logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Dokumentujmy, żeby pozostał ślad

Czwartek, 20 lipca 2017 (04:31)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Władze Ukrainy nadal blokują poszukiwania i ekshumacje ofiar ludobójstwa na Wołyniu i żołnierzy z września 1939 r., którzy zginęli z rąk NKWD; uzależniając zmianę stanowiska od odbudowy nielegalnego pomnika w Hruszowicach. Nie zmieniły decyzji nawet po postawieniu w tym miejscu krzyża poświęconego sprawiedliwym Ukraińcom...

– To nic innego jak próba złamania Polski i Polaków poprzez narzucenie nam ukraińskiej polityki historycznej związanej z promocją nacjonalizmu ukraińskiego, która w okresie II Rzeczypospolitej miała formę terrorystyczną, a w okresie II wojny światowej i po jej zakończeniu „zaowocowała” ludobójstwem na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. To żądanie i stawianie Polsce warunków łamie wszelkie racjonalne normy, i to zarówno od strony faktów historycznych, jak również chrześcijańskiej moralności. W imię politycznej poprawności mamy zrównać katów z ofiarami na ołtarzu polityki. Na to absolutnie nie może być zgody.

Doły, gdzie spoczywają Polacy, którzy zginęli w obronie Lwowa, są nielegalnie rozkopywane i grabione przez tzw. czarnych archeologów. Chodzi o to, żeby utrudnić identyfikacje ofiar?

– To tylko pokazuje, kogo mamy za partnera po drugiej stronie stołu rozmów. Takich rzeczy nie robili nawet Niemcy ani Rosjanie na swoim terenie. To jest zwyczajne barbarzyństwo i brak poszanowania dla zmarłych, co powinno być normą we wszystkich cywilizowanych państwach i narodach. Tymczasem nacjonaliści ukraińscy rządzący na zachodniej Ukrainie prowadzą politykę zamazywania obecności Polski przez siedem wieków na tym terenie, stosując przy tym metody, które były obce nawet wielu ludom pierwotnym.

Przedstawiciele polskiej dyplomacji mówią o potrzebie dialogu ze stroną ukraińską, ale czy jest możliwy rzeczowy dialog z negacjonistami wołyńskimi, jak Światosław Szeremeta czy Wołodymyr Wiatrowycz?

– Dialog – owszem – można prowadzić z osobami racjonalnie myślącymi, ale nie z ludźmi zaczadzonymi ideologią banderowską. Z takimi ludźmi jak Światosław Szeremeta czy Wołodymyr Wiatrowycz nie ma szans na prowadzenie dialogu, ale oczywiście podejmować próby rozmów jak najbardziej należy. Cała ta sytuacja powinna nam – przede wszystkim zaś polskim władzom – uzmysłowić, jakiego partnera będziemy mieli za naszą wschodnią granicą, jeżeli nacjonaliści w pełni przejmą tam władzę. Niestety dotychczasowa polska polityka tylko im to ułatwia.

Co w tej sytuacji może zrobić państwo polskie, aby spełnić obowiązek wobec ofiar – swoich obywateli?

– Dokumentujmy wszystko i opisujmy to w mediach, żeby pozostał ślad. Zamordowani nasi rodacy czekali na godny pochówek kilkadziesiąt lat i kolejne polskie rządy nie były w stanie czy też nie chciały – w imię poprawności politycznej – wydobyć ich z tych dołów niepamięci, więc nie ma co na siłę, a tym bardziej na kolanach, prosić barbarzyńców o zgodę na ekshumacje i upamiętnienia. Zresztą nasi rodacy, którzy honor mieli nie tylko na ustach, ale też zapisany głęboko w sercach, zapewne by tego nie chcieli. Jedno jest pewne: polskie władze muszą przestać wspierać państwo ukraińskie do momentu zmiany polityki wobec Polski.

Polska jest coraz bardziej zalewana imigrantami z Ukrainy. Z czym mamy do czynienia?

– To żadne dobrodziejstwo, ale wprost przeciwnie: poważny problem, który z czasem będzie odczuwalny coraz bardziej. Tymczasem w Polsce pojawiają się nieodpowiedzialne pomysły dostosowywania się do przybyszów ze Wschodu m.in. poprzez rozbudowę szkolnictwa dla emigrantów zarobkowych z Ukrainy. To jest kardynalny błąd. Takie standardy dotyczą tylko mniejszości narodowych będących obywatelami Polski. Jeżeli imigranci ekonomiczni przyjeżdżają do Polski i jeśli polskie szkoły, z polskim językiem nauczania mają stać dla nich otworem, to przybysze ci powinni funkcjonować w ramach ogólnych standardów naszej kultury i naszych zasad. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Ukraińcy za swoje pieniądze organizowali sobie własne szkoły.

Czy Ukraińcy – jak twierdzi wicepremier Jarosław Gowin – są w stanie się zasymilować z polskim społeczeństwem?

– Asymilacja to proces złożony i rozłożony w czasie, przy sprzyjających warunkach, na co najmniej trzy pokolenia. Obawiam się jednak, iż Ukraińcy przyjeżdżający do Polski będą poddawani działaniom różnych organizacji promujących w Polsce banderyzm, a z czasem nawet mogą wspierać pewne separatyzmy, i to nie tylko we wschodniej części Polski. Mogą być naturalnym zapleczem np. dla Ruchu Autonomii Śląska. I to rodzi dodatkowe niebezpieczeństwo.

Tylko we Wrocławiu przebywa od 80 do 100 tysięcy Ukraińców, a prezydent tego miasta zachęca kolejnych. Powołał nawet pełnomocnika ds. Ukraińców, twierdząc, że są oni kulturowo bliscy Polakom…

– To jest „chichot historii”! Proszę zwrócić uwagę, że duża część mieszkańców Wrocławia to potomkowie uciekinierów z okolic Lwowa, których przepędzono z ziem, na których mieszkali od wieków. Wśród wielu rodzin kresowych wciąż żywa jest trauma po ludobójstwie dokonywanym przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. I teraz przybywają tam Ukraińcy z miast i wsi, które zagarnęli po wypędzonych Polakach, co więcej, przybywają do Polski ci, którzy nie byli w stanie zbudować na Ukrainie swojego dobrobytu. Tak czy inaczej dopóki Ukraińcy przybywający do Polski pracują i zachowują się lojalnie, to jest porządku, ale jeżeli zaczną promować swoje banderowskie symbole, co nie jest wykluczone, to możemy mieć do czynienia ze wzrostem antagonizmów polsko-ukraińskich.

Podczas gdy my otwieramy drzwi na oścież Ukraińcom, za naszą wschodnią granicą coraz częstsze są przypadki ataków nie tylko na polskie placówki dyplomatyczne, ale koktajlami Mołotowa obrzucone zostały m.in. klasztor żeński w Brzuchowicach k. Lwowa czy synagoga we Lwowie. Kto inspiruje takie działania i w jakim kierunku to zmierza?

– Te działania mają wielowątkową głębię. Po pierwsze, brakuje skutecznych działań polskich służb specjalnych, które powinny identyfikować osoby biorące udział w takich ekscesach. Osoby demonstrujące nieprzychylność wobec Polski i Polaków nie powinny mieć prawa do pracy w naszym kraju. I to powinno być publicznie ogłoszone przez polskie władze. Po drugie, trzeba brać pod uwagę, że tego typu akty w pewnych sytuacjach mogą być inspirowane przez obce służby specjalne, i to nie tylko jednego państwa.

Jakie w tej sytuacji są szanse Ukrainy na członkostwo w UE ?

– Ukraina jest na skraju upadku gospodarczego i ekonomicznego, jest w fazie trwającej fragmentaryzacji państwa. To kraj, gdzie w pewnych regionach organizacje przestępcze już wyręczają państwo w monopolu na stosowanie siły. W takim stanie nikt nie weźmie na utrzymanie czterdziestu milionów ludzi, a do tego sprowadzałoby się wstąpienie Ukrainy w szeregi Unii. Praktycznie UE przez kilkanaście lat musiałaby poświęcać cały budżet spójności na wyrównanie standardów dwukrotnie większego od Polski kraju, oczywiście przy założeniu wyeliminowania powszechnej tam korupcji.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 20 lipca 2017 (13:46)

NaszDziennik.pl