logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kandydaci po konsultacji

Poniedziałek, 6 listopada 2017 (23:00)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rozpoczyna się kampania przed wyborami samorządowymi. Platforma zaprezentowała kandydata na prezydenta Warszawy. Czy nie za wcześnie...?

– Używając języka sportowego, zbyt szybkie tempo narzucone na starcie biegu może sprawić, że sił nie wystarczy na finiszu, dlatego moim zdaniem rozpoczęcie kampanii już teraz jest zdecydowanie przedwczesne. Wybory samorządowe różnią się zdecydowanie od tych do Sejmu, Senatu czy do Parlamentu Europejskiego, bo mają charakter bardziej personalny. I niezależnie, czy jest to duże miasto, gdzie obowiązuje ordynacja proporcjonalna, czy mniejsze gminy, gdzie są okręgi jednomandatowe, to zawsze trzeba pamiętać, że wybierani są konkretni ludzie znani z imienia i nazwiska. W przypadku Warszawy wystawienie dwóch kandydatów tzw. totalnej opozycji, która rzekomo miała być zjednoczona, ale – jak widać – politycy Platformy i Nowoczesnej sami sobie zaprzeczyli faktami, pokazując, że do zjednoczenia to im daleko, było błędem. Widać, że podanie do wiadomości publicznej dwóch różnych kandydatów: Rafała Trzaskowskiego przez Platformę i Pawła Rabieja przez Nowoczesną jest efektem burzliwych targów w kręgach decyzyjnych obu tych formacji, które nie mogą dojść do porozumienia.

Rafał Trzaskowski jest – Pana zdaniem – wiarygodnym kandydatem?

– Warszawa jest sztandarowym przykładem, bo tu oprócz walki o jak najlepszy wynik kandydata danego ugrupowania dochodzi jeszcze próba odwrócenia uwagi i przykrycia afery reprywatyzacyjnej kandydatami, którzy nie są umoczeni w nieprawidłowości czy – nazywając rzecz po imieniu – oszustwa, którym mieszkańcy stolicy będą w stanie zaufać, aby miasto stołeczne Warszawa przywrócić do normalności. Prawo i Sprawiedliwość nie będzie pozostawać obojętne na wskazywanie przez Platformę kandydatury Rafała Trzaskowskiego, który podobno jest rodowitym, z dziada pradziada warszawiakiem i  podobno nie miał nic wspólnego z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz. My pokazujemy, że takie stawianie sprawy jest nieuczciwe wobec wyborców. Wracając pamięcią kilka lat wstecz, zauważymy, że to nie kto inny jak Rafał Trzaskowski był blisko związany z Hanną Gronkiewicz-Waltz, że był szefem jej sztabu wyborczego podczas ubiegania się o fotel prezydenta Warszawy. Zresztą jeśli chodzi o Platformę, to można śmiało powiedzieć, że każdy polityk tej partii był czy jest związany z Hanną Gronkiewicz-Waltz, która była i wciąż zresztą pozostaje jedną ze sztandarowych postaci tej formacji. I choć politycy tej partii czynią wszystko, żeby zamydlić oczy Polakom, to tego faktu nie są w stanie się wyprzeć. Obecna prezydent Warszawy należała i należy do ścisłego kierownictwa, można powiedzieć: jest twarzą Platformy. W tej sytuacji cokolwiek by zrobili, to nie przekonają Polaków, że Rafał Trzaskowski to jedynie młody, zdolny, sprawny polityk – nowa twarz Platformy.

Czemu ma służyć wystawienie – jak Pan sam zauważył – młodego, zdolnego polityka? Czy tym ruchem Schetyna – po ewentualnej porażce Trzaskowskiego – nie chce pozbyć się konkurenta w walce o przewodnictwo w partii?

– W mojej ocenie, Grzegorz Schetyna nie troszczy się o Warszawę, ale o swój własny polityczny interes. Stąd eliminuje – i trzeba przyznać, że robi to skutecznie – potencjalnych kontrkandydatów do przywództwa w Platformie. Zresztą robi to nie pierwszy raz. Podobnie postąpił z Ewą Kopacz i tak dzisiaj postępuje z Rafałem Trzaskowskim. Wzorce czerpie z poprzedniej epoki Platformy, gdy obiecujący wówczas, okrzyknięty „delfinem” Krzysztof Kwiatkowski został przez Donalda Tuska i całą tę platformianą wierchuszkę „zesłany” na stanowisko szefa Najwyższej Izby Kontroli. Spowodowane to było przede wszystkim obawą czy wręcz zagrożeniem przywództwa Donalda Tuska w Platformie.

Jak do wyborów samorządowych podejdzie Prawo i Sprawiedliwość?

– PiS przedstawi swoich kandydatów nie na przełomie roku, ale na początku 2018 r. W tej chwili zostały zlecone profesjonalne badania fokusowe dotyczące ewentualnych kandydatów na prezydentów sześciu największych miast w Polsce. Zanim zapadną ostateczne decyzje co do konkretnych kandydatów, chcemy mieć pogłębioną wiedzę dotyczącą popularności czy też szans poszczególnych osób do objęcia fotela włodarza danego miasta. Po tych analizach przeprowadzonych badań przedstawimy naszych kandydatów. Podobnie będzie w przypadku list na radnych, czy to do sejmików wojewódzkich, czy też rad miast wojewódzkich, powiatowych czy gmin. Jesteśmy już po analizie dotyczącej struktur lokalnych, ponadlokalnych PiS i na tej podstawie przygotowujemy się do sporządzenia w drugiej kolejności list do rad sejmików, miast wojewódzkich, powiatowych czy gmin. Natomiast – jak już wspomniałem – w pierwszej kolejności wyłonieni i zaprezentowani zostaną kandydaci na prezydentów miast wojewódzkich.

Jeśli chodzi o Warszawę, która – jak można się domyślać – będzie priorytetem, pod uwagę brane są kandydatury wiceszefa resortu sprawiedliwości Patryka Jakiego i marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego czy może jeszcze kogoś innego?

– Nie powiedzieliśmy jeszcze w sposób zdecydowany, że nie będzie to Jacek Sasin, natomiast analizy, o których wspomniałem, ostatecznie wyłonią kandydata PiS na prezydenta Warszawy. Obok analiz dotyczących kandydatów proszę też wziąć pod uwagę, że Zjednoczona Prawica to nie tylko PiS, ale także Solidarna Polska i Porozumienie i głos wszystkich tych formacji, a więc Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina, będzie również brany pod uwagę.

Nie będzie zatem tak jak w przypadku tzw. opozycji totalnej, gdzie miał być wspólny kandydat, a bez uzgodnienia Schetyna wyskoczył z kandydaturą Trzaskowskiego?

– Z całą pewnością takiej sytuacji nie będzie. My będziemy przedstawiać kandydatów na prezydentów miast jako kandydatów Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście decydować będą szanse na wybór, ale też parytety. Nie będzie też tak, że wszyscy kandydaci, którzy noszą legitymację PiS. W związku z tym na pewno wcześniej czy później swojego kandydata nie zaprezentuje Zbigniew Ziobro czy Jarosław Gowin, ale kandydatury będą wynikiem konsultacji i będą kandydaturami PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia, czyli Zjednoczonej Prawicy.    

A co z Rzeszowem, gdzie od lat rządzi lewicowy prezydent Tadeusz Ferenc popierany także przez Platformę?

– Jest szansa, żeby zmienił się prezydent Rzeszowa, żeby funkcję tę objął nasz kandydat. Pojawiają się kandydaci i to nie my ich wskazujemy, ale wsłuchujemy się w głos społeczeństwa, głos obserwatorów życia publicznego. Myślę, że mogę powiedzieć, iż w kręgu osób, których kandydatura jest rozważana, jest poseł Wojciech Buczak – wcześniej samorządowiec, w latach 2013-2014 przewodniczący Sejmiku Województwa Podkarpackiego oraz przewodniczący Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”. Ale nie tylko ta kandydatura jest brana pod uwagę, bowiem w tym gronie są także kobiety. Kto ostatecznie będzie się ubiegał o objęcie funkcji prezydenta Rzeszowa – stolicy woj. podkarpackiego, póki co nie wiem. Z całą pewnością będzie to jednak osoba, która będzie miała realne szanse wygrać Rzeszów dla dobrej zmiany. Zrobimy wszystko, żeby tak się stało, ale ostatecznie zdecydują mieszkańcy. Na początku przyszłego roku po analizach na pewno kandydat Zjednoczonej Prawicy dla Rzeszowa, ale także kandydaci dla innych podkarpackich miast, m.in. dla Przemyśla, oraz dla wszystkich miast prezydenckich na Podkarpaciu i w ogóle w Polsce, będą podane do wiadomości publicznej.   

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 8 listopada 2017 (20:20)

NaszDziennik.pl