logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

O jakich sukcesach Platformy mowa?

Poniedziałek, 21 listopada 2016 (05:21)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan zaprezentowaną w Jasionce przez wicepremiera Morawieckiego „konstytucję dla biznesu”, która ma przybrać formę ustawy dla przedsiębiorców?

– Wolność gospodarcza, proporcjonalność, domniemanie uczciwości przedsiębiorcy, mediacja, milcząca zgoda – to tylko niektóre elementy tego planu. Wicepremier Mateusz Morawiecki bardzo wyraźnie zdefiniował problemy czy bolączki polskiej gospodarki. Wskazał też zmiany w podejściu do polskich małych i średnich firm. „Konstytucję dla biznesu” oceniam podobnie, jak oceniają ją fachowcy w zakresie gospodarki, ekonomii, finansów – czyli bardzo pozytywnie. Autorytety z tytułami naukowymi czy osoby z doświadczeniem w bankowości, gospodarce czy finansach bardzo pozytywnie podchodzą do tych propozycji. To jest jednak plan, który – jak to stwierdził w Rzeszowie wicepremier Morawiecki – trzeba teraz rozwinąć, co znajdzie odzwierciedlenie w postaci aktów prawnych, czyli projektów ustaw oraz później konkretnych ustaw i rozporządzeń. Wicepremier Morawiecki określił precyzyjnie terminy, zasady wcielania tych planów w życie.

Z jakim przyjęciem ze strony przedsiębiorców spotkał się ten program wicepremiera Morawieckiego?

– Z wypowiedzi przedsiębiorców, biznesmenów, którzy brali udział w Kongresie 590 odbywającym się w Centrum Wystawienniczo-Kongresowym w Jasionce, jak twórca Optimusa Roman Kluska czy chociażby prezes zarządu Asseco Poland SA Adam Góral, któremu raczej trudno zarzucić sympatię polityczną wobec formacji, którą reprezentuje wicepremier Morawiecki, wynika jasno, że „konstytucja dla biznesu” została przyjęta przez to środowisko bardzo ciepło. Przedsiębiorcy, eksperci widać pokładają nadzieję w tym programie, wszyscy liczą, że po wejściu w życie program ten przełoży się na nowe miejsca pracy. Zwracano też uwagę na znaczenie nauki i rozwoju w tym programie, które znajdą swoje przełożenie na gospodarkę.

Czy jedna z zasad, że to, co nie jest prawnie zabronione, jest dozwolone, de facto nie otworzy furtki do nadużyć?

– Wicepremier Mateusz Morawiecki, mówiąc o tej zasadzie, miał na myśli zaufanie. Oczywiście zagrożenie, że ktoś zechce wykorzystać tę zasadę do nadużyć, może się pojawić. Ale to tylko pokazuje, że obok zaufania kontrola też musi być prowadzona. Przecież Mateusz Morawiecki wcale nie twierdził, że koniec z kontrolą, wprost przeciwnie, tyle tylko, że ten nadzór nie będzie nachalny, że nie będzie wyglądał tak, jak to było w przypadku Romana Kluski, któremu niesłusznie zarzucono oszustwa podatkowo-celne, a kontrole – jedna po drugiej – dobijały się do jego drzwi. Takich piramid kontrolnych z całą pewnością teraz nie będzie. Natomiast możemy się spodziewać uszczelnienia systemu podatkowego, tak aby wyeliminować przekręty, „karuzele podatkowe” wyłudzające podatek VAT czy tzw. firmy słupy, gdzie oszukiwany jest Skarb Państwa i my wszyscy. Te przestępstwa będą eliminowane, a system podatkowy będzie uszczelniony.     

Grzegorz Schetyna, który z partyjnymi kolegami pojawił się przed Centrum Wystawienniczo-Kongresowym w Jasionce, zanegował „konstytucję dla biznesu”…

– Grzegorz Schetyna i spółka negują wszystko, co kojarzy się z PiS. Tym ujadaniem, bo trudno to nazwać inaczej, „fachowcy” od rządzenia Polską próbowali, owszem, przykryć kongres, tyle tylko, że wypadło to bardzo blado. I w komentarzach, które się później pojawiły, na tle ważnych doniesień z Kongresu 590 nikt nawet nie zauważył obecności na zapleczu tej imprezy przewodniczącego Schetyny i resztki liderów upadającej formacji politycznej, Platformy tzw. obywatelskiej.

Schetyna stwierdził, że PiS przywłaszcza sobie sukcesy gospodarcze ośmioletnich rządów Platformy…

– Myślę, że najlepszym komentarzem do wypowiedzi Grzegorza Schetyny byłby brak komentarza. Platforma, podobnie jak jej ostatnio mentor Lech Wałęsa, przypisuje sobie różne rzeczy. Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o noblistę, to po jego poście na Facebooku, gdzie przypisuje sobie, iż to on mógł zainspirować Donalda Trumpa, aby ubiegał się o prezydenturę, w internecie aż zahuczało od memów. Z Platformą jest podobnie – też podpina się pod sukcesy innych. O jakim w ogóle sukcesie gospodarczym może mówić ta dogorywająca formacja, czym może się pochwalić po ośmiu latach rządów… no czym?! Jakie sukcesy ma Platforma, skoro jedna z czołowych postaci związanych z tym ugrupowaniem, jeden z jej głównych doradców, Jan Krzysztof Bielecki, mówi, że rząd koalicji PO – PSL skorzystał na poprzednich rządach PiS i dzięki temu Polska uniknęła kryzysu finansowego i gospodarczego, który zza oceanu pojawił się w Europie od 2008 r. O jakich sukcesach Platformy możemy mówić?… Chyba że za takie uznamy liczne afery, które rozkwitły za rządów koalicji PO – PSL. Przypomnę tylko, że gdyby nie doszło do zmiany władzy w Polsce, to przez fatalne „gospodarowanie” środkami unijnymi poprzedniej ekipy przepadłoby nam kilkadziesiąt miliardów złotych. To rząd koalicji PO – PSL nie przystosował do potrzeb unijnych szeregu ustaw, m.in. ustawy o zamówieniach publicznych, co uniemożliwiało nam absorbcję środków z Funduszu Spójności w ramach nowej perspektywy finansowej 2014-2020. I gdyby nie działania obecnego rządu, Polska straciłaby duże pieniądze. O jakich sukcesach chce mówić Grzegorz Schetyna: o wyprzedaży majątku narodowego, o upadku i likwidacji miejsc pracy w polskich stoczniach czy stalowniach, o czym?…

Ostatnio Platforma przedstawiła tzw. gabinet cieni. Trudno tam jednak znaleźć nowe twarze, za to można zauważyć osoby umoczone już wcześniej w różne mętne, niejasne historie. Czy tacy ludzie jeszcze dobrze rokują?…

– Nie chcę być złośliwy i mówić, że jest to gabinet nie cieni, a bardziej cieniasów, ale tak to wygląda. Cieniem ministra infrastruktury i budownictwa ma być Cezary Grabarczyk, którzy – dla przypomnienia – już raz z tego stołka poleciał za rządów PO – PSL. Z kolei Ewa Kopacz, która ponownie aż pali się, by uzdrawiać służbę zdrowia, już raz omal jej nie uśmierciła, a jako premier kompromitowała Polskę na arenie międzynarodowej, np. podczas pamiętnej wizyty w Berlinie, gdzie dała „pokaz” swoich możliwości na czerwonym dywanie, czym wprowadziła w konsternację nawet kanclerz Angelę Merkel, która choć niejedno widziała, to omal nie pękła ze śmiechu. Tak czy inaczej ci ludzie już byli i Polacy pamiętają, czym się wykazali w oczach Europy i świata. Dziś, tworząc ten gabinet cieniasów, chcą jeszcze możliwie jak najdłużej utrzymać na powierzchni tę zanikową formację.

Nie jest to zatem działanie wymierzone stricte w rząd PiS?…  

– Moim zdaniem nie. Uważam, że jest to rozpaczliwa próba ratowania twarzy przez Platformę, która przebiera nóżkami, aby powrócić na fotel lidera opozycji. Sondaże od dłuższego czasu pokazują, że tzw. Nowoczesna w sposób zdecydowany wyprzedza Platformę, której demontaż zaczyna być coraz bardziej widoczny. Widzimy przecież, jak z tego tonącego okrętu – już nie tylko na poziomach regionalnych, ale także w centrali – zaczynają się ewakuować kolejni posłowie. Sądzę, że z czasem z tej skompromitowanej, obleczonej w afery formacji będą odpływać kolejni politycy.

Skoro mowa o aferach, to jesteśmy świadkami prac sejmowej komisji śledczej ds. wyjaśnienia afery Amber Gold, przesłuchań kolejnych prokuratorów. Jakaś dziwna amnezja dotknęła poszczególnych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Pana to nie dziwi?…

– Też to zauważyłem. Sam się zastanawiam, jak to jest, że osoby, które za rządów Platformy sprawowały kierownicze funkcje w prokuraturach różnego szczebla, mają tak cholernie krótką pamięć? To wygląda na jakąś epidemię. Te zaniki pamięci u ludzi, którzy z założenia mają ścigać przestępców, są zatrważające. To trzeba leczyć.

Jest szansa, że uda się rozwiązać tę sprawę, czy może komisja będzie się spotykać nadal ze stwierdzeniami: nie wiem, nie rozumiem, nie pamiętam?

– Jestem przekonany, że dość szybko, choć to jest kwestia może nie tego roku, ale w przyszłym co niektórzy, chcąc ratować swoją skórę, wyleczą się z tej masowej amnezji i zaczną odzyskiwać pamięć.

Przed komisją ma stanąć również Donald Tusk…

– To, jak sądzę, powinien być ciekawy wątek tego postępowania. W jednym z ostatnich wywiadów prezes Jarosław Kaczyński mówił, iż nie wyklucza przedstawienia zarzutów Donaldowi Tuskowi. Prezes Kaczyński bez podstawy takich słów publicznie raczej nie wypowiadałby, zresztą wśród większości polskiego społeczeństwa panuje podobne przekonanie. Natomiast przy okazji chciałbym się odnieść do, jak się wydaje proroczych, słów żony Donalda Tuska, która przewidziała albo miała wiedzę, że już po Tusku, skoro przy okazji wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych powiedział, że jeden Donald wystarczy. Należy domniemywać, że miała na myśli Donalda Trumpa. Proszę zwrócić uwagę, że karty przy obsadzie kluczowych stanowisk zarówno w strukturach unijnych, jak i w Niemczech w zasadzie zostały już rozdane i jest niemalże pewne, że kanclerz Merkel – dotychczasowa protektorka Donalda Tuska – potraktowała go jako kartę bitą.

Jak to rozumieć?

– Jeśli jest konsensus, uzgodnienie, skoro liderzy partii tworzący rządzącą koalicję w Niemczech się dogadali co do wspólnej kandydatury obecnego szefa dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera na urząd prezydenta tego kraju, to funkcję ministra spraw zagranicznych prawdopodobnie obejmie Martin Schulz. Trwa również podział stanowisk w Parlamencie Europejskim między socjalistami i chadekami. Chodzi o zachowanie równowagi między tymi dwoma formacjami politycznymi. W tym układzie na unijnych salonach nie ma już miejsca dla Donalda Tuska.

Czy w takim układzie jest miejsce dla Donalda Tuska na polskiej scenie politycznej?

– Sądzę, że gdzie jest miejsce dla Tuska, to powinno się okazać już wkrótce. Osobiście nie widzę go w roli przywódcy partii opozycyjnej czy – jak to niektórzy próbują wróżyć – w roli kandydata na przyszłego prezydenta RP.

Dlaczego?…

– Nie wyobrażam sobie Donalda Tuska przemierzającego Polskę wzdłuż i wszerz, od powiatu do powiatu, od gminy do gminy, aby przekonywać ludzi do swojej osoby. Polacy zmądrzeli i więcej nie dadzą się już nabrać na PR-owskie chwyty, jak to wcześniej miało miejsce. Nie sądzę też, żeby Grzegorz Schetyna ponownie pozwolił Tuskowi rozwinąć skrzydła w Platformie. Nie jest przecież tajemnicą, że obaj panowie nie darzą się sympatią. W końcu to Tusk odstawił wówczas wicepremiera Schetynę na bocznicę, pozbawiając go tej funkcji, zmarginalizował też jego rolę w Platformie. W tej sytuacji kto jak kto, ale Grzegorz Schetyna tego Tuskowi nie zapomniał i zapewne wykorzysta każdą okazję, żeby się zrewanżować.

Próbował wrócić do swoich, ale swoi o nim zapomnieli…

– To porównanie w pełni oddaje to, z czym może się spotkać Donald Tusk powracający do kraju z zagranicznych wojaży. Powiem więcej, że swoi nie tylko o nim zapomnieli, ale się go wyparli. Donald Tusk to karta bita nie tylko u Angeli Merkel.

Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl