logo
logo

Zdjęcie: http://stanislawozog.pl/ / -

Rządy PiS – temat zastępczy Komisji Europejskiej

Niedziela, 17 września 2017 (20:32)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

NSZZ „Solidarność” apeluje do Komisji Europejskiej o wstrzemięźliwość i zaprzestanie ataków na Polskę w związku z obniżeniem przez rząd wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Wbrew temu, co twierdzi, polskie kobiety nie czują się w związku z tym faktem dyskryminowane...

– Na początku może mała dygresja: jako poseł byłem na sali plenarnej Sejmu RP, kiedy ówczesny minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz uzasadniał podwyższenie wieku emerytalnego polskich kobiet, jeśli chodzi o te, które pracują na roli, o 12 lat, natomiast dla pozostałych do 67. roku życia w taki oto sposób. Cytuję z pamięci: kobiety domagają się podwyższenia wieku emerytalnego, a przez to, że będą pracować dłużej, będą szczęśliwsze i zdrowsze. Dzisiaj PSL – zanikowa partia – mówi, że to PiS podnosi wiek emerytalny dla rolników, co w zestawieniu z faktami brzmi komicznie. Z podobną hipokryzją mamy dzisiaj do czynienia również na poziomie Komisji Europejskiej. Może warto byłoby, gdyby ktoś z KE – może nie sam przewodniczący Juncker, bo to mogłoby być dla niego zbyt trudne, ale ktoś inny z tego szerokiego gremium – zechciał dokładnie przeanalizować wiek emerytalny kobiet i mężczyzn w poszczególnych krajach Unii. Wówczas okazałoby się, że w wielu przypadkach ten wiek jest różny, co więcej, jest on niższy od tego, który od października będzie obowiązywał w Polsce.

Może KE ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem, bo minister Elżbieta Rafalska wyjaśniała w szczegółach ideę i zasady de facto powrotu do wieku emerytalnego, który w 2012 r. podwyższyła Platforma?

– Zgadza się to, co dzisiaj robi rząd Prawa i Sprawiedliwości, to nic innego jak przywrócenie wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, który obowiązywał przed „reformą” Platformy i tzw. Polskiego Stronnictwa Ludowego. KE ma problemy m.in. z czytaniem ze zrozumieniem, bo rząd premier Beaty Szydło nie zmusza ani mężczyzn, ani kobiet do przechodzenia na emeryturę. Jest to prawo, przywilej, z którego można skorzystać lub nie. Jak widać, wiele osób chce z tego prawa skorzystać z uwagi na stan zdrowia itd. Jednak wiele osób pozostanie w pracy i dobrze. Nie wyobrażam sobie np. pielęgniarki, która miałaby do 67. roku życia opiekować się pacjentami, często obłożnie chorymi, podnosić ich, przewijać czy robić im zastrzyki, pobierać krew itp. Podobnie jak nie wyobrażam sobie w tym wieku górnika pracującego pod ziemią przy wydobyciu węgla. Natomiast opowieści, jakich przez osiem lat musieli wysłuchiwać za rządów Platformy, że każdy musi pracować dłużej, okazuje się, że można włożyć między bajki, chyba że ktoś nigdy nie pracował i nie wie, co to znaczy. Co by nie powiedzieć, mamy ewidentne mieszanie się KE w wewnętrzne sprawy państwa polskiego. Jeśli chodzi o wiek emerytalny, to jest zapis w Konstytucji RP, a zatem wszystko wskazuje, że elitom brukselskim nie podoba się nawet ustawa zasadnicza. Na to trzeba patrzeć z przerażeniem i jeśli w takim kierunku ma iść dalej UE, jeśli mamy się tylko podporządkowywać coraz to nowym dyrektywom, nakazom czy zakazom, które są formułowane niemal każdego dnia, to może być nam nie po drodze z Brukselą.    

Wspomniał Pan, że w wielu krajach UE jest podobny wiek przechodzenia na emeryturę, dlaczego zatem KE ingeruje tylko w sprawę obniżenia wieku emerytalnego w Polsce?

– Komisarze unijni, wysocy urzędnicy z Brukseli pójdą na emeryturę w wieku bodajże 62 lat. I jakoś im to nie przeszkadza. Nikt z tych unijnych dygnitarzy nie protestuje. KE jakoś nie ingeruje w sprawy wewnętrzne państw Beneluksu. Natomiast jeśli chodzi o Polskę, to kiedyś niejaka Elżbieta Bieńkowska, ówczesna wicepremier, powiedziała, co prawda w innym kontekście, że taki mamy klimat. Dzisiaj ten klimat wobec Polski niestety jest bardzo nieprzychylny, jeśli chodzi o stanowisko KE. Obecny polski rząd i formacja, która w Polsce sprawuje władzę, nie powiem, że jest znienawidzony przez KE, ale z całą pewnością wywołuje panikę w jej szeregach. Stąd angażuje się środki finansowe, ale też stosuje się metody prawne czy pozaprawne, ażeby tylko osłabiać Polskę – państwo rządzone, i to z dobrymi efektami, przez PiS. Mimo tej całej wrogiej propagandy przeciw Polsce rzeczowe, konkretne informacje przedostają się jednak do opinii publicznej, czego dowodem jest ostatnio chociażby Hiszpania. Przerażenie KE powoduje widmo imigracji muzułmańskiej oraz widmo kryzysu finansowego i gospodarczego.

Przecież mówi się, że strefa euro odnotowuje wzrost gospodarczy?        

– Ogółem owszem, natomiast ten średni rozwój gospodarczy wynika z rozwoju gospodarczego przede wszystkim Niemiec. Natomiast w pozostałych krajach jest marazm. Dochodzi do recesji, do gigantycznego zadłużenia, dochodzi do przekraczania deficytu budżetowego i jakoś KE tego nie zauważa, nie ma też mowy o wprowadzaniu procedury nadmiernego deficytu wobec Włoch czy Francji. KE oraz struktury PE odwracają uwagę Europy od spraw najistotniejszych, przerzucając zainteresowanie wbrew wszelkiej logice, tworząc temat zastępczy, jakim jest Polska. Do atakowanej Polski dołączają też Węgry, Czechy czy wspomniana już Hiszpania, co być może spowoduje, że wprawdzie późno, ale ten czas otrzeźwienia jednak dotrze do tych, którzy sprawują władzę.

Czy są jakiekolwiek podstawy prawne do tego typu ataków, bo jak stwierdził Jacek Saryusz-Wolski, Polska ma prawo ustalać wiek emerytalny według własnej woli?

– Gwarantują to traktaty. Sprawy szeroko pojętego bezpieczeństwa wewnętrznego, polityki zagranicznej, szerzej rozumianego socjalu łącznie z ochroną zdrowia gwarantują traktaty. Są to bowiem domeny prawa krajowego, a nie wspólnotowego. Zgodnie z zapisem traktatowym KE czy szerzej UE nie może się mieszać w te sprawy, bo nie ma żadnych podstaw prawnych.

Zatem Frans Timmermans, atakując Polskę, nie nadużywa nie tylko swoich kompetencji, ale też – jak Pan zauważył – unijnego prawa?

– Frans Timmermans nie tylko, że nadużywa prawa europejskiego wobec Polski w dwojaki sposób w sensie ściśle prawnym, ale również w sensie politycznym, ale on to prawo łamie. Atakując Polskę w taki, a nie inny sposób, dopuszcza się bezprawia. Ale jaka jest obecna UE, jaki jest przewodniczący Jean-Claude Juncker czy jego przyboczny Frans Timmermans, tego mogliśmy doświadczyć w minionym tygodniu podczas debaty na forum europarlamentu, kiedy w środę szef KE wygłosił doroczne orędzie o stanie Unii, które było jak zresztą zwykle pełne frazesów. Towarzyszyła temu debata nad stanem i przyszłością Wspólnoty. Po trzech godzinach debaty i wielu wypowiedziach, gdzie padła ponad setka konkretnych pytań, przewodniczący Juncker nie odpowiedział na żadne pytanie, uznał, że ma dość, że boli go kręgosłup, wobec czego wstał, zabrał z pulpitu swoje manatki i najzwyczajniej wyszedł. Choćby takie podejście bądź co bądź szefa tej unijnej instytucji pokazuje jej stan.

Skoro poruszył Pan temat tego orędzia o stanie i przyszłości UE, to padła tam jeszcze jedna kwestia, mianowicie dotycząca połączenia stanowisk szefa Komisji Europejskiej i szefa Rady Europejskiej. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie?

– Można to uznać za przebłysk, głos rozsądku, a być może chęć uniknięcia dalszego blamażu i kompromitacji. Jeśli bowiem na stanowisku szefa RE nie ma nic do roboty bądź jeśli funkcję tę sprawuje człowiek znany z wrodzonego lenistwa, stąd bardziej wygląda to na funkcję dekoracyjną i to jest jakby jednak kwestia. Druga dotyczy obecnego szefa KE, który jaki jest, każdy widzi, to aż się prosi, aby te dwa stanowiska połączyć w jedno. Pod warunkiem, że do wyboru zostanie dopuszczony mądry, rzeczowy, odpowiedzialny i pracowity polityk, a więc człowiek z cechami, których na próżno szukać u Donalda Tuska czy Jean-Claude’a Junckera. Ponadto jest jeszcze jeden warunek, mianowicie, żeby tę propozycję wcielić w życie, musi zostać otwarty traktat unijny. Dla porównania przypomnę, że kiedy my mówiliśmy – jeszcze w ubiegłym roku – o konieczności czy raczej o potrzebie otwarcia traktatu i rozpoczęcia dyskusji, to odsądzano nas od czci i wiary. Dzisiaj, kiedy Juncker zgłasza pomysł – Angela Merkel zresztą ma podobne zdanie – o konieczności otwarcia debaty nad traktatami unijnymi, to wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Mamy zapowiedź wyjazdu do Brukseli delegacji NSZZ „S” z tą tylko różnicą, że związkowcy wybierają się tam, aby bronić Polski, a nie donosić na Polskę, jak to wciąż robią politycy tzw. totalnej opozycji…

– To jest zasadnicza różnica i jeśli do takiej wizyty dojdzie, to z całą pewnością tam w Brukseli będziemy razem z „S”. Natomiast jeśli chodzi o totalną opozycję, nie tylko tę z polskiego parlamentu, ale tę z europarlamentu, to muszę przyznać, że nigdy od europosła z Niemiec, Francji, Włocha, Hiszpana czy jakiegokolwiek innego nie słyszałem, żeby mówił o sobie, że jest Europejczykiem. Każdy z nich mówi i podkreśla, że jest Niemcem, Francuzem, Włochem, Hiszpanem itd. Jeśli zaś chodzi europosłów z Polski – tych z tzw. totalnej opozycji – mówią o sobie, że są Europejczykami. Wstydzą się polskości, wstydzą się Polski i trudno to w ogóle komentować. Może byłoby lepiej, gdyby po prostu zamilkli. Natomiast to, co robią, kiedy o Polsce, nie o rządzie, ale o Polsce, mówią bardzo źle podczas posiedzeń różnego rodzaju komisji, pokazuje ich prawdziwe intencje, których wcale nie skrywają. Tymczasem rząd PiS został wybrany w demokratyczny sposób przez Naród. To demokracja bez żadnych machlojek doprowadziła do utworzenia rządu Zjednoczonej Prawicy.

Podobno w październiku w PE ma się odbyć debata w obronie funkcjonariuszy bezpieki reżimu komunistycznego rzekomo dyskryminowanych przez rząd PiS…

– SLD w Polsce, ale też przedstawiciele tego ugrupowania w PE, robi wszystko, żeby przebić szklany sufit, który jest na progu pięciu procent poparcia społecznego umożliwiający politykom tej formacji powrót do Sejmu. Widocznie oszacowali, że tych rzekomo poszkodowanych ubeków i esbeków jest tylu, że uzyskując ich głosy, przekroczą próg wyborczy. Żałuję, bo przecież znam tych eurodeputowanych, że nigdy nie wstawili się za ofiarami prześladowanymi przez komunistyczny aparat represji, a dzisiaj upominają się o oprawców, którzy katowali bohaterów polskiej wolności.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl