logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Demonstracja siły Rosji

Czwartek, 24 listopada 2016 (08:22)

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Akademii Obrony Narodowej Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja rozmieściła przeciwokrętowe zestawy rakietowe Bastion w obwodzie kaliningradzkim i na Kurylach. W co gra Putin?

– Pewnie tylko Putin mógłby odpowiedzieć wyczerpująco na to pytanie. Poważnie rzecz ujmując, jest to dość ciekawa sprawa, biorąc pod uwagę siły i środki, jakie zostały zgromadzone na terenie obwodu kaliningradzkiego, w sąsiedztwie Polski. Pojawił się tam zestaw kompletny, a mianowicie rakiety balistyczne Iskander-M, a więc system rakiet taktycznych zaprojektowany do niszczenia celów strategicznych takich jak siedziby wojskowe, bazy lotnicze, porty czy węzły kolejowe, których zasięg wynosi 500-700 km. Ponadto Rosjanie zgromadzili tam system obrony przeciwlotniczej S-400. Do tego – jak słyszymy – dołączają mobilne przeciwokrętowe zestawy Bastion. Zestaw rakietowy Bastion jest wyposażony w ponaddźwiękowe pociski przeciwrakietowe Oniks, których celem jest niszczenie okrętów desantowych, lotniskowców i innych celów w warunkach silnego ostrzału i działań radioelektronicznych przeciwnika. Zasięg tych rakiet to ponad 300 km. Można zatem powiedzieć, że w obwodzie kaliningradzkim Rosja zgromadziła komplet uzbrojenia: ziemia – morze – powietrze. Dysponuje zatem wystarczającymi środkami, żeby uderzyć.

Po co Putin gromadzi tak potężny arsenał najnowocześniejszej broni rakietowej. Czy ma zamiar uderzyć?

– Oczywiście nie oznacza to, że Putin zamierza uderzyć, ale bardziej demonstruje m.in. Polsce, choć nie tylko nam, że dysponuje siłą i może to zrobić. Chodzi o stworzenie atmosfery groźby i poczucia zagrożenia po stronie ewentualnych państw – celów, że jeśli będą się sprzeciwiać, dajmy na to, w kwestii kolejnych działań Rosji wobec Ukrainy czy państw nadbałtyckich, to mogą się liczyć z reakcją Moskwy, która jest dobrze przygotowana.  

Czemu ma służyć wzmocnienie rosyjskiego kontyngentu i zestawów rakietowych Bał na Wyspach Kurylskich i czy Japończycy przymkną oko na działania Federacji Rosyjskiej…?

– Mam wrażenie, że Rosja takimi działaniami buduje w różnych częściach świata ośrodki, które mają na celu powstrzymać ewentualną reakcję państw na działania Moskwy. Jak widać, takie ośrodki są tworzone nie tylko na obszarze Europy. To pokazuje, że Moskwa jest wyraźnie zainteresowana tym, co się dzieje, jeśli chodzi o Daleki Wschód, gdzie powstają nowe potęgi gospodarcze, gdzie jest popyt na rosyjskie towary i gdzie w odróżnieniu od dużej części państw Europy Rosja jest mile widziana.

Czy Rosja jest rzeczywiście tak mocna, że może sobie pozwolić na działania militarne na wielu frontach?

– Tu nie chodzi o to, żeby wszczynać wojny, ale bardziej chodzi o demonstrację zdolności do uderzeń w momencie, gdyby ktoś próbował Rosję dyscyplinować np. w związku z tym, co planuje ona zrobić w bezpośrednim sąsiedztwie swoich granic.

Wracając do tematu rozmieszczenia sił i środków w obwodzie kaliningradzkim, czy Polska jest tak poważnym zagrożeniem do Moskwy, że trzeba w nią celować?

– Polska nie jest dla Rosji zagrożeniem, ale jest siłą, która może zareagować w sytuacji kolejnych działań Moskwy wobec Kijowa czy państw nadbałtyckich. W związku z tym rozlokowanie rosyjskich zestawów rakietowych w obwodzie kaliningradzkim, a co za tym idzie – objęcie zasięgiem celów na terytorium Polski ma przywoływać Warszawę do porządku.

Tak czy inaczej NATO skrytykowało te działania, określając je bardzo łagodnie jako „agresywną militarną pozę”. Czy takie podszczypywanie jest w stanie wywrzeć jakąkolwiek presję na Putina?

– To określenie tylko potwierdza, że metoda działań świata zachodniego wobec Rosji jest niezmiennie ta sama. Stąd mamy delikatne polityczne karcenie w rodzaju stwierdzeń, iż Rosja się źle zachowuje, wezwanie do dialogu mającego prowadzić do przeciwdziałania eskalacji napięć, tyle tylko, tak na dobrą sprawę nic z tego nie wynika.  

Czemu to ma służyć, skoro Putin i tak robi swoje, nie oglądając się na nikogo…?

– Ta „kurtuazja” rozgrzesza Sojusz Północnoatlantycki i sumienie państw Zachodu, które w ten sposób pokazują, że wobec działań Rosji nie są bezczynne i bierne.

Jak to się ma do wypowiedzi rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, który stwierdził wczoraj, że NATO, to „blok agresywny”, a wzmocnienie sił w Kaliningradzie to reakcja na „ekspansję sojuszu w kierunku jej granic?

– To oczywiście element propagandy, którą Rosjanie opanowali do perfekcji. Inną sprawą jest to, że NATO, a zwłaszcza Stany Zjednoczone koncentrują swoje siły w Europie Środkowo-Wschodniej. Tyle tylko, że zgromadzenie potężnych sił w pobliżu granic Polski ma się nijak do planowanej obecności wojsk amerykańskich w naszym kraju.

Minister Macierewicz poinformował, że Polska wyśle na Łotwę kompanię czołgów. Czy jedna kompania czołgów ma większe znaczenie z militarnego punktu widzenia?

– Kompania czołgów, która ma zostać skierowana na Łotwę, to konsekwencja szczytu NATO w Warszawie i decyzji o rozmieszczeniu wojsk Sojuszu na wschodniej flance. Polska przyłączy się do Kanady, która ma być państwem ramowym na Łotwie. Decyzja jest oczywiście słuszna, tyle tylko, że z tego jedna kompania w znaczeniu militarnym nie ma wielkiego znaczenia. Natomiast z punktu widzenia woli politycznej i wzmacniania gotowości społeczności łotewskiej jest to istotne. Natomiast my się przygotowujemy na przyjęcie amerykańskich grup bojowych. Pierwsze z nich mają przybyć na początku 2017 r. na Dolny Śląsk. Natomiast w marcu przybędą wydzielone siły Brygady Lotnictwa Bojowego, na wyposażeniu której znajdą się śmigłowce. I to z całą pewnością powinno poprawić nasze samopoczucie.

Parlament Europejski przegłosował rezolucję wzywającą kraje Unii Europejskiej do wzmocnienia współpracy w dziedzinie obronności i zwiększenia wydatków na obronę do 2 proc. PKB. Komisja Europejska i Niemcy idą dalej i forsują utworzenie tzw. europejskiej armii. Czy jest to w ogóle realne?

– W mojej ocenie, ten pomysł nie ma żadnych szans na powodzenie. Unia Europejska to twór polityczny, natomiast obronność to kompetencje poszczególnych państw narodowych. Stąd dążenie do wyłączenia sił zbrojnych spod kontroli państw narodowych może stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa poszczególnych państw. NATO jest jedynym skutecznym układem obronnym, do którego należy większość, bo 22 spośród 28 państw członków Unii Europejskiej i nie ma żadnych racjonalnych powodów, żeby to zmieniać. Ponadto byłoby to budowanie konkurencyjnych sił zbrojnych w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie pomysł utworzenia europejskiego wojska forsują Niemcy, które już wielokrotnie udowodniły, że liczy się dla nich przede wszystkim własny interes i tak też postępują, nie oglądając się na innych. Przykładem Nord Stream, gdzie na bok poszła solidarność energetyczna zapisana w traktacie lizbońskim i Berlin bez problemu porozumiał się z Moskwą ponad głowami pozostałych państw członkowskich. Jeśli solidarność podobnie miałaby wyglądać w kwestiach bezpieczeństwa i tzw. Europejskiej Unii Obrony, to nie daj Boże. Dziwne, że takie ”postępowe„ pomysły pojawiają się akuratnie w momencie, kiedy NATO rozpoczyna rozmieszczanie sił zbrojnych na swojej wschodniej flance, także w Polsce. Tak czy inaczej sądzę, że pomysł stworzenia europejskiej armii jest to tylko kolejny apel, który nie ma żadnych szans na realizację.

                       Dziękuję za rozmowę.  

 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 24 listopada 2016 (08:24)

NaszDziennik.pl