logo
logo
zdjęcie

Paulina Gajkowska

Gwiazdy pani prezydent

Środa, 12 grudnia 2012 (02:07)

Są takie wydarzenia, które w opinii publicznej pełnią funkcję katalizatorów. To, jaką postawę wobec nich przyjmiemy, jest jednocześnie jasnym przekazem, po której stronie stajemy, jakie wartości wybieramy. Są również takie sprawy, wobec których stosunek lekceważący, ironiczny czy wręcz prześmiewczy - mówiąc wprost - jest sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, obnaża miałkość, w skrajnych przypadkach złą wolę, a często również posuniętą do granic absurdu poprawność polityczną. Dzisiaj tożsama jest ona z otwartą walką z Kościołem i przybiera najpaskudniejsze formy.

Ta walka eskaluje i przeraża. Ale jak się okazuje, nie każdego. Hanna Gronkiewicz-Waltz ze stoickim spokojem przyjmuje to, co wydarzyło się w niedzielę na Jasnej Górze. Świętokradcza profanacja Cudownego Obrazu Matki Bożej nie jest najwidoczniej dla osoby, która deklarowała swego czasu głęboką pobożność, niczym strasznym.

Tok rozumowania prezydent Warszawy zasadza się na tendencyjnym komentarzu w stylu "takie rzeczy mają miejsce, bo zdarzają się nieodpowiedzialni ludzie".

Swoimi "wyważonymi" refleksjami Gronkiewicz-Waltz postanowiła podzielić się z Moniką Olejnik. "To jest pytanie do astrologów, czy to nie są jakieś gwiazdy czy planety, które mają wpływ na temperamenty naszego życia. Ja czasami tak myślę, bo przecież różne zdarzenia mają miejsce też w innych krajach". Cóż to za enigmatycznie ujęte "różne zdarzenia"?

Czy prezydent Warszawy ma na myśli wściekle antyklerykalne, lewackie bojówki profanujące kościoły katolickie? A może urzędnicze represje wobec pracowników niewstydzących się swojej wiary i noszących krzyżyki na szyi? Czy na galopujące w kierunku jawnie antychrześcijańskim prawodawstwo również wpływ mają gwiazdy?

Szkoda, że pani prezydent nie sprecyzowała, czyje dokładnie temperamenty są determinowane przez ruch planet. A może tych, którzy walczą z Kościołem i deklarują nienawiść wobec wartości chrześcijańskich? Takich bojowników o wyzwolenie spod jarzma kleru nie brakuje zwłaszcza w partii Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Pani prezydent idzie jednak dalej w swoich rozważaniach i winą za ataki na Kościół obarcza... Kościół. Według niej, "kler" zbyt mocno angażuje się w politykę. Ergo: sam jest sobie winien. I oczywiście tradycyjnie oskarżenie pada w kierunku ojca Tadeusza Rydzyka, który według Gronkiewicz-Waltz jest "żelaznym przykładem" takiego skrajnego angażowania się w politykę. Nihil novi. Znamy to od lat.

Najgorsze w tym wszystkim jednak nie jest to, że słyszymy po raz kolejny ze strony polityka partii rządzącej, że wszystkiemu winny jest Kościół. Nie pierwszy raz pada argument: kapłani są sami sobie winni, niech się nie wychylają, niech siedzą cicho, to nie dostaną po głowie. Obecne elity cierpią na kompletną znieczulicę duchową. Nawet krótka rozmowa w komercyjnej stacji może pokazać, jak dalece Platformę uwiera Kościół. I nie wiadomo, dokąd zaprowadzi ich ta batalia o świecką nowoczesność, w której nawet kazania są kontrolowane pod kątem mowy nienawiści.

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik