logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wobec prawa wszyscy są równi, także prezes Trybunału

Sobota, 20 sierpnia 2016 (04:22)

Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak odebrał Pan informację o wszczęciu przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego?

– Trzeba powiedzieć jasno, że każdy funkcjonariusz publiczny, a niewątpliwie takim funkcjonariuszem jest każdy sędzia, w tym sędzia Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli nie dopełni obowiązków bądź jeśli przekracza swe uprawnienia, działając w ten sposób na szkodę dobra społecznego, dopuszcza się przestępstwa. O tym mówi art. 231 par. 1 kodeksu karnego. Wszyscy są równi wobec prawa. Każdy jest zobowiązany przestrzegać prawa. Jeśli jest funkcjonariuszem, jest zobowiązany wypełniać swoje obowiązki, nie może też nadużywać czy przekraczać swoich uprawnień. Wielokrotnie publicznie, a także wprost podczas posiedzenia połączonych sejmowych komisji: Ustawodawczej oraz Sprawiedliwości i Praw Człowieka stawiałem pytania prezesowi TK prof. Andrzejowi Rzeplińskiemu, na jakiej podstawie prawnej nie dopuszcza do orzekania trzech sędziów Trybunału wybranych przez parlament. Nie jest rzeczą prezesa TK ocenianie, czy wybór został dokonany prawidłowo, czy też nie. Takich kompetencji nie ma ani cały TK, a tym bardziej takich uprawnień nie ma prezes TK. Pytanie o podstawy prawne – dlaczego nie dopuszcza sędziów do wykonywania swoich obowiązków, prezes Rzepliński zbywał milczeniem.

Czy sędziowie ci powinni być dopuszczeni do orzekania i czy są jakiekolwiek podstawy prawne, żeby ich nie dopuszczać do pracy?

– Dla mnie jest to oczywiste i nie ulega najmniejszej wątpliwości, że sędzia wyłoniony przez parlament i zaprzysiężony przez prezydenta RP jest pełnoprawnym sędzią i powinien wykonywać swoje obowiązki. Za wykonywanie tych obowiązków pobiera przecież wysokie wynagrodzenie. Przypomnę, że uposażenie brutto sędziego TK to ok. 20 tysięcy złotych, jeśli dodamy do tego dodatek funkcyjny za wysługę lat, a przecież trzeba wiedzieć, że wliczają się do tego lata wcześniejszej pracy, to jeśli sędzia np. pracuje już 20 lat, to nalicza mu się 20 proc. dodatkowo za wysługę lat. To łącznie daje kwotę ok. 24 tysięcy złotych brutto. I wszyscy trzej sędziowie: Lech Morawski, Mariusz Muszyński i Henryk Cioch od wielu już miesięcy pobierają takie wynagrodzenia, przychodzą do pracy, a prezes TK do tej pracy ich nie dopuszcza. Z drugiej strony mamy do czynienia z poważnymi zaległościami w rozpoznawaniu spraw przez Trybunał. Nie ma żadnych podstaw prawnych do tego, aby prezes TK tych sędziów nie dopuszczał do pracy.

Jaka zatem może być logika prezesa Rzeplińskiego, który uporczywie nie dopuszcza tych trzech sędziów do orzekania?

– Prezes Andrzej Rzepliński – zresztą on sam nawet specjalnie tego nie ukrywa – jest już od wielu miesięcy, można powiedzieć, czynnym politykiem obecnej opozycji. Świadczą o tym jego wypowiedzi, ale także świadczą o tym jego zachowania. Tymczasem sędzia powinien być apolityczny, bezstronny, nie powinien się wdawać w polemiki i wystąpienia medialne – innymi słowy: powinien od tych rzeczy stronić. Powinien dbać o to, ażeby przez społeczeństwo był postrzegany jako ten, który jest bezstronny i apolityczny. Tymczasem prezes Rzepliński jednoznacznie zaangażował się po jednej stronie sceny politycznej – po stronie opozycji. I tutaj odgrywa kluczową rolę dla opozycji. Tym samym działa na szkodę społeczną. To działanie ma wymiar niematerialny i materialny. Działanie na szkodę społeczną nie musi powodować tylko skutków natury materialnej, stąd szkoda materialna nie jest warunkiem sine qua non dla bytu dla przestępstwa z art. 231 par. 1 kodeksu karnego. Stąd w pełni uzasadnione jest wszczęcie postępowania karnego. Natomiast trzeba mieć świadomość, że to postępowanie toczy się w sprawie.

Co to de facto oznacza?

– To znaczy, że zostaną wyjaśnione wszystkie okoliczności. Być może, że w tej sprawie zostanie przesłuchany – w charakterze świadka, z tego względu, że w innym charakterze być nie może – prezes TK Andrzej Rzepliński. Ale skoro nie wyklucza się, że jego status może ulec zmianie, dlatego powinien zostać uprzedzony o tym, że może odmówić odpowiedzi na pytania, które mogłyby go narazić na odpowiedzialność karną. Sam fakt zadania pytań i nieuzyskania na nie odpowiedzi również ma swój aspekt procesowy.

Czy istnieje podejrzenie, że prezes Rzepliński działa bezprawnie?

– W moim przekonaniu tak, istnieje dlatego, że działa bezprawnie, tzn. bez podstawy prawnej. Dla mnie jest to oczywiste. Zresztą stawiałem to pytanie publicznie – na jakiej podstawie prezes Rzepliński nie dopuszcza sędziów do orzekania, do wykonywania przez nich pracy. I jak wspomniałem wcześniej, nie uzyskałem na to odpowiedzi. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że prezes działa bez podstawy prawnej, działa wbrew prawu.

Komentując informację o wszczęciu śledztwa, prezes Rzepliński stwierdził, że „Jest to próba, jak rozumiem – nieudolna, ingerencji w niezależność i odrębność władzy sądowniczej”…

– To się ma nijak do rzeczywistości. Niezależność i odrębność nie oznacza dowolności i swawoli. Każdy sędzia jest niezawisły, ale w sferze orzekania, co nie oznacza, że nie podlega odpowiedzialności karnej wtedy, kiedy narusza prawo. Oczywiście mam świadomość tego, że każdy sędzia korzysta z immunitetu i nawet w przypadku zgromadzenia dowodów uzasadniających postawienie zarzutu popełnienia przestępstwa prezesowi Rzeplińskiemu nie będzie to możliwe bez uchylenia immunitetu. Taki immunitet może uchylić sąd dyscyplinarny, a w zasadzie także sędziowie TK. Jednak nie należy się spodziewać – choć kto wie… aby sędziowie nawet wówczas, kiedy dowody będą jednoznacznie wskazywały na popełnienie przestępstwa przez prezesa TK, zdecydowali się na uchylenie mu immunitetu.

Co mogłoby stanąć na przeszkodzie?        

– Są dwa powody. Po pierwsze, nie sądzę, żeby chcieli stworzyć precedens. Byłaby to bowiem sytuacja bezprecedensowa, gdyby sędziego TK pociągnięto do odpowiedzialności karnej. Po drugie, trudno oczekiwać, żeby sędziowie chcieli się narażać prezesowi, przecież sędziowie też pozostają w pewnej zależności względem prezesa Rzeplińskiego. Docierają sygnały, że niektórzy sędziowie Trybunału czują się bardzo źle z powodu takiego, a nie innego postępowania prezesa Rzeplińskiego, niemniej jednak chyba brakuje im odwagi, aby publicznie zamanifestować swój sprzeciw wobec naruszania prawa przez swojego szefa.

Panie Pośle, proszę powiedzieć, jakie są kompetencje prezesa Trybunału według nowej ustawy o TK?

– Prezes Trybunału jest odpowiedzialny przede wszystkim za sprawne funkcjonowanie TK. Jest jednocześnie przełożonym dla wszystkich pracowników administracyjnych, organizuje również prace TK. Chodzi o to, żeby uprawnienia prezesa Trybunału nie były nadmierne, bo jest on przecież równoprawnym sędzią, tak jak pozostali sędziowie. Z tej racji, że jest prezesem, ma zabiegać o sprawne funkcjonowanie instytucji. W nowej ustawie chodziło przede wszystkim o to, żeby ograniczyć możliwości dowolnego wybierania sędziów i w sposób dowolny przydzielania im spraw do rozpoznania. Temu miała służyć sprawa kolejności rozpoznawania wniosków składanych do Trybunału. Prezes po rządami poprzedniej ustawy o TK miał w moim przekonaniu zbyt wielkie uprawnienia. Mógł decydować o tym, którymi sprawami TK będzie się zajmował, a którymi jeszcze nie, które będą rozpatrywane bez zwłoki, a które będą czekały dalej po kilka lat w kolejce. Prezes mógł też decydować o tym, którzy sędziowie będą zajmowali się konkretną sprawą. Wcześniejsze nowelizacje, szczególnie zaś nowelizacja grudniowa eliminowała tego rodzaju dowolność, jednak dążąc do kompromisu z opozycją, wykonaliśmy pewien krok wstecz. W ustawie z lipca tego roku m.in. ograniczyliśmy kolejność rozpoznawania spraw jedynie w odniesieniu do wniosków, skargi konstytucyjne i pytania prawne w dalszym ciągu mogą być rozpoznawane poza kolejnością. Wykazując pewien gest w stronę opozycji, w tej ustawie przyznaliśmy uprawnienia prezesowi, ażeby w odniesieniu do wniosków – jakkolwiek obowiązuje kolejność rozpoznawania spraw według kolejności wpływu, tym niemniej w szczególnie uzasadnionych przypadkach mógł wyznaczać do rozpoznania sprawy z pominięciem tej kolejności. Nie mówiąc już o tym, że w ogóle w ustawie przewidziano szereg przypadków, które stwarzały możliwość do rozpoznawania wniosków poza kolejnością. Wśród tych wniosków, które mogą być rozpoznawane poza kolejnością, jest wniosek o zbadanie ustawy dotyczącej TK.

Odnosząc się do kwestii kompetencji prezesa TK, czy można zatem powiedzieć, że prezes jest tym, który ma organizować prace Trybunału, natomiast nie jest podmiotem oceniającym, który sędzia ma orzekać, a który nie?

– Prezes TK nie ma takich uprawnień. W szczególności prezes Trybunału nie ma takich uprawnień, ażeby decydować o tym, kto jest sędzią, a kto sędzią nie jest. O tym decyduje parlament. Mało tego, sam TK w swoim postanowieniu styczniowym stwierdził, że Trybunał jako taki nie ma uprawnień do badania tzw. nienormatywnych uchwał Sejmu. A więc konkretnie rzecz ujmując, nie ma prawa badania uchwał Sejmu dotyczących wyboru sędziów TK. W związku z tym, skoro TK nie ma takich uprawnień, to takich uprawnień nie posiada również prezes TK.

Czy zatem można powiedzieć, że prezes Rzepliński działa ponad prawem i nie realizuje obowiązków prezesa TK?

– Zdecydowanie tak. Nikt nigdy nie zakładał, że ktoś, kto jest sędzią, kogo cechuje wyróżniająca się wiedza prawnicza, że ktoś, kto jest wybitną osobowością, będzie się dopuszczał łamania prawa. Z tego też względu w odniesieniu do sędziów TK nie przewidziano nawet możliwości pociągania ich do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Przypomnę, że przed Trybunałem Stanu mogą odpowiadać ministrowie, premier, prezydent, ale nie przewidziano tam w ogóle sędziów TK, uważając, że ci ludzie – wyjątkowi ludzie, którzy czuwają nad przestrzeganiem Konstytucji –nigdy nie dopuszczą się takiego rażącego łamania prawa. Okazuje się, że nigdy nie można polegać tylko na tym, że człowiek jest szlachetny. Trzeba przewidywać mechanizmy, które będą mogły być zastosowane wtedy, kiedy ktoś ulegnie swoim słabościom. Prezes TK, mając tą świadomość, że nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej, krótko mówiąc, bez zgody sędziów Trybunału, że nie może odpowiadać przed Trybunałem Stanu, w sposób lekceważący łamie prawo, łamie Konstytucję RP.

Czy to nie powinno, nie może zostać naprawione?

– Zdecydowanie tak, ale to wymaga zmian o charakterze konstytucyjnym. Sądzę, że z tej lekcji trzeba będzie wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Jak ważną rolę w tym przypadku odgrywa czas?

– Przestępstwa tego rodzaju przedawniają się dopiero po kilku latach. Sytuacja może się zmienić i prezes TK, jeżeli przestanie pełnić tę funkcję, a sytuacja w Trybunale rzeczywiście zmieni się również pod względem personalnym, to jeśli nie teraz, to w przyszłości można się spodziewać, że ten immunitet zostanie uchylony. I prezes Rzepliński powinien się liczyć również z taką ewentualnością. Jeżeli nie teraz, to za kilka lat może się to zdarzyć. Nikt bowiem nie jest ponad prawem, a w szczególności nie powinni być ponad prawem ci, których obdarzono wielkim społecznym zaufaniem, powierzając im zaszczytne, ale i odpowiedzialne funkcje.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl