logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik

Będę upominał się o krzyże

Poniedziałek, 30 października 2017 (19:51)

Z dr. Jarosławem Szarkiem, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Rafał Stefaniuk 

IPN stanowczo zareagował na wywiad byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, w którym polityk zrównuje UPA z Armią Krajową. To kolejne oburzające kłamstwa Ukraińców.

– Stosunki polsko-ukraińskie to kwestie polityczne i jako takie pozostawiam je politykom. Z kolei Instytut Pamięci Narodowej musiał stanąć w obronie dobrego imienia Armii Krajowej i Marszałka Józefa Piłsudskiego. Bez względu na to, kto te słowa wypowiedział. Zareagowalibyśmy również wtedy, gdyby takiego zwrotu użył były lub urzędujący prezydent jakiegokolwiek innego państwa. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. A podkreślę to raz jeszcze: porównywanie UPA do Armii Krajowej jest całkowicie ahistoryczne, nieuprawnione i kłamliwe. Niestety, Ukraina w ten sposób chce realizować swoją politykę historyczną. Nie tak dawno Ukraińcy odsłonili pomnik na Przełęczy Wereckiej, na którym widnieje napis: „Bohaterom Ukrainy Karpackiej rozstrzelanym przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 roku”. Czczone wydarzenie nigdy nie miało miejsca! To nie ma potwierdzenia w faktach! To jest budowanie fałszywego obrazu. Instytut Pamięci Narodowej będzie w tych sprawach stanowczo reagował.

Wydaje się, że były prezydent Ukrainy powinien wiedzieć, jakie jest stanowisko Polski wobec działalności UPA i jak wielkim szacunkiem darzymy ofiarę Armii Krajowej. Jego słowa to celowa prowokacja?

– Ta wypowiedź zbiegła się z wizytą w Kijowie wicepremiera prof. Piotra Glińskiego, który tymi sprawami się zajmuje. I gdy on udaje się na Ukrainę, aby szukać porozumienia w relacjach polsko-ukraińskich, to były prezydent naszych wschodnich sąsiadów, kawaler Orderu Orła Białego, wypowiada takie słowa.

A co dalej z polskimi pracami ekshumacyjnymi na Ukrainie?

– Na dzień dzisiejszy wyczerpaliśmy wszystkie możliwości, które mogłyby nam umożliwić prowadzenie poszukiwań naszych przodków w tym kraju. W tej materii ukraińska polityka jest stanowcza i zdecydowana. Z kolei nasza współpraca na polu archiwalnym i naukowym przebiega bez zarzutu. Ukraińcy w pełni z nami współpracują.

Jest więc szansa na przełamanie impasu?

– Wielokrotnie tłumaczyliśmy Ukraińcom, że możemy rozpocząć swoje prace od tych kwestii, które nie budzą wątpliwości. Poszukiwanie naszych żołnierzy, którzy polegli z rąk niemieckich lub sowieckich we wrześniu 1939 r., to jest coś kontrowersyjnego? Albo badania nad naszymi Legionistami poległymi na Wołyniu – czy mogą być punktem spornym? Ukraina jest niestety nieugięta, także w tej kwestii. Mogę jeszcze zrozumieć ich niechęć do podejmowania sprawy ludobójstwa wołyńskiego, ale mimo mojego zrozumienia, nie zrezygnuję z tego, żeby na miejscu kaźni naszych rodaków i na grobach, w których spoczywają ich szczątki, stanął krzyż z informacją, kto tu jest pochowany. Jako prezes IPN będę się o to upominał.

W Gliwicach mówił Pan o potrzebie stworzenia programu, który pomoże w zachowaniu dziedzictwa kresowego. Dlaczego ten element naszej historii uznał Pan za wyjątkowo istotny?

– Nie możemy zapomnieć o Kresach. Na tamtych ziemiach przez wiele wieków istniała Rzeczpospolita. Powstawały tam wybitne dzieła literackie, artystyczne czy architektoniczne. To jest część naszej tożsamości. Oderwanie jej oznacza okaleczenie polskości. I choć te ziemie nie znajdują się w granicach współczesnej Polski, to ich dziedzictwo powinno być częścią naszej pamięci. Musimy zrobić wszystko, aby było ono trwałe. Czas mija. Dlatego Instytut Pamięci Narodowej przygotuje wiele propozycji skierowanych do młodego pokolenia. Na szczęście już teraz młodzi prowadzą wiele wspaniałych inicjatyw, które skupiają się na ratowaniu i porządkowaniu materialnego dziedzictwa.

Ale ciągle historia Kresów to domena jedynie pasjonatów historii.

– Niestety, zbyt mało mówi się o tej tematyce w szkole. Staramy się nadrabiać te braki w programach nauczania i cyklicznie organizujemy różne przedsięwzięcia. Są to np. konkursy czy wyjazdy na Kresy. Te drugie są najlepszą lekcją historii. Jest jeszcze jednak kwestia: połowa współczesnej Polski są to tzw. ziemie odzyskane. Tam głównie przybyła ludność z Kresów. Te ziemie mają pewien problem z tożsamością, mieszkańcy województwa lubuskiego mają „inną” pamięć niż ci z województwa podkarpackiego czy małopolskiego. Myślę, że przywrócenie pamięci w tamte społeczności, budowanie na ich tożsamości będzie wzmocnieniem ich związków z Rzeczpospolitą.

Co jest powodem problemów z tożsamością?

– Problemem jest to, że te osoby swoje korzenie zapuściły dopiero 70 lat temu. Co innego jest, gdy mieszka się na danej ziemi przez wieki, gdy chodzi się na cmentarze, na których spoczywają całe rodziny, a groby mają po sto, dwieście czy trzysta lat. Byłem kiedyś w małej miejscowości pod Kołobrzegiem. Tam na nowym osiedlu nazwy ulic nawiązywały do Kresów. Była ulica Nowogródzka czy Wileńska. To jest wspaniały przykład do naśladowania, bo część tej społeczności właśnie stamtąd przybyła. To nawiązuje więź z ziemią ich przodków.

W programie o Kresach znajdzie się miejsce dla unitów?

– Chciałbym, żeby ten program pokazał wielokulturowe dziedzictwo I i II Rzeczypospolitej. A był to czas zmagań o polskość. Program ten powinien być ogólnopaństwowy i powinien odwoływać się do wszystkich aspektów naszej historii. Nie da się tego zrobić bez powołania ciała, które by zbadało historię powiat po powiecie. Pozostałe tam zabytki, kościoły, cmentarze trzeba udokumentować. Stwórzmy mapę tych miejsc. Oczywiście prowadzimy już takie badania, ale one obejmują mniejszą skalę i są rozproszone. Dużą pracę od połowy lat 90. wykonały w tej materii zespoły historyków Uniwersytetu Jagiellońskiego pod kierunkiem Andrzeja Betleja i Wojciecha Drelicharza. Niekiedy osoby prywatne więcej w tej kwestii zrobiły niż instytucje państwowe – wystarczy wspomnieć choćby Czesława Blicharskiego, niestrudzonego strażnika pamięci Tarnopola.

Ostatnio Uniwersytet Szczeciński wydał monografię Cmentarza Janowskiego we Lwowie. Ten cmentarz jest ogromny i znany, ale są miejsca małe, zapomniane, które stanowią dla nas ogromną wartość kulturową i historyczną. Gdy zwiedzamy Kresy, to trafiamy na mogiły naszych przodków. To są tysiące polskich grobów, Polaków wyznania katolickiego, protestanckiego czy prawosławnego oraz unickiego. Te groby są pozostawione same sobie i niszczeją. Być może dojdzie do takiej sytuacji, że za kilkanaście lat tych miejsc już nie będzie. Zresztą tak już się stało w wielu miejscach. W ciągu ostatnich 25 lat wiele takich miejsc zniknęło, a obciąża nas to, że nie udało się ich udokumentować. Skoro nie zawsze możemy fizycznie ochronić je przed zniszczeniem, to chociaż opiszmy je i udokumentujmy obrazem. Bo przecież są to miejsca spoczynku Polaków, bez względu na wyznawaną religię.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik