logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Trwa nakręcanie spirali zbrojeń

Niedziela, 22 października 2017 (23:00)

Z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy w obecnej sytuacji geopolitycznej możliwe, racjonalne jest ograniczanie arsenałów jądrowych na świecie? 

– Trudno powiedzieć, czy ma to wymiar rzeczywisty, czy podnoszenie tego tematu jest tylko zabiegiem czysto propagandowym. Proszę zwrócić uwagę, że szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow w piątek, podczas moskiewskiej konferencji poświęconej nierozprzestrzenianiu uzbrojenia jądrowego stwierdził m.in., że wręcz nieodpowiedzialne – z punktu widzenia globalnego bezpieczeństwa, byłoby ignorowanie dotychczasowych technologii wojskowych.

Można zatem powiedzieć, że Rosja ignoruje traktat o całkowitym zakazie broni nuklearnej?

– Jak wiadomo, traktat o całkowitym zakazie broni jądrowej został przyjęty przez ONZ w lipcu tego roku. We wrześniu część państw członkowskich ONZ ratyfikowała ten dokument, ale nie wszystkie, w tym również Rosja. Wypowiedź Siergieja Ławrowa może świadczyć o pewnej grze, być może w kontekście napięcia, jakie ma miejsce w związku z wydarzeniami na Półwyspie Koreańskim i działaniami Kim Dzong Una, który wręcz grozi użyciem broni nuklearnej. Tak czy inaczej – w mojej ocenie – te kwestie należałoby rozpatrywać w kontekście gry, którą prowadzi Rosja.

Może jednak Siergiej Ławrow ma rację, twierdząc, że wyzbywanie się dzisiaj broni nuklearnej – zwłaszcza że broń atomowa i systemy rakietowe zdolne do jej przenoszenia znajdują się w rękach niezrównoważonego Kim Dzong Una?

– W tej sytuacji i w obliczu działań Kom Dzong Una należy zadać sobie pytanie: czy Stany Zjednoczone dysponują wystarczającą ilością broni konwencjonalnej, aby się przeciwstawić działaniom państwa, które dysponuje bronią nuklearną? Moim zdaniem dysponują. W tej sytuacji narzuca się kolejne pytanie: czy Amerykanie w razie potrzeby są w stanie i czy zechcą użyć tego typu środków. Oznaczałoby to zakrojoną na szeroką skalę operację wojenną ze wszystkimi jej konsekwencjami, co raczej trudno sobie wyobrazić.

Czy logiczne i sensowne jest startowanie z bronią konwencjonalną do kogoś, kto dysponuje arsenałem nuklearnym?  

– Z użyciem broni nuklearnej przez Korę Północną nie jest taka prosta sprawa. W ogóle żeby użyć tego typu broni należy dysponować środkami jej przenoszenia, np. rakietami czy różnego rodzaju statkami powietrznymi, samolotami itp. W związku z tym – oczywiście – można sobie wyobrazić sytuację, że strona, która dysponuje bardzo dobrym rozpoznaniem satelitarnym, w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, jest w stanie odpowiednio wcześnie przeprowadzić atak wyprzedzający i uderzyć lotnictwem czy rakietami, które wcale nie muszą być uzbrojone w broń jądrową, ale konwencjonalnie i zniszczyć bazy, w których znajdują się środki do przenoszenia broni nuklearnej przeciwnika i tym samym uniemożliwić mu użycia jego broni jądrowej.

Stany Zjednoczone, które są uważane za stabilizatora światowego bezpieczeństwa, w wystarczający sposób monitorują działania reżimu północnokoreańskiego i przeprowadzane tam próby nuklearne?           

– Tego oczywiście nie wiemy. Mam jednak nadzieję, że tak się dzieje. Jednak o monitorowanie działań Kim Dzon Una musi zadbać – w pierwszym rzędzie – Korea Południowa, która jako najbliższy sąsiad jest bezpośrednio zagrożona. Zważając na relacje sojusznicze Korei Południowej ze Stanami Zjednoczonymi i Japonią, należy wnioskować, że ten monitoring działań reżimu północnokoreańskiego musi się odbywać na bieżąco.

Traktat o całkowitym zakazie broni jądrowej przyjęty przez ONZ w lipcu został zignorowany nie tylko przez Rosję, ale także przez inne mocarstwa dysponujące bronią nuklearną, w tym: Stany Zjednoczone, Francję i Wielką Brytanię…

– W sytuacji rosnącego napięcia w wielu rejonach świata nie ma się, co dziwić, że państwa, które dysponują arsenałem nuklearnym, nie chcą się go pozbyć.

Mamy do czynienia z nową odsłoną zimnej wojny między wschodem i zachodem?

– Wygląda to tak, że po okresie względnego spokoju i pewnego wyciszenia mamy dzisiaj ciąg dalszy wzajemnego nakręcania spirali zbrojeń, co oczywiście może się zakończyć konfliktami zbrojnymi, a nawet wojną światową. Takiego scenariusza nie można wykluczyć. Nie dzieje się przecież nic, co wskazywałoby, że państwa dysponujące arsenałem nuklearnym – zwłaszcza Rosja – miałyby zrezygnować z tego zasobu czy w ogóle z kierunku polityki, który – jakiś czas temu – został sformułowany w doktrynach i strategiach oraz działaniach polityki zagranicznej Moskwy.

Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania nie decydują się na ograniczenie arsenału jądrowego ze względu na Rosję czy może jest odwrotnie?

– Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Niewątpliwie jest to wzajemne przeciąganie liny z tym, że cały czas mamy do czynienia z grą prowadzoną przez Rosję niż z rzeczywistym działaniem, które mogłoby się przerodzić w użycie tego typu broni. Przypomnę, że w tego typu kwestiach jak redukcja arsenału nuklearnego większe znaczenie od deklaracji mają konkretne działania, które są wynikiem rozmów i negocjacji między poszczególnymi państwami – tymi, które zdecydowałyby się na podpisanie takiego traktatu. Póki co nie wydaje mi się, żeby Rosja chciała wejść w tego typu retorykę i negocjacje. Mamy zatem do czynienia z wystrzałem z potężnej armaty (mamy broń atomową i nie zrezygnujemy z niej), który ma zrobić wrażenie na przeciwniku. Rosja może tę batalię wygrać propagandowo. I zdaje się o to właśnie chodzi, nic więcej.

Czemu ma zatem służyć inicjatywa ONZ o całkowitym zakazie broni nuklearnej, skoro od początku jest wiadomo, że zainteresowane strony i tak zignorują ten traktat?       

– Myślę, że na tak postawione pytanie powinny odpowiedzieć ośrodki decyzyjne ONZ wychodzące z taką inicjatywą czy deklaracjami. Oczywiście z uwagi na poprawność polityczną trudno byłoby zainteresowanym stronom formułować pod adresem inicjatorów z ONZ zarzut o bezsensowności takiego projektu, bo to oznaczałoby, że z góry wyklucza się pokojowe rozwiązania w obszarze broni nuklearnych. Mamy zatem grę z obu stron, w której Rosja wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję do intryg.

Jak dzisiaj wygląda arsenał jądrowy poszczególnych państw? Jest mniejszy, czy może wprost odwrotnie się zwiększa?

– W tej chwili – jak się wydaje – głowic jądrowych jest na świecie mniej, jednak wiele państw modernizuje swoje arsenały jądrowe. Obecnie arsenałem jądrowym dysponują Stany Zjednoczone, Rosja, Wielka Brytania, Francja Chiny, Indie, Pakistan, Izrael i Korea Północna. Przy czym – jak wynika z danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem – ok. 93-procentami światowego arsenału broni jądrowej dysponują Stany Zjednoczone i Rosja. Nie ma też żadnych sygnałów, żeby takie potęgi jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy dajmy na to Francja rozbudowywały swój arsenał jądrowy. Przy czym Amerykanie starają się utrzymać odpowiedni parytet w stosunku do potencjału, którym dysponują Rosjanie. Natomiast Rosja w wymiarze strategicznym, utrzymując swój stan lekkiej przewagi w stosunku do Stanów Zjednoczonych, dba o środki przenoszenia ładunków jądrowych, a jednocześnie systematycznie rozbudowuje swój potencjał taktycznej broni atomowej. I tu jest duże niebezpieczeństwo.

Z czego ono wynika?

– W rosyjskiej doktrynie wojennej jest założenie, że Moskwa rezerwuje sobie prawo użycia taktycznych ładunków nuklearnych w przypadku, kiedy wojska rosyjskie nie dają sobie rady, używając broni konwencjonalnej. To nic innego jak powtórzenie zasad i założeń, jakie obowiązywały w Układzie Warszawskim. I choć dawny socjalistyczny układ jest już słusznie minioną przeszłością, to zasady użycia broni jądrowej przez Rosję pozostały niezmienione. Można powiedzieć, że fakt, iż Rosja posiada i rozbudowuje swój arsenał taktycznej broni atomowej, to jest bardzo niebezpieczna przesłanka – zwłaszcza jeśli chodzi o nasze bezpieczeństwo. Warto też pamiętać, że użycie tego typu broni nie wywoła konfliktu na skalę światową, bo dajmy na to, nie naruszy w żaden sposób bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, natomiast może być użyte w lokalnych konfliktach zbrojnych, w których Rosjanie – zwłaszcza ostatnio – upatrują swoją szansę na odbudowę pozycji w Europie. I tego typu niebezpieczeństwa dostrzegałbym ze strony Rosji. Tak czy inaczej jeśli chodzi o strategiczne środki nuklearne, to istnieje balans zwłaszcza między Waszyngtonem a Moskwą i każde użycie tego typu broni prowadziłoby nieuchronnie do kataklizmu. Obie strony zdają sobie z tego sprawę, z kolei jeśli chodzi o taktyczne środki jądrowe, to Rosja ma ich sporo, co więcej – ciągle rozbudowuje ten arsenał, natomiast Stany Zjednoczone praktycznie ich nie posiadają (ocenia się, że w Europie Amerykanie mają dwieście sztuk wobec sześciu tysięcy taktycznych głowic rosyjskich). I tu tkwi problem. Zakładając, że Stany Zjednoczone zgodziliby się na ograniczenie arsenału strategicznej broni jądrowej to automatycznie stworzyłoby przewagę Rosji w arsenale taktycznej broni atomowej.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl