logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Czas na rewizję polityki wobec Ukrainy

Czwartek, 8 czerwca 2017 (10:58)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Prawo i Sprawiedliwość przy wsparciu Platformy po raz kolejny zablokowało w Sejmie prace nad projektem ustawy zakazującej propagowania banderyzmu w Polsce. Dlaczego coś, co wydaje się oczywistą oczywistością, idzie tak opornie?

– Ten opór materii jest przede wszystkim związany z tym, że w Prawie i Sprawiedliwości jest duża grupa osób, która od wielu już lat blokuje działania m.in. środowisk kresowych zmierzające do zakazania raz na zawsze tego, co jest oczywiste dla każdego myślącego człowieka. Mianowicie, jeśli ktoś wymordował, dopuszczając się zbrodni ludobójstwa dziesiątek tysięcy Polaków, to nakaz ścigania jest sprawą oczywistą. Tymczasem, niestety, ciągle pojawia się kwestia targów, poprawności politycznej, na co żadne poważne państwo na świecie nie powinno sobie pozwolić.  

Skąd taka jednomyślność ugrupowań, które – mówiąc delikatnie – nie przepadają za sobą i komu zależy na tym, żeby odsuwać w czasie głosowania nad tą ustawą?

– Przede wszystkim kręgi Platformy Obywatelskiej są już od lat penetrowane przez środowiska proukraińskie, środowiska ukraińskiej mniejszości w Polsce, głównie Związku Ukraińców w Polsce, gdzie prezes tej organizacji finansowanej z budżetu państwa polskiego Piotr Tyma mówi wprost o tym, że Platforma jest ich partią – to po pierwsze. Po drugie, jest to źle rozumiany interes Polski na Wschodzie. Jeśli bowiem ślepo popieramy nacjonalistów ukraińskich, czyli środowisko ideologiczne wyraźnie antypolskie, to w przypadku ewentualnego wewnętrznego konfliktu na Ukrainie, kiedy po jednej stronie staną oligarchowie, a po drugiej nacjonaliści, to jako państwo polskie niestety opowiadamy się za patologią. Skrajny nacjonalizm ukraiński jest w europejskich standardach uznawany za patologię społeczną. Mamy zatem wśród polskich polityków swoisty brak zrozumienia problemu i tego, co faktycznie popierają.

Pojawia się argument pogorszenia relacji z Ukrainą, co oznaczałoby, że są one dobre. A jakie są naprawdę?

– Stosunki polsko-ukraińskie wbrew próbom zaklinania rzeczywistości są bardzo złe. Można je określić fasadowymi, za którymi nic się nie kryje. Mamy gesty, które nie przekładają się na konkretne działania, a tym bardziej efekty. Trudno też zrozumieć działania ukraińskich władz, bo jeśli blokują Polskę – państwo z ich punktu widzenia strategiczne – uniemożliwiając nam poszukiwania miejsc zbrodni i dołów śmierci, gdzie wrzucano cywilne ofiary, jeśli nasza gospodarka właściwie nie istnieje na Ukrainie w przeciwieństwie np. do rosyjskiej, jeśli władze ukraińskiego państwa nie liczą się ze zdaniem, interesami i wrażliwością państwa polskiego, to o czym w ogóle rozmawiamy? W sposób oczywisty stosunki polsko-ukraińskie są bardzo złe, a ich zły stan wynika m.in. z tego, że jako Polska nie mamy jasno sprecyzowanych, jednoznacznych celów na Ukrainie. I nie dajmy sobie wmówić, że mogą one ulec pogorszeniu, co miałoby nastąpić po przyjęciu ustawy o penalizacji banderyzmu. One i bez tego są bardzo złe.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Państwo polskie na Ukrainie powinno współpracować tylko i wyłącznie ze środowiskami, które prezentują podobne do nas standardy demokratyczne. Natomiast standardy, do których się odwołują nacjonaliści ukraińscy, są przypisywane i tożsame z państwami totalitarnymi.

Między innymi w Ostrówkach, Tynnem i Hołosku na Ukrainie miały zostać wznowione prace poszukiwawcze ofiar ludobójstwa na Wołyniu. Jednak władze ukraińskie cofnęły zgodę na rozpoczęcie prac. Nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca. To jest przykład tej wzajemności w relacjach?

– To, czy i jak będzie funkcjonowało poszukiwanie ofiar ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, zasadniczo będzie zależało od dwóch osób: szefa ukraińskiego IPN, negacjonisty ludobójstwa na Wołyniu Wołodymyra Wiatrowycza, oraz od Światosława Szeremety, wysokiego urzędnika ukraińskiej administracji rządowej, znanego w Polsce z wielu awantur, który myśli głównie przez pryzmat nacjonalizmu i biznesu. Jestem przekonany, że ten ostatni za określoną kwotę przymknąłby oko na wiele spraw.

Około 10 tysięcy pojedynczych i zbiorowych mogił czy raczej dołów śmierci czeka na oznaczenie, a ofiary OUN-UPA na godny pochówek. W sytuacji, kiedy strona ukraińska wstrzymała wcześniej wydane pozwolenie, wydaje się to nierealne…

– Szacuje się, że zaledwie kilka procent mogił ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jest oznaczonych. Natomiast odwołanie czy też wstrzymanie wcześniej wydanego pozwolenia jest bardzo wygodnym pretekstem, bo trudno to nazwać inaczej. Ukraińcy w stosunkach z Polską szukają pretekstów i nie jest to nic nowego, bo sprawa się ciągnie już od ponad 20 lat. Pod byle pretekstem utrudniają wszelkie działania w zakresie dotyczącym czy to polskich szkół, czy zwrotów polskiej własności, czy chociażby możliwości badania, gdzie leżą ofiary mordów OUN-UPA.

Skąd bierze są ta zapalczywość?

– Oni tak naprawdę obawiają się, że jeśli do społeczeństwa zachodniej Ukrainy dotrą fakty i prawda o rzeczywistej skali zbrodni ukraińskich, będzie to działać przeciwko ideologii nacjonalizmu, którą szerzą. Mamy zatem do czynienia z szukaniem pretekstów, a za wydane koncesje polskiej stronie żądają kilkunastokrotnie większych rekompensat. I taka sytuacja, można powiedzieć – zabawa w ciuciubabkę trwa od lat. Niestety, jest to wina kolejnych polskich władz, których działania bądź ich brak wpisują się w strategię, którą stosują wobec Polski ukraińscy nacjonaliści.

Czy sytuacja może ulec zmianie, czy jest możliwy konsensus, bo 19 czerwca we Lwowie mają się odbyć polsko-ukraińskie rozmowy? Wierzy Pan w dobrą wolę Ukraińców?

– Absolutnie nie wierzę w dobrą wolę strony ukraińskiej. To jest tylko kolejny wybieg, element strategii, która zakłada całe mnóstwo spotkań, nic niewnoszących do sprawy rozmów, które kończą się niczym. Przypomnę, że już blisko 20 lat temu odbywały się spotkania, były prowadzone rozmowy historyków ukraińskich i polskich. W sumie odbyło się ponad 10 takich spotkań, których pokłosiem były publikacje książkowe, były ustalenia i rozbieżności, ale w pewnym momencie strona ukraińska zerwała tę debatę. Okazało się bowiem, że Ukraińcy byli kompletnie nieprzygotowani do dyskusji, w przeciwieństwie do polskich historyków, którzy w merytoryczny sposób pokazywali skalę dokonanych zbrodni. W tej chwili scenariusz się powtarza, a Ukraińcy znów chcą zastosować tamten manewr i nawiązać do znanego już scenariusza. Tak naprawdę mamy dzisiaj do czynienia z sytuacją, kiedy znaczna część historiografii ukraińskiej jest oparta na ideologii. Nie odzwierciedla ona w rzetelny sposób stanu badań. Ideologizowanie historii służy programowi organizacji nacjonalistycznych, w związku z tym nie ma się co łudzić, że coś się zmieni. Proszę sobie przypomnieć, co było z nowym budynkiem Konsulatu Polskiego we Lwowie, gdzie Ukraińcy zwlekali przez wiele lat, celowo oszukiwali, zwodzili Polaków. I dopiero, kiedy wszedł reżim wizowy i Ukraińcy – chcąc przyjechać do Polski – musieli stać w wielogodzinnych kolejkach do Konsulatu RP, doszli do wniosku, że jak Polska wybuduje nowy obiekt, to przede wszystkim oni na tym skorzystają. Bardzo szybko się zgodzili.

Jak rozmawiać z obecnymi władzami Ukrainy?

– Dotychczasowa polityka zagraniczna Polski w stosunku do Ukrainy poniosła fiasko. Dlatego rząd przede wszystkim musi obrać właściwą strategię, mianowicie: rozmawiamy o faktach, a ideologię odkładamy na bok, nie targujemy się, bo przez ostatnie ponad 20 lat to my czyniliśmy gesty w stosunku Ukrainy, także wobec mniejszości ukraińskiej w Polsce i w tej chwili oczekujemy jednoznacznych gestów w stosunku do Polski i Polaków żyjących na Ukrainie.

A konkretnie?

– Polityka wschodnia kolejnych polskich rządów ogranicza się do ofiarowania naszym rodakom książek, a przy okazji świąt paczek żywnościowych. To oczywiście jest ważne, ale to za mało. Jako państwo przede wszystkim powinniśmy domagać się od władz Ukrainy zwrotu nieruchomości stanowiących własność Kościoła rzymskokatolickiego. Mam tu na myśli m.in. zwrot XVII-wiecznego kościoła pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie, o który wspólnota parafialna zabiega bezskutecznie od 1991 r., ale także wielu innych obiektów sakralnych. Ukraińcy muszą też zagwarantować odpowiedni standard dla mniejszości polskiej żyjącej w tym kraju. Nasi rodacy oczekują jednoznacznych decyzji, nacisku polskiego rządu w obronie ich praw, czego niestety nie widać, ponadto uregulowania kwestii Domu Polskiego we Lwowie, gdzie mogliby prowadzić działalność społeczną i kulturalną tak jak ma to zagwarantowane mniejszość ukraińska np. w Przemyślu.

Co z dalszymi poszukiwaniami miejsc zbrodni i ofiar OUN-UPA?

– Musimy uzyskać prawo do swobodnego poszukiwania ofiar mordów dokonanych na polskiej ludności przez OUN-UPA. Przy czym chcę podkreślić, że nie myślę tu o sprawcach, których nielegalne pomniki w Polsce są likwidowane – i słusznie, przeciw czemu protestują środowiska ukraińskie, ale myślę o ofiarach – dziesiątkach tysięcy Polaków w bestialski sposób wymordowanych przez nacjonalistów UPA. To, że mimo upływu lat ofiary zbrodni ludobójstwa nie mogą się doczekać godnego pochówku, jest sprawą skandaliczną. I to nie jest temat do dyskusji, rozmów czy negocjacji ze stroną ukraińską, ale to jest wymóg. Musimy przyjąć, że albo władze na Ukrainie, z którymi wchodzimy w relacje, prezentują pewien poziom, standard, albo nie. Ukraina na kontaktach z Polską tylko zyskuje, natomiast my na popieraniu i relacjach z Kijowem jedynie tracimy – zarówno politycznie, jak i gospodarczo. W tej sytuacji oczekiwałbym, aby Polska podjęła bardziej neutralną politykę w stosunku do Ukrainy. Wówczas zobaczymy, jakie będą tego konsekwencje. Nasza polityka powinna polegać na tym, że skoro Ukraińcy nie prezentują i nie chcą przyjąć określonych standardów, ponadto nie odpowiadają na gesty ze strony Polski, to należy się zdystansować od popierania tego państwa. Strategiczne partnerstwo z Ukrainą to mit. Nie możemy dłużej, za wszelką cenę być rzecznikiem państwa, które na to nie zasługuje, co więcej – manifestuje swą antypolskość. Angażujemy się, ale nie przynosi to państwu polskiemu żadnych korzyści – zarówno jeśli chodzi o politykę historyczną, jak i w sferze gospodarczej. Czas na refleksję, tego wymaga polska racja stanu.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl