logo
logo

Zdjęcie: ВО Свобода/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Stanowczo i zdecydowanie

Środa, 13 grudnia 2017 (15:05)

Z dr. hab. Włodzimierzem Osadczym, historykiem, dyrektorem Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. św. Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po działaniach wyraźnie antypolskich na Ukrainie m.in. środowiska kresowe odradzały prezydentowi wizytę na Ukrainie. Andrzej Duda jednak udał się do Kijowa. To dobry pomysł?

– Wizytę w Kijowie odradzały prezydentowi Dudzie wszystkie środowiska, które dobrze życzą Polsce. Tu bowiem chodzi o polską rację stanu. Niedawno Werchowna Rada Ukrainy uchwaliła nieudolną i godzącą w podstawowe wartości zachodnioeuropejskie ustawę językową, która wzmacnia pozycję języka ukraińskiego kosztem języków mniejszości narodowych. Reakcja państw, które cenią sobie własną tożsamość narodową, była jednoznaczna, np. planowana od dawna wizyta prezydenta Rumunii została odwołana z powodu teoretycznego ograniczenia szkół z rumuńskim językiem nauczania. Natomiast to, co mamy w relacjach polsko-ukraińskich, jest niestety konsekwentnym i bezrefleksyjnym staczaniem się w przepaść.

Jaka jest przyczyna tych coraz gorszych relacji polsko-ukraińskich?

– Problemem jest ideologia banderowskiego nacjonalizmu ukraińskiego, który na Ukrainie coraz bardziej się panoszy za przyzwoleniem najwyższych władz państwowych tego kraju, z prezydentem Petro Poroszenką na czele i wszystkich formacji sprawujących tam władzę. Ta zbrodnicza ideologia staje się powszechnie obowiązującą. Polska przez całe dekady przymykała oczy na odradzający się antypolski nacjonalizm, co więcej, spotykało się to nawet z bierną akceptacją. Sytuacja się nieco zmieniła wraz ze zmianą układu politycznego, kiedy tematy istotne z polskiego punktu widzenia znalazły się w obszarze publicznej debaty. Wobec rosnących coraz bardziej napięć na linii Kijów – Warszawa wizyta prezydenta Dudy na Ukrainie – w moim odczuciu – jest nieporozumieniem. Nie ma bowiem dobrego klimatu, a przede wszystkim brakuje sygnałów ze strony ukraińskiej, które świadczyłyby o refleksji i wskazywałyby, że jest chęć przeprowadzenia bardzo radykalnych zmian, które są nieodzowne, bez których nie będzie mowy o poprawnych wzajemnych relacjach.

Co chce Pan przez to powiedzieć?

– W kwestiach polityki historycznej nasze stanowisko musi być jasne i zdecydowane. Nie wyobrażam sobie porozumienia polsko-ukraińskiego na warunkach stawianych przez Kijów, mianowicie odbudowy na terenie Polski pomników gloryfikujących OUN-UPA i zaniechania żądań dotyczących ekshumacji i godnych pochówków ofiar zbrodni ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. Przypomnę tylko, że liczba Polaków zamordowanych przez OUN-UPA na Ukrainie to rząd kilkudziesięciu tysięcy. Ogromna większość wciąż spoczywa w nieekshumowanych dołach śmierci bez grobów i godnych upamiętnień. Wobec braku zrozumienia m.in. tych kwestii wizyta prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie nie ma racji bytu. Tym bardziej że strona ukraińska już nie raz upokarzała przedstawicieli najwyższych władz państwowych, jak chociażby w 2015 r. na wiosnę prezydenta Komorowskiego, którego wizyta w parlamencie ukraińskim splotła się z uznaniem za bohaterów Ukrainy zbrodniarzy, w tym m.in. Stepana Bandery. Zresztą podobnie rzecz ma się z prezydentem Andrzejem Dudą, który w czasie swojej poprzedniej wizyty na Ukrainie jasno wskazał oczekiwania co do zwrotu katolikom naszych polskich świątyń we Lwowie, np. kościoła pw. św. Marii Magdaleny, co nie spotkało się z żadną reakcją ze strony ukraińskich władz. To pokazuje bagatelizowanie i lekceważenie Polski, a na to nie możemy się dłużej godzić. Jeśli ta wizyta ma po raz kolejny pozorować dobre relacje polsko-ukraińskie, to nie ma ona najmniejszego sensu.

Spodziewa się Pan, że prezydent Duda poruszy temat gloryfikacji zbrodniarzy OUN-UPA oraz relatywizowania zbrodni wołyńskiej?

– Prezydent Duda jako głowa państwa polskiego ma wręcz obowiązek postawienia tych spraw w sposób jasny i zdecydowany. W tej chwili mamy – niestety – bardzo dziwną sytuację, mianowicie kwestie dotyczące zbrodni wołyńskiej – ogromu tej zbrodni – nie są znane w Polsce. Tymczasem według szacunków Instytutu Pamięci Narodowej ok. 130 tysięcy szczątków polskich ofiar zbrodni dokonanych przez OUN-UPA czeka na odkrycie i godny pogrzeb. To jest sytuacja bezprecedensowa w dziejach świata. Mamy obowiązek wobec Polaków wymordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Owszem, IPN próbuje prowadzić dyskusje ze stroną ukraińską, ale czas najwyższy, żeby tę dyskusję przenieść na wyższy stopień. IPN może, owszem, na szczeblu wykonawczym realizować politykę ustalenia i decyzje, które wcześniej mają zapadać na najwyższym szczeblu. Ale tę politykę państwa polskiego powinien formułować nasz prezydent, który musi jasno, w sposób zdecydowany stawiać te kwestie w rozmowach z prezydentem Ukrainy. Krótko mówiąc, najpierw ta kwestia musi zostać zdefiniowana i przedstawiona na szczeblu państwowym w sposób jasny. Te kwestie powinny wybrzmieć jasno, stanowczo, nie tylko ze strony MSZ, ale na najwyższym szczeblu. Tu nie ma dyskusji, bo chodzi o fundamentalne sprawy związane z pamięcią narodową, które są poza wszelką dyskusją. Gdy chodzi o realizację tych zadań, jakakolwiek dyskusja i dyplomacja nie są na miejscu. To są sprawy najważniejsze dla państwa polskiego, gdzie nie ma kompromisu. Wchodzenie w dyskusje ze stroną ukraińską niczego nie rozwiąże, wprost przeciwnie, pogłębi istniejący kryzys, który jest efektem przyzwalania przez polską stronę, żeby banderyzm na Ukrainie szerzył się jeszcze bardziej. To Polska jako państwo zdecydowanie bardziej rozwinięte pod każdym względem, członek Unii Europejskiej i NATO, ma rozdawać karty, a nie Ukraina, która w sposób bezczelny próbuje nas wykorzystywać.

Czy w związku z tym, o czym Pan mówi, strategiczne partnerstwo z Ukrainą, które nam przez wiele lat wtłaczano do głów – ma jeszcze jakikolwiek sens?

– To strategiczne partnerstwo z Ukrainą, które przez wiele lat funkcjonowało w naszej przestrzeni publicznej jako pewien dogmat, niezweryfikowana do końca wizja przyszłości, już dawno legło w gruzach. Co więcej, kolejne zdarzenia świadczą, że ta wizja była fikcją. Dowodów jest cała masa. Pierwszy z brzegu: poza Radiem Maryja i Telewizją Trwam nikt nawet się nie zająknął, że hymnem ukraińskiej armii jest nowy hymn zbrodniczej OUN-UPA, a defilada wojskowa w Kijowie w sierpniu br., mająca upamiętnić uzyskanie niepodległości tego kraju po upadku ZSRS, odbywała się przy dźwiękach tego marszu. To pokazuje, na jakich fundamentach, na gloryfikacji OUN-UPA, jest budowany nie tylko ukraiński mit narodowy, ale też etos ukraińskiej armii. Dlatego nie widzę sensu rozmów z Ukraińcami o strategicznym partnerstwie, w tym również wojskowym, czy o przeciwdziałaniu rzekomej trzeciej siły, która jest cały czas wykorzystywana, aby wzmacniać ten przekaz. Nie może być mowy o współpracy czy kooperacji z Kijowem czy wojskiem ukraińskim, jeśli funkcjonuje tam bezpośrednie nawiązanie do tradycji ludobójczych formacji OUN-UPA. O tej zbrodniczej ideologii, potępiając ją, mówił męczennik bł. bp Grzegorz Chomyszyn. Skoro ukraiński kapłan, patriota, potępia tę zbrodniczą ideologię, to nam nie pozostaje nic innego. Nie łudźmy się, partnerstwo budowane na piasku, bez fundamentów prawdy, nie przetrwa próby czasu.

Tymczasem przez całe lata słyszeliśmy, że warunkiem bezpieczeństwa Polski jest wolna Ukraina?

– Warunkiem bezpieczeństwa Polski jest mądra polityka naszych władz. Jeśli sami nie zadbamy o własne bezpieczeństwo, to nikt za nas tego nie zrobi. Patrząc na Ukrainę jako na bufor naszego bezpieczeństwa, nie możemy przymykać oczu na odradzającą się tam zbrodniczą ideologię OUN-UPA. Środowiska, które lansują tezę, że nie będzie wolnej Polski bez wolnej Ukrainy, że nacjonalizm ukraiński to jest margines życia politycznego na Ukrainie, że banderyzm jest wyłącznie antyrosyjski, a nie antypolski, okłamują społeczeństwo. To tak jakby powiedzieć, że system nazistowski miał sens, podobnie jak działania Amerykanów, którzy na pewnym etapie wspierali talibów, co z czasem wymknęło się spod kontroli i zrodziło całą masę nieszczęść. Podobnie rzecz ma się z Ukrainą, gdzie strategiczne partnerstwo, jeśli nie będzie oparte o fundament prawdy, o zasady etyczne, może się przerodzić w zło. Państwo ukraińskie jest obecnie bardzo słabym bytem zmierzającym ku upadkowi. Ta słabość będzie się utrzymywała dopóty, dopóki nie nastąpi konsolidacja Ukrainy. Jednak konsolidacja Ukrainy opierająca się jedynie na płaszczyźnie antyrosyjskiej nie dojdzie do skutku. Dlatego czy nam się to podoba, czy nie, musimy dostrzegać obecność Rosji jako istotnego gracza na scenie geopolitycznej, który ma duże wpływy na wydarzenia, gracza, przeciwko któremu nie da się wykorzystać jedynie roznamiętnionego nacjonalizmu ukraińskiego, który w rzeczywistości ma zabarwienie bardziej antypolskie niż antyrosyjskie. Antyrosyjskość stała się pewną rutyną, kartą, którą próbuje się nas rozgrywać, szokować. Natomiast zapomina się, że bardzo groźny jest dla nas także odradzający się na Ukrainie banderyzm. Nie pozwólmy sobą pomiatać. Proszę zwrócić, że kiedy napięcia w relacjach polsko-ukraińskim są zaognione z przyczyn, o których rozmawialiśmy wcześniej, każda wypowiedź polskiego polityka wywołuje ukraińską ripostę i to na najwyższym poziomie.

Nie ma zatem dobrego klimatu do rozmów?  

– Niestety, póki co nie ma. Dlatego takie symboliczne gesty jak wizyta prezydenta Andrzeja Dudy na Ukrainie powinny być poprzedzone szczegółowymi analizami, ustaleniami, które powinny dotyczyć spraw istotnych dla Polski.

Czy Ukraińcy mogą próbować wykorzystać wizytę prezydenta Dudy do swoich celów?

– Z całą pewnością można się spodziewać, że wykorzystają każdą naszą słabość. Ta wizyta prezydenta RP może być wykorzystana demonstracyjnie, aby pokazać, że z Polską można rozmawiać, jak się chce, że Polska jest skazana na Ukrainę, w tym również banderowską. Ukraińcom nie wolno ulegać, dlatego polityka wobec Kijowa wymaga bardziej stanowczej postawy. Stanowczość i zdecydowanie to wartości, z którymi Ukraińcy będą zmuszeni się liczyć. Niestety Polska wciąż wykazuje się uległością, co na Wschodzie jest odbierane jak przejaw słabości.

Jak zatem rozmawiać z Ukraińcami?

– Twardo. W polsko-ukraińskiej przestrzeni publicznej jest cały szereg niedomówień, pytań bez odpowiedzi. Po likwidacji nielegalnego upamiętnienia OUN-UPA w Hruszowicach k. Przemyśla, na początku grudnia w Krakowie odbyło się spotkanie komitetów prezydenckich. Informacje, jakie do nas dotarły po tym spotkaniu, są sprzeczne. Ambasador Ukrainy, a następnie szef ukraińskiego MSZ Klimkin nagłośnili wiadomość, że min. Krzysztof Szczerski, który reprezentował Kancelarię Prezydenta RP, zobowiązał się do odbudowy pomnika w Hruszowicach, czemu zaprzeczył min. Szczerski. Jeśli ambasador Ukrainy powiedział nieprawdę, to pytanie:  dlaczego ambasador Ukrainy nie został wezwany na dywanik i dlaczego ta sprawa, niezwykle ważna do Polaków, nie została wyjaśniona dogłębnie, w sposób jasny, niepozostawiający żadnych wątpliwości? Pozostaje więc domniemanie, że Kancelaria Prezydenta RP prowadzi jeszcze jakieś inne rozmowy, wchodzi w inne relacje niż te, które się pojawiają w oficjalnych komunikatach. To nic innego jak tworzenie przestrzeni do różnych niepotrzebnych dywagacji, co jest niekorzystne z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich.   

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 13 stycznia 2018 (19:30)

NaszDziennik.pl