logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: / -

Nakręcanie spirali zbrojeń

Wtorek, 2 sierpnia 2016 (05:24)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas Forum Ekonomicznego w Sankt Petersburgu prezydent Putin ostrzegł, że amerykańska tarcza antyrakietowa grozi konfliktem globalnym. Czy ta retoryka nie jest jedynie wyrazem bezsilności Rosji w obliczu siły, jaką dysponują Stany Zjednoczone?

– Proszę pamiętać, iż Rosja ma więcej rakiet jądrowych niż Stany Zjednoczone. Ponadto obecnie nikt tak naprawdę do końca nie wie, czym – w zakresie nowych technologii rakietowych – dysponują największe światowe mocarstwa. Retoryka, którą się posługuje rosyjski prezydent, w postaci straszenia konfliktem globalnym, jest oczywiście elementem wojny informacyjnej, która ma docierać i oddziaływać głównie na postawy społeczne. Tym niemniej rozbudowa infrastruktury rakietowej coraz bliżej granic państw, które dysponują bronią jądrową, może tylko jeszcze bardziej nakręcić spiralę zbrojeń, co w konsekwencji zwiększy prawdopodobieństwo jej użycia w określonych warunkach. Oczywiście nie mówimy tu o technicznych awariach systemów, które również mogą wywołać trudne do przewidzenia skutki.

Czy i na ile tarcza antyrakietowa może zaburzyć geostrategiczną równowagę sił na świecie?

– Można powiedzieć, iż Europa jest już w znaczny sposób nasycona bronią jądrową. Jej zasoby są wystarczająco duże, aby kilkanaście razy zniszczyć kulę ziemską. Problemem są systemy zwalczania tej broni, które są coraz bardziej skomplikowane. Istota zaburzenia równowagi strategicznej w wymiarze geostrategicznym nie dotyczy zasadniczo już starego kontynentu, ale postępującej w coraz szybszym tempie rywalizacji w Azji i na Bliskim Wschodzie. Broń jądrową ma już Północna Korea, niebawem w jej posiadaniu będą: Arabia Saudyjska, Iran czy Turcja. Również Chiny znacząco rozbudowują swój potencjał w tym zakresie. To sprawia, że punktów zapalnych może być coraz więcej.

Putin, mówiąc o działaniach Waszyngtonu, podkreśla, że „świat jest wciągany na bezpowrotną drogę”...

– Znając politykę Rosji, nie ulega wątpliwości, iż odpowie ona na działania Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie musi to być nasycenie dodatkową bronią jądrową samej Europy. Można się jednak spodziewać, że Rosjanie zapewne rozbudują swoje arsenały jądrowe w Arktyce, co więcej mogą też umożliwić np. Iranowi pozyskanie odpowiednich technologii nuklearnych. Nie jest też wykluczone ulokowanie jakichś systemów rakietowych w Syrii. 

Czy to oznacza, że Moskwa, chcąc zdobyć przewagę, może pójść w stronę rozwoju broni nuklearnej?

– To czy Stany Zjednoczone lub Rosja mają tylko tyle broni jądrowej, ile deklarują, jest tak naprawdę wielką niewiadomą. Dzisiejsze potencjały obu tych państw praktycznie wykluczają możliwości neutralizacji w locie wszystkich pocisków, tym bardziej w sytuacji, kiedy zostałyby one wystrzelone w zbliżonym do siebie czasie. To pokazuje, iż obecnie światowe mocarstwa jądrowe bardziej będą się koncentrowały na zwiększaniu ilości środków zwalczających właśnie broń jądrową, a nie powiększaniu samego arsenału.

Czy Pana zdaniem możemy się spodziewać nowego wyścigu zbrojeń o znacznie większym spectrum niż dotychczas?

– Z pewnością tak, ale będzie to wyścig głównie w obszarze broni precyzyjnej. Nie chodzi tu zatem o podwyższanie liczebne stanów armii czy znacznej ilości konwencjonalnego wyposażenia.

Pozostając w tematyce wschodniej, ale bliżej naszych spraw, jak odczytuje Pan projekt ustawy rosyjskiego parlamentu w sprawie uznania rzezi wołyńskiej za ludobójstwo?

– O ile uchwała Sejmu i Senatu w Polsce była oczekiwanym i nieuchronnym krokiem, o tyle działania Moskwy mają na celu przede wszystkim zdobycie sympatii polskiego społeczeństwa. Taka uchwała może mieć także znaczenie w zakresie wsparcia środowisk zwalczających na Ukrainie nacjonalizm, zwłaszcza w skrajnej postaci.

Proszę powiedzieć, na ile mogą to być szczere intencje i próba poprawy stosunków z Polską, a na ile przebiegłość rosyjskiej polityki i gra nakierowana na skłócenie Warszawy z Kijowem?

– Uchwała w rosyjskim parlamencie nie będzie jakimś większym przełomem, a co za tym idzie nie wpłynie w sposób znaczący na relacje Warszawy z Kijowem. Natomiast postrzegałbym to bardziej jako kolejny gest Kremla skierowany w kierunku Warszawy, w celu osłabienia napięć pomiędzy naszymi państwami. Moskwa zdaje sobie sprawę, iż uchwałą polskiego parlamentu na Ukrainie rozpoczyna się powolny proces dotyczący odfałszowania historii w społecznym przekazie, na czym również ona sama będzie korzystać. 

Nieodosobnione są też opinie, że Rosja swoją polityką – podobnie jak to ma miejsce w przypadku Turcji – chce wbić klina i podkopać amerykańskie wpływy w Europie.

– Rosja nawet poprzez swoje intrygi w krótkim okresie nie jest w stanie odwrócić sympatii Polaków do Stanów Zjednoczonych. Natomiast administracja amerykańska grając Polską, poprzez swoją politykę, może sama wywołać u nas zmianę społecznych nastrojów. Zresztą są one już wyczuwalne chociażby w odniesieniu do wpychania naszego kraju w coraz większe zaangażowanie w wojnę domową na Ukrainie. To jest bardzo niebezpieczna gra, której złe owoce Rosja może wykorzystać, wbijając klina w relacje Waszyngtonu z Warszawą.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl