logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Projekt „Tusk” bardzo niepewny

Środa, 12 lipca 2017 (12:40)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Donald Tusk podobno sonduje możliwość budowy nowej formacji politycznej. Czy to oznacza, że rozważa powrót na krajową scenę polityczną?

Nie wykluczałbym tego manewru. Nie sądzę, żeby ta informacja była przypadkowa. Co by nie powiedzieć Donald Tusk po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej musi sobie znaleźć swoje miejsce na ziemi, musi mieć gdzieś wrócić. Polityka – zwłaszcza, kiedy się było na szczytach władzy –  działa jak narkotyk. Z uwagi na to, co dzisiaj wyprawia Platforma, nie jest to najlepsze miejsce do powrotu do łagodnego lądowania dla byłego premiera.

Pytanie tylko, czy bardziej będzie się mu opłacało powrócić do Polski – na niepewny grunt, czy może znaleźć sobie spokojną, bez większej odpowiedzialności i – co istotne –dobrze płatną posadkę w Brukseli?

– Donald Tusk ma jeszcze dużo czasu, żeby podjąć decyzję, co do swojej przyszłości, ale przypomnę to, co już niejednokrotnie mówiłem, że z tego parlamentu wyjdą jeszcze – przynajmniej – dwie siły polityczne. I jak widać te moje przewidywania powoli zaczynają przybierać realne kształty. Nie chce mi się wierzyć, że Platforma przetrwa na scenie politycznej w dotychczasowej formie. Również Nowoczesna, która miała wielkie ambicje, aby przejąć stery partii wiodącej w opozycyjnym nurcie, dziś dryfuje po bezkresnych sondażowych morzach i coraz bardziej dochodzi do ściany. W praktyce oznacza to, że zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku trzeba będzie podjąć jakąś decyzję: co dalej i ewentualnie z kim.

Jakie są szanse powodzenia inicjatywy Donalda Tuska?

– To jest tak jak w dowcipie o zającu i wilku, a mianowicie – nie jest ważny temat pracy magisterskiej, ale istotne, kto jest promotorem! Jeśli – w tym wypadku – promotorem ma być Donald Tusk, to nie ma co ukrywać, że środowisko osób mu bliskich czy przychylnych jest ciągle dosyć silne, co więcej – ma parcie na władzę. Ponadto – paradoksalnie – im mniej Tuska w Polsce, im ciszej o nim nad Wisłą, tym bardziej jego notowania rosną. W tym aspekcie należałoby się zastanowić: czy podawanie jego nazwiska do wszystkich przeprowadzanych sondaży prezydenckich jest przypadkiem, czy może zamierzonym, przemyślanym działaniem. Ten mechanizm polega na tym, że z jednej strony nie wymazuje się człowieka z pamięci czy świadomości obywateli, potencjalnych wyborców, a z drugiej strony – mimo, iż jest w Brukseli, to ciągle jedną nogą jest obecny w życiu politycznym Polski.

Może – jak Pan zauważył – to sondowanie nastrojów społecznych ma na celu perspektywę startu Tuska w wyborach prezydenckich?

– Dokładnie tak jest. Sponsorzy czy promotorzy Nowoczesnej doskonale wiedzą, że kapitał zainwestowany w ten projekt, który okazał się niewypałem, tak czy inaczej musi się im zwrócić. Z całą pewnością beneficjentem nie jest tu ani Ryszard Petru, ani Grzegorz Schetyna. Politycy, którym się wydawało, że będą rządzić wiecznie, pamiętają i tęsknią do tłustych ośmiu lat przy władzy, a Donald Tusk kojarzy się im jako ten, który uosabia w nich czas władzy, za którą spoglądają z utęsknieniem. Należy się zatem spodziewać, że będziemy mieli wariant czy też próbę powtórki z historii i dążenie do tego, co było przez osiem lat, aby było tak, jak było. Czy to się uda…? Pokaże czas.

Ale czy na polskiej scenie politycznej jest miejsce dla nowej partii?

– To jest pytanie o pieniądze, jakie w ten projekt zostaną zainwestowane. Polska scena polityczna jest trochę jak worek bez dna i jest w stanie wchłonąć wszystko. Poza tym w polskim parlamencie nie mamy dziś formacji lewicowej, nie ma też formacji liberalno-europejskiej, jest zatem obszar do zagospodarowania. I Donald Tusk jako cwany lis sprytnie może przygotować nośne hasła i powalczyć, a przynajmniej spróbować powalczyć o nowe polityczne szczęście.

Kto mógłby zasilić nową ewentualną formację polityczną?

– To jest pytanie bardziej do polityków z Platformy i Nowoczesnej. Jednak z całą pewnością w tych szeregach jest całe grono osób, które z chęcią zmieni barwy i przyklei się do nowej formacji, a wszystko po to, aby powrócić do czasów rządów Donalda Tuska.

Tylko czy Polacy kupią te same mocno zgrane nazwiska pod nowym szyldem?

– A jakże…?! Przecież Donald Tusk dzisiaj na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej, z dala od Polski, na obczyźnie przechodzi polityczny czyściec. Proszę zwrócić uwagę, że nikt o nim – poza wplataniem jego nazwiska do sondaży – głośno nie mówi. Nikt też – póki co – nie stawia Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu, o czym jeszcze nie tak dawno się mówiło, a jego polityczni koledzy z Platformy skrzętnie bronią dobrego imienia swego dawnego szefa. Mamy zatem hasła o pasmach sukcesów i wielkich dniach chwały dla Polski, które rzekomo miały miejsce podczas ośmiu lat rządów tej politycznej formacji. Tym sposobem buduje się mit. Niestety, pamięć ludzka jest ulotna, a łaska wyborców na pstrym koniu jeździ i wbrew pozorom możemy się zdziwić, kiedy nagle się okaże, że Donald Tusk jest bohaterem narodowym. W tym kierunku to wszystko zmierza.

Nawet zakładając ten – moim zdaniem – czysto teoretyczny scenariusz, czy tacy politycy jak Grzegorz Schetyna, Ewa Kopacz mają przed sobą polityczną przyszłość?     

– A kto mówi, że Donaldowi Tuskowi chodzi o tych wspomnianych przez pana redaktora polityków…? Tusk to spryciarz, który dobrze wie, że stawianie na zgrane karty nie ma sensu. On nie postawi na osoby, które dzisiaj usiłują się wybić na niepodległość albo uzyskać polityczną niezależność, którzy zapomnieli o nim albo robią wszystko, żeby to samo zrobili potencjalni wyborcy. Donald Tusk doskonale pamięta, kto wyszedł mu na spotkanie na Dworzec Centralny w Warszawie, kto go witał, kiedy zmierzał na przesłuchanie do prokuratury. Grzegorz Schetyna nie był w tym tłumie, bo nie wszyscy w Platformie płaczą po Donaldzie Tusku, i on o tym wie, co więcej, z całą pewnością zapamięta tych, którzy się od niego odcinają.

Programowo, wokół czego można skupić uwagę Polaków, bo straszenie PiS-em jak widać się nie sprawdza?

– To jest problem Donalda Tuska i kolegów z Platformy oraz z Nowoczesnej. Proszę wybaczyć, ale nie mam zamiaru im podpowiadać gotowych scenariuszy, jak przejąć wadzę w Polsce. Niech sami próbują coś wymyśleć. Póki co, kiepsko im to wychodzi i wszyscy, którzy obserwują wydarzenia na polskiej scenie politycznej, to widzą.  

Dziękuję za rozmowę.     

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl