logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polityczne polowanie trwa

Sobota, 15 października 2016 (05:21)

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Rafał Stefaniuk

Komisja Wenecka przyjęła opinię na temat uchwalonej w lipcu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jest ona negatywna. Podziela Pan zastrzeżenia Komisji? W Polsce niezależność sądownictwa jest zagrożona?

– Komisja Wenecka jest traktowana w Polsce jak wyrocznia, która ma monopol na prawdę o tym, co się u nas dzieje. Co więcej, Komisja sama ma o sobie takie zdanie, dlatego jej orzeczenia powstają w oparciu o stanowisko tylko jednej ze stron. Pozwoliliśmy na to i teraz z organu doradczego, czyli symbolicznego, zamieniła się w polityczny, wykorzystany do wojny polsko-polskiej. Skoro jest stroną, to można mieć duże wątpliwości co do rzetelności przedstawianych przez nią tez.

Ale tym razem Komisja nie miała z kim współpracować. W pracach nad opinią nie uczestniczyła delegacja polskiego rządu.  

– Co można było zrobić, kiedy Komisja Wenecka, stając się stroną konfliktu, straciła autorytet? Szacunek i autorytet ma się wtedy, gdy potrafi się wznieść ponad uprzedzenia i potrafi wysłuchać obu stron. Komisja wolała jednak być „katem na polityczne zamówienie”, który szuka okazji do punktowania. I tak, gdy teraz jakikolwiek projekt ustawy trafi do Sejmu, to posłowie z innych ugrupowań krzyczą, że jest ona niekonstytucyjna. Co to oznacza? Że nie potrzebne są żadne wyroki Trybunału. Posłużę się przykładem ustawy, którą się zajmuję, o tzw. kredytach indeksowanych i denominowanych, druk 729. Nie było jeszcze jego pierwszego czytania, a już został nazwany niekonstytucyjnym. I tak politycy stają się sędziami Trybunału, a sędziowie politykami.

I co jest powodem takiego stanu rzeczy?

– Każda lawina zaczyna się od pojedynczej śnieżki. Trybunał Konstytucyjny oraz Komisja Wenecka przespały moment, w którym powinny podjąć reakcję i która mogła by być skuteczna. Myślę tu o nadplanowym wyborze sędziów przez koalicję Platformy i PSL. Powiedzenie „stop” wtedy, inaczej ustawiłoby sprawę. W chwili obecnej mamy sytuację politycznego polowania. Teraz, a jestem tego pewny, każda ustawa, która wyjdzie z parlamentu, będzie uznawana za niekonstytucyjną. Tym samym politycy obu stron paraliżują nie tylko Trybunał, ale całe państwo polskie. W zamrażarkach czekają naprawdę ważne ustawy, rozwiązujące problemy, którymi żyją Polacy, a rząd, aparat państwowy i destrukcyjna opozycja poświęcają energię na kolejne wątki wojny o Trybunał. Jest też cała masa tematów zastępczych, które zostaną użyte na potrzeby czysto polityczne. To jest bardzo zły sygnał, bo pokazuje że jako państwo sami się pogrążamy.

Komisja Wenecka stwierdziła, że obecna opinia jest bardziej łagodna niż pozostałe, gdyż widzi postępy w pracach po stronie polskiej. Sytuacja jest tak napięta, że członkowie Komisji muszą łagodzić nastroje?

– Nie traktowałbym tego dogmatycznie. Strasznie się przejmujemy, że Komisja powiedziała to albo tamto. Komisja miała prawo wyrazić swoje zdanie. Polska, która jest krajem demokratycznym, ma legalnie wybrane władze, musi robić swoje. Nie dawajmy się wkręcać w paragrafy, które są grą prawników. To, o czym się teraz mówi w mediach, to nie są tematy, którymi żyje ulica. To nie są problemy obywateli naszego kraju. Problem z tym ma może kilka osób – przedstawicieli świata prawniczego – i to jest wszystko. Czyli znowu mniejszość próbuje narzucić swoją retorykę większości, budując wokół tego atmosferę grozy. Oczywiście, to nie zmienia faktu, że Polska znajduje się w kryzysie politycznym, który wynika z wojny byłej władzy z obecną. Mamy więc kolejną opinię Komisji Weneckiej i wywlekanie spraw polskich w Europarlamencie. A to dlatego, że każda ze stron konfliktu wyżej niż dobro Polski stawia interesy partyjne.    

Strona rządowa uważa, że spór o Trybunał Konstytucyjny potrwa tak długo, jak jego prezesem będzie sędzia Andrzej Rzepliński. Wobec tego, czy wierzy Pan w to, że odejście jednego człowieka rozwiąże problem?

–  W ogóle w to nie wierzę. Uważam, że już od jakiegoś czasu budowane są scenariusze następnych odsłon wojny. Bo jeżeli nie Trybunał i aborcja, to jakie paliwo ma dodać energii destrukcyjnej opozycji? Spodziewajmy się jeszcze innych tematów, jak in vitro czy związki homoseksualne. To są sprawy, którymi można się karmić. Ale nie zapominajmy, że ilość poważnych problemów w Polsce jest tak wielka, że nie możemy pozwolić sobie na to, żebyśmy sami mogli rozbierać państwo polskie na kawałki.    

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl