logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

NIE dla promocji banderyzmu

Wtorek, 5 lipca 2016 (07:49)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niedawno w Przemyślu odbył się marsz Ukraińców zakłócony przez młodych Polaków. W eter poszedł przekaz, że oto środowiska prawicowe i patriotyczne wywierają presję na Bogu ducha winnych przedstawicielach ukraińskiej mniejszości. A jakie są fakty?

– Był to kolejny tradycyjny marsz środowisk ukraińskich w formie procesji, gdzie dotychczas corocznie promowano treści nacjonalistyczne i banderowskie. Corocznie także wspomniane marsze rozpoczynały się od hymnu UPA. Co więcej, w tych marszach, w mundurach uczestniczą byli członkowie UPA. Kilka lat temu zdarzyło się nawet, iż nieśli flagi banderowskie.

Kto stoi za tą coroczną uroczystością w Przemyślu pod przykryciem „religijnej procesji”?

– Za tym wszystkim stoją niektórzy działacze Związku Ukraińców w Polsce i rewizjonistyczne środowiska na zachodniej Ukrainie, m.in. Ukraińskie Towarzystwo ze Lwowa „Nadsanie” czy przedstawiciele nacjonalistycznej i nazistowskiej Swobody.

Czy, Pana zdaniem, mamy do czynienia z jawną demonstracją wrogości do Polski i Polaków?

– Ja bym aż tak daleko nie szedł. Natomiast jest to pewien sposób budowania w opinii społecznej przeświadczenia, że znaczna część Podkarpacia to ukraińskie ziemie, o które przyjdzie czas się upomnieć. 

Czym jest konflikt w Przemyślu, który coraz bardziej przybiera na sile, i przeciw czemu protestują środowiska patriotyczne?

– Protest był przeciwko promowaniu w Polsce środowisk i ideologii odwołujących się do sprawców ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Nie można w naszym kraju pozwolić na propagowanie treści, które stały się podłożem rozpoczęcia mordów na niewinnej ludności cywilnej. Jeżeli w Polsce jest zakazany faszyzm i komunizm, to także powinien być zakazany banderyzm jako ideologia totalitarna.

Środowiska patriotyczne, m.in. Stowarzyszenie Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich, wielokrotnie zwracały się do władz miasta o ukrócenie pochodu z udziałem ukraińskich nacjonalistów w Przemyślu, ale – jak widać – z mizernym skutkiem…

– W ostatnich dwóch dekadach przeżywaliśmy istny festiwal fałszywej poprawności politycznej. Wsparcie dla Ukrainy identyfikowano niemal ze wszystkim, nie wnikając w to, co dane treści za sobą niosą. Wszelkie formy protestu czy oburzenia środowisk patriotycznych przedstawiano jako antyukraińskie fobie. Właśnie taka polityka doprowadziła do narastania buntu w środowisku, które stało się zakładnikiem wspomnianej poprawności politycznej.

Policja wszczyna postępowanie przeciwko środowiskom patriotycznym, ale jakoś dziwnym trafem nikt nie neguje popularyzacji banderyzmu przez środowiska ukraińskie…

– Policja wykonuje polecenia przełożonych. Ponad półtora roku trwa postępowanie w sprawie propagowania faszyzmu w Przemyślu przez ukraińskich studentów Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, którzy w październiku 2014 r. fotografowali się w podziemnym garażu jednej z przemyskich galerii z czerwono-czarną flagą z tryzubem symbolizującymi Ukraińską Powstańczą Armię, tymczasem działania oburzonych mieszkańców miasta na pochodzie ukraińskim w postaci okrzyków skutkują natychmiastowymi wnioskami do sądu. Policja w regionie także umarza kolejne dochodzenia zgłaszane przez mieszkańców, które dotyczą wykorzystywania symboli nazistowskich i banderowskich w przestrzeni publicznej. Tak to niestety wygląda.

Czy takie nad wyraz liberalne podejście nie rozzuchwala tylko środowiska nacjonalistów ukraińskich?

– Nacjonaliści ukraińscy są w swoistym szoku, kiedy zabrania się im promocji ich ideologii. Kiedy dekadę temu w Przemyślu organizowano Zjazd Ukraińców, ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza przywitano pieśnią mówiącą, iż Polacy zabierają nam nasze ziemie. Wszyscy udawali, że nie rozumieją poszczególnych przesłań. Także kiedy w 2002 r. Związek Ukraińców w Polsce ogłosił akcję „Powroty” i założył, że Przemyśl ma się stać centrum ukraińskości rozumianej przez pryzmat banderyzmu, także nikt nie reagował.

Jak to jest, że pobłaża się propagowaniu banderyzmu, a problemem jest uznanie stosowną uchwałą przez Sejm za ludobójstwo zbrodni dokonanej przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej?

– To choroba polskich elit, które nie potrafią powiedzieć prawdy, a organizują w Polsce na wielką skalę uroczystości poświęcone tragicznym wydarzeniom innych narodów, gdzie w porównaniu z ludobójstwem na Wołyniu ofiary stanowiły zaledwie promile. To także uleganie obcym interesom, dla których ta prawda nie jest politycznie na rękę.

Ukraińcy – wprawdzie pod naciskiem – zrezygnowali z Nocy Kupały, która miała się odbyć w sobotę w Przemyślu z udziałem probanderowskiego zespołu Ot Vinta, ale Piotr Tyma, szef Związku Ukraińców w Polsce, uważa, że decyzja prezydenta Przemyśla została podjęta pod naciskiem środowisk kibicowskich, których jest zakładnikiem. Tyma powiedział również, że Ukraińcy w Polsce będą dalej prowadzić swoje działania…

– To była pierwsza od lat rozsądna decyzja prezydenta Przemyśla podjęta w tych sprawach. Zaproszenie zespołu, który w swych reklamówkach promuje Stepana Banderę, UPA czy siekiery w kolorach banderowskich, to prowokacja wobec Polski i Polaków. Każda inna decyzja byłaby tragiczna w swych konsekwencjach.

Tyma stwierdził ponadto, że polskie władze nie szanują mniejszości, a część „miejscowych liderów” – jak to ujął – „bezpośrednio lub pośrednio pracuje dla Moskwy”...

– Dla nacjonalistów ukraińskich najwygodniej nazwać kogoś agentem Putina, aby odciągnąć uwagę opinii publicznej od propagowania nazizmu i banderyzmu przez część środowisk ukraińskich.

Działania Związku Ukraińców w Polsce skrytykowała ukraińska ambasada. Jak wobec tego powinny się zachować polskie władze?

– Polskie władze powinny w końcu powiedzieć Związkowi Ukraińców w Polsce wprost: dostajecie pieniądze na kulturę i oświatę oraz działalność mniejszości ukraińskiej w Polsce. Powinien pójść jasny sygnał, że jeśli te środowiska nadal będą promować treści godzące w polską rację stanu, to skończy się to delegalizacją związku.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl