logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

„Wołyń” – film, który nie spodoba się Ukraińcom

Wtorek, 11 października 2016 (04:12)

Z dr. Jerzym Bukowskim, rzecznikiem Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, rozmawia Rafał Stefaniuk

Od piątku, 7 października, w kinach można oglądać film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Oczekiwał Pan na pozycję w polskiej kinematografii odnoszącą się do tych tragicznych wydarzeń?

– Tak, a szczególnie właśnie na film ukazujący ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach Kresów Wschodnich RP nie tylko – co pragnę podkreślić – polskiego pochodzenia. Cieszę się, że ma on bardzo dobre recenzje i już przyciąga do kin rzesze widzów.

Na tym etapie dziejowym film ten rzeczywiście jest potrzebny? Można usłyszeć głosy, że nie pomoże on w poprawie relacji polsko-ukraińskich, które w opinii rządu są priorytetem naszej polityki zagranicznej.

– Czym innym jest polityka zagraniczna, a czym innym prawda historyczna. Z tego, co słyszałem (nie oglądałem jeszcze „Wołynia”), Wojciech Smarzowski bardzo obiektywnie przedstawił przebieg tragicznych wydarzeń na Wołyniu, starając się uwzględnić racje wszystkich stron. Nie powinno to nikogo urażać, chociaż rozumiem, że na Ukrainie ten film może się nie spodobać z oczywistych powodów. Nie sądzę jednak, aby ów film utrudnił budowanie dobrych stosunków między naszymi państwami, które są skazane na sąsiedztwo i muszą odważnie oraz wspólnie patrzeć w przyszłość, ale bez zakłamywania historii. Z konfliktów między nami najbardziej raduje się bowiem inne państwo.

Portal Kresy.pl poinformował, że młodzi Ukraińcy, komentując w sieci film „Wołyń”, odnosili się do ludobójstwa UPA na Polakach z wielką dumą. Co więcej, wielu z nich mówiło o naszym Narodzie w wulgarny sposób. Postępujący banderyzm – o czym wielokrotnie alarmowały środowiska narodowe i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski – nie jest więc mitem?

– Niestety, nacjonalizm i szowinizm są wciąż obecne w wielu krajach. Nie wolno ich natomiast mylić z patriotyzmem, który – jak pięknie powiedział Jan Paweł II – jest dumą z własnego narodu, ale nie może być skierowany przeciw innym. Mam nadzieję, że antypolskie nastroje na Ukrainie stanowią margines i nie mieszczą się w głównym nurcie polityki Kijowa wobec Warszawy. Budowanie tożsamości narodowej na banderyzmie jest w dalszej perspektywie drogą donikąd, o czym od dawna znakomicie mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Ruch Kukiz’15 co chwila postuluje wprowadzenie całkowitego zakazu propagowania banderyzmu. Z kolei Pan Janusz Korwin-Mikke domaga się, aby granice Unii Europejskiej były zamknięte przed gloryfikatorami OUN-UPA. W Pana ocenie przyszła już pora, aby oba postulaty potraktować poważnie?

– Nie bardzo sobie wyobrażam praktyczną realizację tych postulatów. Z błędną ideologią nie należy walczyć metodami administracyjnymi, lecz na tej samej płaszczyźnie, czyli udowodniając jej szkodliwość. Odmawianie komuś polskiej wizy to ostateczność, podoba mi się natomiast wprowadzenie do polskiego kodeksu karnego zapisu o takim samym potraktowaniu kłamstwa wołyńskiego (zaprzeczania temu, że część Ukraińców ludobójczo mordowała obywateli II RP) jak oświęcimskiego czy katyńskiego. Powinno być ono bezwzględnie ścigane i karane na całym świecie.

Jak według Pana powinien przebiegać proces pojednania polsko-ukraińskiego?

– Musi być oparty na prawdzie i temu służą spotkania historyków z obu krajów. Czy uda się osiągnąć porozumienie, skoro ponad wszelką wątpliwość to Ukraińcy niosą na siebie większy ciężar win z przeszłości i oczekujemy od nich szczerego przyznania się do nich? Jest to trudne, ale możliwe.

Którym ważnym wydarzeniem z historii Polski powinni zainteresować się filmowcy?

– Jest nam potrzebny dobry serial o Legionach Piłsudskiego, a także filmy o powstaniach śląskich i wielkopolskim, aby pokazać młodym Polakom, jak wspaniale ich przodkowie walczyli o odzyskanie niepodległości. Od dawna głoszę też potrzebę nakręcenia atrakcyjnych filmów o Dywizjonie 303 oraz o Żołnierzach Niezłomnych i cieszy mnie, że to już się dzieje. Marzy mi się także dobry film lub serial o majorze Józefie Kurasiu „Ogniu” uczciwie prezentujący tę nadal dla wielu kontrowersyjną postać. Oparta na faktach interesująca fabuła przyciągnie do kin i przed telewizory milionową widownię, o czym najlepiej świadczy wielkie powodzenie znakomitego filmu Władysława Pasikowskiego o pułkowniku Ryszardzie Kuklińskim pt. „Jack Strong” oraz – można to uznać za pewnik już dzisiaj – ogromny sukces „Wołynia”.

Już wkrótce swoją premierę będzie mieć film „Zerwany kłos” przygotowany przez studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, który opowiada o życiu i męczeńskiej śmierci bł. Karoliny Kózkówny. Jak ocenia Pan takie inicjatywy?

– Każdy dobrze zrealizowany film przedstawiający interesującą postać historyczną lub ważne wydarzenie z naszej historii (zwłaszcza najnowszej) może liczyć na życzliwe przyjęcie. Mam nadzieję, że „Zerwany kłos” będzie można zaliczyć do kategorii udanych filmów, bo często młodzi ludzie mają nowatorskie spojrzenie i świetnie wyczuwają potrzeby widzów – swoich rówieśników.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl