionej pilotki Nadii Sawczenko?

– Dla mnie jest to sprytne zagranie Putina. Z jednej strony ma – można powiedzieć – z głowy międzynarodowy nacisk na rzecz uwolnienia Nadii Sawczenko, a z drugiej poprzez przekazanie jej Ukrainie zgotował problem Petro Poroszence. Przypomnę, że Sawczenko była członkiem nawiązującego w symbolach do faszyzmu ukraińskiego batalionu „Ajdar”. Jej pojawienie się w polityce ukraińskiej istotnie wzmocniło siły, które są przeciwko realizacji porozumienia Mińsk II.

To stwierdzenie zgoła odmienne od opinii amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego, który uważa, że zwolnienie Sawczenko powinno dać impet do wdrożenia porozumień mińskich?

– Jak wcześniej podkreśliłem, zamiast impetu zwolnienie Sawczenko będzie rzeczywiście utrudniało wdrażanie porozumień mińskich. Daje to jednak Stanom Zjednoczonym i Niemcom argumenty do wzmożenia nacisku na Kijów, aby ten zgodził się na federalizację państwa i zgodę na przeprowadzenie wyborów w Donbasie. Amerykanie spieszą się z załatwieniem tych kwestii przed wyborami prezydenckimi w swoim kraju przed zimą, gdyż z uwagi na pauperyzację społeczeństwa ukraińskiego i kolejne podwyżki energii może tam dojść do krótkiego, ale krwawego kolejnego Majdanu.

Wracając jednak do Nadii Sawczenko, czy jest to – wprawdzie dość krzykliwa, ale gwiazda jednego sezonu, czy może być ona zagrożeniem dla ukraińskiej oligarchii, i co jej zaangażowanie w politykę może oznaczać dla Polski?

– Myślę, iż Sawczenko jest to gwiazda jednego sezonu i ukraińska klasa polityczna będzie z czasem szukała sposobów na jej zmarginalizowanie. Zwłaszcza będzie ona niebezpieczna dla Julii Tymoszenko z uwagi na to, że jest kolejną wyrazistą kobietą w polityce. Jej obecność w polityce będzie dodatkowo wzmacniało ruchy skrajnie nacjonalistyczne na Ukrainie, a przez to będzie utrudniało Polsce dystansowanie się od tych ruchów.  

Czy postępy w procesie pokojowym na wschodzie Ukrainy mogą być także wstępem do stopniowego znoszenia sankcji Unii Europejskiej wobec Rosji, o co zabiegali szczególnie Niemcy?

– Coraz wyraźniej widać, iż stronnictwo państw Unii Europejskiej, które lobbowało za utrzymaniem sankcji wobec Moskwy, coraz bardziej się kurczy. Dodatkowo pod koniec czerwca odbędzie się referendum w sprawie dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii, Wielkiej Brytanii – kraju, który należał do największych zwolenników utrzymania restrykcji wobec Rosji. Wynik referendum zdecydowanie może wpłynąć na częściowe zniesienie sankcji. Dodatkowo Rosja otwiera możliwości bilateralnego znoszenia pewnych ograniczeń z państwami UE. Zainteresowane takim scenariuszem wydarzeń są np. Włochy, Holandia, Grecja czy Węgry.

Na koniec – proszę powiedzieć – jak odczytuje Pan słowa prezydenta Niemiec Joachima Gaucka, który pytany o opór Polski wobec przyjęcia uchodźców, tłumaczył to brakiem naszego doświadczenia we współżyciu z obcymi, mówiąc, że „Polacy potrafią być niesłychanie miłosierni, ale nie odkryli jeszcze zasady, że miłosierdzie nie jest zarezerwowane jedynie dla swoich”?

– Proszę sobie przypomnieć wydarzenia sprzed roku, kiedy Austriacy demonstracyjnie witali kwiatami nielegalnych imigrantów. Obecnie odgradzają się płotami ze swoimi sąsiadami. Także Szwedzi demonstrowali, jak powinno się być otwartym na imigrantów, teraz zaś pracują nad zmianą prawa, aby znaczną część odesłać, bo nie wytrzymuje tego ich system socjalny i aparat bezpieczeństwa. W Niemczech są już sygnały emigracji Niemców na Węgry, a ich powodem jest strach przed imigrantami. Jak się zaczną zamachy w tym kraju na większą niż dotychczas skalę, czego osobiście im nie życzę, to wówczas prezydent Niemiec zapewne będzie mówił o roztropności naszego państwa w tej sprawie.

To jedna strona medalu, ale jest i druga, a mianowicie, czy Niemcy mają prawo pouczać nas, Polaków, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w ich kraju dochodzi do kolejnych ataków – gwałtów islamistów na kobietach?

– Niemcy obecnie lansują się na głównych obrońców praw człowieka w Europie, co więcej – czynią to kosztem swoich obywateli. Jednak z czasem konsekwencje tej krótkowzrocznej polityki będą przerzucać na kraje sąsiednie. W tym państwie coraz bardziej następuje rozejście pomiędzy władzą a narodem, który jest coraz bardziej świadomy tego, do czego może doprowadzić ta niebezpieczna polityka. Jeżeli Niemcy chcą nas pouczać, niech pokażą, jak modelowo zintegrują tych emigrantów i w jaki sposób przyjmą oni model cywilizacji Zachodu. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, wcale nie trzeba być prorokiem…

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl