logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Koniec dyskusji, ustawy na stół

Wtorek, 22 listopada 2016 (13:10)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak Pan przyjął Konstytucję dla Biznesu, której ogólne założenia przedstawił w Rzeszowie wicepremier Morawiecki?

– Bez wątpienia wicepremier Morawiecki próbuje przejąć inicjatywę w sferze gospodarczej i przekonać przedsiębiorców do swoich planów. Chce pokazać, że ma pomysł, że 2017 r. będzie rokiem dla przedsiębiorców, co więcej, że nastąpi start działań gospodarczych. I to jest najważniejszy sygnał, jaki odebrałem po wystąpieniu Mateusza Morawieckiego podczas „Kongresu 590” w Jasionce, że wszystko zmierza właśnie w tym kierunku.

Czyli, że jest dobrze…?

– Niekoniecznie. Mnie to niestety nie powala. Mnie przekonują konkrety, a takimi konkretami są projekty ustaw, których w Sejmie nie ma. Podczas prac parlamentarnych nie dyskutujemy na temat wykładów, wystąpień czy wywiadów telewizyjno-radiowych poszczególnych ministrów, ale debatujemy nad konkretnym materiałem, jakim jest projekt ustawy. Dlatego czekamy na projekt konkretnej ustawy.

Tak czy inaczej pakiet czy też zarys propozycji zaprezentowany przez Mateusza Morawieckiego został dość ciepło przyjęty przez biznesmenów obecnych na kongresie, także przez tych, których raczej trudno posądzać o to, że są zwolennikami PiS…

– Owszem zgadzam się, że jest wstępna aprobata, ale to wciąż jest płaszczyzna zapowiadanych projektów i ci przedsiębiorcy też czekają na konkrety.

Co mogłoby być takim konkretem?

– Te konkretne sprawy dotyczą kwestii podatków, VAT-u, rozwiązań podatku CIT, który płacą nieliczni, głównie polskie firmy itd. I jest pytanie, na ile założenia, które się pojawiają tu i ówdzie, znajdą się w konkretnym projekcie ustawy.

Co sądzi Pan o zasadzie domniemania uczciwości przedsiębiorcy? To coś nowego, zwłaszcza że wcześniej w wielu wypadkach ta grupa podatników była traktowana przez administrację skarbową jako potencjalni kombinatorzy…

– Zapowiedź uwolnienia działalności gospodarczej z nadmiaru barier oraz ograniczenia władzy urzędników wobec przedsiębiorców jest racjonalnym podejściem. Mamy tu do czynienia z próbą powrotu do słynnej ustawy Wilczka, czyli zasady, że „co nie jest prawnie zabronione, jest dozwolone”. Nie ma wątpliwości, że zmiana podejścia, nastawienia urzędnika do osób prowadzących działalność gospodarczą jest potrzebna i przedsiębiorcy na pewno są z tego powodu zadowoleni. Podobnie z aprobatą spotykają się zapowiedzi, że prawo ma działać na rzecz przedsiębiorcy oraz że prowadzący działalność gospodarczą nie może być ofiarą wadliwości prawa, ale to jest oczywista oczywistość – jak mawiał klasyk – i to już powinno działać. Natomiast w Polsce problem polega na tym, że mówi się o tym od 26 lat, tyle że niezależnie od tego, kto rządzi, nikt tej teorii nie wciela w życie. Wszyscy wzdychają za ustawą Wilczka, ale nie ma woli, żeby te założenia przywrócić.

Skoro to dobre rozwiązanie, to skąd ten „opór materii”?    

– Dobre pytanie. Za poprzedniej władzy jako przedstawiciel Instytutu Sobieskiego uczestniczyłem w debacie podsumowującej 1000 dni rządów Tuska, która odbywała się w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Było tam wielu przedsiębiorców, był m.in. Jeremi Mordasewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, Kluby Biznesu itd., i kiedy wszyscy rozdzierali szaty, wypowiadając się na temat podejścia do polskiego biznesu, wówczas zaproponowałem, to w takim układzie wróćmy do ustawy Wilczka. Kiedy to powiedziałem, zrobiła się cisza… Nie umiem powiedzieć, czy dzisiaj jest taka wola, czy jej brak, a być może zwyczajnie już nikomu na tym nie zależy, a szkoda. Ta ustawa była tak prosta, tak czytelna, że gdyby jej przepisy weszły w życie, to gros lobbystów, radców, doradców podatkowych zwyczajnie straciłoby robotę. Tymczasem dzisiaj wszyscy oni mają zajęcie, dobrze płatne zajęcie.  

O czym to świadczy…?

– To świadczy o tym, że niektórym odpowiada, kiedy ustawa jest karkołomna, kiedy nikt normalnie, na trzeźwo jej nie rozumie, bo tylko w takiej sytuacji potrzeba „koła ratunkowego” w postaci tzw. specjalistów. I tu tkwi sedno sprawy. Dlatego muszę stwierdzić, że tego typu wystąpień wicepremiera Morawieckiego jak to z Jasionki słucham bardzo często już od roku. Tyle tylko, że wciąż brakuje mi konkretów.   

Może bliżej tych konkretów będą słowa wicepremiera Morawieckiego, który w wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu i PAP zapowiedział wprowadzenie zasady pewności prawa, przyjaznej dla przedsiębiorców interpretacji przepisów czy proporcjonalności działań urzędów w stosunku do przedsiębiorców?

– Wszystko się zgadza, tyle że są to wciąż tylko zapowiedzi. Tymczasem proszę wejść na stronę Sejm.pl, wybrać rubrykę Prace Sejmu, gdzie jest cała lista projektów ustaw – obywatelskich, poselskich, rządowych i niestety żadnego projektu dotyczącego spraw, które porusza wicepremier Morawiecki, tam nie ma. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Mateusz Morawiecki organizuje bardzo dużo konferencji, ma wiele wystąpień, ale ciągle nie ma tego prostego aktu – projektu ustawy, który składa do Sejmu, kładzie na stół i mówi parlamentarzystom: panowie działajcie. Ileż możemy ciągle debatować o czymś, co już dawno powinno zostać zrobione. Oczywiście każdy racjonalnie myślący człowiek się zgodzi z tym, co mówi wicepremier Morawiecki, ale trzeba pójść dalej, od słów do czynów i następnym – oczekiwanym – etapem powinien być konkretny projekt ustawy i dalej ustawa, która pozwoliłaby te mądre treści wcielić w życie. A wciąż tego nie ma.

 

Jak Pan ocenia pomysł, aby kwota wolna od podatku nie przysługiwała bogatym, a co za tym idzie, żeby osoby zarabiające więcej płaciły podatek od całości swoich dochodów?


– 
O ile wcześniej jedynie wskazywałem na brak konkretnych projektów ustaw, to w tym wypadku pójdę dalej i będę się kłócił z wicepremierem Morawieckim. Pytanie brzmi: dlaczego mamy karać tych, którzy pracują i zarabiają pieniądze? System podatku liniowego to podatek prosty, czytelny i najbardziej popularny wśród przedsiębiorców. Dlaczego…? Dlatego że wszyscy go płacą. I jeśli zaczniemy robić wyłomy, to nie będzie to dobre rozwiązanie. Po pierwsze, takim rozwiązaniem udowadniamy wszystkim zarabiającym sto, dwieście czy więcej tysięcy rocznie, że są na cenzurowanym i trzeba ich karać. Pytanie za co, skoro płacą podatki, a może płacą za mało? Tak czy inaczej mamy w tym wypadku do czynienia ze złamaniem zasady równego traktowania wszystkich obywateli, ponieważ jeżeli mamy kwotę wolną od podatku, to wynika ona z uregulowań prawnych. Po drugie, jeśli dobrze zarabiający mają być traktowani inaczej za to, że są bogatsi, to może się pojawić wątpliwość, czy warto być bogatym? Nie warto, bo jak zarobisz więcej, to zabiorą ci kwotę wolną od podatku i automatycznie zostaniesz ukarany, bo pracujesz i zarabiasz. Wniosek: nie pracuj, nie zarabiaj, zgłaszaj się po pieniądze do pomocy społecznej i do urzędu pracy, bo w Polsce to się bardziej opłaca niż praca i płacenie podatków. Taka jest niestety logika i to jest ryzyko. Według mnie, wicepremier Morawiecki poszedł w złą stronę, która z całą pewnością nie jest mobilizująca. Przedsiębiorcy potrafią liczyć pieniądze, stąd już dzisiaj pojawiają się głosy, że jak nie w Polsce, to zarejestruję firmę w Czechach, na Słowacji u sąsiadów w Niemczech. Istnieje zatem realne ryzyko zepchnięcia polskich przedsiębiorców do szarej strefy. Uważam, że wicepremier Morawiecki nie powinien iść tą drogą, bo to nie jest dobra droga dla wszystkich. Każdy powinien płacić podatki i każdy powinien się rozliczać z fiskusem, ale nie możemy wprowadzać zasady, że ten, kto pracuje i zarabia więcej, jest za to karany. Co więcej, jest kreowany na winowajcę wszystkich nieszczęść, bo to nieprawda.

Gabinet cieni Platformy wróży sukces czy porażkę?

– To już jest zmartwienie Grzegorza Schetyny i jego partyjnych kolegów. Kiedyś po awansie Donalda Tuska na salony europejskie napisałem, że wyjechało „słońce Peru”, a w Polsce pozostały tylko cienie. Proszę zwrócić uwagę, że w przekazach medialnych, nawet w środowiskach przyjaznych Platformie, ten tzw. gabinet cieni, który złośliwi określają też jako gabinet cieniasów, został przyjęty bardzo chłodno, żeby nie powiedzieć, iż przeszedł bez echa. Używając języka młodzieżowego, można powiedzieć, że ten skład nie powala na kolana. Odnoszę wrażenie, że został zrobiony ruch, który ma pozorować działanie, ale tak naprawdę nic z niego nie wynika. Jest to za to doskonała pożywka dla internautów, o czym świadczy cała masa memów. Na pewno efekt jest odwrotnie proporcjonalny do tego, jaki sobie założył Grzegorz Schetyna, który nawet w ocenie komentatorów życzliwych Platformie nie jest liderem, który byłby w stanie postawić tę formację na nogi i zrobić w jej szeregach porządek.

To może tym liderem będzie Bronisław Komorowski, który widać przełknął gorycz porażki i coraz częściej się pojawia i wypowiada w mediach…?

– Były prezydent ostatnio bawi się w drwala i szuka sztachet, żeby dać upust swoim kompleksom. Z całą pewnością to, co prezentuje Bronisław Komorowski, to nie jest ten poziom, jakiego oczekiwałbym od osoby, która sprawowała najwyższy urząd w Polsce.

 

                              Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl