logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik

Zaplanowana antypolska propaganda

Piątek, 21 lipca 2017 (12:56)

Do 20 proc. przypadków sformułowań „polskie obozy koncentracyjne” wynika z niewiedzy; natomiast w zdecydowanej części przypadków to jest celowe działanie – ocenia Mira Wszelaka. Prezes Fundacji Reduta Dobrego Imienia odniosła się do komentarzy zagranicznych mediów w związku z wizytą pary książęcej w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof.

– Media amerykańskie i brytyjskie niestety po raz kolejny użyły sformułowania niewłaściwego, sformułowania niezwykle szkalującego polski wizerunek i przede wszystkim prawdę historyczną, a mianowicie „polski obóz koncentracyjny” – mówi Mira Wszelaka, prezes Fundacji Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom.

Informacje pojawiły się na pasku informacyjnym amerykańskiej stacji CNN, w USA Today oraz brytyjskiej prasie – „Daily Mail” oraz „Daily Mirror”. Sytuacja spotkała się z szybką i zdecydowaną interwencją ze strony m.in. Muzeum w Stutthof, Muzeum Auschwitz-Birkenau, internautów oraz Fundacji Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom.

– W przypadku „Daily Mirror” i USA Today poprawiono informację, niestety na „nazistowski obóz koncentracyjny”, natomiast w przypadku „Daily Mail” – na „niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny” i przeproszono – mówi Wszelaka i dodaje: „»Daily Mail« poinformował nas również, że uwrażliwi wszystkich dziennikarzy na to, żeby stosowali właściwe sformułowanie i redaktor naczelny ma nadzieję, że już nigdy nie powtórzy się taka sytuacja”.

Z informacji, którymi dysponuje Fundacja Reduty Dobrego Imienia, wynika, że sformułowania typu „polskie obozy koncentracyjne”, „polskie getto”, „nazistowska Polska” czy „polskie SS”, w około 20 proc. przypadków pojawiają się z niewiedzy. – Najgorsza sytuacja pojawia się wtedy, kiedy takie przekłamania podaje któraś z zagranicznych agencji informacyjnych, ponieważ wtedy obieg fałszywej informacji rusza lawinowo – ocenia rozmówczyni PAP.

– Natomiast w zdecydowanej części przypadków to jest celowe działanie, które jest wynikiem już utrwalonego przekazu, z którym mamy do czynienia od lat 50. Tylko przez wiele lat nikt nie reagował i nagle stwierdzono, że jest to problem – mówi Wszelaka i informuje, że interwencje na dobrą sprawę rozpoczęły się dopiero kilka lat temu.

Prezes Fundacji przyznaje, że takie interwencje powinny przebiegać możliwie jak najszybciej i przy zaangażowaniu jak największej liczby osób. Tylko takie działanie – jej zdaniem – pomoże zapobiegać propagowaniu fałszywych informacji, które – jak mówi – szkalują dobre imię Polski. – Zwłaszcza w przypadku, kiedy dotyczy to takich wizyt, które ten wizerunek Polski miały naprawiać, miały pokazać Polskę i pokazują Polskę w bardzo dobrym świetle – mówi Wszelaka.

Z doświadczenia Fundacji wynika, że w większości przypadków, po wystosowaniu prośby do mediów o sprostowanie, nie ma z nim problemu. Jeśli jednak nie przynosi to skutku, kierowany jest wniosek do sądu – taka sytuacja obecnie jest w przypadku francuskiego „Le Figaro”, które odmówiło sprostowania szkalującej informacji.

Fundacja Reduta Dobrego Imienia współpracuje z prawnikami i jak informuje jej prezes, jej działania często pokrywają się z interwencjami MSZ.

RS, PAP

NaszDziennik.pl